Kosmetyki, które polecam | -49% w Rossmannie

Jak już na pewno większość z Was wie, od 30 września (piątek) rozpoczyna się sławna obniżka -49% na kosmetyki kolorowe w Rossmannie. Jak zwykle promocja będzie podzielona na 3 tury:

  • 30.09. - 05.10. - kosmetyki do ust i paznokci,
  • 06.10. - 11.10. - kosmetyki do makijażu oczu,
  • 12.10. - 17.10. - kosmetyki do makijażu twarzy;



USTA I PAZNOKCIE


  • BALSAMY DO UST
Perfecta 'softlips', miętowy balsam do ust 5w1. Cena: 14,99 zł. Cudownie pachnie i bardzo dobrze nawilża spierzchnięte usta. 


ISANA, pomadka intensywna ochrona. Kosztuje mniej niż 5 zł, ma dobry skład i jest bardzo wydajna. Regeneruje spierzchnięte usta, nawilża je, pozostawia na ustach ochronną warstwę.



  • BŁYSZCZYKI / POMADKI
Wibo LIP SENSATION to bardzo przyjemny błyszczyk. Nadaje ustom delikatny kolor i połysk. Cena: 9,99 zł.

Jeśli chodzi o pomadki to nie używam żadnych z Rossmanna. 
  • LAKIERY I ODŻYWKI DO PAZNOKCI
Lakiery Eveline COLOR edition (BIG BRUSH) są genialne! Kosztują ok. 8 zł za sztukę. W swojej kolekcji mam ich najwięcej. Świetny pigment, łatwa aplikacja, trwałość. 




Lakiery Rimmel London 60 SECONDS SUPER SHINE by Rita Ora oraz ich nowa odsłona, czyli 60s Super Shine. Mają piękne soczyste kolory, przyjemnie i łatwo się nakładają, ładnie kryją i błyszczą na paznokciach. Cena ok. 12 zł.




Polecam odżywkę Eveline 6w1 CARE&COLOUR w kolorze NUDE. Kiedy jej używałam moje paznokcie znacznie szybciej rosły i utwardziły się. Dodatkowo zyskujemy ładny kolor na paznokciach. Cena to ok. 15 zł.


Drugim produktem jest serum z keratyną i miodem na bazie wody termalnej od Wibo. Regeneruje i nawilża skórę wokół paznokci, już dawno nie miałam problemu z odstającymi skórkami. Wcieram ją też w płytkę paznokci i wyglądają znacznie lepiej. Cena: ok. 9 zł.



OCZY


Odżywka do rzęs Eveline Advance Volumiere. Cena: 14,99 zł. Wiele osób ją krytykuje. Osobiście używam jej regularnie i twierdzę, że rosną mi po niej rzęsy i brwi (do brwi też stosuję, ale tylko na noc). Poza tym sprawdza się jako baza pod maskarę. Rzęsy są ładnie rozdzielone i wydłużone.


Maskara Eveline VOLUMIX FIBERLAST (srebrna) - cudowna! Cena: ok. 16 zł. Najlepsza maskara z niższej półki cenowej, jaką kiedykolwiek miałam! Pięknie rozdziela i wydłuża rzęsy. Trwałość również na plus, choć nie tak dobra jak w przypadku L'Oreal.




L'oreal Volume Million Lashes So Couture, czyli klasyk. Pięknie pachnie, fenomenalnie wydłuża rzęsy. Polubiłam ją dopiero jak troszkę podeschła. Kiedy jest świeża i mokra ciężko mi się nią pracuje. Cena: ok. 60 zł.


Warto zerknąć też na paletkę Lovely Nude Make Up Kit. To całkiem przyjemne cienie, szczególnie dla dziewczyn, które chciałyby zacząć się malować. Cena: ok. 18 zł.


Pojedyncze cienie Astor Color Waves. Cena za sztukę to ok. 25 zł. Piękne kolory i świetna pigmentacja. Jeśli lubicie błysk na powiece, zerknijcie na nie.



TWARZ


Podkład i korektor L'Oreal true match. Korektor ładnie kryje, nie wysusza skóry pod oczami, nie wchodzi w zmarszczki. Nr 1 jest naprawdę jasny. Dodatkowo jest bardzo wydajny. Cena: ok. 35 zł. O podkładzie pisałam tutaj.


