BIODERMA SEBIUM | Antybakteryjny żel do mycia twarzy

Ostatnio testowałam kolejny żel do cery tłustej / mieszanej / trądzikowej. Po około miesiącu codziennego używania, mogę już sporo o nim napisać. Jeśli jesteś właścicielką / właścicielem w.w. rodzaju cery, zapraszam do poczytania.


OD PRODUCENTA

Wskazania: codzienna higiena skóry tłustej / mieszanej / trądzikowej. Może być stosowana przez mężczyzn jako pianka do golenia przy zapaleniu mieszków włosowych. 

Właściwości: 
- delikatnie oczyszcza skórę,
- łagodna baza myjąca, nie zawiera mydła,
- działa antybakteryjnie, nie wysusza skóry - siarczan miedzi, siarczan cynku,
- normalizuje jakość sebum, dzięki czemu ogranicza powstawanie krost i zaskórników - opatentowany  kompleks FLUIDACTIV.

SKŁAD


OPAKOWANIE / KOLOR / ZAPACH / KONSYSTENCJA

Żel znajduje się w całkiem wygodnej, miękkiej tubie, co zapewnia higieniczną aplikację. Kolor - niebieski, co widać na zdjęciach. Zapach jest niczego sobie - typowo apteczny. Nie przeszkadza w użytkowaniu. Konsystencja - bardzo rzadka, lejąca. Dla mnie jest ona minusem, ponieważ żel sam wypływa z tubki. Trzeba uważać.


MOJA OPINIA

Żel delikatnie się pieni, nie potrzeba dużej ilości, aby umyć twarz. Mimo to, produkt zużywa się dosyć szybko, jest mało wydajny. To zapewne za sprawą lejącej konsystencji. Myje świetnie! Zmywa ewentualne resztki makijażu, ściąga nadmiar sebum, oczyszcza cerę. Po jego użyciu skóra jest idealnie zmatowiona, ale nie przesuszona. Czuć odświeżenie i głębokie oczyszczenie. Mojej skóry nie wysusza, ale czytałam, że ma taką tendencję. Myślę, że przy odpowiedniej pielęgnacji, a przede wszystkim nawilżaniu - nic takiego nie może mieć miejsca. Sprawia, że wszelkie niespodzianki przestają się pojawiać, a te istniejące goją się znacznie szybciej. Podsumowując, jestem z niego bardzo zadowolona i na pewno kupię kolejne opakowanie.

+ matowi skórę
+ oczyszcza
+ odświeża
+ nie wysuszył mojej cery
+ delikatnie się pieni
+ dostępność
+ często w promocji
+ niedrażniący zapach

- trochę mało wydajny
- lejąca konsystencja

200ml / ok. 25zł

ZAPRASZAM NA FB: K L I K !


Winogrona i biała herbata BIO | Krem pod oczy | Alterra

Uwielbiam kremy pod oczy i z chęcią je testuję. Na ostatnich obniżkach drogeryjnych kupiłam kilka sztuk w korzystnych cenach. W ostatnich postach wspominałam Wam o kremie RdL do skóry suchej. Spisywał mi się wspaniale i już wiem, że na pewno do niego wrócę. Dziś napiszę kilka słów o kremie z Alterry, również do skóry suchej. Zapraszam.



OD PRODUCENTA

Krem zawiera Pentavitin, kwas hialuronowy, olej oliwkowy BIO. Jest certyfikowanym kosmetykiem naturalnym z kompleksem składników nawilżających. Posiada certyfikat kosmetyku naturalnego. Zawiera kompozycje zapachowe i ekstrakty z surowców naturalnych. Nie zawiera syntetycznych barwników ani substancji konserwujących. Nie zawiera też silikonów, parafiny i innych produktów na bazie olejów mineralnych. Tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie.

Krem został opracowany specjalnie na potrzeby suchej skóry wokół oczu, na której powstają pierwsze zmarszczki. Hydrokompleks szybko się wchłania i w połączeniu z ekstraktem z białej herbaty BIO przeciwdziała powstawaniu oznak starzenia się skóry. Cenny olej oliwkowy BIO i ekstrakt z pestek winogron BIO mają zdolność wygładzania skóry i pielęgnują tak, aby była piękna i gładka.

Pentavitin to opatentowany kompleks naturalnych węglowodanów, który dzięki swoim właściwościom przyciągania wilgoci przyczynia się do tego, że skóra uzyskuje cudownie świeży i lśniący wygląd. Kompozycja składników wspomaga proces regeneracji skóry suchej i zapobiega tworzeniu się zmarszczek powstających w wyniku przesuszania.

SKŁAD


MOJA OPINIA 

Krem znajduje się w poręcznej tubce o pojemności 15ml, zapewniającej wygodną i higieniczną aplikację. Jest koloru białego, a jego konsystencja jest bardzo lekka. Zapach - delikatnie ogórkowy. Niby nie przeszkadza, ale nie lubię, gdy produkty aplikowane w okolice oczu, mają jakikolwiek zapach. 

