Kosmetyki warte uwagi za mniej niż 20zł

Porządki w Kosmetycznym Pudełku zaowocowały pomysłem na nowy post. Zauważyłam, że mam sporo kosmetyków, które towarzyszą mi przez dłuższy czas, a ich ceny nie są wygórowane. Krótko mówiąc: tanie i dobre. Jeśli jesteście zainteresowani moim ulubieńcami w przedziale 20zł - zapraszam do czytania i oglądania! ;-)








Najtańszy, ale na pewno nie najgorszy (!), dezodorant jaki miałam  - ISANA MED ultra sensitiv, przeznaczony dla skóry wrażliwej. Ma bardzo ładny, delikatny zapach, nie podrażnia i nie wysusza skóry. Zapach i ochrona utrzymują się naprawdę długo, biorąc pod uwagę cenę.

Dostępność: Rossmann.

Cena: 3,49zł (%) / 150ml.

Ekstremalne nawilżenie? Tylko Biały Jeleń! Mowa o hipoalergicznym balsamie do ciała dla skóry wrażliwej. Bez alergenów, parabenów, silikonów i barwników, przebadany w kierunku atopii. Balsam ma delikatny, przyjemny zapach, charakterystyczny dla marki. Idealnie nawilża skórę, łagodzi podrażnienia (np. te wywołane alergią), zapobiega powstawaniu kolejnych, wyraźnie poprawia kondycję i regeneruje skórę. Posiada przyjemną w nakładaniu konsystencję, wydajny.

Dostępność: drogerie, apteki.

Cena: ok. 12zł / 200ml.

Rozstępy, cellulit, słabo ujędrniona skóra - chyba każda z nas to zna. Mi z pomocą przychodzi lioton pielęgnacyjny z lanoliną i ekstraktem z alg. Wprawdzie przeznaczony jest dla kobiet w ciąży, ale tym bez brzuszka też pomaga. ;-) Co zauważyłam? Zapobiega powstawaniu kolejnych rozstępów, spłyca te, które już są (mowa jeszcze o tych różowych, na 'stare' - białe nie pomaga) i CUDOWNIE ujędrnia skórę.

Dostępność: Rossmann.

Cena: ok. 12zł / 250ml.


Posiadaczce cery baaardzo mieszanej dość ciężko jest utrzymać optymalne nawilżenie. Z pomocą przychodzi AloeVera firmy GORVITA. Żel przywraca nawilżenie, a dodatkowo działa łagodząco. Pisałam już o nim tutaj.

Dostępność: apteki, sklepy zielarskie.

Cena: 13zł.

Kolejnym krokiem w pielęgnacji cery są peelingi - ziarniste oraz enzymatyczne. Moimi ulubieńcami są: Peeling morelowy z SORAYI i peeling enzymatyczny od ziaji. O nich też już pisałam i to nie raz: klikklik.

Dostępność: drogerie.

Cena: do 12zł.

 W mojej torebce zawsze znajdziemy krem do rąk, zawsze! Od zeszłego roku upodobałam sobie migdałowy krem do rąk i paznokci 'sweet secret' od FARMONY. Zniewalający zapach i nawilżenie bez efektu natłuszczenia - nie ma nic gorszego od lepkich, klejących się dłoni.

Dostępność: drogerie, np. Natura.

Cena: ok. 8zł / 100ml.

Odkrycie roku - żel ze świetlikiem i herbatą do powiek i pod oczy od Pharma Solution. Niweluje cienie pod oczami, przyjemnie chłodzi, koi i nawilża. Zakupiony 'całkiem przypadkiem' w aptece. ;-)

Dostępność: apteki.

Cena: 4zł / 20g.

Na niedawnej promocji w drogeriach Natura wzbogaciłam swoje zapasy o jedwabną kurację do włosów farbowanych od NATURA Silk. Aplikacja produktu jest bardzo wygodna i higieniczna. Na swoje dość długie włosy potrzebuję 2 pompki, które wmasowuję w wilgotne włosy, szczególnie końcówki. Włosy od razu lepiej się rozczesuje, są delikatnie nabłyszczone, nie puszą się ani nie elektryzują. Dodatkowym plusem jest przyjemny zapach, który jednak stosunkowo krótko utrzymuje się na włosach.

