Poświąteczne nowości kosmetyczne

Pierwszy post po świętach! Czuję się wypoczęta i najedzona, pewnie Wy też? Czas nadrobić blogowe zaległości. W okresie świątecznym w moje ręce wpadło kilka przyjemnych nowości. Zapraszam na post. ;-)


Wibo, 3 Steps to Perfect Face, Contour Palette. Na mojej tegorocznej 'chciewajce' znajdowało się trio ze sleek'a. Niestety nie udało mi się go kupić, dlatego bardzo ucieszyłam się na widok tej palety Wibo. Jest naprawdę porządnie wykonana. Jak na zestaw za kilkanaście złotych jestem pod wrażeniem.

Kolejny balsam do ust eos, znów o zapachu słodkiej mięty. Uwielbiam go! Dla moich bardzo problemowych ust jest naprawdę wybawieniem i cudnym ukojeniem. Bardzo się cieszę, że można go już kupić w Douglasie (25zł).


W prezencie świątecznym dostałam też coś, co bardzo chciałam mieć - gąbeczkę beautybledner. Jestem nią zachwycona od pierwszego użycia. Przyjemnej aplikacji i tego, jak wygląda nałożony nią podkład, nie można przyrównać do żadnej innej podróbki.

Perfumy bruno banani Dangerous Woman trafiły do koszyka ze względu na zapach. Uwielbiam tego typu nuty.

W końcu odnalazłam krem, który podbił moje serce już rok temu. Bielenda Złoto&Diamenty to krem pod oczy 50+. Dla mojej suchej skóry pod oczami to prawdziwy opatrunek: rewelacyjnie nawilża, niweluje pierwsze drobne, płytkie zmarszczki, łagodzi zasinienia.



A jak Wasze świąteczne nowości? ;-)

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Wesołych Świąt!

Życzę wszystkim zdrowych, radosnych Świąt Bożego Narodzenia. Abyście nie zapomnieli, dlaczego tak naprawdę świętujemy. Wszystkiego, co najlepsze! ;-)


Pozdrawiam, KP.

Korund kosmetyczny, czyli o niepozornym proszku słów kilka

Jakiś czas temu pokazywałam Wam w nowościach korund kosmetyczny. Przyzwyczajona do drogeryjnych peelingów, nie mogłam się do niego przekonać. Czy coś się zmieniło? Przekonacie się o tym czytając, zapraszam. ;-)


"Korund kosmetyczny to preparat do mechanicznego mikro-peelingu zewnętrznych warstw skóry. Usuwa martwe komórki naskórka, zapewnia masaż skóry pobudzając jej naturalny metabolizm, dzięki czemu substancje aktywne zawarte w maseczkach kosmetycznych, balsamach i kremach docierają do głębszych warstw skóry, co sprawia, że ich działanie jest bardziej efektywne. Nie zawiera alergenów, barwników i środków konserwujących."

Mimo trudnych początków, polubiłam go na tyle, że teraz nie wyobrażam sobie bez niego mojej pielęgnacji. Z czym go mieszać? Co polecam? Przede wszystkim olejek różany (korzystałam z olejku evree) bądź nasz ulubiony żel do mycia twarzy. Odrobinę proszku mieszamy z żelem/olejkiem i gotowe (u mnie zwykle w proporcjach 1:3). Używamy jak każdy inny peeling mechaniczny - masujemy twarz i spłukujemy.

Korund jest koloru białego, bezzapachowy i bardzo drobniutki. Jednak niech Was to nie zwiedzie. To porządny, mocny zdzierak. Po umyciu twarzy, skóra jest idealnie gładka, sprężysta i odczuwalnie oczyszczona. Dużo lepiej wchłania maseczkę, serum czy krem. Od kiedy go używam widzę, że moja skóra wygląda lepiej - ma ładniejszy koloryt, zmniejszone pory, jest widocznie oczyszczona, a suche skórki stały się naprawdę rzadkim gościem. Preparat jest niesamowicie wydajny, do każdego użycia wystarcza naprawdę niewielka ilość.