Krem bardzo szybko się wchłania, nawet gdy nakładam grubą warstwę (zwłaszcza na noc). Nadaje się też na dzień, pod korektor - nie roluje się. Po nałożeniu na pewno czuć odświeżenie i nawilżenie. Niestety nie jest ono aż tak dobre, jak bym chciała. Od jakiegoś czasu moja skóra pod oczami nie jest już tak jędrna i od kremów wymagam ekstremalnego nawilżenia. Ten takiego nie daje. Nie rozświetla spojrzenia, nie zmniejsza obrzęków pod oczami, nie przynosi ulgi. Drażni mnie jego (delikatny) zapach. Nie zauważyłam, żeby cokolwiek zrobił z pierwszymi płytkimi zmarszczkami. Nie podrażnił moich oczu, nie uczulił.


PODSUMOWUJĄC

+ dobry skład
+ higieniczna aplikacja
+ wydajny
+ tani
+ nie podrażnia, nie uczula
+ szybko się wchłania
+ nadaje się pod makijaż
+ nie waży się, nie roluje

- średnio nawilża
- przeszkadza mi zapach (delikatny, ale jednak)
- nie zmniejsza obrzęków / sińców pod oczami

Polecam krem osobom, które nie mają większych problemów, np. z pierwszymi zmarszczkami, większymi przesuszeniami czy obrzękami. Krem nawilża, aczkolwiek nie sądzę, aby poradził sobie z typowo suchą skórą wokół oczu. Wybór należy do Was.

ZAPRASZAM NA FB: K L I K !

Krem do cery trądzikowej na dzień | BIOLIQ

Walka z trądzikiem jest niezwykle trudna i mozolna. Bardzo często, dobranie właściwych kosmetyków zajmuje długie miesiące, a nawet lata... Wieczorna pielęgnacja bezapelacyjnie jest istotna, w nocy nasza skóra poddaje się regeneracji. Co z porankiem? Z doświadczenia wiem, że najczęściej mamy ograniczony czas na przesiadywanie w łazience i przed lustrem. Nie należy jednak przeznaczać go wyłącznie na makijaż, na maskowanie naszych niedoskonałości. Znam wiele osób borykających się z trądzikiem, które ignorują potrzeby swojej problemowej skóry. Dziś postaram się udowodnić, jak ważna jest poranna pielęgnacja skóry trądzikowej, a zwłaszcza dobranie odpowiedniego kremu, który nie tylko będzie nadawał się pod makijaż, ale też wykaże się działaniem antybakteryjnym i nawilżającym.

Pod lupę trafia KREM DO CERY TRĄDZIKOWEJ NA DZIEŃ od BIOLIQ. Jest to klasyczny krem w miękkiej tubce, wygodny i higieniczny w aplikacji. Kosmetyki BIOLIQ należą raczej do tych tańszych. Za 50ml kremu zapłaciłam niecałe 11zł. W internecie możecie go dostać jeszcze taniej.


Krem dedykowany jest skórze trądzikowej, ale też wrażliwej. Co obiecuje nam producent? Właściwą pielęgnację cery trądzikowej - łagodzenie podrażnień, ograniczanie wydzielania sebum, matowienie skóry. Dodatkowo krem posiada działanie antybakteryjne oraz ogranicza pojawianie się nowych niedoskonałości.


SKŁAD 


MOJA OPINIA

Krem jest koloru białego i ma bardzo subtelny, przyjemny zapach. Konsystencja jest zwarta, nie spływa z dłoni i jednocześnie bardzo lekka. Produkt wchłania się błyskawicznie. Wystarczy niewielka ilość, aby pokryć twarz / szyję / dekolt. Po zastosowaniu skóra jest nawilżona (długotrwale!), gładka i niezwykle miękka w dotyku, satynowa. Krem nie powoduje uczucia ściągnięcia, po nałożeniu od razu można przystępować do makijażu. Tutaj też sprawdza się świetnie - nie waży się ani nie roluje pod podkładem. Utrzymuje go na skórze niemal cały dzień. Po ok. miesiącu codziennego stosowania nie wyrządził mojej skórze niczego złego - nie podrażnił, nie uczulił, nie zapchał. Bezapelacyjnie ma działanie antybakteryjne, wieczorne niespodzianki na mojej twarzy nagle przestały się pojawiać. Skóra jest delikatnie zmatowiona w strefie T, jakby uspokojona i nawilżona. Koloryt jest wyrównany, w miarę ujednolicony, a cera wygląda promiennie i dużo zdrowiej. 


