SERUM2H z czynnikami wzrostu oczami kobiety 20+ i 40+ | Każdy rodzaj cery

Dziś zapraszam Was na recenzję przeciekawego kremu na dzień od GENOSCOPE. Na wstępie kilka słów o samym producencie. Genoscope jest polskim producentem kosmeceutyków i suplementów diety opartych na naturalnych, bioaktywnych substancjach stymulujących organizm ludzki do regeneracji. Wszystkie surowce pozyskiwane są z ekologicznych hodowli, badane laboratoryjnie i weryfikowane, aby każda dopuszczona do produkcji partia miała parametry porównywalne z wersją bazową. Produkty kosmetyczne pozbawione są parabenów i pochodnych ropy naftowej (które tworzą na powierzchni skóry nieprzepuszczalną chemiczną warstwę, uniemożliwiającą odżywianie, a w skrajnych przypadkach odkładające się w tkankach), nie są także testowane na zwierzętach.



Głównym surowcem, na którym opiera się produkcja Genoscope  jest Colostrum. To najsilniejsza, występująca w przyrodzie, substancja naturalnie stymulująca ludzki organizm do autoregeneracji. W 99% przypomina ludzką siarę, jednak zawiera zdecydowanie więcej pożądanych dla organizmu czynników aktywizujących (ponad 250 czynników bioaktywnych).

Wszystkie surowce naturalne wchodzące w skład produktów Genoscope pozyskiwane są na terenie UE. Posiadają niezbędne certyfikaty jakościowe upoważniające do wykorzystania w przemyśle spożywczym i kosmetycznym. 

Spectrum zastosowań Colostrum to m.in.: działanie przeciwstarzeniowe, przeciwdziałanie trądzikowi, łuszczyca, wspomaganie gojenia, rozstępy czy cellulitis. 


Serum2h zawiera oczywiście opisane powyżej Colostrum. Powoduje regres oznak starzenia się skóry poprzez jej regenerację na poziomie komórkowym. Dodatkowo wzbogacono je o naturalny kolagen, kwas hialuronowy oraz proteiny jedwabiu. Krem jest kosmeceutykiem, co oznacza iż łączy w sobie właściwości leku i kosmetyku. Jego regularne stosowanie powoduje trwały efekt regresji procesów starzenia się skóry. Serum2h na dzień wyróżnia się lekką, szybko wchłanialną konsystencją. Po użyciu można nakładać makijaż. Krem można stosować od 25 roku życia raz dziennie.

Moje wrażenia - 20+

Krem ma delikatny i przyjemny zapach. Jego konsystencja jest lekka, szybko się wchłania. Nie potrzeba go wiele do jednorazowego użytku na twarz, szyję i dekolt. Wydajność oceniam na ogromny plus. Oczywiście (wg zaleceń producenta) kremu używam raz dziennie, czyli rano. Dzięki temu, że szybko się wchłania, nie muszę długo czekać z nałożeniem makijażu. Nic się nie roluje. Krem pięknie współgra z każdym kosmetykiem kolorowym. Jakie efekty zauważyłam? Skóra jest przede wszystkim widocznie nawilżona, nawodniona. Problem suchych skórek odszedł w niepamięć. Ponadto cera jest wygładzona, mięciutka, można nawet powiedzieć że pulchna, jak u niemowlaka. ;) Skóra po prostu wygląda zdrowo, jest rozświetlona. Krem nie zapchał porów, sprawił za to, że zmniejszyła się widoczność zmarszczek mimicznych na czole. Jestem tym produktem bardzo mile zaskoczona i z chęcią będę go nadal używać.


Wrażenia mojej mamy - 40+

To, co przede wszystkim zauważyła mama, to fenomenalne podniesienie nawilżenia skóry. Mama jest posiadaczką cery normalnej, ale z tendencją do wysuszeń. Nawilżenie widać gołym okiem. Poprawił się też koloryt jej cery - jest jaśniejsza, rozświetlona, wygląda zdrowiej (to podobnie, jak u mnie). Zmarszczki mimiczne są wygładzone, mniej widoczne. Skóra jest gładziutka i również pulchna, jakby wypchnięta od środka, wyprasowana. Mama nie może nacieszyć się efektami, a ja jestem zadowolona, że Serum2h tak dobrze jej się sprawdziło. Dobrze jest się dzielić moje drogie! ;)


Podsumowując, krem na dzień sprawdza się bardzo dobrze zarówno mnie, jak i mojej mamie. Ja jestem zadowolona przede wszystkim z nawilżenia skóry i zniwelowania widoczności zmarszczek mimicznych na czole. Mama zaś cieszy się piękniejszą, wypoczętą cerą ze zmniejszonymi oznakami starzenia. Czego chcieć więcej? ;)

Tutaj znajdziecie sklep oraz wszelkie informacje odnośnie kremu (jest też wersja na noc) - KLIK.
Obie z mamą polecamy! ;)


Pozdrawiamy!