Bourjois healthy mix to bardzo lekki i przyjemny podkład. Poleca go większość blogerek i vlogerek, ja także. Jeśli nie macie zbyt wiele do ukrycia i lubicie naturalne wykończenie, koniecznie wypróbujcie. Cena: ok. 62 zł.


Rimmel Lasting Finish to podkład o dobrym kryciu i całkiem niezłej gamie kolorystycznej, jak na Rimmel. Inne ich podkłady zawsze są dla mnie za ciemne albo za różowe. Ten wyjątkowo komfortowo się nosił, zakrywał niedoskonałości, nawilżał, nie podkreślał suchych skórek, był wydajny i sprawdził się także latem. Cena: ok. 40 zł. Recenzja dostępna tutaj.


Korektor Rimmel Match Perfection to dla mnie ideał. Ładnie zakrywa cienie, nawilża, rozświetla spojrzenie, nie wchodzi w zmarszczki i załamania. Polecam, polecam, polecam! Cena: ok. 31 zł.


Puder Maybelline Affinitone polecam osobom, które nie mają większych wymagań co do zmatowienia skóry bądź nie lubią perfekcyjnego matu. Jest niemal niewidoczny na skórze, delikatnie ją matuje na kilka godzin, bardzo wydajny i idealny do torebki. Posiada lusterko. Cena: ok. 30 zł.


3 Steps to Perfect Face, czyli sławne trio do konturowania od Wibo. Dla mnie bomba! Cena: ok. 20 zł. Recenzję znajdziecie tutaj.



Rozświetlacz Wibo Diamond Illumiantor. Cena: ok. 10 zł. Na twarzy daje piękną taflę, nie ma drobinek, nie osypuje się, długo utrzymuje się na twarzy. Za 5 zł naprawdę warto go kupić. ;-)


Korektor rozświetlający Lovely Magic Pen. jest lekki, ładnie rozświetla obszar pod oczami, krycie jest raczej delikatne. Nie wysusza i jest tani. Cena: 10 zł.


Bell HYPOAllergenic, róż rozświetlający. Mozaika o kilku kolorach, która może służyć zarówno za róż, jak i rozświetlacz. Nadaje pięknego naturalnego blasku, bez żadnych drobinek. Polecam! Cena: ok. 15 zł.


A co Wy polecacie? ;-)

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Kompleksowa pielęgnacja okolic oczu | Anew Ultimate

Hej! Ostatnio było kilka postów związanych z makijażem, więc dziś będzie coś z pielęgnacji. Przedstawiam Wam krem pod oczy i eliksir Anew Ultimate od Avon. Jeśli ciekawi Was jego recenzja - zapraszam! ;-)


OD PRODUCENTA

Podwójny system do pielęgnacji okolic oczu 45+: krem pod oczy i eliksir.

  • redukuje zmarszczki wokół oczu,
  • ujędrnia i uelastycznia skórę,
  • przywraca jej elastyczność;
Jak działa: Luksusowy kompleks Celluvive z cennymi minerałami i ekstraktem z rośliny Tiliacora, znanej ze swoich odżywczych właściwości, pomaga uruchamiać proces odnowy komórkowej, by skóra odzyskała młodszy wygląd. Minerały wspomagają odbudowę skóry w głębszych warstwach, poprawiając jej jędrność. Luksusowy eliksir z retinolem na noc wzmacnia działanie przeciwzmarszczkowe. Hipoalergiczny. Testowany dermatologicznie, klinicznie i alergologicznie. Testowany okulistycznie. Odpowiedni dla osób noszących soczewki kontaktowe. 


Jak stosować: Krem pod oczy nakładaj rano i wieczorem. Eliksir nakładaj wieczorem na krem pod oczy.


MOJA OPINIA

Słowem wstępu - nie mam 45 lat. Może i nie powinnam używać tego typu kremów, ale od czasu do czasu po prostu lubię. Jak na 23 lata mam bardzo problemową skórę wokół oczu - wieczne siniaki, drobne zmarszczki, częste przesuszenie. Krem wystarczył mi na około 3 miesiące codziennego stosowania. Jego konsystencja jest kremowa, bardzo przyjemna, dosyć szybko się wchłania. Krem nie rolował się pod żadnym korektorem (a używałam ich sporo). Korektory też nie wchodziły w zmarszczki. Skóra po jego użyciu wygląda na rozpromienioną i dobrze nawilżoną (co zresztą czułam). 

