Dermatologiczna emulsja oczyszczająca | Cera mieszana, tłusta, łojotokowa

Pamiętacie mojego bubla roku? Nieświadomie kupiłam go razem z dzisiejszym bohaterem recenzji. Całe szczęście, w tym przypadku nie jest aż tak źle. Do lektury zapraszam w szczególności posiadaczki cer problemowych.


Dermatologiczna emulsja oczyszczająca zawiera specjalnie opracowaną formułę TR-T 5,1mg/1g, składającą się z mocnych substancji aktywnych, które w sposób skoncentrowany działają bezpośrednio na zmiany trądzikowe. 

Wskazania do stosowania: skóra mieszana, tłusta, łojotokowa narażona na powstawanie zmian trądzikowych, zaskórniki, skóra błyszcząca, zablokowane i rozszerzone pory.


Odniosę się kolejno do obietnic producenta:

  • Preparat usuwa nadmiar sebum i zanieczyszczenia - to prawda. Oczyszcza skórę i to bardzo skutecznie. Nie wiem, czy nie zbyt skutecznie? Ponieważ odczuwam niekomfortowe, lekkie ściągnięcie skóry. Sądzę, że nie nada się do codziennego stosowania, może niepotrzebnie przesuszać skórę. Dlatego też osoby posiadające wrażliwą skórę, powinny ją sobie odpuścić. Z kolei, kiedy moja skóra mocno się przetłuszczała, takie oczyszczenie i zmatowienie było fajne (ale nie codziennie).
  • Skutecznie zmywa makijaż - nie wyobrażam sobie stosowania takiego preparatu do demakijażu.
  • Zmniejsza przetłuszczanie i błyszczenie skóry - tak, aczkolwiek przy codziennym/zbyt częstym używaniu może przesuszać. Z racji lekkiego ściągnięcia skóry odczuwałam natychmiastową potrzebę nawilżenia.
  • Redukuje trądzik - widać, że przesusza drobne niedoskonałości, ale nie zauważyłam żeby goiły się ładniej/szybciej.
  • Oczyszcza i odblokowuje pory - tak.
  • Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia skóry - nie. Emulsja nie należy do delikatnych.
  • Zapobiega powstawanie nowych zmian trądzikowych - stosując emulsję co 2-3 dni żadne większe zmiany trądzikowe się nie pojawiają. Jeśli zaś używałabym jej codziennie, skóra mogłaby się przesuszyć, co spowodowałoby nadmierną produkcję sebum, a w konsekwencji pojawianie się nowych niedoskonałości.
  • Nawilża skórę - nie, zdecydowanie nie.



Emulsja ma charakterystyczny dla serii Dr Medica zapach, ale całkiem ładny. Konsystencja jest w sam raz. Producent zaleca jej stosowanie zarówno rano, jak i wieczorem. Sądzę, że to zbyt często - szczególnie rano, opowiadam się za delikatną pielęgnacją o poranku (np. żel Vianek lub ziaja). Kosmetyk może sprawdzić się u cer tłustych, mieszanych, łojotokowych, ale (tak jak nadmieniłam wyżej) stosowany np. co drugi dzień i tylko wieczorem. Chyba, że naprawdę Wasza cera wymaga codziennego, porządnego wieczornego oczyszczenia skóry, 'zebrania sebum'. Ogólnie emulsję uważam za całkiem niezły kosmetyk. Pewnie trochę zajmie mi jego zużycie. Kolejnego opakowania już raczej nie kupię, bo moja skóra ma się coraz lepiej. 

+ skutecznie oczyszcza,
+ usuwa nadmiar sebum,
+ całkiem fajny zapach,
+ wygodne opakowanie,
+ odpowiednia konsystencja (pieni się),
+ nie pogorszył stanu skóry,
+ nie zapycha,

+/- redukcja trądziku,
+/- zapobieganie powstawaniu nowych zmian trądzikowych,

- może przesuszać skórę (sądzę, że delikatną także podrażnić),
- trochę ściąga skórę, co wymaga zaraz nawilżenia,
- nie nawilża,
- nie łagodzi podrażnień czy zaczerwienień skóry,
- nie do demakijażu (uważam to za błędne założenie producenta);


Nie jest to kosmetyk ani zły ani bardzo dobry. Skończę go i tyle. Ze względu na krem, który strasznie mnie skrzywdził, już nie sięgnę po nic z serii Dr Medica. Wybór, jak zwykle, należy wyłącznie do Was. Swoją drogą, jeśli ktoś jeszcze nie wie, producentem jest Bielenda.

Znacie kosmetyki Dr Medica? Jeśli tak, to jak się u Was sprawdzają?


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.
ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Hit! Maska głęboko oczyszczająca skórę twarzy

Dzisiaj wcisnę swoje pięć groszy na temat (już chyba kultowej) maski dziegciowej prosto z Federacji Rosyjskiej. Bania Agafii podbija kosmetyczki coraz większej liczby Polek. I ja jestem w tym gronie. Szukacie maski oczyszczającej? Koniecznie przeczytajcie recenzję. ;)


Maska dziegciowa głęboko oczyszcza skórę twarzy, otwiera pory i kontroluje pracę gruczołów łojowych. Składniki wchodzące w skład maski usuwają podrażnienia, przywracając skórze zdrowy i zadbany wygląd. 