Kosmetyczne (i nie tylko) propozycje świątecznych prezentów

Za tydzień tak bardzo wyczekiwany przez nas czas! Wyjątkowy, jedyny, niepowtarzalny... bo świąteczny! Przygotowania trwają, a ja zorientowałam się, że nie zaproponowałam nic na blogu. Sama nie mam jeszcze wszystkich prezentów (a właściwie to większości!) i sądzę, że wśród moich czytelników też są takie osoby. Więc jestem, piszę i proponuję - co dla żony, narzeczonej, dziewczyny, mamy? Być może znajdziecie tu dla siebie jakąś opcję. Pięknie zapraszam! ;)



Zacznijmy kosmetycznie. Naturalne maseczki w proszku CHIC CHIQ to hit ostatnich miesięcy! To kosmetyki inspirowane Ajurwedą. Do wyboru są trzy warianty: a la Rose, de la Mer i la Noce. Każda jest wyjątkowa, ale na prezent polecam Wam a la Rose, która robi cuda ze skórą. Warto samemu się o tym przekonać. Skóra po jej użyciu wygląda pięknie. Eleganckie bambusowe słoiczki dodają im jeszcze więcej wyjątkowości. Dostępne w sklepie CHIC CHIQ (80,99zł/100ml).

Dla fanek pielęgnacji ciała również mam coś wyjątkowego - w 100% naturalne masło do ciała ORGANITIS. W sklepie znajdziecie mnóstwo wyjątkowych wersji zapachowych. Masło można nawet jeść, nie ma w nim nic, co mogłoby nam zaszkodzić. Choć lepiej wdrożyć je w pielęgnację. ;) Jest odpowiednie dla osób po chemioterapii. Genialnie nawilża skórę, zabezpiecza ją przed wysuszeniem. Możecie je zamówić tutaj. Koszt to 35$.


Kosmetyki do pielęgnacji dłoni? Tak! Ten duet to naprawdę genialny pomysł na prezent. Przyda się każdej kobiecie. Peeling to przyjemny rytuał, który przygotowuje skórę do nałożenia kremu i sprawia, że ten lepiej się wchłonie. Kosmetyki te są skuteczne i przyjemnie pachną. Wizualnie również niczego im nie brakuje. Dostępne są w sklepie ORPHICA (peeling 79zł/100ml / krem 59zł/100ml).


Wyjątkowy krem, który pasuje jako podarunek pod choinkę to SERUM2h z czynnikami wzrostu Genoscope. Przygotowuję Wam dokładny post o tym kremie. Jego bazą jest Colostrum, czyli wydzielina gruczołu mlekowego ssaków, powstająca w ostatnim okresie przed porodem i w pierwszych dniach po porodzie potomka. To unikalny, najsilniej regenerujący organizm ludzki bioaktywny surowiec naturalny. Krem wzmacnia naczynia krwionośne, działa antyseptycznie, wiąże wodę w naskórku, zwalcza wolne rodniki, przyśpiesza regenerację skóry, wpływa na syntezę kolagenu. Jakie są moje wrażenia podczas jego stosowania? Krem bardzo szybko się wchłania, pozostawia skórę wygładzoną, przyjemną w dotyku, mięciutką i mega nawilżoną. Problem suchych skórek odszedł w zapomnienie. Skóra jest napięta w dobrym znaczeniu tego słowa. Ma ładniejszy koloryt i strukturę. Dodatkowo krem nie zapycha mojej mieszanej, skłonnej do trądziku cery i dobrze dogaduje się z makijażem. 


Trafionym prezentem będą też gadżety. Najbardziej lubię te do pielęgnacji cery. Dlatego polecam Wam dwie szczoteczki do oczyszczania skóry twarzy. Szczoteczka BRAUN ma wymienne nasadki. Można nią wykonać delikatny masaż, jak też intensywne oczyszczanie. Działa na baterie. Moja szczoteczka pochodzi z zestawu Silk-epil 9 SkinSpa. Cena to ok. 700zł - w zestawie z depilatorem.

Druga szczoteczka jest silikonowa - znacznie lepiej się ją czyści i utrzymuje w czystości. Ładujemy ją przy pomocy kabla USB raz na kilka miesięcy. Swoją mam od czerwca, używam prawie codziennie i jeszcze nie ładowałam. Szczoteczka przyjemnie masuje skórę, można zwiększać intensywność jej działania. Silikonowe wypustki mają różne wielkości - każde do konkretnych partii twarzy. Szczoteczkę dostałam, ale online możecie znaleźć wiele podobnych.


Najbardziej zaskakujący gadżet tego roku to Beauty Capsule, czyli kapsuła do samodzielnego przygotowywania żelowych masek w płacie. Mega zabawa, a do tego maski naprawdę działają. W zestawie z kapsułą otrzymujemy tackę z formą na maskę i to co najważniejsze, czyli 10 kapsułek z których powstają maski (na twarz, szyję i pod oczy). Kapsułkę rozpuszczamy w gorącej wodzie. Mało tego, możemy do niej dodać cokolwiek chcemy (płyn funkcjonalny): tonik, esencję, sok z cytryny czy też malinowy. Wszystko! Dzięki temu możemy uzyskać konkretny dodatkowy efekt. To świetna opcja dla 'maseczkoholiczek'! Zestaw można kupić tutaj. Cena 599zł.




