Ukojenie dla skóry i ochrona przeciwsłoneczna

Lato (niestety) dobiega końca. Pogoda ostatnio nie rozpieszcza, ale jestem pełna nadziei, że słońce jeszcze do nas wróci. Tak czy inaczej, wiele z Was zapewne jeszcze wyjedzie do ciepłych krajów, gdzie filtr i balsam po opalaniu będą koniecznością. Dlatego dzisiaj pokażę Wam kilka produktów, które otrzymałam od marki Kolastyna, a tym samym używałam tego lata. Może wybierzecie jeszcze coś dla siebie. Serdecznie zapraszam! ;-)



Filtr przeciwsłoneczny to (moim zdaniem) konieczność. Ochrona skóry to sprawa pierwszorzędna, dlatego nigdy nie zapominam o kremach z filtrem. Kiedy słońce naprawdę mocno grzeje sięgam po filtr SPF 30 lub 50. Emulsja do opalania SPF 50 (wysoka ochrona) tego lata sprawdziła się idealnie. Konsystencja jest gęsta, dobrze i sprawnie się rozprowadza i bardzo ładnie pachnie. Oprócz ochrony zapewnia też przyjemne i widoczne nawilżenie. Dodam, że nie bieli skóry.

Emulsja oprócz kombinacji ochronnych filtrów UVA/UVB zawiera unikalną kompozycję kolagenu, elastyny i glikogenu oraz witaminy A, E i F. Wszystko to neutralizuje działanie wolnych rodników oraz chroni skórę przed procesem przedwczesnego starzenia. Emulsja wspomaga nawilżenie skóry oraz chroni przed przeznaskórkową utratą wody. 


Hitem hitów jest dla mnie olejek do opalania w sprayu SPF 15 'złociste drobinki'. Cudo! Podczas opalania pytano mnie, czym się smarowałam. Olejek pięknie mieni się na skórze, ale jest to subtelny efekt. Przyspiesza proces opalania, dzięki niemu nie spiekłam się na skwarkę. Dodatkowo zauważyłam nawilżenie.

Bogaty w karoten olej ze złocistej palmy przyspiesza proces powstawania opalenizny. Kompleks witaminowy, zawierający witaminy A, E i F wspomaga skuteczną ochronę skóry przed przedwczesnym starzeniem skóry. System filtrów UV zapobiega tworzeniu się wolnych rodników oraz chroni przed poparzeniem słonecznym. 

Wadą jest pompka, która chyba zatyka się drobinkami złota i przestaje działać. Wymieniałam ją, ale z drugą stało się to samo. Niestety nie udało mi się ich wypłukać. Zaczęłam więc wylewać olejek na dłoń i wsmarowywać w skórę. Mimo to, polecam!


Teraz pokażę Wam coś, co może się przydać po zejściu z leżaka. Balsam po opalaniu S.O.S., który ma za zadanie łagodzić podrażnienia i regenerować skórę. Faktycznie to robi, ale nie jest to jakiś spektakularny efekt. Jeśli spieczecie się zbyt mocno, ten balsam może okazać się za słaby. Ma rzadką konsystencję, szybko się wchłania i nie klei. Zapach jest subtelny, przyjemny. Ukojenie czuć już po kilku chwilach, ale aplikację należałoby ponawiać co kilka godzin, aby skóra naprawdę się zregenerowała.

Pantenol głęboko nawilża i łagodzi skutki nadmiernej ekspozycji słonecznej, pozostawiając skórę miękką i aksamitnie gładką w dotyku. Alantoina przyspiesza regenerację komórek naskórka oraz usprawnia procesy naprawcze w obrębie uszkodzonej przez promieniowanie UV skóry.


Moim drugim faworytem (zaraz po olejku do opalania) jest nawilżający olejek do ciała po opalaniu. Pachnie obłędnie! Używam go na co dzień, ponieważ cudnie nawilża moją skórę. Nie tylko po opalaniu. Aplikacja jest bajecznie prosta, no i przyjemna.

