Kosmetyczne wyzwanie

Zapewne nie tylko ja posiadam kosmetyki, które stoją, kurzą się i ciężko po nie sięgnąć. Zrobiłam mały przegląd kosmetycznego pudełka i wybrałam produkty, które mam zamiar, a właściwie to bardzo chcę skończyć, jeszcze w tym roku. 

Tego typu wpis, mam nadzieję, zmobilizuje mnie do ich używania. Zapraszam :-)


Największy problem sprawiają mi balsamy do ciała... Bardzo często nie dlatego, że są złe, ale z braku systematycznego używania. Kolejne opakowania nawarstwiają mi się z prędkością światła. Dla ścisłości - nie pamiętam, kiedy sama sobie jakiś kupiłam. Moje ciocie wręcz uwielbiają prezentować zestawy kosmetyczne, które teraz - przed świętami - widujemy we wszystkich sklepach i drogeriach: balsam + żel, dezodorant + rower... Takim kombinacjom mówię stanowcze nie!


Migdałowy balsam do ciała 'sweet secret' od FARMONY - dostałam go w zestawie pod choinkę w zeszłym roku. Ma obłędny zapach, ale nawilżanie dzięki parafinie jest raczej złudne. Została mi połowa i mam nadzieję ją wykończyć przed świętami. Sama na pewno go nie kupię.

Hipoalergiczny balsam do ciała Biały Jeleń - aktualnie mój ulubieniec, również sprezentowany. Nawilża, koi, łagodzi podrażnienia, posiada delikatny zapach. Używam go już bardzo długo i zapewne kupię ponownie.


Lotion pielęgnacyjny od babydream - tego produktu zostało mi już naprawdę mało. Używam go od września - systematycznie lub mniej. Balsam bardzo przyjemnie ujędrnia i wygładza skórę. Do tego ma ładny zapach i przystępną cenę. Niestety nie zauważyłam, aby korzystnie wpłynął na świeże rozstępy, a zapowiadał się całkiem fajnie. Nie kupię ponownie.


Żel z kasztanowcem i miłorzębem na obolałe i zmęczone nogi od Pharma Solution - kupiłam go jeszcze w lecie, kiedy zauważyłam drobne pajączki na nogach. Na nie akurat diametralnie nie wpłynął, ale nie pojawiło się nic nowego. Dodatkowo przyjemnie chłodził nogi i pozbawiał uczucia ciężkości. Na pewno sprawię sobie coś podobnego.


Krem normalizujący na noc ANTI - ACNE, DERMACOS od FARMONY - najgorszy krem przeznaczony dla skóry trądzikowej, jaki w życiu miałam. On kompletnie nie wpływa na niedoskonałości, niczego nie hamuje, nie łagodzi ani nie reguluje. Jedyną jego zaletą jest widoczne nawilżenie i ciekawy zapach. Używam go aktualnie do skóry szyi i dekoltu. Na pewno nie kupię go ponownie.

Peeling do twarzy przeciwko zaskórnikom BEAUTY FORMULAS - kupiłam go jakoś w styczniu tego roku w Super -Pharm za 7,69zł, akurat potrzebowałam peelingu. Jest baaaardzo drobniutki - powiedziałabym, że jedynie delikatnie masuje twarz, pobudza krążenie? Mentol pozostawia skórę fajnie odświeżoną i to mi się nawet przez chwilę podobało. W żaden sposób nie wpłynął na moją skórę twarzy i raczej nie kupię go ponownie.



A Wy? Macie jakieś produkty, które ciężko Wam skończyć? :-)



ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

Listopadowe nowości

Listopad wielkimi krokami dobiega końca. Czas więc na kosmetyczne podsumowanie tego ponurego miesiąca. Prawie wszystko to nowości, których wcześniej nie używałam. Zapraszam :-)


Zacznę od nawilżająco-wygładzającego kremu Chaber KWIATY Polskie, o którym pisałam tutaj. To akurat nie jest nowość w mojej kosmetyczne, zużywam już drugie opakowanie. Od razu zaznaczam, że nie przypadnie do gustu zagorzałym przeciwniczkom parafiny.