Eliksir ma formę sprasowanego olejku z drobinkami. Szczerze mówiąc nie jestem do niego przekonana, ponieważ po rozsmarowaniu ma suchą formułę i nie używałam go na krem pod oczy, a jedynie na powieki. Co zauważyłam? Skóra na powiekach nie była przesuszona (co ostatnio często mi się zdarzało) a baza i cienie nie rolowały się. Dla mnie to bardzo ważne, ponieważ mam bardzo tłuste powieki i ciężko mi je okiełznać.


Nie wypowiem się co do redukcji zmarszczek, bo jako takich ich nie mam. Jednak te drobne pod oczami wyglądają na nieco płytsze, skóra jest wygładzona. Podsumowując, jestem pozytywnie zaskoczona wydajnością i działaniem tego kremu. Miałam już jeden krem Avonu (podwójny system) i również spełniał moje oczekiwania.

Krem bardzo fajnie nawilża, rozświetla skórę, lekko rozjaśnia sińce pod oczami. Ma delikatny zapach, minimalnie wyczuwalny. Poza tym nie podrażniał skóry pod oczami, nie szczypały ani nie piekły mnie oczy podczas jego stosowania. Używało mi się go naprawdę bardzo przyjemnie przez całe wakacje i żałuję, że już sięgnął dna. Z chęcią jeszcze do niego wrócę, albo skuszę się na inną propozycję od Avon.



ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.


Tanie rozświetlanie z 'Bell' i 'my secret'

Rozświetlacze wciąż na czasie. Osobiście pokochałam ten trend i w czasie jesieni wcale nie mam zamiaru z niego zrezygnować. Końcem wakacji odkryłam i bardzo polubiłam rozświetlacze o kremowej konsystencji. Jeśli ciekawią Was moi ulubieńcy, zapraszam! ;-)


W pierwszej kolejności przedstawię Wam nietypowy rozświetlacz, bo jest to po prostu baza rozświetlająca Ms.Perfect od Bell. Baza dostępna jest w Biedronce. Za 20g zapłacicie ok. 12 zł.

Bazę najczęściej nakładam pod podkład. Nie pudruję go, a dla wzmocnienia efektu używam czasem rozświetlacza w kamieniu.


Baza ma kremową konsystencję, jest koloru różowo-brzoskwiniowego i nie ma specjalnego zapachu. Nie ma też w sobie żadnych drobinek brokatu. Efekt jaki daje jest bardzo subtelny. Uzyskujemy naturalne, subtelne, bardzo zdrowe rozświetlenie. Nie nakładam jej na całą twarz, a jedynie w te miejsca, które chcę rozświetlić. Wystarczy jej niewielka ilość. Na kościach policzkowych wygląda przepięknie. Jest to dokładnie takie rozświetlenie, jakiego zazwyczaj oczekuję, czyli przede wszystkim naturalne, nienachalne, w sam raz na co dzień. Możemy też je wzmocnić przy pomocy rozświetlacza w kamieniu.


Baza nie wywołała u mnie żadnego podrażnienia, zaczerwienienia skóry, ani nie zapchała porów. Moja mama (jako właścicielka skóry suchej) używa jej na całą twarz, oczywiście w niewielkiej ilości i efekt jest naprawdę świetny - świeża, rozpromieniona skóra. 

Mam nadzieję, że na zdjęciach choć trochę widać zamierzony efekt.



Drugi rozświetlacz to FACE STROBING od my secret, czyli marki dostępnej w drogerii Natura. Kupiłam go w cenie promocyjnej - 9,99 zł / 5,2g. Normalnie kosztuje ok. 15 zł. Dostępny w jednym - złotym - kolorze.

Od producenta: Idealny kosmetyk do subtelnego rozświetlenia twarzy. Nadaje skórze zdrowy i promienny wygląd. Kremowo-musowa formuła łatwo się aplikuje i równomiernie rozprowadza. Można nakładać pod podkład lub punktowo w celu zaakcentowania wybranych partii twarzy. Odpowiedni dla każdego koloru skóry.


Rozświetlacz ma bardzo przyjemną formułę, choć od czasu kupna zrobiła się troszkę bardziej sucha. Być może nie dokręciłam słoiczka, chociaż samo opakowanie nie należy do najlepszych. Jest wykonane z cienkiego, raczej tandetnego plastiku. Złoty odcień okazał się moim letnim strzałem w dziesiątkę. Formuła nie zawiera nachalnych drobinek. Wystarczy odrobina, aby dodać skórze plasku. Nakładam go na podkład i tak jak przy bazie Bell - jeśli chcę wzmocnić jego efekt dodaję rozświetlacza w kamieniu, oczywiście też w ciepłym, złotym kolorze.