Im skuteczniej nawilżasz swoją skórę, tym dłużej możesz cieszyć się piękną opalenizną. Olejek po opalaniu rozpieszcza skórę, pozostawiając ją nawilżoną i rozświetloną. Formuła została oparta na kompleksie 6 drogocennych olejków: kokosowego, sezamowego, jojoba, z makadamii, nasion bawełny i słodkich migdałów, które umożliwiają optymalne nawilżenie, przynosząc natychmiastowe ukojenie zmęczonej słońcem skórze. Olejek wzbogacony jest o bisabolol, znany z właściwości łagodzących podrażnienia i kojących skórę. 

Dzięki suchej formule olejek szybko się wchłania, pozostawiając uczucie aksamitnie miękkiej skóry, bez tłustej warstwy na jej powierzchni.

Olejek zdecydowanie skutecznie (i przyjemnie!) nawilżał moją skórę po opalaniu. Na co dzień jest świetną alternatywą dla balsamów nawilżających.<3 b="">


Podsumowując, jestem zadowolona z każdego kosmetyku, chociaż w różnym stopniu. Moimi faworytami są olejki oraz emulsja do opalania SPF 50. Kremy z wysokim filtrem często powodowały u mnie pieczenie skóry - tym razem nic takiego się nie pojawiło. Za to ogromny plus! Najsłabiej (moim zdaniem) wypada balsam po opalaniu, chociaż mojemu mężczyźnie bardzo przypadł do gustu. Co skóra, to inne wymagania i inne odczucia. Dlatego najlepiej próbować, testować, aby w końcu znaleźć coś dla siebie.


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Kremy BB dla bladolicych, puder wybielający oraz pędzle | Nowości ze sklepu nurbesten.de

Hej! Dziś przychodzę z kilkoma nowościami ze sklepu Nurbesten. Będą pędzle, puder i kremy BB w jaśniutkich odcieniach. Zainteresowanych zapraszam do dalszego czytania! ;-)



Zacznijmy od złotego kompletu pędzli, który wzięłam kompletnie 'w ciemno'. Saszetka zawiera zestaw pięciu pędzli niewielkiej wielkości. Są one naprawdę bardzo dobrze wykonane - nic się tutaj nie rozkleja, pędzle są równe, proste, nie odstają żadne włoski. Kiedyś pokazywałam Wam pędzle ze sklepu dresslink - tamte zdecydowanie są gorszej jakości. Włosie jest miękkie, przyjemne w dotyku. Mam nadzieję, że używając ich będę równie zadowolona. Może to być fajny zestaw wyjazdowy. Będę Was informować na bieżąco tutaj lub na Instagramie (swoją drogą - zapraszam!).


Marka pędzli to "msQ" i mamy tu dwa pędzle do twarzy - języczkowy do podkładu i większy do pudru oraz trzy do makijażu oczu - jeden płaski i dwa do rozcierania o różnych wielkościach. Dostępne TUTAJ.




Wybrałam jeszcze dwa kremy BB i puder sypki do kompletu. Wszystkie kosmetyki przyszły baaaaardzo solidnie zapakowane (miałam cały kosz folii ;-)), dodatkowo znajdują się w kartonowych opakowaniach. Minusem jest na pewno brak informacji choćby w języku angielskim. Przy wyborze posiłkowałam się opisami w sklepie i recenzjami na zagranicznych blogach.

Puder dostępny jest w wariantach 'Matt' (kolor 1 i 2) oraz 'Shimmer' (kolor 3 i 4). Wybór jest więc całkiem fajny. Ja zdecydowałam się na wersję matową w kolorze nr 1. Odcień jest bardzo fajny, przede wszystkim naprawdę JASNY! Opakowanie jest dobrej jakości, z grubego plastiku. Do pudru dołączony jest miękki puszek. Był też dodatkowo zabezpieczony folią, co widać na zdjęciu. Zapach jest wyczuwalny, ale przyjemny - niczym krem Nivea (kremy BB pachną podobnie), chociaż chyba wolałabym żeby był bezzapachowy. Podobno ma to być puder wybielający - taka nazwa widnieje na kartoniku.