Podsumowując, krem jest dla mnie wielką niespodzianką. Oczywiście pozytywną. Sprawdza się w 100%, nawet nieco lepiej od kremu przywracającego nawilżenie Iwostin. Dzięki niemu zapomniałam, co to suche skórki, a nieprzyjaciele przestali się pojawiać. Na pewno nie tylko on wpłynął na taką zmianę mojej cery, ale odkąd go używam czuję ogromną różnicę. Zdecydowanie polecam.

+ nawilża
+ delikatnie matowi (jeżeli szukacie czegoś, co porządnie zmatuje Wam buzię, to po niego nie sięgajcie)
+ działa antybakteryjnie
+ przyjemna, lekka konsystencja
+ szybko się wchłania
+ świetnie sprawdza się pod makijaż
+ wygodna i higieniczna aplikacja
+ tani i wydajny
+ duża pojemność, jak na krem
+ nie uczula, nie podrażnia
+ nadaje się zarówno dla skóry wrażliwej jak i trądzikowej
+ ogranicza powstawanie niedoskonałości

Jak dla mnie, brak minusów.

ZAPRASZAM NA FB: K L I K !


Tania pielęgnacja | Lipcowe uzupełnienie braków

Lipiec okrzyknęłam miesiącem oszczędności. Jak dotąd nie pokusiłam się na żadną zachciankę, a dziś przychodzę ze zwykłym 'uzupełnieniem braków'. Mowa o kosmetykach, których potrzebuję do codziennej pielęgnacji, dbania o siebie. Nie ma tego wiele. Będą to produkty z 'tańszej półki', które według mnie jak najbardziej są warte polecenia. Chcę pokazać, ze tanie wcale nie znaczy - złe. Znajdzie się też coś, co używam po raz pierwszy.


Pod prysznicem staram się zawsze mieć żel i peeling. Z polecenia kupiłam olejek pod prysznic z pantenolem i witaminą E, ISANA.Zużyłam już jakieś 3/4 butelki i jestem zachwycona. Olejek za ok. 6zł, a ma świetne działanie! Przede wszystkim wyraźnie nawilża skórę, jest całkiem wydajny. Niektórym zapach przypomina rybę. Szczerze mówiąc, ja nie czuję niczego takiego. Peelingi Joanna znają już pewnie wszyscy. Lubię ich miniaturowe opakowanie. Często wyjeżdżam i takie rozwiązanie jest dla mnie bardzo wygodne. Tym razem skusiłam się na zapach gruszkowy. Jest piękny, nie wyczuwam w nim sztuczności czy 'chemii'. Cena również zachęca, to tylko 3,49zł.


Swoje włosy farbowałam ostatnio w okolicach marca/kwietnia. Od tego czasu kolor nieco wyblakł i zszedł. Do tego bardzo widoczne stały się rude tony, co zapewne jest też zasługą słońca. To wszystko złożyło się na zakup farby MARION bez amoniaku - 'revOILution', odżywcza moc olejków. Wybrałam kolor 112 Kawowy Brąz. Swego czasu regularnie używałam szamponów koloryzujących tej firmy i byłam zadowolona. Zapewne dam znać, jak się spisała. Moja aktualna odżywka GARNIER Ultra Doux dobija dna. Tym razem wybrałam odżywkę nadającą blask, NIVEA diamond gloss. Pamiętam jak dziś, kiedy użyłam jej po raz pierwszy. Moje włosy były nią zachwycone. Ma przepiękny zapach. Udało mi się ją dostać w cenie 6zł.


ISANA - wiem, że jest wielu przeciwników tej marki. Zawsze staram się przetestować kilka produktów zanim wydam osąd. ISANA, jak większość producentów ma kosmetyki dobre, ale też buble, np. serum, o którym niedawno pisałam - klik. Dezodorant do skóry wrażliwej to mój ulubieniec, ideał. Na blogu pisałam o nim już wielokrotnie. Osobom z nadmierną potliwością raczej nie przypadnie do gustu. Jest delikatny - zarówno jego działanie, jak i zapach. Nie podrażnia. Piankę do golenia o zapachu zielonego jabłka mam po raz pierwszy. Wcześniej używałam wersji z fioletową zakrętką, bodajże konwaliowej (?). Nie mam co do niej najmniejszych zastrzeżeń. Zaskoczył mnie zapach, ponieważ nie jest sztuczny, ani nadmiernie chemiczny. Kojarzy mi się ze świeżym, zielonym jabłuszkiem. Przez większość czasu moje dłonie mają się bardzo dobrze i nie miewam z nimi żadnych problemów. Kiedy jednak dużo zmywam, czy piorę ręcznie, stają się lekko wysuszone. Oliwkowy krem do rąk przyjemnie pachnie i ma lekką konsystencję. Wchłania się błyskawicznie, pozostawiając skórę dłoni nawilżoną i miękką. Na promocjach można go dostać nawet za 2zł. Polecam osobom, które nie mają problemów ze skórą dłoni.