Jeśli Wasza skóra lubi się z olejkiem różanym, polecam to połączenie. Skóra jest oczyszczona, a równocześnie nawilżona. Sprawia wrażenie dobrze wypielęgnowanej.

Na mojej mieszanej cerze sprawdza się idealnie. Osoby posiadające cerę naczynkową, raczej nie powinny po niego sięgać.


Korund kupiłam w drogerii internetowej ekobieca.pl; 100g /ok. 5zł.

+ naturalny (bez barwników, alergenów, środków konserwujących)
+ tani
+ wydajny
+ porządny zdzierak
+ dobrze oczyszcza skórę
+ przygotowuje skórę na dalsze kroki pielęgnacyjne (krem, serum, maska)
+ bezzapachowy
+ sprawnie pozbywa się suchych skórek

Krótko mówiąc - POLECAM! ;-)

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Moja opinia - recenzje zużytych produktów | 4

Z liczby wyświetleń postów typu 'Moja opinia' wynika, że cieszą się sporą popularnością. Sama bardzo lubię czytać krótkie, rzeczowe i konkretne recenzje, dlatego dziś kolejny taki wpis. Chętnych jak zwykle zapraszam do czytania. ;-)


Eveline Slim Extreme 3D, krem wyszczuplający + ujędrniający - jak dotąd to mój faworyt. Ujędrnia skórę, uelastycznia, jest pomocny przy pielęgnacji skóry z rozstępami czy cellulitem. Polecam każdemu, kto ma takie problemy oraz osobom ćwiczącym regularnie. Kupuję go praktycznie non stop.

Green Pharmacy, peeling cukrowo-solny z olejem arganowym i figami - przyjemny zapach, zbita, zwarta konsystencja, dzięki czemu był wydajny - to jego główne zalety. Zaliczam go do mocnych zdzieraków. Dobrze usuwał martwy naskórek, wygładzał skórę. Niestety pozostawiał sztuczny film. Nie polecam używać go na całe ciało, ponieważ od razu na ramionach i dekolcie pojawiły się podskórne grudki. Mam co do niego mieszane uczucia.

Farmona sweet secret, balsam do ciała słodkie trufle i migdały - cudnie pachniał, ale nawilżał średnio. Ot taki zwykły balsam, ani zły, ani bardzo dobry. Uczucie nawilżenia utrzymywało się bardzo krótko.


L'biotica BIOVAX, intensywnie regenerująca maseczka do włosów suchych i zniszczonych - jedna z moich ulubionych masek do włosów. Więcej poczytacie o niej tutaj. Jak najbardziej polecam.


Iwostin Purritin Rehydrin, krem przywracający nawilżenie dla skóry tłustej wysuszonej kuracją dermatologiczną - mój faworyt już od kilku lat! Nigdy się na nim nie zawodzę, przywraca nawilżenie, daje ukojenie podrażnionej skórze, łagodzi podrażnienia. Pisałam o nim już wiele razy - klik.

Bioderma Sebium gel moussant - czyli mniejsza wersja żelu, który moja skóra bardzo polubiła. Dodam, że ma skłonność do wysuszania skóry, dlatego nie należy z nim przesadzać i pamiętać, aby dobrze nawilżać skórę. Recenzję znajdziecie tutaj.


Isana Intensiv, 12 Basis z pantenolem i witaminą E - bardzo ją lubię i często kupuję. Pomadka jest tania, wydajna, dość długo utrzymuje się na ustach, pielęgnuje je i wygładza. Na pewno będę ją kupować i polecam wypróbować. ;-)

Rival de Loop, krem pod oczy do skóry suchej - mój absolutny ulubieniec: tani, świetnie nawilża skórę pod oczami, nadaje się pod korektor, nic się na nim nie roluje. Polecam, polecam, polecam! 