W skrócie:
  • przyjemnie nawilża,
  • nie spowodował wysypu nieprzyjaciół,
  • ładnie pachnie,
  • nadaje się pod makijaż;

'multi modeling' od ziaji, czyli reduktor pierwszych różowych rozstępów i rozstępów trwałych. Zawiera forskolinę z pokrzywy, hydroksyprolinę, olej jojoba i alantoinę.


Nie wypowiem się jeszcze, czy spełnia obietnice producenta, ale:
  • nawilża i uelastycznia skórę,
  • zapach: przyjemny (za sprawą olejku jojoba), ale czasem może wydawać się nieco za słodki, duszący,
  • cena: około 8zł;
Krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc - ziaja, seria liście manuka. Co do tego produktu mam mieszane uczucia - raz działa, kiedy indziej powoduje wysyp podskórnych krostek... Na pewno przyczynia się do złuszczania....

Tonik zwężający pory na dzień / na noc - ziaja, seria liście manuka. Baaaardzo przypadł mi do gustu. Używam go i rano i wieczorem, często też po południu po zmyciu makijażu. Cieszę się, że ktoś w końcu wypuścił tonik, którym można spryskiwać twarz.
  • świetna aplikacja,
  • odświeżenie skóry,
  • co do obietnic producenta, jeszcze się nie wypowiem, ale faktem jest, że kondycja mojej skóry wciaż się poprawia;

Kolejną nowość kupiłam przez przypadek. :-) Jest to GLICERYNOWY KREM DO RĄK  body Naturia od Joanny - odżywczy krem z oliwką.


  • bardzo przyjemny zapach,
  • podoba mi się jak nawilża, szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej, klejącej warstwy,
  • tani, zapłaciłam za niego 3,20 zł;

Moja nowa miłość w postaci podkładu, czyli Celia NUDE - matujący fluid korygujący. Ciężko było go dostać, ale w końcu trafił w moje łapki. Myślę o osobnym poście na jego temat, ktoś chętny?


  • nie wpada w różowe tony,
  • gęsty, wydajny,
  • koryguje,
  • naturalnie wygląda na twarzy,
  • tani, ok. 10zł;
Więcej o nim niebawem.

Ostatnie dwie nowości pochodzą z Rossmannowksiej promocji 1+1. 

Maskara Seduction CODES od Astor i korektor PERFECT STAY również od Astor


Maskara - tutaj na pewno urzekło mnie opakowanie. Czytałam też o niej sporo pozytywnych opinii. Przywykłam do syntetycznych szczoteczek, a ta masakra takiej nie posiada. Efekt moim zdaniem jest zadowalający,  ale coś mi się wydaje, że wypadają mi przez nią rzęsy.

Korektor - pod oczy okazał się ciut za jasny, ale na niedoskonałości sprawdza się rewelacyjnie.



I to już koniec listopadowych nowości. Znacie któryś z tych produktów, lubicie / nie lubicie? 





ZAPRASZAM NA FB: klik.

Sięgnęli dna!

To już, albo dopiero, drugi post z serii słynnego projektu Denko. Myślałam, że uda mi się zużyć więcej produktów, ale lepszy rydz niż nic. Zapraszam :-)



Dodam jeszcze, że zużycie tych kosmetyków zajęło mi dużo czasu, bo nawet ponad rok. Strasznie oszczędna jestem. :-)


WŁOSY

Udało mi się zużyć tylko jeden produkt - suchy szampon ISANA HAIR. Pamiętam, że kupiłam go w cenie promocyjnej 3,99zł za 200ml. Używałam go rzadko, bo jakoś nie byłam przekonana do takiego odświeżania włosów.
  • bardzo ładny zapach,
  • unosił włosy, stawały się lżejsze,
  • aplikowany z odpowiedniej odległości nie bielił włosów,
  • nie wysuszał, nie zauważyłam żadnego negatywnego wpływu na włosy,
  • efekt odświeżenia utrzymywał się dość długo (około pół dnia),
  • w moim przypadku bardzo wydajny
Czy kupiłabym go jeszcze raz? TAK.