Maseczki! To coś, co bardzo lubię i staram się zawsze mieć w zanadrzu choć jedną. Jakiś czas temu upodobałam sobie oczyszczającą maseczkę do twarzy od Rival de Loop. Pojawiła się nawet w ulubieńcach - klik. Idąc za ciosem, kupiłam maseczkę odświeżającą, ponieważ moja skóra wokół nosa byłą ostatnio nieco przesuszona. To był strzał w dziesiątkę. Maseczka skutecznie nawilżyła skórę twarzy i szyi. Nie pojawili się żadni nowi nieprzyjaciele. Nie spowodowała też żadnego pieczenia, szczypania. Nowością jest dla mnie maseczka aktywnie oczyszczająca z białą glinką i tlenkiem cynku od AA. Aktualnie maseczki AA dostaniecie w cenie promocyjnej - 1,99zł w Rossmannie. 

Tak mniej więcej prezentuje się mój pielęgnacyjny niezbędnik, który byłam zmuszona uzupełnić. Często coś się w nim zmienia, ponieważ lubię próbować nowości i szukam produktów idealnych. W końcu kobieta zmienną jest!

ZAPRASZAM NA FB: K L I K !

MASKA Antybakteryjna | Cera tłusta i trądzikowa | Ava

Jakiś czas temu, skusiłam się na MASKĘ Antybakteryjną od Ava Laboratorium. Produkt przeznaczony jest dla cery tłustej i trądzikowej, czyli takiej, jak moja. Czy spełnił moje oczekiwania? Zapraszam na recenzję.


OPIS PRODUCENTA


INFORMACJE PODSTAWOWE

Maska znajduje się w miękkiej tubce, co do której jakości, nie mam zastrzeżeń. Konsystencja - dość gęsta, nie spływa z dłoni. Kolor - przeźroczysty, lekko żółtawy. Zapach - bardzo intensywny: trawa cytrynowa, co moim zdaniem nie jest przemyślane. Maseczki nie powinny tak mocno pachnieć. Po kilku minutach zaczyna on męczyć. Za 50ml zapłaciłam ok. 11zł w promocji (Rossmann). Była to cena "na do widzenia" więc nie wiem, czy można ją jeszcze dostać w Rossmannach.

SPOSÓB UŻYCIA


MOJA OPINIA


Przede wszystkim maska ma zbyt intensywny zapach. Osobiście lubię zapach trawy cytrynowej, ale w takim stężeniu i na twarzy? Nie za bardzo. Cienką warstwę maski wmasowuję w skórę twarzy i szyi i pozostawiam na 15 minut. W niektórych miejscach (większe zaskórniki) troszkę szczypie. Maska wchłania się porównywalnie do kremu. Zostaje lepka warstwa, którą dość długo się zmywa. Efekty? Skóra jest widocznie oczyszczona i zmatowiona. Maska nie powoduje przesuszenia. Czy uelastycznia skórę? Nie powiedziałabym. Cera jest wygładzona, oczyszczona, odświeżona i rozjaśniona. Nie zauważyłam też, żeby przyczyniała się do zmniejszania obecnych niedoskonałości, ani żeby pory stały się mniej widoczne. Moim zdaniem jest to taki "średniaczek". Nie powoduje żadnych efektów ubocznych, dobrze oczyszcza i matowi skórę, ale brakuje mi "tego czegoś". Po prostu czuję niedosyt. Wolałabym, aby skóra po jej użyciu była bardziej jędrna i nawilżona, a niestety tak nie jest, co nie znaczy, że maska wysusza skórę. 


PODSUMOWUJĄC

+ oczyszcza i rozjaśnia cerę (ujednolica koloryt)
+ matuje cerę
+odświeża
+ tania
+ wygodna i higieniczna aplikacja

- zbyt intensywny zapach
- nie ujędrnia skóry
- za mało nawilża

Myślę, że jest to maska warta wypróbowania, ale czy do niej wrócę? Raczej nie.

ZAPRASZAM NA FB: K L I K !

Balsamy do ust w kredce | Pure Shine Colour | CATRICE

Ostatnio kupiłam kilka nowości od CATRICE i o dziwo, wszystko sprawdza mi się bardzo dobrze. Dzisiejszy post będzie o balsamach do ust w kredce, które w krótkim czasie stały się ulubieńcami wielu dziewczyn, w tym mnie. Zapraszam.


