Farbowanie włosów | Joanna - Multi Cream

Dzisiaj nieco inny post niż zwykle - efekt mojej koloryzacji. Dotąd moją ulubioną farbą do włosów była Garnier Olia w kolorze 7.0 ciemny blond. Będąc w Naturze, wpadła mi w oko farba Multi Cream marki Joanna, w przystępnej cenie 8,99zł. Zapraszam na opinię i efekty!


Wybrałam kolor nr 33 - naturalny blond. Za cel wyznaczyłam sobie zlikwidowanie rudego odcienia, który ciągnie się za mną od wakacji. Wypatrzyłam go dopiero na zdjęciach, włosy były niemalże czerwone. Teraz mogę powiedzieć, że sytuacja jest opanowana i w normie.


W kartonowym opakowaniu tradycyjnie znajdziemy:
  • utleniacz w kremie,
  • tubkę z kolorem farby,
  • odżywkę.
Moja opinia:
  • ładny zapach farby w trakcie nakładania, jak i po,
  • w niektórych miejscach skóra troszkę swędziała, ale nie było to długotrwałe ani uciążliwe, nie wystąpiła żadna reakcja alergiczna,
  • dla wzmocnienia efektu trzymałam ją na głowie maksymalną ilość czasu - 40 minut,
  • farba szybko i łatwo się zmywała,
  • producent zapewnia utrzymanie koloru do 24 myć (zwykle sięgam po tego typu farby),
  • kolor wyszedł nawet lepszy, niż oczekiwałam,
  • plus za tubkę z odżywką, nie znoszę tych w saszetkach, które później niefajnie zalegają w łazience i wyglądają mało estetycznie; tubka wystarczyła na 4 razy.
Na koniec to, co najistotniejsze, czyli EFEKTY.


 Miałyście do czynienia z tą farbą? Jakie polecacie?


ZAPRASZAM NA FB: K L I K.













Nowości lutego

Luty dobiega końca. Swoją drogą, czy tylko mnie czas niemiłosiernie ucieka? Czas więc na podsumowanie nowości. Nie ma tego dużo, oszczędzanie idzie mi w miarę dobrze. ;-) Jeśli coś niewiarygodnie mnie zachwyci bądź rozczaruje - na pewno będą osobne posty. 


WŁOSY


Schwarzkopf GLISS KUR ULTIMATE REPAIR - szampon do włosów bardzo zniszczonych i suchych. W styczniu polubiłam się z ekspresową maseczką regeneracyjną tej samej serii - K L I K. Póki co jestem zadowolona z jego zakupu - włosy dobrze się rozczesują, nie są spuszone. Ładny zapach. (ok. 13zł)

AVON Advance Techniques - serum na suche i zniszczone końcówki do każdego rodzaju włosów. Kupiłam ze względu na pompkę, która pasuje do podkładu Revlon Colorstay. Ma perfumowany zapach z dość mocno wyczuwalnym alkoholem. Zapach długo utrzymuje się na końcówkach włosów. Działania regenerującego nie jestem jeszcze w stanie opisać. (Avon, ok. 12zł)

TWARZ / PODKŁADY


REVLON COLORSTAY w kolorze 110 IVORY, skóra mieszana i tłusta. Znany, wsławiony i jak się okazało - nie dla każdego, a przynajmniej nie dla mnie. Lepiej sprawuje się ze zmieszaniem go z kremem nawilżającym lub BB, choćby od Under Twenty. Niebawem szersza opinia. (ekobieca.pl, 27zł)

UNDER TWENTY, multifunkcyjny antybakteryjny krem BB - recenzja K L I K. Bardzo się polubiliśmy. Lekki ideał na co dzień. (Rossmann, 7,49zł)


TWARZ / PIELĘGNACJA / USTA


ZIAJA sopot spa, płyn micelarny 30+. Wprawdzie 30+ nie jestem, ale podkradając go mamie, polubiłam jego kojące i odświeżające działanie. Zmywanie makijażu wychodzi mu raczej kiepsko. (Natura, 9,99zł)

ALTERRA, pomadka z granatem. To już moje drugie opakowanie. Posiadam też wersję rumiankową, ale moim zdaniem jest gorsza. Ta ma treściwą formułę, długo utrzymuje się na ustach, ładnie pachnie, jest tania i przede wszystkim regeneruje bardzo spierzchnięte usta. (Rossmann, 4,99zł)


Znacie którąś z moich nowości?