Dobrym prezentem dla każdej kobiety będzie kosmetyczka. Moje ulubione to BAGI, ze sklepu bagi od bagi. Nietuzinkowe faktury i formy, piękne wykonanie, trwałość. Są idealne, a wybór jest naprawdę szeroki! Skórzana kosmetyczka to podstawa każdej torebki! Posiadam aż cztery egzemplarze, a moim ulubionym jest czarna, połyskująca, o niespotykanej fakturze (to nie brokat!).



Mam dla Was też dwa kosmetyki do makijażu. Pierwszy to mój kultowy tusz L'Oreal So Couture. Bez promocji, w stacjonarnych drogeriach jego ceny sięgają 70zł. Ostatnio natknęłam się na zestawy prezentowe z tym tuszem po ok. 50-60zł. Myślę, że to fajna okazja. Tusz pięknie wydłuża i rozdziela rzęsy. Ideał! Spodoba się fankom silikonowych szczoteczek. Druga propozycja to paleta KOBO (z nowej edycji). Wygląda pięknie, klasycznie. Cienie to petarda! Do kupienia w drogerii Natura za ok. 60zł. Znajdziecie tam różne wersje kolorystyczne. Moja to Light Smoky.



Jeśli paleta, to również pędzle do makijażu! Moje ulubione to Zoeva Rose Golden vol. 2. W zestawie znajdziemy piękną kosmetyczkę i osiem pędzli - trzy do twarzy i pięć do makijażu oczu. Zestaw mam już prawie 4 lata i nic się z nim nie dzieje. Prócz zarysowań trzonków, wynikających z intensywnego użytkowania. Pędzle są mięciutkie, włosie nie wypada, cieszą oko. Czego chcieć więcej? One nie mają wad! Zestaw znajdziecie w sklepie Minti Shop w cenie 300zł. To inwestycja na lata!

I jeszcze jeden, piękny i wyjątkowy pędzel! Mowa o Chubby Mermaid Brush w wersji Rainbow. Czyż nie jest piękny? Na pewno spodoba się każdej pasjonatce kosmetyków. Bardzo oryginalny! Nadaje się do nakładania płynnych podkładów, korektorów oraz do konturowania twarzy. Kupicie go w sklepie krem de la krem. Koszt: 68zł.



Na koniec prezent, który sama sprawiłam sobie niedawno, czyli torebka MK Greenwich Crossbody. Jest to mini torebka o wymiarach 21cm X 15 cm, skóra saffiano. Wykonanie jest perfekcyjne. Skóra jest gruba, sztywna, dzięki czemu torebka jest stabilna. Naprawdę solidna robota. To miła odskocznia od wielkich toreb. Ta na pewno oszczędza mój kręgosłup. Mieszczę do niej spokojnie mały portfel, telefon, chusteczki, klucze i coś do pielęgnacji ust. Po prostu niezbędnik. Bardzo ją Wam polecam, a szczególnie Panom, którzy chcieliby zrobić prezent swoim kobietom. Swoją kupiłam w sklepie Cudny Butik na IG (jest jeszcze dostępna, również w innych wersjach kolorystycznych).


Co sądzicie o tych propozycjach? Spośród moich rzeczy wybrałam tyle te, które w mojej opinii nadają się na prezent i sama chętnie po nie sięgam. ;)


Pozdrawiam!

Nowość! Peeling do rąk z nasionami żurawiny oraz krem do rąk ORPHICA TOUCH

Czy są tu wielbicielki pielęgnacji dłoni? Mam dla Was propozycję świetnego duetu! O nasze dłonie powinnyśmy dbać przez okrągły rok, ale to w jesienne i zimowe dni ich kondycja potrafi nam szczególnie doskwierać. Dlatego teraz dużo chętniej i częściej sięgam po wszelkie kremy do rąk. Czego używam aktualnie? Dowiecie się w tym poście - zapraszam!



Marka ORPHICA wprowadziła właśnie na rynek nową linię kosmetyków - TOUCH, regeneracja i pielęgnacja. W jej skład wchodzą krem do rąk, odżywka do paznokci i skórek oraz peeling do rąk. Ja skupię się dziś na duecie, jakim jest krem i peeling do rąk.

Regeneracyjno-pielęgncyjna terapia dla dłoni została stworzona z myślą o wrażliwej, ulegającej podrażnieniom skórze dłoni. Pierwszy krok w pielęgnacji stanowi peeling z formułą Oil & Vitamin Therapy. Zawiera naturalną substancję ścierną z nasion żurawiny, która pomaga pozbyć się martwego naskórka, odżywia oraz działa uelastyczniająco na suchą skórę, nadając jej uczucie gładkości. Peeling ma również głęboko nawilżyć i odpowiednio zmiękczyć skórę. Na jej powierzchni tworzy się niewidzialna warstwa ochronna, która wiąże wodę. 