OPIS PRODUCENTA

Piękność w wersji maks – gwarancja imponującego efektu z nowym balsamem PURE SHINE Colour Lip Balms. Kremowa, ultra miękka formuła błyskawicznie nawilży usta i pozostawi je delikatne oraz aksamitnie gładkie. Zamiast jednorazowej, krótkotrwałej sensacji, oferujesz swoim ustom pełną pielęgnację i niebywały zapach. Kredka to must have tego sezonu nie tylko dlatego, że wygląda super szykownie na ustach, ale także dlatego że jest niesłychanie praktyczna. Mieści się nawet w małej torebce, a wysuwana końcówka bardzo ułatwia aplikację. Dostępna w 8 odcieniach włączając w to bardzo naturalne nude, subtelne róże, jasne i trendy odcienie „look at me” oraz klasyczną czerwień i róż.


MOJA OPINIA 

Balsamy mają całkiem ładne i poręczne opakowania. Napisy dość szybko zaczynają się ścierać. Zapach - bardzo przyjemny, delikatny; na ustach nie jest wyczuwalny. Balsamy mają subtelne kolory (przynajmniej moje wersje), napigmentowane podobnie do tradycyjnych błyszczków. Suną po ustach bez problemu, nadając im zdrowy połysk, a przede wszystkim nawilżenie. Mają w sumie maleńkie drobinki. Ich trwałość nie jest idealna. Po 2-3h nieco znikają z ust, ale poprawienie ust nie jest problemem, w końcu to balsam i na pewno zmieści się Wam do każdej torebki. Na ustach wyglądają bardzo naturalnie. W sam raz wpisują się w letni look. Makijaż z ich użyciem wygląda naturalnie, promiennie.

Moje kolory to 080 Sheers! (po lewej, pomarańczowy) i 030 Don't Think Just Pink, czyli najpopularniejszy, najtrudniej go dostać w drogerii. Bardzo się z nim polubiłam, ponieważ jego kolor świetnie współgra z kolorem moich ust. Myślę, że będzie pasował większości kobiet.


Jeśli lubicie naturalnie podkreślone i nawilżone usta z połyskiem - polecam!

ZAPRASZAM NA FB: K L I K !

Nawilżający krem na dzień | Rival de Loop Hydro

Ten wpis szykowałam Wam chyba z miesiąc, ale w końcu się zmobilizowałam, aby zrecenzować tego gagatka. Mowa o kremie na dzień dla skóry wymagającej nawilżenia. Kosmetyk zawiera ekstrakt z opuncji, witaminę E i kwas hialuronowy. Producent gwarantuje 24-godzinne nawilżenie i świeżo wyglądającą skórę. Czy rzeczywiście tak jest? Zapraszam na recenzję.


OD PRODUCENTA

Krem na dzień Rival de Loop Hydro to delikatna i nawilżająca pielęgnacja na dzień, opracowana specjalnie z myślą o potrzebach wrażliwej, wysuszonej skóry. 
Ekstrakt z owocu opuncji to prawdziwy magazyn wody. Jest bogaty w aminokwasy, minerały, pierwiastki śladowe i witaminy. Działa na skórę kojąco i chroni ją przed szkodliwym wpływem środowiska. 
Zachowujący skuteczność przez 24 godziny hydrokompleks dzięki zawartym w nim naturalnym czynnikom nawilżającym pomaga skórze w uzyskaniu doskonałej równowagi. 
System filtrów UVA/UVB i witamina E chronią skórę przed szkodliwym promieniowaniem UV, a tym samym przed przedwczesnym starzeniem.
Produkt nie zawiera substancji pochodzenia zwierzęcego.

OBIETNICE PRODUCENTA

Koi i intensywnie nawilża skórę. Przy regularnym stosowaniu długotrwale łagodzi uczucie wysuszenia skóry, która sprawia wrażenie gładszej i świeższej. 
  • tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie
  • pH neutralne dla skóry
  • bez parabenów
  • bez silikonów

OPAKOWANIE / KOLOR / ZAPACH / KONSYSTENCJA

Sam krem znajduje się w solidnym, ciężkim słoiczku, zabezpieczonym sreberkiem. Kolor kremu jest zielonkawy. Zapach - okropny! Bardzo intensywny, duszący, czuć go po nałożeniu kremu na twarz.
Krem jest lekki, szybko się wchłania. Nie potrzeba go dużo, aby pokryć całą twarz.


MOJA OPINIA

Przede wszystkim - jego zapach jest okropny. Nie mogę go znieść. Krem ma lekką konsystencję i bardzo szybko się wchłania. Po jego użyciu buzia jest gładka, jędrna i sprawia wrażenie nawilżonej. Nadaje się pod makijaż; dobrze współgrał ze wszystkimi moim podkładami. Niestety po około 4 użyciach, na brodzie i policzkach zaczęli pojawiać się nieprzyjaciele - drobne, głównie podskórne krostki. Po odstawieniu kremu cera się uspokoiła, poradziłam sobie z niespodziewanym wysypem. Ostatnio, kiedy nie miałam innego kremu pod ręką, znów po niego sięgnęłam. W miejscach, gdzie wcześniej pojawił się wysyp krostek, bardzo piekła mnie skóra, była zaogniona. Krem po prostu ją podrażnia, uczula. Wszystko to dyskwalifikuje ten krem w mojej codziennej pielęgnacji. Nie polecam.