ZAPRASZAM NA FB: K L I K.






Multifunkcyjny antybakteryjny krem BB | Under Twenty

Skuszona sporą ilością pozytywnych komentarzy, sięgnęłam po krem BB marki Under Twenty. Czy spełnił moje oczekiwania i zagości w kosmetyczce na dłużej? Zapraszam do czytania.


Multifunkcyjny antybakteryjny krem BB - algi + kwas hialuronowy + pigmenty + filtry UV. 24h przeciw trądzikowi! Krem dostępny jest w dwóch kolorach. Ja, tradycyjnie, posiadam jaśniejszy - 01 LIGHT BEIGE (jasny beżowy).

INFORMACJE OD PRODUCENTA / STOSOWANIE / SKŁAD


OPAKOWANIE / ZAPACH / KONSYSTENCJA / KOLOR

Krem kupujemy w fikuśnym kartoniku. Sam BB znajduje się w dużej, bo mamy tu aż 75ml, porządnej tubie. Wygodna aplikacja. Jedyny minus za ciężko otwierający się zatrzask.

Zapach - przyjemny, delikatny, odświeżający, typowy dla kosmetyków Under Twenty.

Konsystencja - gęsta, krem nie spływa. Nie potrzeba go dużo, aby pokryć całą twarz. Z pewnością wydajny.

Jasny kolor będzie idealny dla "bladziochów", takich jak i ja. Ciężko znaleźć na drogeryjnych półkach naprawdę jasny krem BB. Kolor nie ciemnieje w ciągu dnia.


MOJA OPINIA

Plusy:
  • duża pojemność w niskiej cenie - 75ml kupiłam w cenie 7,49zł,
  • łatwo dostępny (np. drogerie Rossmann),
  • jasny kolor jest naprawdę JASNY,
  • nie ciemnieje w ciągu dnia,
  • krycie - średnie ku dobremu,
  • przyjemnie nawilża - wcześniejsze nałożenie kremu nie jest konieczne, chociaż ja nigdy nie pomijam tego kroku,
  • wygląda naturalnie,
  • wyrównuje kolor skóry,
  • nie zapycha,
  • ładnie pachnie,
  • ściera się równomiernie,
  • jest lekko żółtawy, nie wpada w różowe tony.
Minusy:
  • nie matuje - dla większości może być to minus, osobiście mi to nie przeszkadza; z przypudrowaniem skóra zaczęła się lekko błyszczeć w strefie T po trochę ponad 4 godzinach,
  • nie podpasuje osobom z dużą ilością niedoskonałości, które oczekują bardzo dobrego krycia.
Przypomnijmy - typ mojej skóry: trądzikowa. Zdjęcia zrobione po ok. 4h od nałożenia.


Z bliska:


Podsumowując, na pewno nie jest to krem na "wielkie wyjścia", kiedy oczekujemy matu i krycia przez więcej niż 4h. Polecam go szczególnie nastolatkom i osobom, które mimo niedoskonałości nie lubią katować skóry ciężkim podkładem.

Jakie kremy BB polecacie?


ZAPRASZAM NA FB: K L I K.

Tanie nawilżanie | Cera trądzikowa


Nawilżanie odgrywa niezmiernie istotą rolę w mojej codziennej pielęgnacji. Chyba żadna z nas nie lubi uczucia ściągnięcia czy przesuszenia skóry. Suche skórki podkreślone po nałożeniu makijażu, brzmi znajomo? W przypadku cery skłonnej do trądziku, wybór odpowiedniego kremu, który nawilży, ale nie zapcha skóry jest nie lada wyzwaniem. Dziś pokażę Wam dwa kremy, które polubiły się z moją skórą, a dodatkowo ich ceny nie przekraczają 20zł. Zapraszam!


Pierwszym z nich jest krem siarkowy długotrwale nawilżający - Barwa Siarkowa.

Skład: Aqua, Isostearyl Isostearate, Glyceryl Stearate, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Dicaprylyl Carbonate, Dimethicone, Cetearyl Alcohol, Gossypium Herbaceum Seed Oil, PEG-100 Stearate, Imperata Cylindrica roqt Extract, Ceteareth-20, Trehalose, Sulfur, Allantoin, Nordihydroguaiaretic Acid, Oleanolic Acid, Parfum, Carbomer, Sodium Polyacrylate, PEG-60 Almond Glycerides, PEG-8, PEG-30 Castor Oil, Butylene Glycol, Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Butylphenyl Methylpropional, Benzyl Salicylate, Citronellol.