Peeling z linii TOUCH wygładza zmarszczki na dłoniach, a dodatkowo przyspiesza regenerację naskórka, zapobiegając jego wysuszeniu. Został przebadany dermatologicznie.

Sposób użycia: Na umyte, lekko wilgotne dłonie nanieść peeling i rozprowadzić okrężnymi ruchami, masując skórę przez 1-2 minuty. Następnie obficie spłukać letnią wodą.


Peeling ma kremową konsystencję, a w niej zanurzone nasiona żurawiny. Jest bardzo przyjemny w użyciu, to mój wieczorny rytuał. Ma bardzo ładny, energetyzujący zapach. Kojarzy mi się właśnie z żurawiną. Peeling nie jest mocnym zdzierakiem, nie oczekujcie tego. Przyjemnie masuje skórę. To dobrze, ponieważ dzięki temu nadaje się także do skóry podrażnionej. Nie robi szkód, nie zdziera zbyt mocno naskórka. Po spłukaniu peelingu skóra jest odczuwalnie wygładzona, jest to bardzo miłe uczucie. Jest mięciutka, przyjemna w dotyku. Czuć też efekt nawilżenia skóry.

Jest to mój pierwszy peeling przeznaczony do dłoni i bardzo się cieszę, że mogłam go poznać. Nie spodziewałam się, że tak przypadnie mi do gustu. Sięgam po niego co drugi dzień. Uwielbiam! Znajdziecie go tutaj.


Czas opowiedzieć Wam o kremie do rąk. Chyba nikogo już nie zaskoczę - sprawdził się i to bardzo! Dłonie wymagają kompleksowej pielęgnacji, ponieważ każdego dnia narażone są na działanie czynników zewnętrznych. Aktualnie szczególnie na niskie temperatury. W moim przypadku, to najbardziej im doskwiera. TOUCH krem do rąk z formułą Intensive Moiisture Therapy sprawia, że skóra dłoni jest intensywnie zregenerowana, bardziej elastyczna i napięta, a na jej powierzchni tworzy się niewidzialna warstwa ochrona, która wiąże wodę. Naturalne składniki kremu nawilżają suchą i podrażnioną skórę, przyspieszają proces jej regeneracji, wygładzają zmarszczki na dłoniach, a dodatkowo mają działanie odżywcze oraz antyoksydacyjne. Produkt został przebadany dermatologicznie. 

Krem pokochałam nie tylko ja, ale i mój mąż. Głównie dlatego, że świetnie nawilża i wchłania się całkowicie. Nie pozostawia uczucia, lepkich czy tłustych dłoni. To ogromny atut tego produktu! Bardzo ciężko jest znaleźć taki krem. Dłonie po jego użyciu są bardzo dobrze nawilżone, wygładzone, miękkie. Zdecydowanie są zregenerowane i wypielęgnowane. Miałam problem z miejscowymi przesuszeniami na dłoniach, a teraz (po prawie 2 tyg. codziennego używania) nie ma po nich śladu. Skóra odzyskała nawilżenie. Zapach kremu jest taki sam, jak peelingu - przyjemny, energetyzujący. Nie mam co do tego kremu żadnych zastrzeżeń. Znajdziecie go tutaj.

Wspaniały!


Co sądzicie o duecie ORPHICA? Znacie kosmetyki tej marki? Macie na coś ochotę? Ja na pewno, po tym udanym doświadczeniu, przyjrzę się innym produktom ORPHICA. I Wam serdecznie polecam taką regenerację dla dłoni, szczególnie w sezonie zimowym. 


Pozdrawiam!

Jesienne zużycia! Najlepszy peeling co ciała i najgorszy krem pod oczy!

Hej hej! W końcu zebrałam się do tego posta. Było ciężko, bo mam mnóstwo (jak na mnie) jesiennych zużyć. Znajdzie się coś z każdej kategorii - pielęgnacja włosów, ciała, twarzy oraz makijaż. Nie przedłużam już i zapraszam na długi post.

CIAŁO



Peeling roślinny do ciała z pudrem z pestek moreli Yves Rocher miał bardzo przyjemny zapach, rzadką konsystencję i nie można go nazwać "zdzierakiem". Lekko wygładzał skórę, poza tym nie zauważyłam żadnych spektakularnych efektów. Jest raczej delikatny, dla mnie nawet do codziennego stosowania. Przez to raczej nie kupię go ponownie.

Peeling cukrowy do ciała orzeźwiający melon z herbatą Natural Secrets to NAJLEPSZY PEELING, JAKI MIAŁAM. Ma cudowny zapach, świetnie ściera martwy naskórek. Pozostawia skórę cudownie wygładzoną, mięciutką i nawilżoną. Nie pozostawia uczucia złudnego nawilżenia ani parafinowej warstwy na skórze. O pięknym opakowaniu już chyba nie muszę wspominać. To NATURALNY IDEAŁ! Na pewno skuszę się na inne wersje i Wam polecam wypróbować!