SKŁAD

CENA

Ok. 8zł / 50ml. Dostępny w Rossmannie.

PODSUMOWUJĄC:

+ cena i dostępność
+ porządne opakowanie
+ sprawdza się jako krem pod makijaż
- okropny zapach
- nie przepadam za kremami w słoiczkach, mimo to chciałam dać mu szansę
- zapycha
- uczulił i podrażnił moją skórę

ZAPRASZAM NA FB: K L I K !

Podsumowanie czerwcowych nowości

Czas na podsumowanie nowości minionego miesiąca. Jak się okazało, zapomniałam o kilku rzeczach, ale na pewno to nadrobię. Zapraszam.


Podkład CATRICE, ALL MATT plus - recenzja tutaj. Polubiłam się z nim na tyle, że odstawiłam wszystkie inne podkłady. Testuję też kredkę i żel do brwi CATRICE, jak narazie jestem zadowolona. Z czasem, postaram się napisać coś więcej.



Perełki CC wyrównujące koloryt skóry. Używam ich na całą twarz, jako utrwalenie makijażu zamiast tradycyjnego pudru. Dają naturalne wykończenie, nieco rozświetlają, scalają makijaż. Jedyne, do czego mogę się przyczepić to fakt, że często uciekają mi z opakowania podczas nabierania pędzlem.


O nowym żelu BIODERMA, tylko w większej pojemności, pisałam Wam tutaj. Użyłam go dopiero kilka razy, ale myślę, że się polubimy. Zapach jest w porządku, dobrze się pieni, a skóra po jego użyciu jest przyejemnie oczyszczona i zmatowiona. Serum z Bielendy zapewne już znacie - klik. Krem ACNE-DERM był w moich ulubieńcach, a wczoraj poświęciłam mu osobny post, klik.


Perfecta EXPRESS SLIM, reduktor wodnego cellulitu - szczerze mówiąc, taki sobie. Raczej do niego nie wrócę po zużyciu. Najlepsze pozostaje serum z Lirene. Kupiłam też ujędrniający peeling owocowe SPA od HEAN o zapachu jagoda acai i wiśnia japońska - zapach jest ładny, choć nieco chemiczny. Peeling również taki sobie. Zwyczajny, jakich wiele na drogeryjnych półkach.


Bielenda CC Cream Body Perfector - udoskonala wygląd skóry, maskuje niedoskonałości, np. pajączki, krostki, dodaje satynowego blasku, chociaż ma całe mnóstwo drobnych drobinek, które utrzymują się na skórze bardzo długo. Niestety nie jest szczególnie odporny na pot, więc należy uważać z ilością.


Venus, pianka do golenia z wit. E i ekstraktem z żurawiny. Zapach jest bardzo intensywny, całkiem przyjemny, ale czuć nuty chemiczne. Okazała się być wydajną, dzięki niej nie mam problemów z podrażnieniami po depilacji.


Testuję nowy szampon GARNIER GOODBYE DAMAGE, zdaje się, że miałam odżywkę z tej serii i była niczego sobie. Dokupiłam też olejek orientalny od MARION, który ma nawilżyć włosy, o zapachu migdałów i dzikiej róży - piękny, bardzo delikatny, subtelny, taki kobiecy można powiedzieć. Uwielbiam go nakładać na włosy. więcej niebawem.

ZAPRASZAM NA FB: K L I K !

Pozbądź się trądziku! ACNE-DERM - krem z kwasem azelainowym

W walce z trądzikiem jestem już, można powiedzieć, weteranką. Postanowiłam więc, wprowadzić na bloga nową serię 'Pozbądź się trądziku'. W postach będę opisywać/recenzować różne kosmetyki/kuracje przeciwtrądzikowe, które stosuję lub stosowałam i przyniosły one pozytywne efekty. Serię zacznę od maści, której aktualnie używam - ACNE - DERM.


Lek ACNE-DERM ma postać kremu. Lek zawiera substancję czynną- kwas azelainowy, która wykazuje działanie przeciwtrądzikowe oraz wybielające skórę w przypadku hiperpigmenatcji (przebarwień skóry). 

Jakie działanie ma ACNE-DERM?

Kwas azelainowy działa przeciwbakteryjnie na bakterie Propionibacterium acnes mające wpływ na rozwój trądziku, zmniejsza liczbę mikrozaskórników oraz hamuje nadmierne rogowacenie naskórka. Ponadto kwas azelainowy hamuje wzrost i nadczynność melanocytów - komórek barwnikowych skóry.

Wskazanie do stosowania: trądzik pospolity, przebarwienia skóry.