Opakowanie/zapach/konsystencja:

Krem zamknięty jest w słoiczku z grubego plastiku o pojemności 50ml. Zapach - bardzo świeży, przyjemny chociaż specyficzny. Konsystencja - zwarta, ale lekka, krem bardzo szybko się wchłania.

Moja opinia:

Plusy:
  • niedrogi i wydajny - 50ml kosztuje ok. 17zł (często w promocji),
  • dostępny w Rossmannach,
  • lekka konsystencja, krem szybko się wchłania,
  • skóra jest nawilżona i miękka w dotyku,
  • nie zapycha,
  • daje efekt takiego "satynowego" wykończenia, skóra nie się nie świeci, jest "uspokojona",
  • niweluje uczucie ściągnięcia,
  • przyspiesza gojenie drobnych niedoskonałości, nie pogarsza stanu cery,
  • nie pozostawia lepiej warstwy,
  • odświeża skórę, lekko ją matowiąc,
  • nadaje się pod makijaż
Minusy:
  • zapach nie każdemu może się spodobać,
  • nie poradzi sobie z mocno przesuszoną skórą,
  • słoiczek - niezbyt higieniczna forma aplikacji.
Podsumowując, nie widzę w tym kremie żadnych "poważnych" minusów, przez które miałabym go nie kupić ponownie. Odkąd wprowadziłam go do codziennej pielęgnacji moje problemy z suchymi skórkami znacznie się zmniejszyły.

Drugim kremem, godnym polecenia jest hipoalergiczny krem do twarzy przeznaczony dla skóry wrażliwej - Biały Jeleń. 



Bardzo Was przepraszam za wygląd opakowania, ale krem jest eksploatowany przez całą moją rodzinę i trochę się wysłużył.

Skład: Aqua, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Coco- Caprylate, Cetearyl Alcohol, Dicetyl Phosphate, Ceteth-10 Phosphate, Panthenol, Isopropyl Myristate, Hydroxyethyl Urea, Isododecane Hydrogenated Tetradecenyl/ Methylpentadecene, Imperata Cylindrica (Root) Extract, Glycerin, Peg-8, Carbomer, Sorbitol, Dipropylene Glycol, Boswellia Serrata Gum, Sodium Polyacrylate, Isotridecyl Isononanoate, Trideceth-6, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Benzonic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum. 


Opakowanie/zapach/konsystencja:

Opakowanie - wygodna tubka, porządnie wykonana o pojemności 100ml. Zapach - powiedziałabym, że mydlany (jeśli używałyście szarego mydła BJ zapewne wiecie, co mam na myśli), lekko perfumowany, nienachalny, delikatny, ale też specyficzny. Konsystencja - gęstsza od poprzednika, mała ilość wystarczy na pokrycie całej twarzy, potrzebuje nieco więcej czasu, aby się wchłonąć.

Moja opinia:

Plusy:
  • cena i wydajność - 100ml kosztuje ok. 13zł,
  • łagodzi, koi skórę, wszelkie podrażnienia,
  • nie uczula,
  • nie zapycha,
  • nie przetłuszcza skóry, po nałożeniu buzia nie świeci się,
  • nadaje się pod makijaż, nie roluje się,
  • polska marka.
Minusy:
  • zapach nie spodoba się każdemu,
  • może być problem z dostępnością stacjonarnie,
  • nie będzie wystarczający dla skóry bardzo przesuszonej.



ZAPRASZAM NA FB: K L I K.

Chwila dla siebie | Peeling skóry głowy i zastrzyk nawilżenia dla cery

W moim ulubionym sklepie zielarskim znalazłam spory asortyment różnych nowości od Marion. Takie "jednorazówki" to świetna sprawa - szybko je zużywamy i jeśli nie przypadną nam do gustu po prostu więcej ich nie kupujemy. Ich ceny nie są raczej wygórowane. W moim ręce wpadły dwie nowinki. Zapraszam na recenzje.