Dostępność: drogerie, np. Natura.

Cena: 3zł (%).

Ostatni ulubieniec jest ze mną już około 5 lat. Mowa o paście cynkowej. Ma działanie ściągające, lekko antybakteryjne i wysuszające. Jest to mój ideał na niespodziewane pojedyncze niespodzianki, które często pojawiają się na mojej twarzy. Niesamowicie wydajna i tania.

Dostępność: apteki.

Cena: 3-7zł.


Tak właśnie wygląda moje zestawienie. Chętnie dowiem się, jakie kosmetyki polecacie w takim przedziale cenowym? ;-)



KP

Peelingi enzymatyczne 'ziaja' & 'AVON' - porównanie

Trochę późno zrozumiałam, że peeling enzymatyczny będzie dużo lepszy dla mojej skóry od tego tradycyjnego. Trzymając się zasady 'lepiej późno niż wcale' stałam się posiadaczką dwóch peelingów tego typu. Dziś chcę się z Wami podzielić opinią na ich temat, a więc... zapraszam! :-)


Zacznę od samej idei peelingów enzymatycznych - są to zabiegi złuszczania naskórka za pomocą zawartych w peelingu enzymów roślinnych. Są one szczególnie delikatne, zalecane do cery naczynkowej czy wrażliwej. Nie zawiera drobinek ścierających, a więc nie powoduje mechanicznych uszkodzeń skóry. Złuszczanie martwego naskórka następuje poprzez wpływ enzymów roślinnych, które rozpuszczają warstwę rogową naskórka.


Na pierwszy ogień idzie peeling enzymatyczny od 'ziaja', ulga dla skóry wrażliwej. Używam go od około 9 miesięcy i jest to moje pierwsze opakowanie, z czego wynika, że jest niezwykle wydajny - przynajmniej w moim przypadku.

Sam produkt zamknięty jest w tubce o pojemności 60 ml. Preparat jest testowany dermatologicznie i alergologicznie, jest hypoalergiczny, bezzapachowy, nie zawiera barwników, silikonów, olejów mineralnych, ma naturalne pH.

Działanie: na pewno wyraźnie złuszcza martwy naskórek, wygładza, zmiękcza skórę i wyraźnie ją nawilża. Po zmyciu peelingu skóra wydaje się być gładsza i wygląda na dużo zdrowszą. 

Stosowanie: według producenta 1-2 razy w tygodniu nanosimy peeling na skórę wykonując przy tym delikatny masaż; zmywamy ciepłą wodą po upływie około 10-15 minut. 

Początkowo peeling ani trochę nie przypadł mi do gustu. Czułam jakbym nakładała grubszą warstwę kremu, zmywanie go było jeszcze gorszym doświadczeniem, szczególnie w przypadku wysypu nieprzyjaciół.
Jednak po kilku użyciach stan mojej cery widocznie się poprawił i zaczęłam się do niego przekonywać. Jego stosowanie nie powoduje u mnie żadnych reakcji alergicznych, ani wysypu nieprzyjaciół. W ogólnej ocenie daję mu 5/5, chociaż opakowanie mogłoby być lepszej jakości, bo z czasem nieco się odkształciło.

Cena: około 11zł, Super-Pharm. 


Drugim produktem jest Perfectly Purifying od AVON planet spa. Używam go dużo krócej od tego "ziajowego", bo kilka tygodni, ale to mi wystarcza do wystawienia mu opinii. 


Peeling zamknięty jest w przyjemnej dla oka tubce o pojemności 50 ml. Zawiera minerały z Morza Martwego. Na opakowaniu producent informuje nas o delikatnej formule złuszczającej, stworzonej specjalnie dla cery wrażliwej. 

Stosowanie: rozprowadzamy delikatnie na skórze, pozostawiając na około 1-2 minuty. Następnie, masując twarz dokładnie spłukujemy produkt.

Konsystencja jest gęstsza od peelingu z ziaji i bardziej przypadła mi do gustu; coś jak maseczka. Jeśli mam na skórze jakieś wykwity, to po nałożeniu odczuwam szczypanie w tych właśnie miejscach. Nie jest to jednak nie do zniesienia.

