Bubel roku! Dermatologiczny przeciwtrądzikowy krem Dr Medica

Jeśli kiedykolwiek narzekałam na jakiś kosmetyk, było to niczym w porównaniu z tym, co mnie ostatnio spotkało. Właściwie, co spotkało moją skórę. Więcej dowiecie się w dalszej części posta, więc zapraszam.




Nowe dziecko marki Bielenda - Dr Medica. Wiecie, że uwielbiam serum z kwasem migdałowym Bielendy, ostatnio też upodobałam sobie ich krem. Krótko mówiąc - dotąd wszystkie kosmetyki dobrze mi się sprawdzały, dlatego z ciekawością sięgnęłam po tę nowość.

Dermatologiczny przeciwtrądzikowy krem oparty na specjalnej formule, która ma za zadanie bezpośrednio działać na zmiany trądzikowe brzmi, jak coś dla mnie. Tak myślałam. W składzie kremu znajdziemy m.in. kwas migdałowy i laktobionowy, które moja skóra bardzo lubi. Tym razem miłości nie było.



Krem ma delikatny zapach. Konsystencja jest tłusta, ale lekka. Wygląda na taką, która szybko się wchłania. Nic z tego. Producent zaleca stosowanie go zarówno na dzień, jak i na noc. Bzdura. Nawet po nałożeniu niewielkiej ilości skóra okrutnie się świeci, jest tłusta. Krem nie wchłania się tak, jak powinien (moim zdaniem). Nie wyobrażam sobie nałożenia makijażu na taką tłustą warstewkę. Nie ma to nic wspólnego ze zdrowym nawilżeniem.

Ze wskazań producenta wynika, że moja skóra jest wręcz idealna do jego stosowania: mieszana, tłusta, narażona na powstawanie widocznych zmian trądzikowych, zaskórników, błyszcząca, z widocznymi rozszerzonymi porami.

Odniosę się teraz kolejno do obietnic producenta:

  • Normalizuje pracę gruczołów łojowych, zwęża i oczyszcza pory - nie, nie i nie. Już wspomniałam, że krem nie nadaje się pod makijaż. Kiedy nakładałam go wieczorem, rano budziłam się z baaaardzo (!) tłustą, błyszczącą skórą. Wyglądałam jakbym się wysmarowała olejem. Nie, nie przesadzam. Żadnego zwężenia porów nie było, a tym bardziej oczyszczenia.
  • Redukuje trądzik i powstawanie nowych wyprysków - to było najgorsze. Z dnia na dzień moja skóra wyglądała coraz gorzej: czułam mnóstwo podskórnych grudek, ponadto pojawiały się duże bolące gule na czole, skroniach, policzkach, żuchwie i szyi. Ostatni raz z trądzikiem na czole miałam problem jakoś w gimnazjum. Teraz pojawia się jedynie na części policzków, ewentualnie żuchwie. Pomyślałam, że skóra się oczyszcza i zaraz, za moment będzie już tylko lepiej. Niestety nie. Było gorzej i gorzej. Byłam załamana, nie mogłam na siebie patrzeć. Jeszcze nigdy, w tak krótkim czasie, nie pogorszył się stan mojej cery. Dwa razy nałożyłam krem na dekolt - oczywiście wyskoczyło kilka bolących gul. Dodam, że z niedoskonałościami na dekolcie nie mam problemów! Jedynie na twarzy i czasem na szyi (pojedyncze przypadki).
  • Matuje, zmniejsza przetłuszczanie i błyszczenie skóry - nie! Raczej potęguje.
  • Wyraźnie zmniejsza widoczność porów - nie. Przez wzmożone błyszczenie skóry są one bardziej widoczne. Skóra wygląda na zaniedbaną, brzydką.
  • Intensywnie nawilża skórę wysuszoną na skutek terapii trądzikowych - nie. Natłuszcza skórę, ale na pewno nie nawilża. Ehhh....



Przed zastosowaniem tego kremu moja skóra może nie była w świetnym stanie, ale jakoś nad nią panowałam i wydawało się, że idzie ku lepszemu. Niestety jedna pomyłka sprawiła, że musiałam zaczynać od nowa. Kremu używałam jakieś 7-8 dni. Dłużej nie dałam rady. To taka moja mała przestroga. Zastanówcie się dobrze zanim go kupicie. Warto uczyć się też na błędach innych, nie tylko własnych. Nawet jeśli chodzi tylko (czy aż?) o kosmetyki.