Zaczniemy od tego, co mnie nie zachwyciło - DETOX HairLine. Jest to oczyszczająco nawilżająca terapia do włosów i skóry głowy. Przeznaczona do włosów suchych i normalnych. Składa się z dwóch kroków - peeling i szampon.




Obietnice producenta i sposób użycia.




Konsystencja i zapach.

Peeling - konsystencja typowa dla tego typu kosmetyków: zwarta, nie spływa, posiada drobne granulki. Zapach bardzo ładny, przyjemny.

Szampon - konsystencja lejąca, lekko bezbarwna. Zapach do zniesienia, ale jednak gorszy od peelingu.

Moja opinia

Pierwszy raz robiłam peeling skóry głowy. Ciekawe doświadczenie, ale nie przypadło mi do gustu. 13 g peelingu nie wystarczyło mi na całą głowę, być może mam za dużą. :-) Szampon - okropny! Dobrze się pienił, ale już przy spłukiwaniu włosy stały się szorstkie, tępe w dotyku, bardzo się splątały. Nie byłam ich w stanie rozczesać. Umyłam włosy raz jeszcze swoim szamponem. Na pewno nie kupię ponownie.
13g/10ml - 2,40zł 

Drugą saszetką, którą zakupiłam jest MEZOTERAPIA hydrobalans. Są to 3 etapy - peeling, mezokoktajl i maska, przeznaczone dla skóry suchej, szarej i wrażliwej. Ta, nazwijmy to "kuracja", była bardzo przyjemna i korzystnie wpłynęła na moją cerę.




Zabieg ma za zadanie nawilżyć i rozświetlić skórę twarzy. Uzyskujemy efekt długotrwałego nawilżenia, przywracamy skórze zdrowy wygląd.


Konsystencja, zapach i moje odczucia

Peeling enzymatyczny - jeśli używałyście peelingu z ziaji to już wiecie, jak wygląda ten. Typowy, w postaci kremu. Zapach całkiem w porządku.

Mezokoktajl - bezbarwny, lekki, przypominający serum, ale nie przelewa się przez palce. Zapach cudowny! Nakładanie go to czysta przyjemność, mogłabym go wklepywać bez końca. Szybko się wchłania i pozostawia skórę wyraźnie nawilżoną i miękką. Zastrzyk nawilżenia. Uważam, że Marion powinno wprowadzić go jako produkt pełnowymiarowy.

Maska rozświetlająca - treściwa, o konsystencji kremu. Zapach również jest bardzo przyjemny, jednak troszkę mniej od mezokoktajlu. Zdecydowanie jest jej troszkę za dużo, chociaż nałożyłam wszystko, delikatnie wmasowując i całość znakomicie się wchłonęła. 

Moja opinia

Jestem zachwycona, krótko mówiąc. Peeling oczyścił skórę, a mezokoktajl i maska rozświetlająca znakomicie ją nawilżyły i odświeżyły. Mam cerę skłonną do trądziku, a "kuracja" nie spowodowała żadnego wysypu nieprzyjaciół, za to widocznie nawilżyła skórę, zero suchych skórek. Już zakupiłam kolejne saszetki. Polecam!

5g/2ml/2,5ml - 2,80zł


Podsumowując - peeling i szampon zupełnie mi się nie sprawdziły i na pewno nie zakupię ponownie. Odradzam. Za to zastrzyk nawilżenia, który uzyskałam dzięki Mezoterapii hydrobalans jest, moim zdaniem, naprawdę godny polecenia.


Próbowałyście już?



ZAPRASZAM NA FB: K L I K.


Oczyszczająca maska błotna | Himalaya

Dziś na blogu kolejna recenzja. Przedstawiam Wam maskę, którą testuję już od około 3 miesięcy. Myślę, że potrafię ją już trafnie ocenić, oczywiście pod kątem mojej mieszanej i tłustej skóry. Zapraszam!


Himalaya - Clarifying Mud Mask, combination to oily skin, czyli oczyszczająca maska błotna, bogata w składniki mineralne - przeznaczona do skóry mieszanej i tłustej.


Na maskę pokusiłam się w nowo otwartej drogerii w moim mieście i nie żałuję, chociaż początki były trudne... Zacznijmy od początku!