Jeśli chodzi o działanie to wyczuwam, że jest słabsze od poprzednika. Skóra wprawdzie jest oczyszczona, ale brakuje mi efektu 'wow!'.

Cena promocyjna: 9zł, katalog Avon.


Podsumowując, jeśli chcecie wypróbować Wasz pierwszy bądź nawet  kolejny peeling enzymatyczny, zdecydowanie polecam ten z 'ziaji'.

Mam nadzieję, że komuś przyda się ta recenzja. Chętnie dowiem się jakich peelingów enzymatycznych Wy używacie? Jakie polecacie? Za wszelkie rady również bardzo dziękuję. :-)


KP

Makijaż - ulubieńcy sierpnia


 W sierpniu w Kosmetycznym Pudełku pojawiły się dwie nowości, które od pierwszego użycia stały się ulubieńcami w codziennym makijażu. Zapraszam na recenzję!

Dla mnie, posiadaczki bardzo wymagającej i problemowej cery, dobranie w miarę przyzwoitego podkładu jest nie lada wyczynem. Metodą prób i błędów testowałam już całe mnóstwo pudrów, podkładów, kremów BB jak i CC. Miesiąc temu trafiłam na LASTING FINISH od Rimmel i właśnie o nim chcę Wam dziś opowiedzieć.


 Podkład zamknięty jest w szklanym opakowaniu o pojemności 30 ml. Posiada SPF 20, co jest sporym plusem. Producent gwarantuje nam pełne krycie niedoskonałości, uczucie nawilżonej skóry - dzięki "comfort serum" oraz odporność na ścieranie i pot. Podobno makijaż ma pozostać na swoim miejscu przez (aż!) 25 godzin. Dostępne są 4 odcienie - ja posiadam najjaśniejszy (100 IVORY). Cena - 38zł, dostępny w stacjonarnych drogeriach, np. Rossmann.

Jak jest w rzeczywistości? Weźmy pod uwagę rodzaj mojej cery - mieszana, z tendencją do wyprysków, alergiczna. Podkład ma kryć i nawilżać jednocześnie i tak rzeczywiście jest. Niedoskonałości są zakryte, a cera wygląda świeżo. Do tego, podkład nie podkreśla żadnych skórek i jest bardzo wydajny. Najlepiej nakłada się go palcami, pod wpływem ciepła przyjemnie łączy się ze skórą. Jedna pompka w zupełności wystarcza na pokrycie całej twarzy.

Test odporności na ścieranie zdał u mnie śpiewająco! Nawet przy ciągłym wycieraniu nosa, zszedł minimalnie. Zwykle konieczne poprawki, w tym przypadku były zbędne.

Na pewno wymaga przypudrowania, jeśli nie chcemy/nie lubimy świecenia, szczególnie w przypadku cery mieszanej bądź tłustej. Małym minusem jest dla mnie zakrętka. Uważam, że mogłaby być porządniejsza, bo czasem lekko mi się zsuwa w kosmetyczce.

Podsumowując, w ciepłe dni sprawdził mi się bardzo dobrze, ale zobaczymy jak będzie w sezonie jesienno - zimowym. Osobiście mogę polecić ten podkład, ale pamiętajmy, że każda z nas ma inną cerę. To, co służy mi, niekoniecznie musi być dobre dla Was.



Podobno mężczyźni, patrząc na nasze twarze, najpierw zwracają uwagę na usta. Myślę, że nie tylko oni, bo ja także mam obsesję na punkcie pięknych, nawilżonych ust. Kiedy już je wypielęgnujemy, warto dodać im trochę koloru. Aktualnie na rynku mamy całe mnóstwo pomadek, szminek, błyszczyków, farbek itp.

Całe lato "chodziła za mną pomarańcza" i sprytnie wskoczyła do Kosmetycznego Pudełka w postaci kremowej pomadki do ust od KOBO.

Jest to pomadka z serii FASHION COLOUR, a mój kolor to 113 ORANGE KISS. W szafie KOBO znajdziemy 12 odcieni.
Pomadka ma niezwykle kremową formułę i jest świetnie napigmentowana. Nie wysusza ust, a nadaje im gładkości i miękkości. Kolor zachowuje trwałość do 6 godzin. Noszenie jej na ustach to czysta przyjemność!