50 ml/18 zł


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Maseczka w płachcie z olejem z aligatora | Kojąco/oczyszczająca

Dzisiaj przyszła pora na recenzję ostatniej maseczki w płachcie od WOW Cosme, jaką miałam okazję testować. Jesteście ciekawi, jak ALLIGATOR wpłynął na moją skórę? Zapraszam! ;-)

Betaina, wyciąg z korzenia lukrecji, oczar wirginijski, wyciąg z nasion fasolki mung, olej z krokodyla, wyciąg z gruszki, wyciąg z korzenia Cimicifuga Dahurica, wyciąg z kokosa, wyciąg z krwiściągu lekarskiego, borówka amerykańska, wąkotra azjatycka, ekstrakt z grzybów Phellinus Linteus, wyciąg z huby brzozowej, ekstrakt z liści herbaty chińskiej, wyciąg z łupiny kasztana japońskiego - oto lista składników aktywnych zawartych w maseczce. Robi wrażenie, prawda? ;-)



Kilka słów od producenta:

Jest to maseczka żelowa z naturalnej celulozy pełnej składników odżywczych i nawilżających. Zawiera 6 rodzajów wyciągów z orientalnych ziół i 10 różnych rodzajów opatentowanych składników aktywnych, a także wyciąg z łupiny kasztanowca i roztwór z kamelii. Obecność kamelii pomaga utrzymać czystą i odświeżoną skórę. Maseczka bogata jest w garbniki roślinne i naturalne, dzięki którym skóra jest wolna od podrażnień. Maseczka nie zawiera parabenów, syntetycznych konserwantów, barwników i GMO. 

Efekty:

  • oczyszczenie,
  • odświeżenie,
  • odżywienie,
  • nawilżenie,
  • naprężenie.

Jak używać?

Maskę nakładamy na oczyszczoną skórę twarzy na ok. 15-20 minut. Po ściągnięciu wklepujemy w skórę nadmiar serum aż do całkowitego wchłonięcia. Resztę możemy rozprowadzić na szyję i dekolt.


Jakie są moje wrażenia?

Maska bardzo mnie ciekawiła, głównie ze względu na obecność oleju z aligatora w składzie. Zapach jest mocny, bardzo wyraźny, typowo perfumowany, ale nie jest uciążliwy podczas trzymania maski na twarzy. Tkanina jest ciężka i gruba (dużo grubsza od masek, których dotąd używałam). Szablon idealnie dopasowuje się do kształtu twarzy i świetnie przylega, co jest bardzo komfortowe. Sama maska skąpana jest w żelu, śliska w dotyku, co przełożyło się na mały problem podczas nakładania. Należy uważać, aby się przypadkiem nie wyślizgnęła. ;-)

W ciągu 20 minut moja skóra wchłonęła większość esencji. W czasie aplikacji czułam lekkie mrowienie, co nawet mi się spodobało. Co z efektami? Po zdjęciu maski skóra była lekko lepka, wyraźnie rozjaśniona, nawilżona, odświeżona, gładka i sprężysta. Z bliska było widać, że pory są oczyszczone i zwężone, a przebarwienia rozjaśnione już po pierwszym użyciu. Przede wszystkim czułam, że skóra jest nawodniona i uspokojona

Rano skóra wyglądała równie dobrze, co po zdjęciu maski wieczorem - była rozjaśniona, nawilżona, ogólnie wyglądała dobrze. Nie mam co do niej żadnych zastrzeżeń i z czystym sumieniem mogę ją Wam polecić!


Gdzie kupić?

Maskę znajdziecie w sklepie WOW Cosme w cenie 16 zł


Jeśli lubicie sięgać po ciekawe nowości kosmetyczne, te maski Wam się spodobają! ;-)


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Recenzje zużytych produktów | 8 - bubel od evree i świetny błyszczyk z olejkami Catrice

W tym miesiącu troszkę późno, ale są - recenzje moich kosmetycznych zużyć. Jeśli jesteście ciekawe, co warto wypróbować, a od czego trzymać się z daleka, zapraszam. ;-)

Skończył się mój (już drugi) eos o zapachu słodkiej mięty. Nie wiem, czy coś zostało zmienione w składzie, ale tym razem nie byłam tak zadowolona, jak poprzednio. Balsam średnio nawilżał, był bardzo twardy, ciężko sunął po ustach. Mój pierwszy eos zachowywał się zupełnie inaczej - nawilżał usta, był miękki i używałam go z przyjemnością. Póki co odchodzę od tych balsamów.


Udało mi się zużyć coś z kolorówki, a jak wiemy to nie zdarza się często. Sięgnął dna mój ulubiony Intensive Lip Gloss z Catrice. Polecam go gorąco! Cudnie nawilżał i regenerował usta, zmiękczał je, skutecznie radził sobie ze spierzchniętymi, wymagającymi ustami. Często nakładałam go na noc, a rano budziłam się z nawilżonymi i wygładzonymi ustami. Jeśli chcecie go sobie pooglądać i poczytać o moich wrażeniach, zapraszam tutaj. Uważam, że jest godny wypróbowania, ja jeszcze do niego wrócę.