OD PRODUCENTA


SKŁAD


OBIETNICE PRODUCENTA
  • zachowanie naturalnej elastyczności skóry,
  • hamowanie powstawania zmarszczek,
  • głębokie oczyszczanie,
  • usuwanie zaskórników, zanieczyszczeń, martwych komórek naskórka,
  • miękka i promienna skóra.
W składzie zaraz po wodzie znajdziemy glinkę, a następnie ziemię fulerską - jest to skała osadowa utworzona z glinokrzemianu oraz tlenków żelaza, magnezu i wapnia. Masa barwy żółtej o tłustym wyglądzie, co tłumaczy kolor maski.



KONSYSTENCJA I ZAPACH

Maska ma lekką, raczej dość płynną konsystencję. Łatwo i szybko się ją aplikuje. Mała ilość wystarcza na pokrycie twarzy. Posiada maleńkie drobinki, które w trakcie zmywania maski delikatnie peelingują skórę. Znajdziemy też nieco większe granulki, chyba jest to orzech włoski, o którym wspomina producent. Zapach - dla mnie mocno perfumowany, ciężki. Utrzymuje się na skórze nawet po zmyciu maski.

MOJE WRAŻENIA

Pierwszy raz wytrzymałam z maską na twarzy mniej niż 5 minut - więcej nie wytrzymałam ze względu na efekt rozgrzania, a w niektórych partiach (jak np. nos i policzki) wręcz niemiłego pieczenia skóry. Ku mojemu zdziwieniu, po zmyciu maski skóra wcale nie była zaczerwieniona. Stopniowo zaczęłam się przyzwyczajać do uczucia rozgrzania skóry, które z każdym kolejnym razem ustępowało. Teraz, kiedy stosuję ją regularnie - nie odczuwam już tego dyskomfortu. Poza tym, maska całkiem szybko się wchłania i zasycha, szczególnie kiedy buzia jest świeżo po peelingu. Zmywanie jest równie proste i szybkie, co jej nałożenie. A działanie? Po zmyciu maski z twarzy skóra jest jaśniutka, jakby wybielona, koloryt ładnie wyrównany, a zaskórniki jaśniejsze. Zauważyłam również zwężone pory i to całkiem sporo, chociaż może to być zasługa innych specyfików - wierzę, że ten też ma w tym swój udział. Maska nie spowodowała alergii ani podrażnień, nie zauważyłam też wysypu nieprzyjaciół czy większego błyszczenia się skóry - tutaj nic się nie zmieniło ani na plus ani na minus. Skóra wygląda na oczyszczoną i świeżą, bez uczucia ściągnięcia.

PODSUMOWUJĄC

Plusy:
  • łatwość aplikacji i zmywania,
  • duże, wygodne i wydajne opakowanie,
  • ujednolicenie kolorytu skóry,
  • uspokojenie zaskórników,
  • oczyszczanie i odświeżenie skóry
  • miękkość skóry,
  • właściwości peelingujące.
Minusy:
  • zapach,
  • początkowe rozgrzanie/pieczenie,
  • może być problem z dostępnością.
(tutaj możecie zobaczyć te większe granulki, a dokładnie jedną :-))

Pojemność i cena: 75ml / ok. 13zł.

Znacie tę maskę lub inne od Himalaya? Które polecacie?



ZAPRASZAM NA FB: K L I K.

Polubieni w styczniu

W zeszłym miesiącu zdecydowanie odnalazłam swoich faworytów, z którymi nie mam ochoty się rozstawać. Towarzyszyli mi zarówno w codziennym makijażu, jak i pielęgnacji. Jeśli jesteście ciekawe moich styczniowych hitów, zapraszam.


RIMMEL MATCH PERFECTION - 2-in-1 CONCEALER & HIGHLIGHTER.

Kolor 030 CLASSIC BEIGE. Bardzo fajny, lekki korektor, który nie wysusza skóry pod oczami. Zakrywa delikatne cienie i jednocześnie rozświetla okolice oczu. Nadaje się również do zakrywania drobnych niedoskonałości. Po 2 miesiącach codziennego używania w opakowaniu zostało go troszkę mniej niż połowa, a więc wydajny.


MAYBELLINE COLOR TATTOO 24HR.

Kolor 40 - Permanent Taupe. Jest to taki zgaszony brąz, dość jasny, lekko wpadający w szarość. Cień w kremie, którego używam do wypełniania brwi. W tej roli sprawdza mi się świetnie. Zaletą jest, że nie wpada w odcienie rudości. Ładnie układa moje brwi i trzyma się cały dzień bez zarzutu.