Olejek do kąpieli i pod prysznic Roge Cavailles (olejek arganowy i olejek ze słodkich migdałów) to bardzo przyjemny produkt. Używałam go razem z myjką. Nie potrzeba go dużo, a tworzy przyjemną piankę. Do tego pięknie pachnie, odprężająco. Dobrze myje, absolutnie nie wysusza skóry. Po prysznicu jest ona miękka i nawilżona. Olejek nie spowodował żadnych uczuleń ani podrażnień. Chętnie sięgnę po inne wersje!

Pielęgnujący żel pod prysznic care & diamond NIVEA to mój stary, dobry ulubieniec tej marki. Chętnie do niego wracam, bo ma piękny zapach, dobrze się pieni i jest wydajny. Nie wysusza mojej skóry ani jej nie podrażnia. Kupię ponownie.

Żel pod prysznic Mint Shake PALMOLIVE ma cudowny miętowy zapach! Bardzo lubię miętę dlatego musiałam go kupić. Właściwości myjące są bardzo na plus, podobnie jak przy żelu Nivea. Ponadto ta wersja daje fajne uczucie odświeżenia, ale nie chłodu. Będzie fajny szczególnie latem. Kupię ponownie.


Ultra odżywcze mleczko do ciała Golden Oils Bielenda to wspaniały produkt, który służył mi długie miesiące. Bardzo dobrze nawilża, pięknie pachnie, tak luksusowo. Więcej o nim tutaj.

WŁOSY


Szampon i odżywka Pharmaceris H z linii kosmetyków stymulujących wzrost włosów to bardzo udany duet, a nawet trio, bo mam jeszcze peeling do skóry głowy. Chętnie kupiłabym te kosmetyki ponownie. Szczegółowa recenzja jest tutaj.

Odżywka do włosów Magiczna Moc Glinki L'OREAL ELSEVE sprawdziła mi się fajnie. To poprawna odżywka - włosy po jej użyciu wyglądają ładnie, są wygładzone, w miarę nawilżone, nie puszą się. Kupiłabym ponownie.



Ekspresowa maseczka regeneracyjna do włosów bardzo zniszczonych i włosów suchych GLISS KUR to rewelacyjny kosmetyk! Maskę wystarczy nałożyć na minutkę. Już przy spłukiwaniu włosy stają się gładkie niczym tafla, są widocznie nawilżone i zregenerowane. No uwielbiam ją i na pewno kupię ponownie! Wcześniej nie doceniałam tej linii z keratyną, a we wrześniu bardzo pomogła moim suchym i zniszczonym włosom. Wypróbujcie!

Olej avocado Nacomi nakładałam na włosy i sprawdzał się bardzo dobrze. Głównie podnosił poziom ich nawilżenia, wygładzał je. Może kiedyś znów do niego wrócę. Aktualnie mam lenia na oleje.

Maska do włosów organic fig & almond Organic Shop nie była tak dobra, jak jej siostra awokado. Jest po prostu bez szału. Nie nawilża jakoś szczególnie ani nie robi nic spektakularnego z włosami. Zużyłam ją z trudem, nie kupię ponownie i tym samym nie rekomenduję.

CERA


Płyn oczarowy do twarzy z kwiatem pomarańczy Fitomed to jeden z moich ulubieńców. Właśnie zużyłam drugie opakowanie, które (swoją drogą) jest bardzo wydajne. Płyn spodoba się posiadaczkom cer mieszanych, tłustych, z trądzikiem. Zbiera nadmiar sebum, matowi skórę, ale jej nie wysusza, odświeża. Uspokaja cerę, stosowany regularnie ściąga pory i zmniejsza ich widoczność. Kupię znów na pewno. Warto go poznać!

Tonik oczyszczający z zieloną herbatą i szałwią to kolejny ulubiony kosmetyk naturalnej marki Natural Secrets. Dla cer tłustych, z aktywnym trądzikiem wspaniały! Również zbiera nadmiar sebum, matowi skórę, pozostawia uczucie odświeżenia. Ma działanie antybakteryjne, pomaga w naturalnym leczeniu trądziku, zmniejsza stany zapalne. Zwęża pory. Kupię go na pewno! Koniecznie zerknijcie na asortyment marki Natural Secrets!

Żel do mycia twarzy Derma Eco Woman to kolejny naturalny kosmetyk, który udało mi się zużyć. Posiada certyfikat ECOCERT. W mojej opinii może spodobać się posiadaczkom każdego rodzaju skóry. Moja mieszana, z tendencją do trądziku niesamowicie go polubiła. Żel dobrze oczyszcza skórę (dobrze się pieni), a przy tym jest delikatny i nawilżający. Pozostawia skórę odświeżoną, gładką, miękką, nawilżoną. Nie podrażnia, nie uczula, nie zapycha. Lubiłam go szczególnie w okresie stosowania kwasów. Był bardzo wydajny.