Skinlite, kolagenowe płatki pod oczy, 30 sztuk - kupiłam je podczas wakacji w jakimś markecie i bardzo fajnie mi się sprawdziły. Początkowo byłam do nich sceptycznie nastawiona, ale z czasem się przekonałam. Przyjemnie nawadniały okolice pod oczami, a spojrzenie było odświeżone. Skoro sprawdziły się do mojej problemowej skóry pod oczami, osobom bez takich problemów także powinny przypaść do gustu.


Biocosmetics, kwas migdałowy i kwas kojowy - jeden z kosmetyków, który bardzo poprawił stan mojej cery. Na pewno będę powtarzać taką kurację. Szczegółowo o jego zastosowaniu i efektach przeczytacie tutaj.

Mam nadzieję, że te krótkie recenzje nieco Wam pomogły.

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

L'OREAL true match - recenzja

Na blogu dawno nie było recenzji podkładu, więc dziś czas to nadrobić. Na niedawnych promocjach kupiłam L'oreal true match w kolorze 1.N. Jest to nowa wersja tego produktu, w starszej nie miałam okazji go używać. Jeśli jesteście ciekawe, jak się spisał - zapraszam. ;-)



Producent obiecuje nam idealne dopasowanie podkładu do koloru i struktury skóry. Mój odcień to 1.N, czyli najjaśniejszy z gamy. Jest to naprawdę jaśniutki kolor, zdecydowanie o żółtej tonacji. Faktycznie odpowiednio dopasowuje się do mojej skóry i nie ciemnieje w ciągu dnia.



Konsystencja podkładu jest bardzo lekka, spływa z dłoni. Mam wrażenie, że przez to jest on mało wydajny. Mam go od ponad miesiąca, a już zużyłam połowę buteleczki (zwykle wystarcza mi jedna pompka lub dwie, jeśli mam więcej niedoskonałości do przykrycia). Producent pisze, że podkład ma kremową konsystencję, która łatwo się rozprowadza, idealnie kryje i nie tworzy efektu maski. Według mnie konsystencja jest pudrowa, nieco sucha, rozprowadza się całkiem dobrze (tu zależy czym to robimy), a efektu maski nie tworzy na pewno.



Zmiana opakowania true match jak najbardziej na plus. Jest prosta i równocześnie przyjemna dla oka. Pompka dozuje odpowiednią ilość produktu - możemy wydobyć całą lub tylko odrobinę. Wszystko tutaj działa bez zarzutu. Szklane, porządne opakowanie.


30ml / ok. 50zł

Podsumowując:

Nie jest to podkład dla każdej kobiety. Nie polecam go posiadaczkom cer suchych, z suchymi skórkami, odwodnionych. Podkład ma skłonność do delikatnego mazania się podczas nakładania, szczególnie jeśli aplikujemy go pędzlem. Najładniej wygląda nałożony gąbeczką. Kolor 1.N jest jaśniutki i nie oksyduje. Jego pudrowa (nieco sucha) formuła sprawia, że podkreśli każdą suchą skórkę, wyeksponuje ją. Podkład polubi się z naprawdę nawilżoną skórą. Krycie określiłabym jako średnie. Dopasowuje się do struktury skóry, matowi ją. W moim przypadku poprawki konieczne są po okołu 5h, muszę zmatowić strefę T. 

+ jasny kolor, który nie oksyduje,
+ dopasowuje się do struktury skóry,
+ na twarzy wygląda naturalnie,
+ opakowanie,

+/- matowe wykończenie (wolałabym, aby było bardziej świetliste, coś a'la healthy mix),

- podkreśla suche skórki,
- cena,
- słaba wydajność.

Spotkałam się z porównywaniem go do Bourjois healthy mix. Moim zdaniem nie są podobne. Fakt - są lekkie, ale ich wykończenia są zupełnie inne. Healthy mix jest żelowy, nawilżający, sprawia, że cera wygląda świetliście i zdrowo. L'oreal true match ma pudrowe wykończenie, cera wygląda naturalnie, ale już nie tak świetliście i promiennie. Wybór należy do Was.

Co o nim sądzicie? 