Make me brow to żelowa maskara do brwi od essence. Dostępne są dwa odcienie, ja miałam ten ciemniejszy. Żel ma malutką, precyzyjną szczoteczkę, co jest dla mnie dużym plusem. Można zauważyć, że maskara pozostawia na brwiach drobne włoski, które mają imitować brwi. Nadaje się więc do samodzielnego stosowania. Produkt dobrze utrwalał moje brwi, trzymały się w miejscu cały dzień. Ciemniejszej wersji już nie kupię, ponieważ maskara przyciemnia brwi, a moje i tak są czarne. Moje włosy są naturalnie jasne, dlatego brwi nie chcę dodatkowo przyciemniać. Może skuszę się na jaśniejszą wersję, sama jeszcze nie wiem. Miałyście ten produkt? Jakie są Wasze odczucia?

Rozświetlający korektor Re-Touch Light-Reflecting Concealer od Catrice był ze mną dosyć krótko. Mój kolor to 010 Ivory - jasny, ładny odcień (w szafie Catrice znajdziecie jeszcze jaśniejszy - 005 Light Nude). Korektor ma raczej niskie krycie, za to ładnie rozświetla okolice oczu, jest lekki, nie ciemnieje, dobrze łączył się z podkładami. Jego wadą jest zdecydowanie wydajność, nic dziwnego skoro jego pojemność to tylko 1,5 ml. Cena to 17 zł, więc całkiem sporo, jak na taką małą pojemność. Nie sądzę, bym go jeszcze kupiła. Jeśli szukacie lekkiego korektora, który będzie rozświetlał okolice pod oczami, a dodatkowo nieźle krył to polecam Rimmel Match Perfection.


Mineral Make-Up Pearls od KOBO wylądowały w denku, ponieważ ich termin ważności dobiegł końca. Bardzo je lubiłam. Kuleczki nadają skórze zdrowego, delikatnego rozświetlenia, coś jak puder rozświetlający. Kupowałam je już dawno temu, jeśli są jeszcze dostępne chętnie do nich wrócę. Polecam się im bliżej przyjrzeć. 

Wibo Diamond Illuminator to jeden z moich ulubionych rozświetlaczy. Jest tani, łatwo dostępny, tworzy na skórze ładną taflę bez drobinek brokatu. To zupełne przeciwieństwo jego brata Royal Shimmer, którego zdecydowanie nie polecam. Niestety upuściłam go i pozostała mi po nim jedynie rozświetlona podłoga... Jego następcą jest (równie świetny) rozświetlacz z my secret - zerknijcie do ulubieńców klik.



Teraz czas na pielęgnację i inne. Wiele dziewczyn poleca jedwab w płynie Green Pharmacy. Pokładałam w nim spore nadzieje, niestety kompletnie się u mnie nie sprawdził. Nie wyrządził moim włosom żadnej krzywdy, po prostu nic z nimi nie robi - nie nawilża, nie wygładza, nie regeneruje. Na dodatek jest niesamowicie wydajny, nie mam cierpliwości żeby go skończyć. Nie kupię ponownie.

Oczyszczające plastry w żelu od Avon są ze mną już bardzo długo. Lubiłam ten produkt, bo ładnie oczyszczał pory (choć nie w 100%). Wadą jest długi czas wysychania. Aktualnie znalazłam jeszcze lepsze kosmetyki, które skutecznie oczyszczają pory, więc do tych plastrów nie wrócę.

Zmywacz do paznokci Sensique. Zmywacz jak zmywacz. Dobrze usuwał lakier, nawet ładnie pachniał, jak na tego typu produkt. Generalnie często kupuję zmywacze z Sensique i zawsze jestem zadowolona, więc mogę je Wam polecić. 


Oliwkowy krem do rąk Isana sprawdzał mi się bardzo fajnie do momentu, kiedy przyszedł mróz. Krem poleciłabym osobom, które nie mają problemów z suchą skórą dłoni. Ja przez większość roku nie mam, jedynie zimą potrzebuję lepszego nawilżenia i regeneracji. Wiosną/latem pewnie znów wrócę do któregoś z kremów Isana. Są tanie i naprawdę fajnie mi się ich używa.

Pora na konkretnego bubla! Jest nim olejek pod prysznic Super Slim od evree. Przede wszystkim olejek jest koszmarnie niewydajny, wystarczył mi na niecałe 2 tygodnie i to oszczędnego używania. W kontakcie ze skórą olejek zyskuje kremową formułę. Jest to przyjemne doznanie. Po prysznicu skóra jest napięta, miękka, całkiem dobrze nawilżona, ale miałam wrażenie, że jednak niedomyta. Zauważyłam, że na udach i łydkach pojawiło się sporo swędzących krostek. Nie używałam nic innego (nowego), więc obwiniam produkt evree. 250 ml w cenie regularnej kosztuje 20 zł. Uważam, że to dużo, jak na tę pojemność. W dodatku zrobił mi krzywdę, więc na pewno nic więcej z tej serii nie kupię. Nie polecam.