Użyłam go dopiero raz do przypudrowania kremu BB MAYCHEER i spisał się dobrze. Jest drobniutko zmielony, na twarzy nie pozostawia widocznego koloru. Zobaczymy jak będzie z czasem. Testy z prawdziwego zdarzenia zamierzam rozpocząć niebawem. Aktualnie jestem jeszcze zbyt opalona na tak jasne produkty, ale nie byłabym sobą gdybym ich nie potestowała chociaż w domu. Zamówiłam je głównie z myślą o jesieni i zimie.
Puder LIDEAL znajdziecie TUTAJ.


Krem BB LIDEAL dobrałam do kompletu. Również pokusiłam się o najjaśniejszy odcień nr 21 (jest jeszcze nr 22 nieco ciemniejszy). Kolor jest przyjemnie jasny, nie ciemnieje. Konsystencja jest dosyć kremowa, krycie raczej delikatne. Jakość tubki bez zastrzeżeń, nie odbiega od choćby tych z naszych drogerii. Producent informuje nas, że krem posiada koenzym Q10 i właściwości anty-aging. Swatche zobaczycie na zdjęciach poniżej. Dostępny TUTAJ. 

Drugi krem jest już nieco bardziej 'czytelny'. Przyznaję, że różowe opakowanie przyciągnęło moje oczy. Może dlatego, że od razu skojarzył mi się z kremem Skin79. 

Krem o nazwie 'Silk Protein' firmy MAYCHEER również ma jasny odcień. Wybrałam kolor 01 (są jeszcze 02 i 03). Od producenta: krem ma chronić skórę przed słońcem - posiada SPF 25, kontrolować wydzielanie sebum, być trwały i wykazywać działanie przeciwzmarszczowe. Poważne obietnice, zobaczymy jak będzie naprawdę. Użyłam go dopiero 3 razy. Kolor jest minimalnie ciemniejszy od kremu LIDEAL, ale jak widać również jasny. Konsystencja kremowa, ma lepsze krycie od poprzednika. Zdecydowanie jest nawilżający i dobrze stapiał się ze skórą. Więcej napiszę z czasem. Opakowanie to także miękka tubka dobrej jakości.
Krem znajdziecie TUTAJ.

Spójrzcie na swatche...




Próbowałyście tych produktów? Myślę, że czasem fajnie jest przetestować coś CAŁKIEM INNEGO. ;-)

Zostawiam Wam kod z 10% zniżką na zakupy w sklepie www.nurbesten.de!
Sklep ma szeroki asortyment - spory wybór ozdób do paznokci oraz ubrania. Na paczkę czekałam 10 dni, więc bardzo krótko biorąc pod uwagę fakt, że 'szła' do mnie z Szanghaju.



ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

To już jest koniec...

...czyli pora na denko! Zapraszam! ;-)


Ziaja, Żel micelarny ogórek, mięta, kwas PHA  - PEŁNA RECENZJA

Świetny żel w przystępnej cenie. Dobrze oczyszcza, odświeża i pozostawia skórę nawilżoną. Przeznaczony do każdego rodzaju cery. Jest delikatny (nie szczypie w oczy) i ma przyjemny, orzeźwiający zapach. Już otworzyłam drugie opakowanie. Polecam wypróbować. Cena to ok. 8-9zł / 200ml.

Sylveco, Hibiskusowy tonik do twarzy - PEŁNA RECENZJA

Wyjątkowy tonik o nietypowej konsystencji. Był bardzo wydajny, ledwie udało mi się zużyć go w ciągu 6 miesięcy (tyle wynosi przydatność po otwarciu). Bardzo delikatny dla skóry, a przy tym dobrze oczyszczał i nawilżał. Chętnie jeszcze po niego sięgnę. Kosztuje ok. 16zł za 150ml.

