Opalenizna z LUXURY BRONZE | KOLASTYNA

Dzisiaj pokażę Wam trzy produkty, które otrzymałam od marki KOLASTYNA. Jest to względnie nowa seria LUXURY BRONZE. Jeśli jesteście ciekawe, czy kosmetyki przypadły mi do gustu, zapraszam do dalszej lektury. ;-)


Balsamu brązującego do ciała miałam okazję używać już wcześniej (w maju kupiłam go mamie). Posiadam wersję przeznaczoną do jasnej karnacji. Zawsze po taką sięgam, dla bezpieczeństwa. Chyba żadna z nas nie chce wyglądać od razu, jak pomarańcza. Balsam ma gwarantować nam naturalnie piękny efekt opalenizny, a przy tym zapewnić skórze odpowiednią pielęgnację:

  • masło kakaowe i masło shea o silnych właściwościach nawilżających odżywiają i wygładzają skórę, chroniąc ją przed nadmiernym wysuszeniem,
  • olej z orzecha włoskiego, bogaty w antyoksydanty, nadaje skórze delikatny odcień opalenizny.
Producent obiecuje nam naturalny brązowy koloryt, bez smug i przebarwień oraz bez przesuszenia skóry. W moim odczuciu balsam brązujący sprawuje się bardzo dobrze. Stosowany codziennie daje efekt delikatnej opalenizny. Bardzo się cieszę, że nie wyglądam jak pomarańcza, bo zawsze się tego obawiam (zapewne nie tylko ja). Nie pozostawił na mojej skórze żadnych smug, z nóg schodzi równomiernie. Jego konsystencja jest lekka, wchłania się bardzo szybko - nie pozostawia lepkiej warstwy, wyczuwalne jest nawilżenie. Warto wspomnieć też o zapachu wszystkich trzech produktów - delikatnie kakaowy, nie dusi, przenosi w stan błogiego lenistwa. ;-)

(250ml / 12,99zł)


Samoopalacz w kremie do twarzy i ciała to dla mnie kolejne zaskoczenie. Nigdy wcześniej nie sięgałam po takie produkty. Z prostej przyczyny - strach. Przed oczami miałam przeważnie dziewczyny o karnacji pomarańczy, z metrowymi tipsami i trupim błyszczykiem na ustach. Wiem, wiem, być może przesadzam i uogólniam, ale tak właśnie wyglądały osoby w moim otoczeniu namiętnie stosujące samoopalacze. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po trzech aplikacjach tego samoopalacza (na ręce, szyję i dekolt) uzyskałam efekt ładnej, naturalnej opalenizny (ani trochę pomarańczowej). Dodam, że w tym tygodniu już go nie nakładałam, a kolor całkiem ładnie się utrzymuje. Niestety w niektórych miejscach (typu zagłębienia, wypuklenia na ciele) schodzi trochę nierównomiernie. Nie jest to niby jakoś bardzo widoczne, ale wystarczy, że ja to wiem. Dlatego musiałam o tym wspomnieć. Konsystencja, podobnie jak przy balsamie, jest lekka i szybko się wchłania. Zapach bardzo przyjemny, troszkę mocniejszy niż przy balsamie brązującym. Oprócz masła kakaowego i masła shea, mamy tu jeszcze kompleks witaminowy - bogaty w antyoksydanty, wspomaga przywrócenie skórze równowagi oraz opóźnienie powstawania zmarszczek. Kilka wskazówek: przed aplikacją warto zrobić peeling (dla zapewnienia efektu równomiernej opalenizny), unikać kontaktu z odzieżą, po użyciu należy starannie umyć ręce.

(75ml / ok. 10zł)


Samoopalacz w spray'u do twarzy i ciała to coś, co od razu przykuło moją uwagę ze względu na formę aplikacji. Tutaj także mamy masło kakaowe i kompleks witaminowy. Zapach jest bardzo przyjemny, dosłownie identyczny jak przy balsamie brązującym. Dozownik działa bez zarzutu, aplikuje odpowiednią ilość produktu. Mgiełka szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy. Jednak należy aplikować ją z dużą dokładnością, ponieważ łatwo tu o smugi. Sama się o tym przekonałam podczas pierwszej próby aplikacji. Na nogach niestety mi się nie sprawdza, ale ładnie podtrzymuje efekt opalenizny na rękach i dekolcie. Stosuję go razem lub naprzemiennie z samoopalaczem w kremie. Przy tym produkcie również warto pamiętać o wcześniejszym peelingu.

(150ml / 16,99zł)

Produkty są testowane dermatologicznie. Nie posiadają filtra UV.


Podsumowując, uważam jest to całkiem fajna seria. Najbardziej jestem zadowolona z balsamu brązującego, który stopniowo daje naturalny efekt opalenizny. Samoopalacz w kremie jest dużo 'mocniejszy' w działaniu i szybciej zauważymy pierwszą opaleniznę. Mgiełka natomiast przydaje się do podtrzymania efektu opalenizny, ale trzeba z nią uważać.


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Komentarze

  1. Kolastyna od lat towarzyszy mi podczas opalania, ale tej serii jeszcze nie znałam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uwielbiam samoopalacze z Vita Liberata :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie używam raczej samoopalaczy :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niestety nie przepadam za kolastyną ;(

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeden z lepszych drogeryjnych balsamów brązujących.
    Dzięki niemu mogę całym rokiem cieszyć się piękną złoto - brązową opalenizną :)
    Pozdrawiam
    Zapraszam do mnie: http://snowarskakarolina.blogspot.com/
    PS: Obserwuję i liczę na rewanż

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każde odwiedziny i komentarz. Postaram się odwiedzić także Ciebie, miłego dnia! : )

Popularne posty