Opakowanie jest porządne i eleganckie. Waga to 3,8g. Dostaniemy ją np. w drogerii Natura w cenie regularnej 15,99zł. Jednak warto czyhać na promocje - ja swoją kupiłam za 10zł.

Gama kolorów jest naprawdę różnorodna i chętnie przygarnęłabym je wszystkie! ;-)





Te dwa produkty towarzyszą mi już od ponad miesiąca i mam nadzieję, że nadal będziemy sobie żyć w miłej symbiozie. Jak zwykle zachęcam do pytań, jak też i  porad.





KP

Mój sposób na cerę bez błyszczenia

Długo szukałam sposobu na pozbycie się błyszczenia, szczególnie w strefie T. Z pomocą przychodziły mi fora, filmiki, artykuły w gazetach. W końcu udało się, dlatego dziś dzielę się z Wami moją 'kuracją'. :)

Nie wystarczy działać od zewnątrz. Moja walka rozpoczęła się od  zażywania witamin, dopiero niedawno dołożyłam do tego odpowiednie kremy.

SUPLEMENTY:

- witamina C (1000 mg)

Ma postać tabletek musujących, które rozpuszczamy w 1/4 szklanki letniej wody.

- witamina B

- cynk


Wyszczególnione tu suplementy (witaminę C, B i cynk) bierzemy RAZ DZIENNIE PO JEDNEJ TABLETCE. 

Zdjęcia zapożyczyłam z internetu, aczkolwiek są to te same witaminy, które brałam. Jeżeli chodzi o cynk, to Zincas jest mocniejszy i możecie go nie dostać bez recepty. Na początek polecam ten zwykły 10 mg. 

Pierwsze efekty, w moim przypadku, były widoczne po około 2 tygodniach. Taką kurację stosuję przez 2 miesiące, a potem robię 1-2 tygodnie przerwy.
Jestem już po trzech takich kuracjach i mój odwieczny problem tłustej cery odszedł w zapomnienie. 

Serdecznie polecam wypróbowanie tej kuracji.

KREMY

Aktualnie pod makijaż używam stale jednego kremu. Jest to SORAYA - krem matująco-nawilżający.


Skóra jest po nim wyraźnie nawilżona, wygładzona, bardzo przyjemna w dotyku, mogę tu nawet zaryzykować określeniem - satynowa. Efekt matowienia to jakieś 4h. Dla mnie ważniejsze jest nawilżenie, bo matowienia już jako takiego nie potrzebuję. 

Dostaniecie go w przyzwoitej cenie, mniej niż 20zł. Dostępny w stacjonarnych drogeriach, np. Rossmann.

W upalne dni pod makijaż i nie tylko używam LRP ANTHELIOS XL z SPF 50. 


W przypadku tego filtra efekt zmatowienia jest natychmiastowy i utrzymuje się nawet do 8h, co w lecie jest nie lada wyczynem. Dodatkowym plusem jest fakt, że nie pozostawia białego filmu na twarzy, ale może nam rozjaśnić zbyt ciemny podkład, jeśli uprzednio nałożymy jego sporą ilość.

Według mnie jego jedynym minusem jest cena, która sięga do 60zł.


W taki właśnie sposób uzyskałam zdrowo wyglądającą cerę, bez nadmiernego błyszczenia.
Zachęcam do pytań, jak również będę wdzięczna za wszelkie rady i Wasze sposoby na piękną cerę. :-)


KP

Moja pielęgnacja - cera mieszana, skłonna do trądziku, alergiczna

Swoją przygodę z tym miejscem rozpoczynam wpisem z serii 'Moja pielęgnacja'. Zapewne jestem jedną z wielu kobiet, których cera wymaga dużej uwagi i ostrożnej pielęgnacji. Jeśli posiadacie, tak jak ja, kapryśną cerę, to zapraszam do dalszego czytania.


Na zdjęciu powyżej widzicie moją aktualną 'armię', która pomaga mi w walce o lepszą, przede wszystkim
zdrowo wyglądającą cerę.

Zacznę od złuszczania, które wręcz uwielbiam! Aktualnie są ze mną dwa peelingi.