DŁONIE I PAZNOKCIE


Znany wszystkim - zmywacz do paznokci ISANA. Za 125 ml zapłacimy około 5zł, o ile się nie mylę, bo jeszcze nie kupiłam nowego. Słyszałam, że z niektórych Rossmannów został wycofany. Ktoś coś o tym wie?
  • podoba mi się zapach; nie cuchnie jak 'typowy' zmywacz,
  • szybko i dokładnie usuwa lakier, radzi sobie też z piaskowymi i brokatowymi mazidłami,
Czy kupiłabym ponownie? TAK.

Dezynfekujący żel do rąk z aloesem i pantenolem POLBITA. Kupiłam go dawno dawno temu, z ciekawości, w drogerii Natura za około 5zł.
  • tani i całkiem wydajny - mała ilość wystarcza na odświeżenie/zdezynfekownaie dłoni,
  • szybko się wchłania,
  • lekko przesuszał mi skórę dłoni,
  • wygodny w aplikacji,
Czy kupiłabym ponownie? RACZEJ NIE.

TWARZ


Produktów do twarzy udało mi się zużyć najwięcej. No to po kolei.

PLASTRY Z WOSKIEM do depilacji twarzy od Joanny. W opakowaniu mamy 12 pojedynczych plastrów do depilacji twarzy oraz tubkę z oliwką łagodzącą podrażnienia. Cena to około 7-8zł, często w promocji.
  • dokładnie usuwają włoski ('wąsik'),
  • nie podrażniają tak, jak początkowo myślałam,
  • skóra jest delikatnie zaczerwieniona, ale tylko przez kilka minut,
  • oliwka nawilża i przyspiesza usuwanie podrażnień,
Czy kupiłabym ponownie? TAK.

LA ROCHE POSAY - EFFACLAR DUO + - przez jednych kochany, przez innych wręcz odwrotnie. U mnie sprawdził się w 100%. Dostępny w aptekach, jego cena może sięgać 60zł. Warto czekać na promocje, bo są one częste.
  • bardzo przyjemny zapach,
  • nawilża, żadne przesuszenie nie miało miejsca, 
  • idealnie nadaje się pod makijaż,
  • redukuje niedoskonałości, ślady potrądzikowe, korzystnie wpływa na pory,
  • w żaden sposób nie wpłynął na wągry (to zdecydowanie minus),
  • kiedy czułam 'coś' pod skórą ten specyfik szybko 'to' likwidował i po podskórnym nieprzyjacielu nie było śladu;
  • na pojedyncze niedoskonałości działa szybko, ale na poprawę ogólnej kondycji skóry potrzebna jest cierpliwość w stosowaniu,
  • 40 ml wystarczyło mi na 5 miesięcy codziennego stosowania, więc jest bardzo wydajny,
  • minusem jest także cena,
Czy kupiłabym go ponownie? TAK.

Płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu od Lirene. Różne opinie o nim czytałam, ale ja jestem w gronie tych, którzy bardzo go lubią. Jest to moje 3 już opakowanie. Za 200 ml zapłacimy około 12zł, również często jest w promocji.
  • dokładnie zmywa makijaż twarzy i oczu,
  • nie podrażnia, nie powoduje uczucia szczypania,
  • nie wysusza skóry,
  • nie powoduje wysypu nieprzyjaciół,
  • pozostawia efekt lepkości na skórze, ale kompletnie mi to nie przeszkadza - grunt, że dobrze zmywa makijaż,
  • wydajny
Czy kupiłabym go ponownie? TAK.

