Makijaż - ulubieńcy sierpnia


 W sierpniu w Kosmetycznym Pudełku pojawiły się dwie nowości, które od pierwszego użycia stały się ulubieńcami w codziennym makijażu. Zapraszam na recenzję!

Dla mnie, posiadaczki bardzo wymagającej i problemowej cery, dobranie w miarę przyzwoitego podkładu jest nie lada wyczynem. Metodą prób i błędów testowałam już całe mnóstwo pudrów, podkładów, kremów BB jak i CC. Miesiąc temu trafiłam na LASTING FINISH od Rimmel i właśnie o nim chcę Wam dziś opowiedzieć.


 Podkład zamknięty jest w szklanym opakowaniu o pojemności 30 ml. Posiada SPF 20, co jest sporym plusem. Producent gwarantuje nam pełne krycie niedoskonałości, uczucie nawilżonej skóry - dzięki "comfort serum" oraz odporność na ścieranie i pot. Podobno makijaż ma pozostać na swoim miejscu przez (aż!) 25 godzin. Dostępne są 4 odcienie - ja posiadam najjaśniejszy (100 IVORY). Cena - 38zł, dostępny w stacjonarnych drogeriach, np. Rossmann.

Jak jest w rzeczywistości? Weźmy pod uwagę rodzaj mojej cery - mieszana, z tendencją do wyprysków, alergiczna. Podkład ma kryć i nawilżać jednocześnie i tak rzeczywiście jest. Niedoskonałości są zakryte, a cera wygląda świeżo. Do tego, podkład nie podkreśla żadnych skórek i jest bardzo wydajny. Najlepiej nakłada się go palcami, pod wpływem ciepła przyjemnie łączy się ze skórą. Jedna pompka w zupełności wystarcza na pokrycie całej twarzy.

Test odporności na ścieranie zdał u mnie śpiewająco! Nawet przy ciągłym wycieraniu nosa, zszedł minimalnie. Zwykle konieczne poprawki, w tym przypadku były zbędne.

Na pewno wymaga przypudrowania, jeśli nie chcemy/nie lubimy świecenia, szczególnie w przypadku cery mieszanej bądź tłustej. Małym minusem jest dla mnie zakrętka. Uważam, że mogłaby być porządniejsza, bo czasem lekko mi się zsuwa w kosmetyczce.

Podsumowując, w ciepłe dni sprawdził mi się bardzo dobrze, ale zobaczymy jak będzie w sezonie jesienno - zimowym. Osobiście mogę polecić ten podkład, ale pamiętajmy, że każda z nas ma inną cerę. To, co służy mi, niekoniecznie musi być dobre dla Was.



Podobno mężczyźni, patrząc na nasze twarze, najpierw zwracają uwagę na usta. Myślę, że nie tylko oni, bo ja także mam obsesję na punkcie pięknych, nawilżonych ust. Kiedy już je wypielęgnujemy, warto dodać im trochę koloru. Aktualnie na rynku mamy całe mnóstwo pomadek, szminek, błyszczyków, farbek itp.

Całe lato "chodziła za mną pomarańcza" i sprytnie wskoczyła do Kosmetycznego Pudełka w postaci kremowej pomadki do ust od KOBO.

Jest to pomadka z serii FASHION COLOUR, a mój kolor to 113 ORANGE KISS. W szafie KOBO znajdziemy 12 odcieni.
Pomadka ma niezwykle kremową formułę i jest świetnie napigmentowana. Nie wysusza ust, a nadaje im gładkości i miękkości. Kolor zachowuje trwałość do 6 godzin. Noszenie jej na ustach to czysta przyjemność!

Opakowanie jest porządne i eleganckie. Waga to 3,8g. Dostaniemy ją np. w drogerii Natura w cenie regularnej 15,99zł. Jednak warto czyhać na promocje - ja swoją kupiłam za 10zł.

Gama kolorów jest naprawdę różnorodna i chętnie przygarnęłabym je wszystkie! ;-)





Te dwa produkty towarzyszą mi już od ponad miesiąca i mam nadzieję, że nadal będziemy sobie żyć w miłej symbiozie. Jak zwykle zachęcam do pytań, jak też i  porad.





KP

Komentarze

  1. Mam od dawna ochotę na ten podkład ale czekam na promocję jakaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie kupiłam go w Naturze na -40% :)

      Usuń
  2. Nie testowalam, moze kiedys sprobuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę musiała spróbować tego podkładu :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każde odwiedziny i komentarz. Postaram się odwiedzić także Ciebie, miłego dnia! : )