Ostatnie dwa zużycia to kremiki. Niedawno recenzowałam Wam bardzo (bardzo!) fajny krem od Bielendy. Super Power Mezo Krem (aktywny krem korygujący) zużyłam z przyjemnością (podobnie jak serum) i pewnie na jednym słoiczku się nie skończy. Krem przyzwoicie nawilża, redukuje błyszczenie skóry, zwęża pory, radzi sobie z niedoskonałościami. Krótko mówiąc przyczynia się do polepszenia stanu skóry mieszanej, z niedoskonałościami, z rozszerzonymi porami. Jego recenzję przeczytacie tutaj.

Mój krem Nr 12 do cery mieszanej, tłustej i trądzikowej Fitomed wspominam bardzo pozytywnie. Niestety nie zdążyłam go zużyć w ciągu 3 miesięcy, więc muszę wyrzucić. Krem jest bardzo wydajny. Powinien spodobać się osobom z tłustą skórą, ponieważ skutecznie ją matuje. Co jeszcze mogę o nim napisać? Uspokajał, wyciszał skórę, zwężał pory, goił niedoskonałości. Krótko mówiąc - dobry, polski produkt. Recenzja kliknij.


Znacie coś z mojego denka?

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Jesienni faworyci | Catrice, AloesoweLove, WOW Cosme, Mariza, Uzdrowisko Rabka i inne

Cykl z ulubieńcami został przeze mnie zaniedbany. Nie ma żadnego konkretnego powodu, po prostu jakoś tak wyszło. Stwierdziłam, że wato w końcu pokazać co ostatnio polubiłam. I tak zapraszam Was na moich jesiennych faworytów.




Puder Catrice Prime and Fine pokazywałam Wam w poście z moją makijażową rutyną. Świetnie sprawdza się na co dzień - skutecznie matuje strefę T do ok. 5h (później moja tłusta skóra wymaga poprawek), nie bieli, nie zapycha, efekt matu jest naturalny. Opakowanie nadaje się w podróż czy do torebki. Jego cena nie jest wygórowana (ok. 20 zł), dostępny np. w drogerii Natura, Hebe.

Jeśli nie lubicie mocno matowych pomadek, które wysuszają usta, polecam Wam Matte Lipstick 'IDALIQ' od Marizy w kolorze brzoskwiniowym. Według mnie kolor to zgaszony róż, który skradnie serce niejednej szminkomaniaczki. Pomadka jest trwała, świetnie napigmentowana, nie wysusza ust i pachnie obłędnie. Za cenę ok. 17 zł warto się na nią skusić. Więcej zdjęć zobaczycie tutaj.

Face Illuminator Powder od my secret jest ze mną najkrócej, a już trafił do ulubieńców. Rozświetlacz o lekko różowej bazie tworzy na skórze piękny efekt tafli. Kolorystyka jak najbardziej moja, efekt bardzo mi się podoba, trwałość również na plus. Cena to ok. 15 zł (często w promocji).


Jesień to czas wzmożonej pielęgnacji ust. W tym sezonie pomaga mi ulubiony peeling do ust od Sylveco. Tutaj znajdziecie jego recenzję. Pomadka świetnie ściera suche skórki, zmiękcza i nawilża usta. Drugi krok stanowi balsam Mariza z olejem marula - bardzo dobrze nawilża moje usta, koi je kiedy są wyjątkowo spierzchnięte, ma śliczny zapach, jest wydajna. Kosztuje ok. 8 zł. Kosmetyki Mariza znajdziecie m.in. w sklepie Zapach Natury.



Żel do mycia twarzy Iwostin Purritin to mój faworyt od lat. Znajdziecie go w różnych pojemnościach. Aktualnie posiadam tę największą - 300 ml. Żel jest ze mną od wiosny. Sięgam po niego w momentach załamania stanu skóry. Przeznaczony jest do skóry tłustej, ze skłonnością do zmian trądzikowych. Dokładnie oczyszcza skórę nie wysuszając jej, nie zawiera mydła. Pieni się delikatnie, pozostawia skórę zmatowioną, ale nie ściągniętą. Żel ogranicza powstawanie nowych zmian trądzikowych, łagodzi podrażnienia. O kosmetykach aptecznych, które lubi moja skóra poczytacie tutaj.

Krem, który bardzo polubiłam w trakcie stosowania peelingu z kwasem glikolowym - HYDRAIN2 od Dermedic. Jest to tłusty krem, który świetnie regeneruje, nawilża skórę. Idealny na noc, idealny podczas kuracji kwasami. Dużym plusem jest fakt, że krem nie zapchał porów, Kupiłam go za jedyne 10 zł (%) w Super-Pharm i nie żałuję.