Krem do twarzy ARKANA Acne Out to jeden z najlepszych kremów do cery z trądzikiem, jaki dane mi było używać! O ile nie najlepszy! Do tego bardzo wydajny. Świetnie radził sobie z problemami mojej cery. Uspokajał ją, niedoskonałości znikały w ciągu 2-3 dni, cera była pięknie wygładzona, nawilżona, nie przetłuszczała się nadmiernie. No cudo! A na szczegółową recenzję zapraszam tutaj. Kupię ponownie!

Serum do twarzy z cynkiem i witaminą B3 marki The Ordinary zrobiło furorę w mojej codziennej pielęgnacji. Genialnie sprawdzało się na skórze mieszanej z trądzikiem. Pięknie ją wygładzało, poprawiło strukturę skóry, goiło niedoskonałości. Cud, miód i orzeszki! Kupię ponownie, a odrębna recenzja jest tutaj.

Arganowy krem pod oczy marki equilibra to najgorszy produkt z tego denka. Wyrzucam go prawie całego. Używany był zaledwie przez tydzień, a przez kolejne ratowałam swoją skórę wokół oczu. Krem oprócz tego, że nie robi nic, dodatkowo nieprzyjemnie ściągał/naciągał delikatną skórę pod oczami. Eksponował zmarszczki, wysuszał. Coś okropnego! Nie kupię i Wam też odradzam!


Progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym Dermiss (czyli Farmona) to też jeden z moich ulubionych kosmetyków z kwasami. Znalazł się w zeszłorocznych ulubieńcach oraz w kilku innych, pozytywnych postach. Żel świetnie wygładza skórę, łagodzi wszelkie wykwity, zwęża pory. Ma same dobre strony. Więcej o nim, np. tutaj.

Organiczny krem do twarzy SPF 30 OLIVALOE (dostępny w sklepie elia.pl) to mój dotychczasowy faworyt w tej kategorii. Pisałam o nim mnóstwo razy. Nie tylko chroni skórę przed promieniowaniem, ale też pielęgnuje. Nie zapycha, nie bieli. Świetny! I bardzo wydajny w moim przypadku.



Zużyłam dwa płyny micelarne - Marion i equilibra. Płyn Marion był poprawny. Nie nadawał się tylko do mocnych makijaży. Natomiast drugi kolega zaskoczył mnie bardzo pozytywnie! Po przejściach z kremem podchodziłam do niego z rezerwą, sceptycznie nastawiona. Jakże się myliłam! Płyn okazał się być mega wydajny i zmywał wszystko w każdym calu. Nie podrażniał skóry ani oczu. Denerwowała mnie tylko kiepskiej jakości pompka i to, że płyn się pieni. Poza tym bardzo OK. Chętnie kupię ponownie.

MAKIJAŻ



Tusz do rzęs L'Oreal So Couture to stały bywalec moich postów ze zużyciami. Kupuję go non stop, jest to mój ulubieniec. Świetnie wydłuża rzęsy, rozdziela je, delikatnie pogrubia i podkręca. Jest trwały i ma silikonową szczoteczkę. Same plusy. Już kupiłam nowy. Polecam!

Pomadka ochronna do ust Neutrogena to kolejne rozczarowanie tego denka. Wyrzucam ją prawie całą. Nie wiem, jakim cudem ma ona nawilżać, regenerować, zabezpieczam usta zimą? Nic z tego nie robi, znika z ust momentalnie. Poza tym podkreśla brzydko naturalne bruzdy, tak że usta wyglądają staro i na zaniedbane. Brzydki zapach to kolejny minus. Nie, nie i jeszcze raz nie polecam!

Gąbeczka do makijażu 'blend it!' również nie do końca mi się spodobała. Początkowo byłam nią niemalże zachwycona. Później ukazały się jej gorsze strony. Zaczęła zjadać sporo produktów (podkładów/korektorów), ale najgorszy okazał się aspekt czyszczenia. Trwało to wiekami, gąbki nie dało się płukać, robiła się elastyczna niczym ciastolina. Zawsze myję akcesoria kosmetyczne olejkiem Isana i to się sprawdza, a tutaj jak grochem o ścianę. Zero efektów, no koszmar. Lepiej dołożyć i kupić Real Techniques lub orygnialny beauty blender. Tej nie polecam! Z tego, co czytałam to wersje marmurkowe (bardzo ładne) są jeszcze gorsze od tych jednokolorowych, bo szybko się kruszą. Ja już na pewno się nie skuszę.


Dobrnęliśmy do końca. W kategorii makijaż, jak wicie zresztą, mam najmniej produktów, ale już powiem, że w kolejnym denku będzie ich dużo. ;) Znacie coś? Chcecie kupić? ;)



Pozdrawiam!

Sucha skóra pod oczami. Czym wzbogacić krem na noc?

Czy są tu posiadaczki suchej skóry pod oczami? Ja niestety taką mam. Dlatego też mam małego bzika na punkcie pielęgnacji tego obszaru. Bardzo chętnie sięgam po wszelkie kremy i nowości w tej kategorii. Najbardziej interesują mnie kosmetyki naturalne, z dobrym składem. 


