Moja opinia - recenzje zużytych produktów | 4

W końcu zmobilizowałam się do przejrzenia pustych opakowań i stworzenia tego posta z recenzjami w pigułce. Jeśli jesteście ciekawe, co ostatnio mi się sprawdziło, a co odradzam - zapraszam. ;-)


Farmona, Jantar - odżywka z wyciągiem z bursztynu.

Zużywałam ją bardzo długo. Dla mnie była wydajna, ponieważ sięgałam po nią co 2-3 dni. Moje włosy rosły jak szalone. Niby fajnie, ale jednak multum sterczących włosków trochę mnie irytowało przy codziennym czesaniu. Warto ją wypróbować - polecam!

Shwarzkopf, GLISS KUR - szampon z płynnym jedwabiem do włosów matowych i łamliwych.

Jeśli systematycznie do mnie zaglądacie, pewnie zauważyłyście, że wracam do niego co jakiś czas. Za każdym razem świetnie mi się sprawdza. Pięknie pachnie, jest wydajny, nie obciąża włosów, domywa je. Włosy nie puszą się, są ładnie skręcone, połyskują, a końcówki są wygładzone. Polecam!

Marion, migdały i dzika róża - olejek nawilżający włosy.

Jego zużycie również zajęło mi całe wieki. Przede wszystkim ślicznie, delikatnie pachniał (o ile lubicie zapach róży w kosmetykach), końcówki były wygładzone, wyglądały zdrowo, nie rozdwajały się. Jednak brakuje mi tu takiego OCH I ACH! Dlatego nie wrócę do niego, chociaż wcale nie był zły.

Avon, Advance Techniques - serum na suche i zniszczone końcówki do każdego rodzaju włosów.

To serum też bardzo długo zużywałam (chyba mam z tym problem :P). Uważam, ze to taki średniaczek. Po jego użyciu końcówki włosów wyglądały ładnie, ale przeszkadzał mi jego alkoholowy zapach. Pompka przyda się do podkładu Revlon Colorstay. Serum nie było złe, ale też nie widzę powodu, dla którego miałabym kupić je ponownie.

Ziaja, cupuacu - krystaliczny peeling cukrowy złuszczająco - wygładzający.

Ten zapach! Karmel, trufle, czekoladki?! Naprawdę ciężko go jednoznacznie zdefiniować. Ten peeling to gruboziarnisty, mocny zdzierak. Po użyciu skóra jest jedwabiście gładka, wyczuwalna jest parafina, ale mi osobiście nigdy to nie przeszkadza. Wydajność raczej średnia, ale peelingi w słoiczkach zawsze zużywam szybciej. Polecam wypróbować!


Pharmaceris - antybakteryjny żel myjący T do twarzy.

Jeden z lepszych żeli do twarzy, jakich miałam okazję używać. Bardzo dobrze oczyszczał skórę, nie wysuszał jej. Pełna recenzja dostępna TUTAJ. Polecam! Szczególnie osobom, które mają problem z tłustą cerą.

Barwa Siarkowa - krem siarkowy długotrwale nawilżający.

Do tego kremu wracam sobie co jakiś czas. Dobrze sprawdza się pod makijażem, nawilża i nie powoduje pogorszenia stanu cery. Wykazuje też działanie antybakteryjne. Zawsze bardzo przyjemnie mi się go używa. Pisałam o nim odrębny post - KLIK!

SYLVECO - oczyszczający peeling do twarzy (korund, skrzyp polny i drzewo herbaciane).

Szczegółowo pisałam o nim TUTAJ. Recenzja była dosyć pochlebna, ale ostatecznie nie mogę go polecić. Używało mi się go całkiem dobrze (pomijając zapach, który od początku mi się nie podobał). Problemy pojawiły się, kiedy w opakowaniu pozostało już niewiele produktu. Po pierwsze peeling zaczął się rozwarstwiać - w opakowaniu ciągle była woda (chociaż trzymałam go szczelnie zamkniętego w suchym miejscu; nie w łazience), a po drugie (co powinno być też po pierwsze) jego zapach stał się jeszcze mocniejszy! Dobrze są mi znane ziołowe nuty, bo aktualnie używam sporo takich kosmetyków. Zapach tego peelingu przypominał mi zapach smaru albo jakiejś chemicznej substancji. Coś okropnego! Sprawiał, że nie byłam w stanie znieść go na twarzy, był niezośnie duszący. Lepiej kupić zwykły korund i zmieszać z Waszym ulubionym żelem/olejkiem. Wychodzi taniej, a i efekty są znacznie lepsze.


Lirene - żel pod prysznic + oliwka z bawełny.

Uwielbiam ten zapach! Niezwykle delikatny, pozwala mi odpocząć, wyciszyć się. Naprawdę jestem nim oczarowana i z chęcią co jakiś czas do niego wracam. Może to dlatego, że kojarzy mi się z wyprowadzką z rodzinnego domu, studiami, usamodzielnieniem się. Wam też zapachy kojarzą się z jakimiś wydarzeniami? 

Facelle - płyn do higieny intymnej z aloesem.

Ten produkt na blogu pojawia się już regularnie. Równie dobrze sprawdza się do mycia twarzy, ciała i włosów. Póki co nie zamierzam go zastąpić żadnym innym.

A jak tam Wasze zużycia? ;-)



ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Komentarze

  1. lubię wcierkę Jantar :) reszty produktów nie miałam okazji używać :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aj kurcze, ta seria Ziaji mnie szalenie ciekawi. Ale gdybym kupiła sobie peeling do ciała to byłby grzech - mam z 5 w zapasie... A żel Pharmaceris lubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na pewno wypróbuję Jantar :) bo nie miałam nigdy.

    OdpowiedzUsuń
  4. o ten peeling z ziaji mnie zaciekawił :D

    OdpowiedzUsuń
  5. spore denko ;) używam wcierki Jantar, jest genialna ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam wcierkę Jantar, ale jeszcze nie ruszoną, cieszę się, że tak dobrze Ci się spisała 👍🏻

    OdpowiedzUsuń
  7. Wcierka Jantar jest świetna, obecnie używam już któreś z kolei opakowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. a mnie gdzieś zabrakło systematyczności w stosowaniu Jantaru i tak sobie stoi i czeka.. :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też lubię żel z Pharmaceris :)

    OdpowiedzUsuń
  10. U mnie Jantar kiedyś sprawdził się świetnie, kupiłam drugie opakowanie by ponowić efekty i zabrakło mi systematyczności, a szkoda bo byłam naprawde zadowolona ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie z systematycznością też różnie bywa ;/

      Usuń
  11. Ten szampon Gliss Kur bardzo pozytywnie mnie zaskoczył!:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Naprawdę tak świetnie działa Jantar? Zaczęłam go stosować, ale efektów na razie nie widzę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każde odwiedziny i komentarz. Postaram się odwiedzić także Ciebie, miłego dnia! : )