Aloe Lanzarote, czyli maska do włosów z aloesem. Recenzja - KLIK. Fantastyczna maska! Moje włosy ją pokochały - były nawilżone, sprężyste, dociążone. Dodatkowo maska pięknie podkreśliła skręt fal i  loków. Ostatnio dużo mówi się o dobroczynnych właściwościach aloesu - warto się nim zainteresować. Maskę dostaniecie w sklepie AloesoweLove.



Duet z Uzdrowiska Rabka recenzowałam w tym poście. Peeling i masło niesamowicie przypały mi do gustu. Moja skóra otrzymała cudowne nawilżenie, odżyła. Polskie kosmetyki są coraz lepsze! Warto przyjrzeć się im bliżej. 



Na koniec coś, o czym pisałam niedawno - koreańskie maski w płachcie od WOW Cosme. Maska Cleomee z mlekiem i olejem z osiołka cudownie nawilżyła skórę, a Black Pearl Aura oczyściła ją, nawilżyła i dodała blasku. Już dawno żadna maseczka mnie tak nie zachwyciła. Cena za sztukę: 16 zł.

A co znalazło się w Waszych ulubieńcach? 


 ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Koreańska maska w płachcie z efektem WOW! BLACK PEARL AURA od WOW Cosme

Dziś zapraszam Was na kolejną recenzję koreańskiej maseczki w płachcie. Tym razem poczytacie o masce rewitalizującej. Zapraszam! ;-)




Perłowa maska rewitalizująca z ekstraktem kawioru ma udowodnione działanie regenerujące, ujędrniające i wygładzające. Ekstrakt z pereł chroni skórę przed negatywnymi skutkami promieniowania ultrafioletowego. Zapobiega powstawaniu wolnych rodników i nadaje skórze piękny blask. Ekstrakt z kawioru poprzez zawartość kwasów tłuszczowych i fosfolipidów wzmacnia barierę ochronną narażonej na czynniki zewnętrzne skóry. Perła wraz z kawiorem wzbogaca efekt przywracania odpowiedniego napięcia skórze. Rozpuszczone w wodzie witaminy B3 działają na mechanizm syntezy melaniny, co daje efekt wyrównania koloru skóry. Woda z kwiatów róży damasceńskiej działa na skórę kojąco i nawilżająco. Zawartość BIJANGTAN czyli węgla drzewnego sprawia, że maska działa również detoksykująco i oczyszczająco.

Składniki aktywne:
  • woda z róży damasceńskiej,
  • ekstrakt z kawioru,
  • wyciąg z czarnej perły,
  • bijangtan (węgiel drzewny). 
Efekty:
  • redukcja zmarszczek,
  • wygładzenie i ujędrnienie,
  • wyrównanie kolorytu,
  • stopniowe oczyszczenie skóry,
  • przywrócenie witalności skórze,
  • rozjaśnienie i wygładzenie blizn.
Po czyszczeniu skóry nakładamy maskę na 15-20 minut (ja zwykle trzymam 30-40 minut). Po ściągnięciu wklepujemy nadmiar serum w skórę aż do całkowitego wchłonięcia. Maska jest przeznaczona do każdego rodzaju skóry.



Pierwszy raz miałam przyjemność wypróbować czarną maskę w płacie.  Jej zapach jest delikatny – lekko perfumowany, nie przeszkadza w czasie aplikacji. Maska niemal natychmiast daje uczucie chłodu. Przyznam, że było to bardzo przyjemne, szczególnie że w niektórych miejscach moja skóra była troszkę podrażniona i zaczerwieniona (za sprawą ogrzewania centralnego). Dzięki masce mogłam sobie pozwolić na pół godziny relaksu. ;-)

Materiał jest ciężki, porządnie nasączony składnikami aktywnymi. Otwory na oczy, nos i usta są idealnie wycięte i umiejscowione. Maska nie wędruje po twarzy, nie zsuwa się.

Po ściągnięciu maski, skóra była przyjemnie chłodna, widocznie rozjaśniona i nawilżona. Pory oczyszczone i zminimalizowane. Zauważyłam też, że zmarszczki mimiczne na czole są ładnie wygładzone. Skóra była gładka, miękka, napięta (ale w ten dobry sposób) i zdecydowanie jędrniejsza. Nie wystąpiła żadna reakcja alergiczna czy podrażnienie.

Jeśli szukacie maski, która ładnie oczyści i rozjaśni skórę to koniecznie wypróbujcie Black Pearl Aura. Skóra wyglądała niemal idealnie (pomimo niedoskonałości), była pełna blasku. Myślę że będzie to maska idealna przed większym wyjściem. A Sylwester już blisko! Nawet mój mężczyzna zapytał, czym się posmarowałam, że skóra tak ładnie wygląda – a to coś znaczy. ;-) Jest efekt WOW!