Ziaja nuno, Krem antybakteryjny

Moje ostatnie odkrycie. Nie sprawdził się, kiedy miałam naście lat, a teraz (o dziwo!) tak. Działa szybciej od Effaclar Duo + LRP i jest duuuużo tańszy. Zalety: nawilża, goi niedoskonałości i nie pojawia się nic nowego, szybko się wchłania, nie pzostawia lepkiej warstwy, bardzo ładnie pachnie, nadaje się też pod makijaż, jest wydajny. Cena: 9-10zł / 60ml.


Catrice, Even Skin Tone (005 Even Ivory) - PEŁNA RECENZJA

Podkład, który dobrze sprawdzi się latem. Jest lekki o średnim kryciu (a nawet słabym). Nie przykryje dużych niedoskonałości. Dobrze radzi sobie  z tymi drobnymi i wyrównuje koloryt skóry. Dosyć ciężko było mi się z nim dogadać. Sprawdzał się w czasie, kiedy moja skóra była w dobrej kondycji. Być może jeszcze kiedyś go kupię, bo nie był zły. Cena to ok. 30zł / 30ml.

Catrice, All Matt plus (010 Light Beige) - PEŁNA RECENZJA

To już moje drugie opakowanie i z pewnością kupię kolejne. Podkład ma dobre krycie, matuje, ale nie sprawia wrażenia 'tapety' ani 'płaskiego matu'. Polecam! Koszt: ok. 30zł / 30ml.

Astor, Skin Match (002 Sand) | Catrice, Camouflage Cream (010 Ivory) - RECENZJE

Korektor Astor był bardzo wydajny, a jego odcień świetnie zakrywał moje cienie pod oczami. Miał przyjemną, kremową konsystencję, nie ważył się, nie wchodził w zmarszczki. Kamuflażu Catrice już nikomu nie trzeba przedstawiać. To kolejne (sfatygowane) skończone opakowanie. Ideał w sytuacjach kryzysowych. Polecam oba! Ta wersja korektora Astor niestety została wycofana. Kamuflaż kosztuje poniżej 15zł / 3g i jest niesamowicie wydajny.


Avon, Perfumy 'little black dress'

Jedne z moich ulubionych perfum. Na moim blogu możecie je często spotkać. Polecam ten zapach. Kosztuje 20-30zł / 30ml.

OEPAROL, pomadka do ust

Jakiś czas temu pojawiła się w ulubieńcach. Dobrze nawilżała, bardzo ładnie pachniała, nie topiła się i była wydajna. Na pewno jeszcze skuszę się na jakąś pomadkę OEPAROL. (ok. 8zł)

Eveline, Odżywka 6w1 Care & Colour

Bardzo fajnie utwardzała paznokcie, przestały się rozdwajać i szybciej rosły. Dodatkowym atutem jest kolor. Na pewno jeszcze ją kupię. Kupiłam ją na promocji za ok. 9zł / 5ml.

MAYBELLINE, EXPRESS MANICURE 

Najlepszy top coat, jaki miałam! Dzięki kuleczkom wewnątrz nie gęstnieje i można go zużyć do ostatniej kropli. Kilka razy pokazywałam go w ulubieńcach. Ładnie nabłyszcza, szybko schnie i przedłuża trwałość lakieru do tygodnia. Cena: ok. 15zł / 10ml.


Batiste, Suchy szampon

Kolejny i na pewno nie ostatni. Wersja 'floral' jest moją ulubioną. Skutecznie odświeża, ale lepiej z nim nie przesadzać. Przydatny w sytuacjach alarmowych. Koszt: 15zł / 200ml.

Loton, Oil therapy - PEŁNA RECENZJA

Olej kokosowy i ze słodkich migdałów przeznaczony do włosów i ciała. Bardzo dobrze sprawdzał się na moich włosach - wygładzał, dociążał. Chętnie wypróbuję też inne wersje. Ok. 15zł / 125ml.