MIYO Eye DO! - Shadow base.

Baza pod cienie z lekko połyskującym, ale nienachalnym, wykończeniem. Nie sądzę, żeby zniwelowała bardzo ciemne powieki. Pracuje mi się z nią dobrze, chociaż ma tendencję do osiadania, dlatego trzeba ją dokładnie wklepać. Utrzymuje cienie prawie cały dzień. Minus za tandetne, niedomykające się opakowanie i wieczko.

Smart girls get more - FACE BLUSH

Róż do policzków w kolorze No. 27. Kupiłam go dawno temu w promocji za 3,50zł w jakimiś sklepie. Nie jest bardzo trwały, ma widoczne drobinki, ale na buzi gdzieś się gubią i wcale ich nie widać. Na pewno nie da się nim zrobić krzywdy, dlatego to on lądował na mojej twarzy. Róż ożywia skórę, a to zdecydowanie było mi potrzebne ostatnio. Można nim szybko musnąć policzki, ale nie jest on najwyższych lotów. Ot taki róż na szybko, dla początkujących.




Wibo 1 COAT MANICURE.

Kolor nr 36 - typowe bordo. Jednowarstwowy lakier do paznokci. Dla mnie wcale nie jest on jednowarstwowy, bo wciąż są nieestetyczne prześwity. Za to po 2 warstwach wygląda genialnie. Szybko schnie, ładnie połyskuje, z dodatkiem lakieru nawierzchniowego lub choćby zwykłego bezbarwnego, utrzymuje mi się około 5 dni. Do tego niska cena i dostępność. Generalnie jestem fanką lakierów wibo. 


Death By Chocolate

Wszystkim już znana paleta cieni I <3 MAKEUP. Naprawdę delikatnie pachnie czekoladą, ale da się też wyczuć typowo chemiczny zapach. Posiada 16 cieni, z czego dwa są powiększone. Myślę, że to świetny pomysł, bo akurat są one używane najczęściej. Dołączona jest też dwustronna duża pacynka, z której też zdarza mi się skorzystać. Cienie są całkiem dobrze napigmentowane, z bazą wyglądają jeszcze lepiej. Nieznacznie się osypują, chociaż nie wszystkie (głównie te z dużą ilością drobinek).



MARION TERMOOCHRONA.

Mgiełka chroniąca włosy przed działaniem wysokiej temperatury. Aplikuję ją przed prostowaniem, głównie grzywki oraz przed suszeniem. Przyznam, że byłam do niej sceptycznie nastawiona, nie wierzyłam, że może da radę chronić włosy. Myliłam się, bo rzeczywiście tak jest. Włosy zdecydowanie dużo lepiej wyglądają - są miększe, gładsze i bardziej błyszczące. Po spryskaniu moja grzywka jest jakby bardziej podatna na ciepło, jej wyprostowanie zajmuje mi zdecydowanie mniej czasu niż wcześniej.

Schwarzkopf GLISS KUR hair repair with LIQUID KERATIN COMPLEX.

Ekspresowa maseczka regeneracyjna. Natychmiastowa pielęgnacja i regeneracja mocno zniszczonych włosów. Przeznaczona do włosów suchych i mocno zniszczonych. Miałam kiedyś odżywkę w sprayu z tej serii i nie polubiłyśmy się - matowiła moje włosy. Za to ta maseczka jest rewelacyjna: przepięknie pachnie (czekolada?), nakładamy ją tylko na minutkę po umyciu włosów, nie obciąża ich, ułatwia rozczesywanie, włosy są błyszczące, miękkie w dotyku, fale i loki idealnie podkreślone, nie puszą się, po prostu spływają. Być może to zasługa nowej formuły, o której pisze producent.



Tak wygląda armia moich hitów z poprzedniego miesiąca. A co wyjątkowo sprawdziło się u Was?


ZAPRASZAM NA FB: K L I K.

Letnia pielęgnacja cery - 3 ulubione kroki | krem peelingujący, woda winogronowa, maseczka nawilżająca Caudalie

Latem chętniej sięgam po kosmetyki nawilżające, kojące, delikatne. Rezygnuję z kwasów i bardziej treściwych formuł na rzecz tych lekkich, k...