Znane wszystkim LIP BUTTER od NVEA - vanilla & macadamia. Zużycie go zajęło mi rok. Jakoś nie mogłam się przekonać do tych masełek. Dla mnie aplikacja nawilżających produktów do ust powinna być szybka, łatwa i przyjemna. Nie podoba mi się to, że muszę je aplikować palcem. Po prostu uważam to za niehigieniczne. Sprawdziło się ono u mnie tylko NA NOC. Nakładając grubą warstwę przed zaśnięciem, rano budziłam się z przyjemnie gładkimi i odżywionymi ustami.
  • do stosowania na noc, jak najbardziej TAK,
  • cena to około 10 zł za 19 ml,
Czy kupiłabym ponownie? NARAZIE NIE.









Znacie te produkty, używałyście? Jakie są Wasze opinie? :-)





ZAPRASZAM NA FB:   KLIK.










Szwajcarska receptura regenerująca usta?

W sezonie jesienno-zimowym pielęgnacja ust jest szczególnie ważna. Na rynku mamy całe mnóstwo produktów, które mają nam w tym pomóc. Jakiś czas temu w moim kosmetycznym pudełku pojawiła się mała nowość, o której chcę Wam opowiedzieć. Zapraszam do dalszego czytania. :-)


Moje usta rzadko kiedy są w dobrym stanie, dlatego na punkcie balsamów i peelingów do ust mam małą obsesję. Wciąż testuję, nawet znalazłam kilku ulubieńców, ale o tym innym razem. Chciałam spróbować czegoś nowego i nie wyszło mi to na dobre...


ExtraSoftbio SOS REGENERUJĄCY BALSAM DO UST od EVELINE COSMETICS:
  • przeznaczony dla bardzo suchych, spierzchniętych ust,
  • według obietnic producenta zawiera masło kakaowe, lanolinę, kamforę, mentol i olejek arganowy,
  • SPF 20,
  • produkt testowany dermatologicznie,
  • pojemność - 12 ml,
  • cena - około 8 zł,
  • dostępny w większości drogerii, np. Rossmann. 


Po przeczytaniu zapewnień producenta pomyślałam 'idealny dla mnie, muszę go mieć'. Po pierwszych kilku aplikacjach czar prysł... Ale od początku! 

Balsam ma przynosić ulgę spierzchniętym i popękanym ustom, regenerować, nawilżać, przywracać elastyczność, dawać uczucie kojącego chłodu. Posiada SPF 20 i to chyba jego największy walor. No... może jeszcze aplikator.


MOJA OPINIA

PLUSY: 
  • ładne opakowanie, przyjemna dla oka szata graficzna,
  • sam balsam jest poręczny, a aplikator wygodny w użytkowaniu,
  • 12 ml za ok. 8 zł, 
  • dostępność.
I to by było na tyle...


MINUSY:
  • ZAPACH: liczyłam na porządny mentolowy zapach i efekt przyjemnego chłodzenia na ustach. Niestety tak nie jest. Zapach mentolu jest ledwo wyczuwalny, a efektu chłodzenia w rzeczywistości po prostu nie ma.
  • DZIAŁANIE: Uczucie po jego aplikacji jest porównywalne z nałożeniem wazeliny - nabłyszcza. Nic poza tym. Usta się błyszczą. Ten efekt nazwijmy to 'nabłyszczeniem' utrzymuje się krócej niż godzinę. Kiedy już 'wsiąknie, zniknie, zjemy go' usta stają się suche i spierzchnięte. Każda odstająca skóra wydaje się być twarda i jeszcze bardziej widoczna niż przed nałożeniem balsamu. Nie ma tu śladu po nawilżeniu, czy jakiejkolwiek regeneracji. Balsam nie spełnia podstawowych obietnic producenta.
  • APLIKACJA: Jak już wspomniałam w plusach - aplikator jest wygodny. Jednak bywa, że produktu wydostaje się zbyt wiele i wtedy aplikator jest umazany i klejący się. Osobiście wolę pomadki 'zatrzaskowe', a tą trzeba odkręcać.
  • WPŁYW TEMPERATURY NA BALSAM: jadąc ostatnio pociągiem, w którym było przeokropnie gorąco konsystencja pomadki zamieniła się w oleistą ciecz - wypłynęła i dosłownie spłynęła mi po dłoni. Idąc w drugą stronę: 6 stopni Celsjusza na dworze, a konsystencja pomadki zamarzła. Nie byłam w stanie jej wycisnąć, a kiedy w końcu się udało - bardzo ciężko było ją rozprowadzić na powierzchni ust. W normalnych warunkach balsam ma lekko zbitą formę i aplikuje się dobrze.