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

O nowościach słów kilka | Garnier, Kobo, Avon, ziaja i inne

W dzisiejszym poście pokażę Wam kilka nowości i pokrótce opowiem, jak mi się sprawdzają, co nich sądzę. Jeśli lubicie tego typu posty, zapraszam. ;-)


Wiem, że pokazuję je aż do znudzenia, ale naprawdę jest ono niemal głównym punktem w mojej pielęgnacji. Mowa oczywiście o SUPER POWER MEZO SERUM od Bielendy. Jeśli jeszcze o nim nie słyszałaś, odsyłam Cię tutaj. Dalej coś, co udaje mi się kupić tylko w sklepie 'ziaja', czyli żel z peelingiem oczyszczający pory, zarówno na dzień, jak i na noc. Dla mnie to chyba najlepszy produkt serii 'liście manuka'. Tonik ogórkowy miałam ostatnio w gimnazjum, a więc jest to miły powrót. Zmieniła się szata graficzna, ale działanie wciąż mnie zadowala. Był to mój pierwszy tonik i mam do niego pewien sentyment. ;-)


Jeden spośród moich ulubionych kremów nawilżających do cery problemowej - krem siarkowy długotrwale nawilżający BARWA. Nawilża skórę, nie zapycha, nadaje się pod makijaż i jest wydajny. Szczegółowo pisałam o nim tutaj.


Ostatnio przepadam za odżywkami czy maskami do włosów. Pierwszy raz będę próbować Garnier Fructis Goodbye Damage, czyli maskę głęboko odbudowującą do włosów bardzo zniszczonych, z rozdwojonymi końcówkami. Wprawdzie moje włosy są teraz w bardzo dobrej formie (głównie dzięki ścięciu włosów, które były w złym stanie), ale tego typu hasła jakoś bardziej mnie przekonują. ;-) W odróżnieniu od masek ziaji, na które ostatnio się przerzuciłam, ta ma zwartą konsystencję. Mam nadzieję, że dzięki temu będzie bardziej wydajna, niż koleżanki od ziaji. Zapach jest całkiem przyjemny, po pierwszym użyciu jestem zadowolona, ale zobaczymy jak będzie dalej.


Do kupna Bio-Oil przymierzałam się już wielokrotnie. Niedawno w aptece trafiłam na promocję 
(60ml za 19,99zł, a w Rossmannie ta pojemność kosztuje 38,99zł) i tak oto wpadł w moje łapki. Jestem ciekawa, jak poradzi sobie z rozstępami, o ile w ogóle. 


Pewnie nie ma osoby, która go nie zna - suchy szampon batiste, floral essences. Uwielbiam ten zapach! Produkt szczególnie przydatny przy niespodziewanych wyjściach - ekspresowo odświeża włosy, lekko je unosi. Niezawodny.



Mój niezawodny i jeden z ulubionych - tusz VOLUMIX FIBERLAST od Eveline. Wydłuża rzęsy, podkręca i pięknie rozdziela. Nie ma tu mowy o żadnym sklejeniu. Dobrze się utrzymuje na rzęsach i ma silikonową szczoteczkę. Jeśli chodzi o maskarę, to nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Kompletną nowością jest dla mnie tusz KOBO Sexy Black (Special Edition). Dobrałam go sobie w drogerii Natura za 1zł. Jest to maskara 3w1 - pogrubia, wydłuża i podkręca rzęsy. Dzisiaj miała swój debiut i czuję, że się polubimy. Szczoteczka jest dość długa, silikonowa. Pogrubienie (którego zawsze się obawiam) jest delikatne. Jeśli chodzi o wydłużenie - póki co rewelacja! Tusz tworzy nam z rzęs wachlarz, dosłownie. Będę musiała się przełamać i w końcu zrobić recenzję tuszu do rzęs, wraz z efektami. Ostania nowość to szminka Avon z serii LUXE, w kolorze 'satin'. Formuła szminki jest nawilżająca, a kolor to idealny dzienny kolor, który bardzo naturalnie prezentuje się na ustach. Dla mnie ideał. 