Maska baaaardzo mi się spodobała! Moja skóra otrzymała dokładnie to, czego potrzebuje najczęściej: oczyszczenie, rozjaśnienie i nawilżenie. Dostaniecie ją w sklepie WOW Cosme, cena: 16 zł.

A jeśli Wasza skóra potrzebuje zastrzyku nawilżenia, koniecznie przeczytajcie recenzję maski z mlekiem i olejem z osiołka (16 zł) - KLIK.


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.



Haul z kosmetykami naturalnymi liveno24.pl | Apteczka Agafii, Organic Shop, Floris, Kafe Krasoty, Cosmeceuticum

Hej! ;-) Mamy piątkowe popołudnie, chwila idealna na relaks i ... nowy post! Pokażę Wam kilka nowości. Tym razem będą to kosmetyki naturalne dosyć znanych (lub coraz bardziej znanych) marek, jak np. Bania Agafii czy Organic Shop. Wszystkie kosmetyki pochodzą ze sklepu liveno24.pl. Znajdziecie tam mnóstwo (!) naturalnych specyfików w niskich cenach. Zapraszam na mały przegląd, a na koniec mam dla Was kod zniżkowy na (przedświąteczne?) zakupy. ;-)


Zacznę od mydła w płynie Organic Shop o wdzięcznej nazwie 'Granatowa Bransoletka'. Zapach granatu jest piękny - delikatny, trochę żelkowy. Witaminowe mydło zostało stworzone na bazie wyciągu z granatu i organicznego oleju z paczuli. Ma doskonale oczyszczać, odżywiać i nawilżać skórę. Posiada 98% naturalnych składników. Nie zawiera SLS, parabenów ani barwników. Dużym plusem jest opakowanie z wygodną pompką. Półlitrowe opakowanie kosztuje 11,37 zł - KLIK.

Dalej mamy moroszkowe mleczko do ciała Apteczka Agafii. Producent gwarantuje nam miękką i lśniącą skórę. Olej arktycznej moroszki wzbogacony w przeciwutleniacze i mikroelementy stymuluje odnowę komórek, odmładza i tonizuje skórę. Mleczko lnu syberyjskiego zmiękcza i wygładza skórę, dzięki czemu jest elastyczna i lśniąca. Organiczny ekstrakt z morwy doskonale odżywia, nawilża, zmiękcza i wygładza skórę. Zapach jest po części ziołowy, troszkę słodki (trudny do opisania). Pojemność to 200 ml, a cena 9,99 zł - tutaj.


Pewnie większość z Was kojarzy maseczkę dziegciową Bania Agafii, która świetnie oczyszcza skórę. Tym razem przedstawiam Wam szampon dziegciowy. Jest to dermatologiczny szampon pomocny w walce z objawami łuszczycy, oczyszcza skórę, normalizuje jej funkcjonowanie, poprawia wygląd włosów, skutecznie likwiduje łupież oraz łojotok wszelkiego pochodzenia. Mam nadzieję, że szampon dobrze oczyści skórę głowy i pomoże mi w walce z drobnym łupieżem. Za 300 ml szamponu zapłacimy 13,70 zł. Dostępny tutaj.

A teraz coś, czego nie mogę przestać wąchać. ;-) Sól bocheńska marki Floris o zapachu STRACCIATELLA. Dla mnie rewelacja! Do wyboru macie jeszcze wersję kokosową i pomarańczową. Już wiem, co będzie mi dziś towarzyszyć w kąpieli. Jest to produkt polski. Mamy tu aż 1,2 kg za 9,20 zł. Do kupienia tutaj.



Pamiętacie mój post o korundzie kosmetycznym? Jeśli nie, zapraszam tutaj. Właściwości tego niepozornego proszku są niesamowite. Intensywnie złuszcza martwy naskórek, przez co zwiększa wchłanianie substancji czynnych, oczyszcza i wyrównuje koloryt skóry. Korund pobudza mikrokrążenie, odblokowuje pory, stymuluje odnowę komórkową skóry. Możemy go używać z czym tylko mamy ochotę. Sprawdzi się tutaj ulubiony olejek (polecam różany), nietłusty krem, balsam, żel lub nawet maseczka. Proszek jest baaaardzo wydajny, więc 200g wystarczy na długo. Cena: 12,49 zł. Do kupienia tutaj.

Jedyną marką, której dotąd nie znałam jest Kafe Krasoty. Przedstawiam Wam krem-suflet nawilżający do ciała. Oparty w 97,8% na składnikach naturalnych - sok z limonki, ekstrakt pomelo, olej z pestek moreli, olejek pomarańczowy, roślinna gliceryna. Nie zawiera SLS, parabenów ani silikonów. Zapach jest bardzo przyjemny, delikatnie cytrynowy, odświeżający. Krem ma za zadanie tonizować skórę, wzmacniać mikrocyrkulację w komórkach skóry, uelastyczniać, ujędrniać skórę i odświeżać. Posiadam wersję 50 ml, mała buteleczka w sam raz do podróżnej kosmetyczki. Cena to tylko 3,80 zł. Dostępny tutaj.