Podsumowując, nie wiem dla jakich ust byłoby to dobrze sprawdzający się balsam. Przecież nawet mało wymagające usta nie lubią uczucia suchości po nałożeniu i wchłonięciu się balsamu. W tej chwili mam na oku kolejne dwa balsamy, o których głośno w blogosferze. 

A Wy, macie swoich stałych ulubieńców w pielęgnacji ust? :-)



Zapraszam na FB: klik.

Skóra gładka jak płatki kwiatów - Chaber "KWIATY Polskie"

Dobry krem to jeden z najważniejszych i podstawowych elementów każdej pielęgnacji. Nie wyobrażam sobie wykonania makijażu, bez uprzedniego nałożenia kremu. Podobnie jest wieczorem - w nocy nasza skóra odpoczywa, regeneruje się i ma sporo czasu na wchłonięcie pożytecznych substancji.

Dziś przychodzę z recenzją kremu, który bardzo przypodobał się mojej cerze. Chętnych zapraszam do czytania. :-)


Mowa o kremie Chaber, KWIATY Polskie marki URODA. Cytując producenta jest to krem, który wygładza i nawilża. Przeznaczony do każdego rodzaju cery, z wyciągiem z chabra, olejem z pestek winogron i witaminami E oraz B5. 


W tradycyjnym kartonowym opakowaniu znajdujemy plastikowy słoiczek o pojemności 50 ml. Właśnie - plastikowy, ale porządnie wykonany. Na wieczku mamy sylikonową osłonkę, a sam krem dodatkowo zabezpieczony jest typową srebrną osłonką. Jest to moje drugie opakowanie i co do trwałości opakowania nie mam żadnych zastrzeżeń. Szata graficzna również cieszy oko, bynajmniej moje. 


Przyjrzyjmy się bliżej obietnicom producenta. Jest to lekki krem do każdego rodzaju cery o podwójnym działaniu: WYGŁADZA - specjalnie opracowana formuła kremu, zawierająca naturalne wyciągi roślinne i witaminy sprawia, że skóra staje się jedwabiście gładka i delikatna w dotyku; NAWILŻA - odpowiednio dobrane składniki nawilżające: wyciąg z chabra, olej z pestek winogron, witamina E i prowitamina B5 zapewniają optymalne nawilżenie skóry, poprawiając jej kondycję i wygląd.

WYCIĄG Z CHABRA - posiada wyjątkowe właściwości nawilżające i łagodzące. Doskonale pielęgnuje każdy rodzaj skóry, działa przeciwzapalnie i koi podrażnienia, zapewniając natychmiastowe uczucie komfortu.

Sposób użycia: nanosimy na skórę twarzy, szyi i dekoltu, wykonując delikatny masaż. Stosować rano i wieczorem, po dokładnym oczyszczeniu skóry. Doskonały pod makijaż.



Krem ma bardzo ładny, kwiatowy zapach. Konsystencja jest zwarta - krem nie spływa, ale bardzo delikatna. Pora przyjrzeć się składowi.


Na piątym miejscu znajdziemy VITIS VINIFERA SEED OIL, czyli olej z pestek winogron. Dalej, obiecywany na opakowaniu - CENTAUREA CYANUS FLOWER EXTRACT - ekstrakt z kwiatów chabra bławatka. Generalnie, uważam, że skład nie jest zły, biorąc pod uwagę półkę cenową tego produktu.
Otóż za 50 ml zapłacimy do 12 zł. 



MOJA OPINIA

Typ mojej cery: trądzikowa, tłusta, ale ze skłonnością do skrajnego wysuszenia, alergiczna.