Znacie coś spośród tych nowości? ;-)

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Ulubieni w listopadzie

Z opóźnieniem, ale wyłoniłam garstkę produktów, których w minionym miesiącu używałam najczęściej. Tym samym, stały się one moimi ulubieńcami listopada. Zapraszam!


W minionym miesiącu najczęściej pachniałam zapachem "little black dress" od Avon. To jeden z tych, które są trwalsze. "Ponadczasowy, zawsze modny zapach z rodziny kwiatowo-orientalnej, stworzony z myślą o kobiecie eleganckiej, która uwielbia nieprzemijający czar klasyki - małą czarną, perły i dobre perfumy...".

Na ustach lądowała, względnie nowa, pomadka ochronna z filtrami UVA/UVB SPF 25 marki OEPAROL. Zalecana jest przy pielęgnacji skóry suchej, wrażliwej i alergicznej. Ma treściwą formułę, dzięki czemu dość długo utrzymuje się na ustach. Nawilża i zmiękcza usta, a przyjemny zapach sprawia, że bardzo lubię po nią sięgać.

Moim ulubionym korektorem pod oczy, jak dotąd, był Rimmel Match Perfection, ale niedawno "odkryłam" też L'Oreal  True Match. Korektor ten nie jest bez wad - mała pojemność (5ml) i wysoka cena. Za to dobrze kryje zasinienie pod oczami, nie wchodzi w drobne zmarszczki, nie roluje się i nie wysusza skóry pod oczami. Do tego pozostawia matowe wykończenie, więc jeśli nie lubisz pudrować okolicy pod oczami, powinnaś polubić się z tym korektorem. Bez skazy utrzymuje mi się przez cały dzień. Posiadam kolor Ivory (czyli pierwszy) i jest baaaaaardzo jasny, z pewnością idealny dla bladzioszków.


W sezonie grzewczym moja cera wymaga bardzo dużego nawilżenia i ukojenia. Pomaga mi w tym niezawodny żel aloesowy "AloeVera" marki GorVita. Używam go od dawna i za każdym razem sprawdza się tak samo świetnie. Więcej o nim tutaj.


Ostatnio moje włosy doświadczyły porządnego cięcia, więc ich pielęgnację / regenerację zaczynam na nowo. W listopadzie szczególnie polubiłam się z masłem kakaowym od ziaji. Jest to maska wygładzająca do włosów suchych i zniszczonych. Wygładza i dociąża moje włosy, delikatnie nabłyszcza, a wszystko to otulone zapachem czekolady.


Po wpadce z płynem do demakijażu od 'evree' musiałam znaleźć coś nowego, delikatnego. Wybrałam łagodny 2-fazowy płyn do demakijażu oczu z olejkiem awokado od Bielendy. Płyn jest niesamowicie delikatny, dobrze zdejmuje makijaż oczu, jak też całej twarzy. Nie zapchał porów, ie uczulił, nie podrażnił. Pozostawia tłustą warstwę, więc nie przypadnie do gustu każdej kobiecie. Dla mnie jest rewelacją!

I to by było na tyle. Czy miałyście styczność, z którymś z moich ulubieńców?

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Denko - polecam / nie polecam

Na blogu dawno nie pojawiło się nic nowego. Co tu dużo pisać, albo brak czasu, albo chęci, a pogoda ostatnio też nie dopisuje. Zrobienie w miarę dobrych zdjęć w moich studenckich warunkach graniczy z cudem. Dlatego dziś jest jak jest. Zebrała mi się całkiem spora, jak na mnie, gromadka pustych opakowań i w końcu musiałam zrobić ten post. Zapraszam.


Facelle, płyn do higieny intymnej z aloesem - już kilka razy pisałam, że to mój faworyt. Sprawdza się także przy pielęgnacji cery z trądzikiem oraz do mycia włosów. Polecam.

Isana, olejek pod prysznic - bardzo przyjemny olejek. Pieni się, pielęgnuje, nawilża. Sprawia, że skóra jest jędrniejsza i przyjemna w dotyku. Faworyt w niskiej cenie. Polecam.