Opakowanie/ kolor/ zapach/ konsystencja

Krem znajduje się w zwykłej tubce i kartonowym opakowaniu. Jest koloru białego i nie posiada żadnego zapachu. Konsystencja jest lekka, ale nie spływa z dłoni, dobrze się rozprowadza. Wystarczy odrobina na całą twarz.


Z ważnych, dodatkowych informacji: skóra nie uodparnia się na kwas azelainowy, co oznacza, że przez cały okres stosowania, działa on tak samo efektywnie. Należy też pamiętać o konieczności stosowania filtrów przeciwsłonecznych, w trakcie kuracji. 

A jak to było ze mną.... MOJA OPINIA

Początkowo, zaraz po nałożeniu kremu czułam pieczenie. Kiedy spojrzałam w lustro, twarz była bardzo czerwona. Trochę się wystraszyłam, że mogę być uczulona na kwas azelainowy, ale przeczekałam, bo czytałam wcześniej, że to normalna reakcja. Po kilku dniach pieczenie przeszło całkowicie. Krem matuje skórę, po nałożeniu jest jakby 'tępa', ale mi to nie przeszkadzało. Wchłania się dość szybko. Przy nakładaniu należy pamiętać, aby omijać wrażliwe miejsca, takie jak obszar wokół oczu, ust i nosa. Ja początkowo zabezpieczałam te obszary maścią z wit. A albo zwykłym kremem Nivea. Teraz nie mam aż takiego problemu z trądzikiem i nie nakładam kremu na całą twarz. O dziwo, krem nie wysuszał mojej skóry, tak jak się tego spodziewałam. Wysuszał pojedyncze niedoskonałości i doprowadzał je stopniowo do całkowitego zniknięcia. Świetnie poradził sobie z podskórnymi grudkami, które przez pewien czas były moją zmorą. Większe niedoskonałości goi stopniowo, skutecznie. Myślę, że wpłynął też pozytywnie na zmniejszenie porów. Byłam i jestem też bardzo zadowolona z jego właściwości wybielających. Poradził sobie z większością przebarwień i kiedy goi istniejące niedoskonałości, nie pozostają po nich tak dokuczliwe przebarwienia, jak dotąd. Mimo, iż nie wysuszył mi cery, ważne jest, aby regularnie nawilżać skórę, np. rano bądź też po wchłonięciu kremu, jeśli macie wyjątkowo wrażliwą skórę. Ze swojej strony, serdecznie polecam ten krem.


 Cena: 20-30zł / 20g, dostępny w aptekach.

To już jest koniec | Czerwiec 2015

Czyli denko! W minionym miesiącu przebywałam sporo w rodzinnym domu, więc zebrały się zużycia z dwóch domków, i to sporo! Nie przedłużając, zapraszam. 


Szampon Dove NUTRITIVE SOLUTIONS - miał przyjemny zapach, ale taki 'śmieszny'. Spisywał się dobrze, jednak bez szału. Ładnie podkreślał skręt loków, nie puszył włosów. Ot, taki przeciętny szampon.

Szampon Schwarzkopf GLISS KUR ULTIMATE REPAIR, regeneracja włosów zniszczonych i suchych - przyjemny specyficzny zapach, dość ciężki, ale mi dopowiadał. Z tej serii uwielbiam też maskę. Szampon dociążał włosy, nie obciążał. Sprawiał, że były błyszczące, wyglądały zdrowo, poodkręcał skręt loków i fal, nie przesuszał. Bardzo fajny szampon.

Maseczka do włosów L'biotica BIOVAX, intensywnie regenerująca, złote algi i kawior - zapach piękny, 'na bogatości', Rewelacyjnie wygładzała  i nawilżała włosów, naprawdę regenerowała. Polecam.

Odżywka z jedwabiem BIOSILK - popularna, znana już chyba wszystkim. Lubię jej zapach i to, że sprawdza się na końcówki moich włosów wręcz idealnie. Niedroga, wydajna, dobrze dostępna. Wracam do niej co jakiś czas.


Dove Summer Glow - samoopalający balsam do ciała, do jasnej karnacji. Stopniowo podkreśla naturalny kolor skóry. Nie robi smug, nawilża skórę, ładnie pachnie. Produkt w sam raz dla bladolicych i tych, którzy boją się smug lub efektu 'pomarańczki'. 

EVELINE Extra Soft, balsam ultranawilżający - zmniejsza szorstkość i łuszczenie się skóry, naprawdę rewelacyjnie nawilża, szybko się wchłania, opakowanie z pompką to strzał w 10! Prosta i higieniczna forma aplikacji. Bardzo wydajny, ma lekką konsystencję. Szczerze polecam.