Stosowanie i działanie: krem okazał się cudownym 'nawilżaczem'. Używam go rano, pod makijaż i czasem po południu, po zmyciu makijażu. Krem bardzo szybko się wchłania, nie pozostawia na skórze lepkiej czy tłustej warstwy. Makijaż ładnie się na nim 'trzyma', nie roluje się, nie ściera. Jak wiadomo, m.in. olej z pestek winogron może być komedogenny, czyli sprzyjać powstawaniu zaskórników. Przy mojej dość zmiennej cerze, stosowanie tego kremu wiązało się z ryzykiem. Jednak zaryzykowałam i nie żałuję! Po szybkim wchłonięciu skóra staje się przyjemnie GŁADKA, wręcz SATYNOWA. Wspomnę, że sama aplikacja kremu jest bardzo przyjemna. Najważniejsze: nie spowodował wysypu żadnych nieprzyjaciół. Pozostawia skórę widocznie nawilżoną, dodatkowo przyczynił się do likwidacji suchych skórek po kremach i serum z kwasami.

Moja ocena: 5/5.

Znajdziecie go w sklepie internetowym producenta, Naturze bądź drogerii Jasmin. Cena waha się w granicach 10-12zł za 50ml.

Podsumowując - dla mnie krem ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Jednak pamiętajmy, że każda z nas ma inny typ cery i to, co służy mnie, niekoniecznie będzie dobre dla Was.


A Wy, znacie ten produkt? Jakie są Wasze ulubione kremy na dzień? :-)


Zapraszam na blogowy FB: klik.

Makijażowy niezbędnik

Dziś przychodzę z postem o kosmetykach kolorowych, których używam do codziennego makijażu. Ciągle testuję nowości, ale ten zestaw towarzyszy mi już od dawna i jest dobrze tolerowany przez skórę. Cenowo, produkty te plasują się do 40zł. Jeśli jesteście ciekawe, zapraszam do czytania.


Jest to taka moja niezbędna ósemka, bez której nie wyobrażam sobie wykonania porannego makijażu, po prostu tzw. zwyklaka, który jako tako ma przetrwać dzień na uczelni czy w pracy.


Zaraz po kremie, bazę codziennego makijażu stanowi podkład w płynie. Od końca sierpnia moim faworytem jest LASTING FINISH 25H od RIMMEL. Zachwalałam go już w tym poście <klik>.


Kolejnym krokiem jest utrwalenie podkładu sypkim pudrem. Od kilku miesięcy towarzyszy mi transparentny puder my secret. Jego zadaniem jest zmatowienie cery i wykończenie makijażu, co rzeczywiście robi. Na pewno nie daje efektu płaskiego matu, na twarzy wygląda naturalnie. Dobrze łączy się z podkładem. Efekt zmatowienia utrzymuje się około 4h, potem konieczne są poprawki bądź bibułki matujące.


Skórę pod oczami rozświetlam i jednocześnie uzyskuję delikatne krycie - korektorem Magic Pen brillance od Lovely. Możecie o nim poczytać tutaj.

W razie większych niedoskonałości sięgam po sprawdzony CAMOUFLAGE CREAM od CATRICE. Używam go od jakichś 3 lat. Stale gości w mojej kosmetyczce, idealny w sytuacjach kryzysu na twarzy. Nie zapycha, zapewnia pełne krycie, nie wyświeca mi się w ciągu dnia, do tego jest wydajny. Dostępny w trzech odcieniach, mój to 010 Ivory (najjaśniejszy).


Pora na tusz do rzęs. Od dawna stawiam na te z efektem wydłużenia/pogrubienia rzęs, najlepiej z syntetyczną szczoteczką. Jak dotąd, nie mam swojego ulubieńca. Aktualnie towarzyszy mi EXTRA LASH MASCARA firmy my secret. Jest to tusz pogrubiający - nie skleja rzęs, nie tworzy grudek. Do tego wyraźnie wydłuża. Po całym dniu lekko osypuje się na dolnej powiece i to jedyny minus, jaki zauważyłam. Opakowanie solidne - nic się nie starło, nie połamało. Mnie ujęła jej mała formuła, która zajmuje minimalną ilość w kosmetyczce.