 Znany, już chyba wszystkim, peeling enzymatyczny od 'ziaja'. Jest to mój numer jeden wśród peelingów enzymatycznych. Delikatnie złuszcza naskórek, wyraźnie wygładza i zmiękcza skórę. Po jego użyciu buzia jest przyjemnie nawilżona.

W lecie, kiedy moja skóra bardziej się przetłuszcza, potrzebuję mocniejszego złuszczenia. Z pomocą przychodzi mi peeling morelowy od 'SORAYA', przeznaczony do cery tłustej i trądzikowej. Posiada ekstrakt z białej wierzby, rozdrobnione łupinki orzecha królewskiego oraz kwas salicylowy. W rezultacie otrzymuję oczyszczoną, rozjaśnioną skórę i co ważne - zmniejszoną ilość wągrów!

Peelingi robię 2-3 razy w tygodniu.

 Po złuszczeniu czas na żel.


 Używam 'Aloe Vera' - jest to preparat ze szczególnym przeznaczeniem dla cery wrażliwej ze skłonnością do alergii. Zawiera wyciąg z aloesu, który stymuluje regenerację naskórka. Żel przywraca jędrność oraz odpowiednie nawilżenie skóry. Działanie aloesu wspomaga, zawarta w żelu, lecznicza woda mineralna z Uzdrowiska Rabka.

Żelu używam codziennie - albo do mycia (słabo się pieni), albo wmasowuję go w skórę i pozostawiam do wchłonięcia, wtedy nie nakładam już żadnych kremów.

Kremy.


 Dobry krem to podstawa pielęgnacji. Nie wyobrażam sobie robienia makijażu bez uprzedniego nałożenia kremu. To samo tyczy się nocy; skóra odpoczywa, regeneruje się i ma czas, aby wchłonąć potrzebne jej substancje.

Moim numerem jeden, zarówno na dzień (nawet pod makijaż) jak i na noc, jest 'EFFACLAR DUO[+]'. Świetnie radzi sobie z wypryskami, jak i plamkami, które po nich pozostają. Wyrównuje koloryt, ujednolica skórę, a do tego nie wysusza i jest bardzo wydajny. Jedyne, co może przed nim skutecznie odstraszać, to cena - ok. 50zł.

W upalne dni (i nie tylko) najlepiej sprawdza mi się LRP ANTHELIOS XL 50+. Jest to filtr o tzw. suchej formule. Idealnie matuję buzię. Nie jest potrzebna żadna baza, ani podkład matujący, do tego zapewnia wysoką ochronę. Minus, jak to przy produktach LRP bywa, to znów cena, bo ok. 60zł.

Nawilżenie zapewnia mi moja nowość od 'SORAYA' - Vita Therapy System B3, przeznaczony do cery tłustej i mieszanej. Jest to krem na dzień matująco-nawilżający. Na matowieniu nie zależy mi aż tak bardzo, ale nawilżenie sprawdza się w 100% - ideał. Cera staje się przyjemna w dotyku, wręcz satynowa. Matuje około 4h. Dostępny w stacjonarnych drogeriach i kosztuje mniej niż 20zł. Nadaje się pod makijaż.

Tonizowanie.

 L'OREAL IDEAL SOFT - łagodzący tonik oczyszczający. Pomaga mi w pozbyciu się resztek makijażu i innych zanieczyszczeń. Przywraca skórze miękkość i aksamitność. Ogromnym plusem dla mnie jest fakt, że nie podrażnia, skóra po jego użyciu nie piecze. Ma nietypową gęstą konsystencję i przyjemny zapach. Dostępny w drogeriach za około 15zł.




Na dzień dzisiejszy, właśnie tak wygląda moja pielęgnacja. Często coś zmieniam, bo skóra szybko przyzwyczaja się do danego produktu.
Jeśli macie pytania bądź rady, chętnie poczytam. :-)




Pozdrawiam!


KP


https://www.facebook.com/pages/Kosmetyczne-Pude%C5%82ko/139488906258972?ref=hl


Letnia pielęgnacja cery - 3 ulubione kroki | krem peelingujący, woda winogronowa, maseczka nawilżająca Caudalie

Latem chętniej sięgam po kosmetyki nawilżające, kojące, delikatne. Rezygnuję z kwasów i bardziej treściwych formuł na rzecz tych lekkich, k...