Bania Agafii, Antycellulitowa maska do ciała

Ma bardzo fajne działanie - skóra jest oczyszczona i wygładzona. Niestety pachnie okropnie - bardzo mocno, przypomina środek do czyszczenia toalety.... Napiszę o niej więcej w odrębnym poście. Za 100ml zapłacicie ok 7-8zł.


GORVITA, Maść z żyworódki wzbogacona ekstraktem z aloesu

Dobrze łagodziła podrażnienia po depilacji, głównie na nogach. Nawilżała przesuszone partie skóry. Całkiem fajny produkt, ale jakoś przestał mnie zachwycać. Balsam z Palmer's działa lepiej. Cena: 16zł / 130ml.


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Bania Agafii | Balsam pielęgnacyjny z serwatką mleczną - włosy farbowane

Dzisiaj przychodzę z krótką recenzją balsamu do włosów farbowanych, który już pokazywałam Wam w poście ze zużyciami. Niedawno zaczęłam swoją małą przygodę z kosmetykami Bania Agafii i muszę przyznać, że jestem nimi pozytywnie zaskoczona. Balsam sprawdził się bardzo dobrze, dlatego stwierdziłam, że zasługuje na odrębny post. Zapraszam! ;-)


KILKA SŁÓW OD PRODUCENTA

Balsam chroni kolor, intensywnie odżywia i regeneruje włosy farbowane, które wymagają szczególnie troskliwej pielęgnacji. Włosy zachowują długotrwały kolor, blask i elastyczność. Składniki aktywne m.in.: serwatka mleczna nadaje włosom widoczny blask i elastyczność; tarczyca bajkalska nawilża włosy, dzięki zawartości olejków eterycznych i saponiny; płucnica śnieżna działa ochronnie na włosy, zapobiega negatywnym wpływom środowiska zewnętrznego; aralia mandżurska wzmacnia korzenie włosów; szyszki czarnej olchy stymulują wzrost włosów; ekstrakt organiczny różeńca górskiego podtrzymuje kolor włosów.

SPOSÓB UŻYCIA

Nanieść balsam na wilgotne, umyte włosy, rozprowadzić na całej długości włosów, pozostawić na 2-3 minuty, dokładnie spłukać. 


MOJA OPINIA

Balsam ma średnio gęstą konsystencję. Zapach - delikatnie perfumowany, przyjemny, można powiedzieć, że jest taki typowo 'odżywkowy'. Co z działaniem? Przede wszystkim balsam dobrze dociążał i wygładzał moje włosy, różnica była widoczna już po pierwszym użyciu. Po ostatnim farbowaniu moje włosy były widocznie wysuszone na końcach. Balsam świetnie je zregenerował. Włosy przestały się puszyć, loki i fale były ładnie podkreślone. Każdy włos na swoim miejscu. Opakowanie wystarczyło mi na jakieś 5-6 użyć. W tym czasie nie zauważyłam żadnego szczególnego wzrostu włosów ani podtrzymania koloru, ale też tego nie oczekiwałam (to nawet za krótko, by były takie efekty).

100ml / ok. 6zł

PODSUMOWUJĄC:

+ regeneruje przesuszone końce,
+ wygładza i dociąża włosy,
+ nie obciąża,
+ podkreśla skręt fal i loków,
+ nawilża, włosy są elastyczne,
+ włosy nie puszą się,
+ pachnie przyjemnie, delikatnie,
+ wydajny, 

+/- opakowanie,

POLECAM wypróbować! ;-)


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Opalenizna z LUXURY BRONZE | KOLASTYNA

Dzisiaj pokażę Wam trzy produkty, które otrzymałam od marki KOLASTYNA. Jest to względnie nowa seria LUXURY BRONZE. Jeśli jesteście ciekawe, czy kosmetyki przypadły mi do gustu, zapraszam do dalszej lektury. ;-)