Czasem okazuje się, że sam krem to za mało. Tak stało się ostatnio, kiedy zaczęłam używać odżywczego kremu pod oczy polskiej marki Vianek. Nie jest to absolutnie zły krem! A po prostu niewystarczający dla mnie na noc, jako posiadaczki wymagającej skóry. Na dzień, pod makijaż jest OK.

Krem zawiera składniki o działaniu odżywczym, takie jak: olej sojowy, olej z pestek moreli, olej rokitnikowy oraz ekstrakt z szyszek chmielu. Oleje te bogate są w witaminy oraz wykazują właściwości antyoksydacyjne i wzmacniające. Ekstrakt z szyszek chmielu ma zapobiegać przedwczesnemu starzeniu skóry.

Krem sprawdza się w porannej pielęgnacji, pod makijaż. Ładnie się wchłania, dobrze nawilża. Skóra po jego użyciu jest odczuwalnie wygładzona. Natomiast na noc jest dla mnie zbyt lekki, choć w nazwie widnieje obietnica "odżywczy". 


Osoby z bardzo suchą/suchą skórą pod oczami często spotykają się z takimi mniejszymi lub większymi rozczarowaniami. Dlatego ja zawsze w pogotowiu mam niezastąpiony olejek z pestek winogron (kolejnej naturalnej, polskiej marki Nacomi). Olejek ten idealnie sprawdza się w pielęgnacji skóry pod oczami. Ma lekką teksturę, dzięki czemu nie pozostawia tłustej, ciężkiej powłoki. Jest silnie nawilżający, poprawia kondycję skóry wokół oczu. Zmniejsza widoczność drobnych zmarszczek (dzięki nawilżeniu), zasinień, ściąga opuchliznę. 

Olejkiem wzbogacam krem na noc. Wyciskam na dłoń porcję kremu, do tego dodaję 1-2 krople olejku. Całość mieszam i wklepuję w skórę wokół oczu. Taki duet absolutnie nie obciąża mojej skóry, nie podrażnia jej (ani oczu). Całość dobrze się wchłania. Rano skóra jest silnie nawilżona, mięciutka, prawdziwie nawilżona. Zdecydowanie widać, że jest wypoczęta, rozjaśniona, krótko mówiąc wygląda zdrowiej. Właśnie takiego efektu oczekuję!

Taki patent można wykorzystać np. po nieprzespanej nocy, czy imprezie, jeśli na co dzień nie potrzebujecie takiej regeneracji. 


Mam nadzieję, że mój sposób Wam się przyda. Szczególnie teraz, kiedy robi się chłodniej i mamy sezon grzewczy, nasza skóra jest bardziej narażona na uszkodzenia, przesuszenia. Olejkiem można wzbogacić krem, który nie do końca dobrze nawilża lub nawet swój ulubiony krem, aby jeszcze podkręcić jego działanie. Tak też zdarza mi się robić. ;)

Znacie właściwości olejku z pestek winogron?



Pozdrawiam!

Jesienny makijaż | Jakie nowości mu towarzyszą? Plus 'stare i dobre' kosmetyki

Hej! ;) Jak Wasze listopadowe nastroje? U mnie dziś wyjątkowo dobrze, dlatego z przyjemnością zabrałam się za nowy wpis. Tym razem chcę Wam pokazać kosmetyki do makijażu, których używam tej jesieni. Nie spodziewajcie się kryjących podkładów, tony brązera i typowo jesiennych cieni na powiekach. Nie, nie, nie - to nie dla mnie. Nie podążam za trendami. Interesuje mnie wyłącznie moja cera, to w czym ona czuje się dobrze. Pewnie, że najlepiej nie nakładać nic, jeśli mamy z nią problemy. Dać jej odpocząć. Ale nie dajmy się zwariować. Odpowiednia pielęgnacja i lekki makijaż nie powinny zaszkodzić. Do tego często sprawiają, że czujemy się lepiej i jesteśmy bardziej pewne siebie. Szczególnie kiedy mamy problemy z cerą, takie jak trądzik czy przebarwienia. Nie przedłużam już i zapraszam na moje jesienne zestawienie.



Moją cerę cechują widoczne pory oraz problem z błyszczeniem w strefie T. Dlatego skusiłam się na bazę NO PORES marki Lirene. Jest to baza matująca, zmniejszająca widoczność porów. Ma zbitą formułę i faktycznie radzi sobie z moją strefą T. Pory są też mniej widoczne po skończonym makijażu. Ładnie trzyma mat, więc czuję że będzie to dłuższa znajomość. Nie zapycha.

Kiedy moja cera jest już zmatowiona sięgam po lekki podkład jakim jest (większości znany) Bourjois Healthy Mix w kolorze najjaśniejszym, czyli 51 Light Vanilla. Pomimo jego lekkości krycie oceniłabym jako średnie ku dobremu. Można je stopniować. Ładnie łączy się ze skórą, wygląda naturalnie. Bez bazy szybko się wyświeca. Aktualnie bardzo go lubię. 