Pora na delikatne rozświetlenie. Pomaga mi w tym KOBO PROFESSIONAL, a konkretniej MINERAL MAKE-UP PEARLS. Są to mineralne, pudrowe perełki, które subtelnie rozświetlają twarz, nadając jej aksamitny i gładki wygląd. Jeśli chodzi o rozświetlenie to jest ono naprawdę subtelne, bardzo delikatne. Najlepiej widać to w świetle dziennym, w słońcu. Opakowanie porządne, tutaj nie mam żadnych zastrzeże. Zapach! Pudrowy, cukierkowy, słodki, delikatny, piękny! Jest on chyba największą zaletą tych perełek. Poza tym - ładnie się prezentują i jak to na kuleczki przystało, są bardzo wydajne. 


Ostatnim krokiem mojego makijażu jest podkreślenie oczu i brwi. Tutaj mam dwóch ulubieńców: pojedynczy cień RIMMEL w kolorze 100 GLAM ICE oraz paletkę cieni (+róż i bronzery) UP Girls, którą kupiłam około 3 lata temu w Pepco. Czasem można tam znaleźć kolorówkę naprawdę godną uwagi.


Jak widać, paleta jest już dość wysłużona. Zaliczyła jeden porządny upadek, ale udało mi się ją poskładać i wciąż wiernie mi służy. Generalnie zaliczam ją do tych porządnie wykonanych, plastik jest naprawdę gruby, z lusterkiem też się nic nie dzieje. Cienie idealnie wpasowują się w moje upodobania. Brązy, beże, złoto  - to moje klimaty. Taka kolorystyka, moim zdaniem, na co dzień sprawdza się idealnie. 


Kolory są raczej perłowe, z drobinkami, połyskują, chociaż nie wszystkie. Pigmentacja - średnia. Z bazą radzą sobie znacznie lepiej i dłużej utrzymują się na powiekach. 
W paletce są też dołączone 2 bronzery i róż. Mojej karnacji najbardziej odpowiada środkowy kolor. Róż kompletnie nie współgra z moim typem urody, jest za mocny. Bronzer utrzymuje się cały dzień, nie tworzy smug ani plam.


Pojedynczy cień od Rimmel umieściłabym w kategorii satynowo-perłowy. Największą jego zaletą jest trwałość. Czasami wręcz trudno go zmyć, o starciu palcem nie ma mowy. Na pewno wydajny - służy mi głównie do rozświetlania łuku brwiowego bądź kącików oczu. Opakowanie również porządne, mocne; nic mi się  z nim nie stało.


Znacie któryś z tych produktów? Jakie są Wasze ulubione kosmetyki do codziennego makijażu? :-)



Zapraszam na FB:  <klik>

Nowi mieszkańcy

Mowa oczywiście o nowościach, jakie wzbogaciły Kosmetyczne Pudełko w ubiegłym miesiącu. Z niektórymi znam się dłużej, z innymi dopiero zaczynam znajomość. Jeśli któryś z kosmetyków okaże się rewolucją w mojej pielęgnacji, to na pewno nie omieszkam Was o tym powiadomić. Zapraszam do czytania! :-)

Zachwalana w blogosferze odżywka pielęgnacyjna Ultra Doux GARNIER - olejek z awokado i masło karite. Przeznaczona do włosów suchych i zniszczonych, ma intensywnie odżywiać i uelastyczniać włosy. W opisie zachęca także obietnica łatwego rozczesywania. 

W pakiecie zakupiłam jeszcze szampon z tej samej serii. Jest to szampon odbudowujący. Obietnice producenta są niemalże takie same, jak przy odżywce; włosy odżywione, elastyczne, niewiarygodnie miękkie.