Balsamu brązującego do ciała miałam okazję używać już wcześniej (w maju kupiłam go mamie). Posiadam wersję przeznaczoną do jasnej karnacji. Zawsze po taką sięgam, dla bezpieczeństwa. Chyba żadna z nas nie chce wyglądać od razu, jak pomarańcza. Balsam ma gwarantować nam naturalnie piękny efekt opalenizny, a przy tym zapewnić skórze odpowiednią pielęgnację:

  • masło kakaowe i masło shea o silnych właściwościach nawilżających odżywiają i wygładzają skórę, chroniąc ją przed nadmiernym wysuszeniem,
  • olej z orzecha włoskiego, bogaty w antyoksydanty, nadaje skórze delikatny odcień opalenizny.
Producent obiecuje nam naturalny brązowy koloryt, bez smug i przebarwień oraz bez przesuszenia skóry. W moim odczuciu balsam brązujący sprawuje się bardzo dobrze. Stosowany codziennie daje efekt delikatnej opalenizny. Bardzo się cieszę, że nie wyglądam jak pomarańcza, bo zawsze się tego obawiam (zapewne nie tylko ja). Nie pozostawił na mojej skórze żadnych smug, z nóg schodzi równomiernie. Jego konsystencja jest lekka, wchłania się bardzo szybko - nie pozostawia lepkiej warstwy, wyczuwalne jest nawilżenie. Warto wspomnieć też o zapachu wszystkich trzech produktów - delikatnie kakaowy, nie dusi, przenosi w stan błogiego lenistwa. ;-)

(250ml / 12,99zł)


Samoopalacz w kremie do twarzy i ciała to dla mnie kolejne zaskoczenie. Nigdy wcześniej nie sięgałam po takie produkty. Z prostej przyczyny - strach. Przed oczami miałam przeważnie dziewczyny o karnacji pomarańczy, z metrowymi tipsami i trupim błyszczykiem na ustach. Wiem, wiem, być może przesadzam i uogólniam, ale tak właśnie wyglądały osoby w moim otoczeniu namiętnie stosujące samoopalacze. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po trzech aplikacjach tego samoopalacza (na ręce, szyję i dekolt) uzyskałam efekt ładnej, naturalnej opalenizny (ani trochę pomarańczowej). Dodam, że w tym tygodniu już go nie nakładałam, a kolor całkiem ładnie się utrzymuje. Niestety w niektórych miejscach (typu zagłębienia, wypuklenia na ciele) schodzi trochę nierównomiernie. Nie jest to niby jakoś bardzo widoczne, ale wystarczy, że ja to wiem. Dlatego musiałam o tym wspomnieć. Konsystencja, podobnie jak przy balsamie, jest lekka i szybko się wchłania. Zapach bardzo przyjemny, troszkę mocniejszy niż przy balsamie brązującym. Oprócz masła kakaowego i masła shea, mamy tu jeszcze kompleks witaminowy - bogaty w antyoksydanty, wspomaga przywrócenie skórze równowagi oraz opóźnienie powstawania zmarszczek. Kilka wskazówek: przed aplikacją warto zrobić peeling (dla zapewnienia efektu równomiernej opalenizny), unikać kontaktu z odzieżą, po użyciu należy starannie umyć ręce.

(75ml / ok. 10zł)


Samoopalacz w spray'u do twarzy i ciała to coś, co od razu przykuło moją uwagę ze względu na formę aplikacji. Tutaj także mamy masło kakaowe i kompleks witaminowy. Zapach jest bardzo przyjemny, dosłownie identyczny jak przy balsamie brązującym. Dozownik działa bez zarzutu, aplikuje odpowiednią ilość produktu. Mgiełka szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Jednak należy aplikować ją z dużą dokładnością, ponieważ łatwo tu o smugi. Sama się o tym przekonałam podczas pierwszej próby aplikacji. Na nogach niestety mi się nie sprawdza, ale ładnie podtrzymuje efekt opalenizny na rękach i dekolcie. Stosuję go razem lub naprzemiennie z samoopalaczem w kremie. Przy tym produkcie również warto pamiętać o wcześniejszym peelingu.