Baza z Bell ładnie utrzymuje się na mojej skórze cały dzień. Face Strobing niestety nie ma aż takiej trwałości i pod koniec dnia gdzieś znika bez względu na to, czy nakładam go pod czy na podkład. Po prostu nie ma tak dobrej trwałości jak Bell.

Tutaj też nie zauważyłam żadnego podrażnienia skóry, czy zapchania porów.


Jeśli lubicie taką formę rozświetlacza, przyjrzyjcie się im bliżej. Szczególnie polecam bazę Ms.Perfect z Biedronki. 

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Matowe rozczarowanie | Lovely Extra Lasting

Ostatnio chętnie sięgam po matowe pomadki, co jest dla mnie nowością. Pisałam już o pomadce sleek 'Matte Me' (recenzja), która bardzo przypadła mi do gustu i często jej używam. Dzisiaj przyszła pora na recenzję podobnego produktu z Lovely. Zapraszam! ;-)


Lovely EXTRA LASTING - lip gloss matowy do ust z formułą długotrwałą. Posiadam kolor Nr 1, który dość ciężko było dostać, zawsze był wykupiony. Jest to bardzo ładny, ciemniejszy róż, który niestety na moich ustach wygląda bardzo cukierkowo i mało naturalnie. Pomadki dostępne są w szafie Lovely w Rossmannie. Cena to 9,99 zł.


Pomadka jest lekka, opakowanie wykonane z plastiku niezłej jakości. Aplikator jest płaski, sztywny, raczej mało precyzyjny. Zapach - lekko owocowy, kwaskowy. Konsystencja dosyć gęsta. Pigmentacja na dłoni wypada dobrze (ale słabiej od 'Matte Me'), formuła potrzebuje też więcej czasu na zastygnięcie.

Jedna cienka warstwa tworzy na moich ustach brzydkie prześwity, usta lekko się kleją, co jest mało komfortowe. Kolor na dłoni wygląda pięknie, ale na ustach ociera się już o tandetę. Dwie warstwy tej pomadki to już koszmar. Po zastygnięciu wciąż okropnie się klei, na ustach wygląda bardzo sucho, kredowo, nienaturalnie. Wymaga pomocy konturówki, gdyż samym aplikatorem ciężko jest ładnie pokryć i wyrysować usta. Trwałość - dosyć ciężko zmyć pomadkę z ust, czy z dłoni, ale podczas jedzenia zjada się nieestetycznie od środka ust, a obrzeża pozostają. Wygląda to brzydko, karykaturalnie. Moim zdaniem nie jest zbyt długotrwała, zjada się podczas posiłku, jak i inne pomadki. Po zmyciu usta są wysuszone.




Na zdjęciu kolor wygląda całkiem nieźle. Jednak na żywo prezentuje się znacznie gorzej, nieestetycznie. Tak jak pisałam, tworzą się brzydkie prześwity, pomadka wygląda na ustach zbyt kredowo i jest niekomfortowa w noszeniu. Denerwuje mnie też nieustające uczucie lepkości. Wiem, że dla wielu dziewczyn jest ona hitem za niewielkie pieniądze, dla mnie niestety okazała się być bublem... Nie polecam.



ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Kosmetyczne rozczarowania | BEAUTY FORMULAS, Lirene, Rimmel


Witam Was w ten deszczowy, pochmurny wrześniowy dzień. Ostatnio na blogu było bardzo miło. Same ochy i achy! Dziś, dla odmiany, trochę sobie ponarzekam. Nadeszła pora na moje kosmetyczne rozczarowania. Jeśli jesteście ciekawi, co polecam omijać na drogeryjnych półkach - zachęcam do poczytania. ;-)