Jak Wam się podobają takie naturalne nowości? Lubicie kosmetyki naturalne?

Do 31 stycznia 2017r. możecie skorzystać z kuponu rabatowego -15% do sklepu liveno24.pl. Kupon obowiązuje na całe zakupy dla wszystkich, którzy zarejestrują się w sklepie.

KOD KUPONU: PUDELKO15



ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.


Mleko i olej z osła | Maseczka w płachcie od 'WOW Cosme'

Ostatnio mamy wielkie booom na tzw. maseczki w płachcie, szczególnie te koreańskie. Dzisiaj przedstawię Wam jedną z nich. Jeśli jesteście ciekawe, jak w praktyce sprawdziło się u mnie mleko i olej z osła - zapraszam! ;-)


W skład maseczki wchodzą takie składniki aktywne jak: mleko z osła, olej z osła, ekstrakt z wąkotry azjatyckiej, ekstrakt z oczaru wirginijskiego. Nie znajdziemy tu parabenów, phenoxyethanoli, pigmentów, benzophenli, olei mineralnych.

Od producenta: Skuteczna, elastyczna esencja złożona ze skondensowanego mleka i oleju z osła nawilża i balansuje skórę. Przyczynia się do jak najlepszej kondycji skóry. Mleko z osła redukuje widoczne oznaki stresu na skórze. Zawarty w maseczce olej z osła głęboko odżywia i daje młodzieńczy blask. Ekstrakty z wąkotry azjatyckiej i oczaru wirginijskiego działają kojąco.

Jakich efektów możemy się spodziewać?

  • nawilża i odżywia na długi czas,
  • wyrównuje koloryt skóry,
  • wygładza i zapobiega zmarszczkom,
  • łagodzi podrażnioną skórę.
Sposób użycia: Maseczkę nakładamy na oczyszczoną skórę, pozostawiamy na 20-30 minut. Po zdjęciu maski nadmiar serum wklepujemy w skórę aż do całkowitego wyschnięcia. Esencji w torebce jest bardzo dużo - możemy użyć jej też na szyję, dekolt, ramiona czy też inne części ciała. Pozostałą esencję można przelać do pojemniczka i używać przez kolejne dni. 


Maseczka jest przeznaczona do wszystkich rodzajów skóry.


Moja opinia

Maska ma ciekawy zapach - lekko perfumowany, lekko cytrusowy, niedrażniący. Celuloza jest mocno nasączona esencją. Płachta idealnie dopasowuje się do kształtu twarzy. Otwory na oczy, nos i usta są wykrojone w sam raz. Maska dobrze przylega do twarzy, nie zsuwa się. W opakowaniu mamy naprawdę dużo esencji, więc (tak jak zaleca producent) dodatkowo posmarowałam nią szyję i dekolt. Trzymałam ją na twarzy dłużej niż jest to zalecane - tak do 45 minut, przedłużam sobie relaks. ;-)



Po nałożeniu maski od razu od razu czułam delikatne ukojenie, efekt chłodu. Co po ściągnięciu? Efekty są zaskakujące. Nawilżenie jest na bardzo wysokim poziomie, skóra jest gładziutka, napięta, lekko rozjaśniona, niesamowicie miła w dotyku, lekko lepka.

Maskę zafundowałam sobie o poranku w dzień większego wyjścia i była to dobra decyzja. Jeszcze żadna maseczka nie dała mojej skórze takiego zastrzyku nawilżenia. Gołym okiem widać, że skóra jest nie tylko nawilżona, ale taka nawodniona, zdrowo wyglądająca. Efekt ten nie jest krótkotrwały, utrzymuje się już od kilku dni. Ku mojej radości maska poradziła sobie z suchymi skórkami wokół nosa i na brodzie, dzięki czemu późniejszy makijaż wyglądał naprawdę bardzo ładnie. Wszystkie kosmetyki kolorowe nakładały się łatwo i przyjemnie, a cały makijaż wyglądał niezwykle naturalnie. Zawsze uważałam, że pielęgnacja to podstawa. Makijaż cieszy tylko wtedy, gdy skóra wygląda i czuje się dobrze. 


Krótko mówiąc - maseczka trafia do ulubieńców! Jak już wspomniałam, jeszcze żaden jednorazowy produkt nie zapewnił mojej skórze takiego nawilżenia. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Maskę Cleomee polecam szczególnie osobom z suchą skórą, chociaż ja jako posiadaczka mieszanej z niedoskonałościami jestem baaaaardzo (!) zadowolona. W żadnym razie nie podrażniła mojej skóry, nie nasiliła zmian trądzikowych, a wręcz przeciwnie - skóra jest uspokojona. 