(150ml / 16,99zł)

Produkty są testowane dermatologicznie. Nie posiadają filtra UV.


Podsumowując, uważam jest to całkiem fajna seria. Najbardziej jestem zadowolona z balsamu brązującego, który stopniowo daje naturalny efekt opalenizny. Samoopalacz w kremie jest dużo 'mocniejszy' w działaniu i szybciej zauważymy pierwszą opaleniznę. Mgiełka natomiast przydaje się do podtrzymania efektu opalenizny, ale trzeba z nią uważać.


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Różowo mi | Catrice, Wibo, Rimmel, Bell HypoAllergenic, Lovely

Na blogu rzadko pokazuję bronzery, za to jestem wielbicielką różów do policzków. Często pokazuję Wam kolejne 'perełki', także w moich makijażach wysuwają się one na pierwszy plan. Uważam, że róż jako kosmetyk dodaje uroku i ożywia cerę. Oczywiście ważne jest, aby używać go z umiarem. Zapraszam na mój prywatny przegląd! ;-)


Zacznę od różu z trio Lovely 'Sculpting POWDER', który moim zdaniem jest najsłabszy. Ma ładną brzoskwiniową bazę, ale niestety na pierwszy plan wybija się duża ilość drobinek brokatu. Pigmentacja też nie jest najwyższych lotów.


Drugie trio to paletka Wibo '3 STEPS TO PERFECT FACE', o której pisałam TUTAJ i którą uwielbiam. Dla mnie jest idealna zarówno na co dzień, jak i na wyjazdy. Za jednym zamachem zabieramy ze sobą róż, bronzer i rozświetlacz. Róż ma cukierkową bazę i opalizuje na złoto. Nie ma tu nachalnych drobinek. Taki efekt bardzo przypadł mi do gustu w okresie letnim. Wystarczy delikatne maźnięcie i od razu skóra ożywa.


Róże CATRICE DEFINING BLUSH, podobnie jak pomadki i błyszczyki, uwielbiam! Tutaj akurat pokazuję Wam dosyć uniwersalny odcień zgaszonego różu (bez żadnych drobinek) 080 Sunrose Avenue. Wykończenie jest satynowe, przepiękne. Róż jest dobrze napigmenowany, wystarczy odrobina, aby uzyskać naturalne rumieńce. Podobno zostały one wycofane, ale jeśli uda Wam się je jeszcze gdzieś znaleźć (może online) śmiało kupujcie.

Teraz coś o innej konsystencji - RIMMEL 'STAY BLUSHED', czyli róż w kremie. Kolor 002 TOUCH OF BERRY to bardzo ładny nienachalny odcień. Umiejętnie rozprowadzony wygląda naturalnie i nadaje skórze świeżości. Produkty kremowe są świetną alternatywą szczególnie latem.


Moim ostatnim odkryciem jest hypoalergiczny róż rozświetlający Bell HYPOAllergenic. To cudo może służyć zarówno jako rozświetlacz, jak i róż. Nie ma tu ani grama nachalnych drobinek, w efekcie otrzymujemy piękną taflę. Pigmentacja jest bardzo dobra, wystarczy odrobina aby uzyskać naturalny efekt. Dostępne są też inne wersje kolorystyczne. Polecam zerknąć do szafy Bell.




Jakie są Wasze ulubione róże?


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Letnia pielęgnacja cery - 3 ulubione kroki | krem peelingujący, woda winogronowa, maseczka nawilżająca Caudalie

Latem chętniej sięgam po kosmetyki nawilżające, kojące, delikatne. Rezygnuję z kwasów i bardziej treściwych formuł na rzecz tych lekkich, k...