RIMMEL MATCH PERFECTION 

Podkład, który kupiłam w zeszłym roku i robiłam do niego kilka podejść. Posiadam odcień 101 Classic Ivory, wtedy był to drugi w gamie. Pierwszy był baaaaardzo różowy. Widziałam, że producent coś w nich zmieniał, więc nie wiem jak teraz wygląda numeracja kolorów. Classic Ivory to ładny (w miarę jasny) odcień z żółtymi tonami. Ma lekką konsystencję, przyjemnie się rozprowadza, ładnie dopasowuje do struktury skóry i ślicznie (kremowo) pachnie. Dlaczego więc znalazł się w kosmetycznych rozczarowaniach? Okropnie oksyduje! Po krótkim czasie moja twarz wygląda niczym pomarańcza. Teraz już wiem, dlaczego podczas wizyty lekarskiej pani doktor dziwnie na mnie spoglądała... ;-) Niestety na dłoni nie mogłam tego uchwycić. Podkład odstąpiłam mojej mamie, u której działo się to samo. Nie pomagało rozcieńczanie kremem, ani rozjaśnianie białym pigmentem. Zawsze ciemniał. Wielka szkoda, bo po nałożeniu na twarz wyglądał bardzo naturalnie... Dodam, że korektor Match Perfection jest moim ulubieńcem.



LIRENE, PEELING GRUBOZIARNISTY Z MORSKĄ ALGĄ

Peeling, który kupiłam spontanicznie, bo miałam mało czasu, bo potrzebowałam na już.... i klapa! Przeznaczony jest do cery normalnej, mieszanej oraz tłustej. Oparty na innowacyjnej Technologii ALGAE PURE, która łączy w sobie działanie składników oczyszczających oraz intensywnie pielęgnujących alg. Peeling ma za zadanie głęboko oczyścić pory, zmniejszyć ich widoczność i usunąć nadmiar sebum; intensywnie wygładzić i odświeżyć skórę. Peeling ma kremową konsystencję z dwoma rodzajami drobinek ścierających - drobniutkie i trochę większe. Przede wszystkim drażni mnie jego perfumowany, sztuczny zapach. Działanie też jest marne. Peeling wcale dogłębnie nie oczyszcza. Mam wrażenie, że zbiera tylko zanieczyszczenia z powierzchni skóry, jak to robi niemal każdy żel do mycia twarzy. Po zmyciu skóra jest nienaturalnie gładka, śliska. Kosmetyk zostawia na skórze silikonowy film. Okropne uczucie! Użyłam go tylko 3 razy, zawsze wieczorem. Rano za każdym razem czekała na mnie jakaś podskórna niespodzianka, więc sądzę, że peeling także zapycha pory.




BEAUTY FORMULAS, OCZYSZCZAJĄCA MASKA GLINKOWA Z AKTYWNYM WĘGLEM

Maskę kupiłam w drogerii Super-Pharm za kilka złotych zaraz po jej wkroczeniu na rynek (a właściwie to całej serii). Miałam nadzieję, że będzie zamiennikiem oczyszczającej maski z Avonu, o której pisałam tutaj. Maseczka zawiera połączenie naturalnej Glinki Kaolinowej i Węgla Aktywnego dla lepszego oczyszczenia. Glinka ma działanie oczyszczające, odżywiające i wygładzające zaś Węgiel Aktywny działa jak magnez - absorbuje zanieczyszczenia z powierzchni skóry. Opis brzmi świetnie, gorzej z praktyką. Maska ma bardzo intensywny, perfumowany, duszący zapach, który przez cały 'zabieg' utrzymuje się na skórze. Zaraz po nałożeniu czułam bardzo nieprzyjemne pieczenie. Jednak po zmyciu maski, skóra nie była zaczerwieniona, ale nie była też wcale oczyszczona. Pory wyglądały tak samo, jak przed jej użyciem. Mało tego po kilkunastu minutach moja skóra wyglądała niczym wykąpana w oleju. Następowała wzmożona produkcja sebum. Drugiego dnia zawsze napotykałam na twarzy kilka niespodzianek.

Maseczka z Avonu oczyszcza moją skórę dogłębnie, świetnie ją matuje i nie następuje nadmierne przetłuszczanie się. Dlatego zostanę przy niej, chociaż wiem, że nie każdemu się sprawdza. Co skóra, to inne wymagania - miejmy to na uwadze.




Czy któreś z moich kosmetycznych rozczarowań jest Wam znane? Co Was ostatnio rozczarowało?

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Letnia pielęgnacja cery - 3 ulubione kroki | krem peelingujący, woda winogronowa, maseczka nawilżająca Caudalie

Latem chętniej sięgam po kosmetyki nawilżające, kojące, delikatne. Rezygnuję z kwasów i bardziej treściwych formuł na rzecz tych lekkich, k...