Maseczka bogata w mleko i olej z osła kosztuje 16 zł (25 ml). Znajdziecie ją w sklepie WOW Cosme.

Skusicie się? ;-)

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Nowości listopada

Dzisiaj luźny i przyjemny post z nowościami. Będą zupełne nowości oraz tradycyjne uzupełnienie braków. Być może podpatrzycie coś dla siebie. Zapraszam! ;-)




FACE ILLUMIANTOR POWDER od my secret w kolorze SPARKLING BEIGE. Piękny rozświetlacz o lekko różowej bazie. Dodaje skórze zdrowego blasku tworząc efekt tafli. Jestem nim zachwycona już od pierwszego użycia. (Drogeria Natura, ok. 15 zł)



KOBO LONG LASTING LIP LINER w kolorze 104 English Rose. To jedna z moich ulubionych konturówek. Ma bardzo ładny odcień zgaszonego różu, świetną pigmentację, dobrze się aplikuje. Z trwałości także jestem zadowolona. (Drogeria Natura, ok. 10 zł)



Już od półtora roku jestem wierna pudrowi do brwi od Golden Rose. W końcu skusiłam się na coś nowego do wypełniania brwi, coś o innej formule. Jest to wosk do brwi w kredce od Bell. Dostępne są trzy kolory, ja wybrałam ten dla szatynek. Odcień jest chłodny - szarawy z minimalną domieszką brązu. Wosk nie jest mocno napigmentowany, ale to mnie akurat cieszy. Bardzo przyjemnie wypełnia mi się brwi z jego pomocą. Uzyskuję bardzo naturalny efekt. Zapowiada się nowy hit! (Biedronka, ok. 10 zł)



Arganowy krem pod oczy od Nacomi chciałam wypróbować już od dawna. Opakowanie jest naprawdę urocze. Lubię kremy w słoiczku. Wiem, że ta forma aplikacji nie należy do higienicznych, ale coś w nich jest... Krem ma tłustawą a zarazem lekką formułę. Szybko się wchłania. Dobrze nawilża i delikatnie niweluje zasinienia. Póki co lubimy się. (Drogeria Hebe, ok. 30 zł)

W tym roku bardzo polubiłam płyn oczarowy marki Fitomed, dlatego tym razem sięgnęłam po hydrolat oczarowy od Laboratorium Cosmeceuticum. Ma specyficzny zapach, a moja skóra różnie na niego reaguje. Narazie nie będę więcej zdradzać. (Drogeria Jasmin, ok. 17 zł).


Moje paznokcie przechodzą teraz spory kryzys. Postanowiłam, że nie będę ich malować przynajmniej do świąt, a w ramach kuracji zakupiłam odżywkę SPA OIL z my secret. Ma ona olistą formułę, piękny zapach i nawet szybko się wchłania. Mam nadzieję, że poprawi kondycję moich paznokci. (Drogeria Natura, ok. 8 zł)


O progresywnym żelu złuszczającym z kwasem szikimowym DERMISS (produkowany przez Farmonę) wspominałam już w poście z moją jesienną pielęgnacją. Żel zasługuje na odrębną recenzję. W składzie ma także kwas migdałowy, więc nic dziwnego, że moja skóra go polubiła. Żel daje konkretny efekt już po pierwszym użyciu. Więcej już wkrótce. (Drogeria Jasmin, ok. 20 zł)

W nowościach nie mogło zabraknąć kosmetyku mojego życia. Mowa oczywiście o SUPER POWER MEZO SERUM od Bielendy. Która to już buteleczka....? (Drogeria Hebe, 25 zł)



Pora na coś, o czym zdążyłam już Wam napisać - KLIK. Jeśli lubicie kwas glikolowy bądź jesteście go ciekawe zerknijcie na ten post. Opisałam tam swoją 2-tygodniową kurację tym specyfikiem. A do nawilżania skóry twarzy używałam kremu HYDRAIN 2 od DERMEDIC. To fantastyczny nawilżacz! (Super-Pharm, LE'MAADR 35 zł / DERMEDIC 10 zł%)


Na koniec nowości od WOW cosme! Są to trzy koreańskie maski w płatach z mnóstwem naturalnych składników aktywnych. Zdradzę Wam, że już je przetestowałam i jest wielkie WOW. Posty z ich recenzjami pojawią się jeszcze w grudniu, więc wyczekujcie. (WOW cosme, 16 zł / szt.)


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Letnia pielęgnacja cery - 3 ulubione kroki | krem peelingujący, woda winogronowa, maseczka nawilżająca Caudalie

Latem chętniej sięgam po kosmetyki nawilżające, kojące, delikatne. Rezygnuję z kwasów i bardziej treściwych formuł na rzecz tych lekkich, k...