Joanna body Naturia, peeling myjący z czarną porzeczką, wygładzający - kolejny zużyty maluszek. Ta seria bardzo często się u mnie pojawia i całkiem dobrze sprawdza. Jest to raczej delikatny peeling o bardzo przyjemnym, rześkim zapachu. Polecam.


Bioderma, Sebium Gel moussant - żel, który bardzo dobrze mi się sprawdził i był całkiem wydajny. Pisałam o nim tutaj. Polecam.

La Roche-Posay, Effaclar Duo + - wracam do niego co jakiś czas i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Jest to, moim zdaniem, drogi produkt, ale jak najbardziej wart swojej ceny. Na blogu wspominałam o nim wiele razy - klik. Polecam.

Bielenda, Super Power Mezo Serum - słynne serum z kwasem migdałowym, które doprowadziło moją skórę do porządku i gruntownie zmieniło pielęgnację cery. Kolejne opakowanie sięgnęło dna. Teraz sięgam po nie już rzadziej, ale jego obecność w kosmetyczce jest obowiązkowa i bezdyskusyjna. Recenzję znajdziecie tutaj. Polecam.

Evree, Magic Rose - olejek różany, który podbił moje serce, a ostatnio wrócił do łask. Bardzo fajnie sprawdził się jako baza pod poranny makijaż. Jestem z niego zadowolona i polecam wypróbować - recenzja. Polecam.


Sylveco, odżywcza pomadka z peelingiem - pisałam o niej tutaj. Na pewno sięgnę po kolejne opakowanie. Pomadka fantastycznie doprowadza moje usta do porządku. Polecam.

Pomadka Wibo (od lewej) - nawilżająca pomadka w kolorze 01. Trafia do kosza ze względu na przedawnienie (jak i cała reszta), ale nie należała do moich ulubionych. Nakładała się nierównomiernie, brzydko przemieszczała na ustach w ciągu dnia, a kolor jest dosyć sztuczny. Nie polecam.

Pomadki Avon ColorTrend - w kolorach Berry Pink i Sequin. Jak najbardziej polecam Wam te pomadki. Są w przystępnej cenie, mają ładne odcienie, nie wysuszają ust. Trwałość może i nie jest powalająca, ale na co dzień wystarczająca. Polecam.

Pomadka Avon w kolorze 'shimmer peach' - jedna z moich ulubionych. Ma naturalny kolor, ale zawiera mini drobinki, więc nie każdej przypadnie do gustu. Do tego ma przyjemny zapach. Polecam.


Bourjois healthy mix, kolor 51 - lekki podkład nawilżający, o całkiem dobrym kryciu. Dzięki niemu skóra wygląda na zdrową, wypoczętą i promienną. Warto go wypróbować. Polecam.

Catrice, eyebrow filler - żel do brwi, który stał się moim ulubieńcem. Miałam go naprawdę długo i na pewno sięgnę po kolejną sztukę. Dobrze dyscyplinował moje niesforne i długie włoski. Dostaniecie go tylko w jednym kolorze, ale nie wybija się on jakoś specjalnie na brwiach. Polecam.


Ziaja, maska intensywna odbudowa do włosów zniszczonych - zawiera ceramidy, kondycjonery i prowitaminę B5. Jestem z niej na tyle zadowolona, że sięgnęłam po kolejną maskę z ziaji, ale o tym innym razem. Maska ma ładny zapach, dobrze dociążała moje włosy. Sprawiała, że były nabłyszczone, miłe w dotyku i nie puszyły się. Jedyne do czego mogę się przyczepić, to wydajność. Polecam.

To już wszystkie zużycia z ostatniego czasu. Z większości produktów jestem zadowolona, co rzadko się zdarza. Widziałam, że Wasze denka minionego miesiąca były całkiem pokaźne. Pozdrawiam! ;)

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

PUDER RYŻOWY | ecocera

Aktualnie na rynku znajdziemy całe mnóstwo pudrów, które mają za zadanie utrwalić nasz makijaż. Każda z nas chce jak najlepiej wyglądać w ciągu dnia. Najlepiej, aby nasz makijaż utrzymywał się na skórze nieskazitelnie przez wiele godzin, prawda? Niestety wiele z nas posiada tłustą cerę i boryka się z nadmiernym błyszczeniem. Moja osoba też należy do tego grona. Dzisiaj recenzuję Wam puder ryżowy, który z założenia powinien dopomóc nam w tej kwestii. 