Pod oczy nakładam stary i sprawdzony korektor Rimmel Match Perfection w kolorze 030 Classic Beige. Jest lekki, a przy tym nieźle kryje (powiedziałabym, że jest to krycie średnie, które troszkę można jeszcze nabudować). Ma przyjemną, nawilżającą formułę. Nie wchodzi w zmarszczki, w żaden sposób ich brzydko nie podkreśla. Nie wysusza też skóry pod oczami. Tak jak wspomniałam jest lekki i nawilżający.

Czym zabezpieczam podkład? Tutaj możecie zobaczyć moją jesienną nowość. Jest to puder No - Sebum marki innisfree. Aborbuje nadmiar sebum, odświeża (zawiera miętę, która odpowiada za efekt chłodzący), matuje i wygładza skórę. Więcej napiszę Wam w odrębnej recenzji. Puder daje naprawdę bardzo dobry mat. Trzeba z nim uważać, bo zbyt duża ilość sprawi, że będziemy wyglądać jak duszki. Dobrze radzi sobie z moją tłustą strefą T, nawet jeśli nie użyję bazy.



Kolejne dwie nowości to rozświetlacz Lovely SILVER & GOLD Ombre highlighter i róż Wibo ECSTASY (nr 1), porównywany do sławnego różu Orgasm marki NARS. Ja znajduję w nim podobieństwo do innego różu marki Wibo. Zrobię o tym odrębny wpis. Róż jest bardzo ładny, w moim guście - różowy ze złotymi drobinkami, które ładnie odbijają światło i nie wygląda to tandetnie. Niestety nie jest on zbyt trwały. W połowie dnia prawie go nie widać. Trzeba jednak przyznać, że opakowanie się marce udało (choć zgapione). Z kolei wspomniany rozświetlacz ma tandetne i słabej jakości opakowanie. Rekompensuje nam to wnętrze, bo rozświetlacz jest OBŁĘDNY! Daje cudowną taflę, która na skórze utrzymuje się calutki dzień. Forma ombre sprawia, że rozświetlacz może być chłodniejszy lub cieplejszy, możemy go też mieszać. Bardzo spodobał mi się ten patent! 



Punktowo, na niedoskonałości używam słynnego kamuflażu w słoiczku marki Catrice. jest perfekcyjny! Taki kosmetyczny photoshop. ;) 

Co do brwi, to tutaj niezmiennie króluje wosk w kredce marki Bell (nr 2). Jeśli jeszcze jej nie znacie, koniecznie to nadróbcie. Kosztuje jedynie 10 zł, a to świetny produkt. Pełna recenzja jest tutaj. 

Na moich powiekach najczęściej gości odrobina kremowego cienia Revlon Colorstay nr 705. Nie mogłam się mu oprzeć w trakcie rossmanowych promocji. ;) Piękny, szampański kolor! Może posłużyć również jako baza pod cienie. Choć sam utrzymuje się też bardzo dobrze.



Nowy tusz L'Oreal Paradise Extatic okazał się wielkim rozczarowaniem. Podrażnia moje oczy - szczypią, swędzą i pieką. Poza tym tusz skleja rzęsy i osypuje się w ciągu dnia. Kompletna klapa.

Jesienią moje usta lubią być spierzchnięte i przesuszone, zupełnie jak zimą. W ich nawilżaniu pomagają mi dwa produkty. Pierwszy to softlips od Perfecty. Jest całkiem okej do używania w ciągu dnia, choć dość szybko znika z ust i często trzeba powtarzać tę czynność. Mimo to mam jakiś nieokreślony sentyment do tej pomadki. Może to to opakowanie?



Drugi produkt to Lip Elixir od Eveline. Cudowny, waniliowy olejek do ust. Nawilża naprawdę rewelacyjnie! Zabezpiecza usta przed wysuszeniem, długo się na nich utrzymuje i nie lepi/klei ust. Na pewno chętnie wypróbuję pozostałe wersje tego cuda. Wam także polecam. Nawet bez żadnej pomadki, nałożony solo, sprawia że usta wyglądają bardzo ładnie i makijaż nie jest taki "łysy".

Na koniec chcę Wam pokazać moje ulubione jesienne pomadki. Wszystko zachowane w zgaszonej różowej tonacji. Płynne matowe pomadki - Wibo i Sleek - są bardzo trwałe. Natomiast pozostałe - Bell i Mariza - dają taki komfortowy mat. Nie będą nam towarzyszyć przez cały dzień, ale są bardzo przyjemne. ;)





Znalazłyście tu coś dla siebie?


Pozdrawiam!

Letnia pielęgnacja cery - 3 ulubione kroki | krem peelingujący, woda winogronowa, maseczka nawilżająca Caudalie

Latem chętniej sięgam po kosmetyki nawilżające, kojące, delikatne. Rezygnuję z kwasów i bardziej treściwych formuł na rzecz tych lekkich, k...