Perfecta SPA, masło do ciała czekolada + olejek kokosowy, ujędrniające - początkowo ślicznie pachniało czekoladą, z czasem zapach zrobił się czekoladowo-chemiczny. Konsystencję bardzo zbita, jak na masło, jakaś taka sztuczna. Wchłaniał się bardzo długo, brudził pościel, a rano np. na nogach były zacieki i taki jakby złuszczony balsam? Wyglądało to, jakbym miała brudne nogi. Nie polecam.


Suchy szampon batiste o zapachu floral essences - przepiękny, odświeżający zapach kwiatów, robi co ma robić, czyli odświeża włosy, dodatkowo fajnie je unosi u nasady. Niestety skończył mi się wyjątkowo szybko, w porównaniu do suchego szamponu z Isany. Mimo to polecam i kupię ponownie.

Żel peelingujący do ciała MARION, mleczko kokosowe - bardzo przyjemny zapach, aczkolwiek słabe działanie peelingujące w porównaniu do peelingów Joanny. Za to nawilżał i to wcale nie tak krótkotrwale. Możliwe, że jeszcze kiedyś go kupię.


Woda termalna URIAGE - wielozadaniowa, moja ulubiona i idealna na lato. Recenzja - klik. Zdaje się, że teraz jest już w nowej szacie graficznej.

Płyn micelarny ziaja sopot spa 30+ - bardzo delikatny, przyjemnie łagodzi i odświeża. Z makijażem radzi sobie niestety słabiutko. Płyn będzie dobry dla osób, które malują się bardzo delikatnie bądź nawet wcale. Ja do niego nie wrócę.


Żel ze świetlikiem i herbatą Pharma Solution - świetny! Bardzo wydajny, koi skórę pod oczami, łagodzi obrzęk, wchłania się do cna, nie zostawia lepiej warstwy, rozświetla skórę wokół oczu, nadaje się pod makijaż, był bardzo wydajny. W dodatku kosztował 4zł w aptece. Polecałam go tutaj.

Serum SUPER POWER MEZO SERUM - po prostu KLIK!

Krem przywracający nawilżenie IWOSTIN PURRITIN REHYDRIN - jeden z moich ulubionych kremów aptecznych, koi, łagodzi podrażnienia, nawilża skórę, uspokaja, przyjemnie pachnie, po prostu ideał. Więcej poczytacie o nim w poście o kosmetykach aptecznych.


Zmywacz do paznokci o zapachu truskawki SENSIQUE - czasem zdradzam z nim Isane. Jest od niej słabszy, ale pozostawia na paznokciach przyjemny, truskawkowy zapach.

Perfumy Decade Donna - dostałam je w prezencie. Mają całkiem przyjemny zapach, choć dla mnie może zbyt mocny. Nie utrzymywał się specjalnie długo.


Pierre Rene, natural REPAIR - świetna odżywka przeciw łamaniu i rozdwajaniu paznokci, kupiłam już kolejną sztukę. Więcej o niej, w poście na temat odżywek - klik.

Magic corrector mix od KOBO - jak widać najwięcej zużyłam koloru zielonego i to w fazie, gdy borykałam się z ciężkim trądzikiem. Korektory są całkiem fajne, chociaż wg mnie za ciężki na co dzień. Kółko straciło już termin przydatności.

Pomadka rumiankowa Alterra - bardzo ją lubię, w przeciwieństwie do wersji z granatem. Smaruję nią również paznokcie, dzięki czemu się nie rozdwajają, polecam spróbować. Na pewno do niej wrócę.


UP Girls make-up kit - moja pierwsza paleta, zakupiona w Pepco. Swego czasu była naprawdę bardzo fajna, potem cienie zaczęła się mocno osypywać, pylić. Wyrzucam, bo straciła już ważność. Nigdzie jej już nie widziałam. Pisałam o niej tutaj.


Krem BB od Eveline, przeznaczony dla skóry mieszanej i tłustej, w odcieniu jaśniejszym - jeden z pierwszych, jakie używałam i bardzo przeze mnie lubiany. Recenzja tutaj.

Tusz do rzęs Eveline EXTENSION VOLUME, ekstremalna objętość i rozdzielenie - zgadzam się. Bardzo dobry tusz w niewygórowanej cenie. Przy upałach nieco osypywał mi się na dolnych rzęsach, chociaż ja rzadko je maluję. Poza tym nie skleje rzęs, wydłuża je, nie mam zastrzeżeń i pewnie znów go kupię.

Ufff...! Dotrwałam do końca i gratuluję, jeśli Wy także. :-)

ZAPRASZAM NA FB: K L I K !

Letnia pielęgnacja cery - 3 ulubione kroki | krem peelingujący, woda winogronowa, maseczka nawilżająca Caudalie

Latem chętniej sięgam po kosmetyki nawilżające, kojące, delikatne. Rezygnuję z kwasów i bardziej treściwych formuł na rzecz tych lekkich, k...