Puder ryżowy stosowany jest w kosmetyce od wieków. Znany i stosowany był już w starożytnej medycynie ajuwerdyjskiej jako specyfik łagodzący stany zapalne skóry. Jest jednym z sekretów pięknych i zawsze młodych Azjatek, ceniących jego doskonałe właściwości, Wygładza cerę, nadając jej aksamitną i jedwabistą gładkość. Wchłania nadmiar sebum długotrwale matując cerę oraz zapewniając jej piękny i zdrowy wygląd przez wiele godzin. W momencie zetknięcia ze skórą biały kolor pudru stapia się idealnie z kolorytem cery. Stosowany jako fixer utrwala makijaż na cały dzień sprawiając, że warz wygląda promieniście i zdrowo nawet w 16 godzin po nałożeniu podkładu i różu. Produkt przeznaczony zarówno do profesjonalnego jak i codziennego użytku, niezbędnik każdego wizażysty. Transparentny, hipoalergiczny, nie zawiera szkodliwych parabenów ani zatykającego pory talku. Szczególnie polecany do cery mieszanej i tłustej. 

Właściwości:

  • produkt hipoalergiczny, bez parabenów, bez talku,
  • fixer - przedłuża trwałość makijażu do 16h,
  • puder ryżowy to jeden z najsilniejszych absorbentów sebum,
  • nadaje cerze aksamitną, jedwabistą gładkość,
  • nie zatyka porów, daje ultranaturalny efekt,
  • niezwykle łatwy w aplikacji, stapia się z kolorytem skóry,
  • delikatny, transparentny, lekki.
Skład:



Opakowanie: plastikowy, zakręcany słoiczek z sitkiem o pojemności 15g. Ważny przez 12 miesięcy od otwarcia. Nakrętka jest niestety luźno osadzona, łatwo się odkręca. Często mi się to zdarzało w kosmetyczce.

Zapach: perfumowany, lekko wyczuwalny. Wg mnie przyjemny, nie utrzymuje się na skórze. Nie jest drażliwy.

Cena i dostępność: ok. 15zł w drogeriach internetowych. Mój kupiłam na stronie www.ekobieca.pl.

Moja opinia: Do pudru dołączona jest gąbeczka. Niestety jest ona zbyt sztuczna i po pierwszym umyciu stała się dziwnie lepka i trafiła do kosza. Do nakładania tego pudru polecam duży pędzel. Puder bez problemu aplikuje się na twarz. Jest drobniutko zmielony, z łatwością wtapia się w skórę. Jak każdy puder - będzie podkreślał suche skórki, jeśli nasza skóra jest przesuszona, czy nieprawidłowo pielęgnowana. Nie bieli skóry, ale może nieco rozjaśnić nam podkład (przy większej ilości), co moim zdaniem jest przydatne, jeśli trafi nam się za ciemny podkład, a innego brak pod ręką. Czy matowi skórę na 16 godzin? Nie mam zamiaru tego sprawdzać. : ) Skutecznie pochłania nadmiar sebum, pozostawia skórę jedwabiście gładką, bardzo przyjemną w dotyku. Nakładając makijaż ok. 9-10 rano mam spokój z błyszczeniem do 15-16 popołudniu, czasem nawet dłużej - wszystko zależy od intensywności dnia, pogody etc. W ciągu dnia puder bardzo fajnie wżera się w skórę. Hamuje błyszczenie, a skóra wygląda naturalnie. Na twarzy nie dostrzegamy efektu maski czy nachalnej tapety. Później skóra lekko się błyszczy, ale dla mnie wciąż jest to w miarę naturalny i zdrowy efekt. Jak na puder, który ma za zadanie trzymać sebum pod kontrolą, jest naprawdę lekki i delikatny. Nie zatyka porów. Żadne dodatkowe niedoskonałości nie pojawiły się na mojej twarzy. 