Odżywka: 200 ml / ok. 8zł.
Szampon: 400 ml / ok. 10zł.

Dostępne np. w Rossmannie.


Co do szamponu - narazie się nie wypowiem. Odżywka natomiast podpasowała moim włosom w 99% i jestem z niej baaardzo zadowolona. Zobaczymy, jak będzie przy dalszym użytkowaniu.


Żel pod prysznic ISANA, czyli coś, co wszyscy znają z rossmannowskich półek. Aktualnie upajam się orzeźwiającym zapachem jogurtowym. Zawiera witaminę E i prowitaminę B5, dobrze się pieni i nie uczula. Czego chcieć więcej za 2,99zł (300 ml)?


Coś, czego szukałam dość długo, aż w końcu wpadł mi w ręce w osiedlowej drogerii Natura. Mowa o płynie micelarnym 3 w 1 z rumiankiem od Green Pharmacy. Skład jest całkiem całkiem, chociaż mógłby być lepszy. Póki co, nie wyrządził mojej skórze żadnej krzywdy. Myślę, że wkrótce pojawi się o nim jakaś recenzja. Za 500 ml zapłacimy około 13zł.


W październiku uzupełnienie kolorówki jest dość ubogie. Zakupiłam tylko, co konieczne, ale za to skusiłam się na nowe lakiery do paznokci. :-)


Rozświetlający korektor Lovely Magic Pen już znacie <klik>. Kredkę do brwi kupiłam pod wpływem impulsu, aby wypróbować coś nowego. Jest to 02 BROWN od essence. Kolor okazał się za jasny więc raczej się nie polubimy. Dostępna w drogeriach Natura za około 6zł. 


Jednymi z moich ulubionych pomadek są te od Avon. Tym razem stałam się posiadaczką nudziakowego mazidła z połyskującymi drobinkami, kolor shimmer peach. Uwielbiam je za design i właściwości nawilżające. Cena promocyjna ok. 10zł.


Dawno nie uzupełniałam mojej lakierowej kolekcji. Od lewej: wybielająca odżywka miss sporty, 1 COAT MANICURE od wibo i colour TRENDS KOBO.



Perełkę, za którą biegałam po całym mieście, zostawiłam na sam koniec. Jak już kobieta sobie coś postanowi, to musi to mieć! :-)


SUPER POWER MEZO SERUM od BIELENDY - aktywne serum korygujące przeznaczone dla cery z niedoskonałościami. Zadania: redukcja porów i błyszczenia skóry, rozjaśnienie przebarwień, dodanie blasku i korekta jakości skóry. Zawiera 10% kwasu migdałowego AHA, laktobionowego PHA i witaminy B3. Może być używana na dzień i na noc. 


Jest to seria ANTI-AGE - skóra młodsza o 10 lat. Ciekawe. Przyznam szczerze, że do kupna zachęciły mnie pozytywne opinie na stronie wizaż. I uległam. Pokładam w nim spore nadzieje, po pierwszym użyciu nie wystąpiła żadna reakcja alergiczna, ani żaden inny negatywny skutek. Zauważyłam wyraźne nawilżenie i miękkość skóry, ale narazie nie wydaję wyroków.


Serum udało mi się kupić w Naturze, 29zł / 30g.

Zapach jest bardzo ładny, buteleczka szklana, porządnie wykonana, do tego szata graficzna przyjemna dla oka. W ofercie Bielendy znajduje się jeszcze kilka innych serum, każdego do innego typu skóry. Przypuszczam, że każdy znalazłby coś dla siebie. Recenzja będzie na pewno!


Znacie któryś z tych produktów? Lubicie / nie lubicie? :-)


Zapraszam na FB: <klik>.

Letnia pielęgnacja cery - 3 ulubione kroki | krem peelingujący, woda winogronowa, maseczka nawilżająca Caudalie

Latem chętniej sięgam po kosmetyki nawilżające, kojące, delikatne. Rezygnuję z kwasów i bardziej treściwych formuł na rzecz tych lekkich, k...