Podsumowując:

Wady:
- nieprzydatny, kiepskiej jakości gąbeczka,
- nakrętka lubi się samoistnie odkręcać,

+/- będzie podkreślać suche skórki przy suchej/źle wypielęgnowanej cerze,

Zalety:
+ pochłania nadmiar sebum,
+ skutecznie matuje,
+ na twarzy wygląda naturalnie,
+ lekki i delikatny,
+ pozostawia skórę gładką w dotyku,
+ z pewnością wydajny, niewielka ilość wystarcza na jedno użycie (stosuję go od ok. 2 m-cy i nie widzę żadnego zużycia),
+ transparentny (a więc sprawdzi się do niemal każdego makijażu),
+ hipoalergiczny, bez parabenów i talku,
+ nie zatyka porów,
+ duża pojemność i niska cena,
+ produkt polski.


Polecam! : )

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Promocyjne nowości | MINI HAUL

W listopadzie drogerie uraczyły nas mnóstwem obniżek i promocji. Osobiście nie zamierzałam szaleć i kupiłam tylko to, co zaplanowałam i czego potrzebuję. Jeśli jesteście ciekawe, zostańcie ze mną. : )


Zapragnęłam duetu L'OREAL - podkład true match (nowa wersja) w kolorze 1N, czyli najjaśniejszy neutralny oraz korektor perfect match, kryjący niedoskonałości cery w kolorze 1 Ivory - najjaśniejszym. Oba produkty mają żółte tony i w sam raz nadają się dla bladolicych. 


Lovely Sculpting Powder - paleta trzech pudrów, które zmieszczą się w każdej kosmetyczce. Mamy tu bronzer, który na palcu wydaje się ciepły, trochę pomarańczowy, ale na policzkach wygląda w porządku. Oprócz tego znajdziemy tu typowy matowy puder do wykończenia makijażu oraz wg producenta rozświetlacz, który kolorem przypomina róż. Powiedzmy, że to takie 2w1. : ) Jego wykończenie przypadło mi do gustu. Paleta wędruje do mojej mamy, ale pewnie będę ją podkradać, więc jeszcze o niej wspomnę.


Prasowany rozświetlacz od Wibo ROYAL SHIMMER, polecany przez Paulinę Krupińską. To już mój drugi rozświetlacz tej marki i przyznaję, że podoba mi się jeszcze bardziej od poprzednika. Ma zdecydowanie złote wykończenie i króluje na policzkach! 


Do koszyka wpadły też dwa cienie Astor Colorwaves Mono, które moim skromnym zdaniem są absolutnie przepiękne. Producent obiecuje nam trwałość do 8h. Dla większej intensywności koloru mogą być też aplikowane na mokro. Ich wykończenie sprawie wrażenie mokrego, foliowego, nie ma tu nachalnych drobin brokatu. Na żywo prezentują się obłędnie. One również zostają z moją mamą. :)


 Jaśniejszy kolor to Sunny Gold [800], a ciemniejszy Precious Bronze [120].


Na koniec coś bez czego nie mogę się obyć, a właściwie moje usta. Pomadki ochronne! Tradycyjnie już sięgnęłam po pomadkę z ISANA, intensywnie regenerująca pielęgnacja z pantenolem i witaminą E. Natomiast pierwszy raz będę używać softlips od Perfecta o zapachu świeżej mięty oraz OEPAROL - ochronna pomadka do ust z filtrami UVA/UVB o bardzo przyjemnym zapachu.



                                            
ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Letnia pielęgnacja cery - 3 ulubione kroki | krem peelingujący, woda winogronowa, maseczka nawilżająca Caudalie

Latem chętniej sięgam po kosmetyki nawilżające, kojące, delikatne. Rezygnuję z kwasów i bardziej treściwych formuł na rzecz tych lekkich, k...