  • Brzozowy dziegieć - jest naturalnym antyseptykiem, normalizuje wodno-tłuszczowy bilans skóry.
  • Organiczny ekstrakt szałwii i ałtajski miód - tonizują i podnoszą elastyczność skóry.
  • Sól rapa - otwiera pory i oczyszcza skórę.
Zawiera 100% naturalnych składników.


Sposób użycia: nanieś maskę na oczyszczoną skórę twarzy, omijając okolice oczu, po 10 min zmyj letnią wodą. Stosować 1-2 razy w tygodniu.


Maska ma gęstą, zbitą konsystencję (trochę jak pasta). Najlepiej nakłada się ją palcami. Nie należy przesadzać z ilością. Maska zastyga na beton (trzeba się trochę namachać przy zmywaniu). Wiem, wiem, nie powinno się do tego dopuszczać, tylko w trakcie spryskiwać np. wodą termalną czy hydrolatem. Ja jednak używam jej raz w tygodniu i potrzebuję, aby wyciągnęła ze skóry wszystko co złe. Taka forma mi odpowiada i nie szkodzi (póki co). Maska ma specyficzny, ziołowy (?) zapach, nie spodoba się każdemu. Najważniejsze, że świetnie działa - bardzo dobrze oczyszcza skórę, pory; nieco rozjaśnia skórę, ujednolica koloryt. skutecznie redukuje błyszczenie skóry. Zbyt częste stosowanie i pozwalanie na wysychanie może przesuszyć, a nawet podrażnić skórę. U mnie nic takiego się ie dzieje. Maseczka jest porządnie oczyszczająca, skórom wrażliwym, delikatnym bym jej nie polecała. 

Lubię po nią sięgać, kiedy czuję, że pod skórą już coś się dzieje, wyczuwam pod palcami podskórne gule/krostki. Maska 'wyciąga wszystko, co złe', nie pozwala na dalszy rozwój nieprzyjaciela. Wpływa na redukcję niedoskonałości.


+ skutecznie oczyszcza skórę i pory,
+ redukuje błyszczenie skóry,
+ wpływa na redukcję niedoskonałości,
+ ujednolica koloryt,
+ wydajna,
+ tania: 5-6zł / 100ml,
+ skóra jest gładka i elastyczna,
+ mnie nie podrażnia ani nie wysusza skóry (aczkolwiek bierzcie pod uwagę, że może),
+ całkiem wygodne opakowanie,

+/- zmywanie,
+/- wciąż dostępność stacjonarna,

Dobra jakość w niskiej cenie. Nic więcej nie mam do 'napisania'. ;)



ZAPRASZAM NA FB: KLIK.
ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Idealny żel do delikatnej, porannej pielęgnacji twarzy | VIANEK

Poranne oczyszczanie twarzy powinno być delikatne. Tak aby pozbyć się resztek kosmetyków, które nałożyłyśmy wieczorem, ale nie podrażnić skóry, na którą za chwilę będziemy aplikować 'poranną pielęgnację', a później prawdopodobnie makijaż. Dzisiaj opowiem Wam o odżywczym żelu myjącym, który może być świetnym wyborem w kategorii poranna pielęgnacja. Zapraszam ;)


Żel przeznaczony jest do codziennego mycia każdego rodzaju cery. Zawiera łagodne detergenty, skutecznie oczyszczające twarz z makijażu i zabrudzeń. Miód, bogaty w witaminy olej z pestek moreli i lecytyna sojowa gwarantują utrzymanie właściwego nawilżenia. Ekstrakt z miodunki to bogactwo składników odżywczych, dzięki czemu żel dodatkowo wzmacnia i chroni skórę przed podrażnieniami. 


Żel ma przyjemny, subtelny zapach. Jego konsystencja jest rzadka. Nie pieni się, raczej zamienia się w delikatną emulsję. Usuwa resztki kosmetyków z twarzy, oczyszcza skórę w bardzo delikatny sposób, nie pozostawiając uczucia ściągnięcia skóry. Wręcz przeciwnie - skóra staje się mięciutka, gładka, miła w dotyku, nawilżona, odświeżona. Używam go każdego poranka (1-2 pompki jednorazowo, w zależności od potrzeb), ale możecie go także stosować jako jeden z kroków przy demakijażu. Nakładanie choćby kremu na tak oczyszczoną twarz jest niezwykle przyjemne.


Żel polecam osobom z każdym typem skóry. Jego delikatność sprawia, że nie powinien wyrządzić Wam krzywdy. Warto się na niego skusić, jeśli wciąż poszukujecie czegoś delikatnego, co będziecie mogły wpleść w poranną pielęgnację czy demakijaż.

+ delikatny (delikatnie oczyszcza skórę),
+ przyjemny, subtelny zapach,
+ pozostawia skórę nawilżoną, odświeżoną, przyjemną w dotyku,
+ absolutnie nie podrażnia,
+ nie wysusza skóry,
+ nie zapycha,
+ jest wydajny,
+ poręczne opakowanie z pompką,

+/- 150 ml / ok. 17zł;


Znacie kosmetyki Vianek? Co możecie mi polecić?


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.
ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Mydło w płynie Organic Shop nie tylko do rąk | Obłędny zapach granatu!

Witaminowe mydło do rąk zostało stworzone na bazie wyciągu z granatu i organicznego oleju z paczuli. Producent zapewnia, że mydło doskonale oczyszcza, odżywia i nawilża skórę, odżywia ją witaminami, daje poczucie czystości, komfortu i miękkości rąk. Nie zawiera SLS, parabenów i silikonów. Zawiera składniki pochodzenia roślinnego.


Składniki aktywne:
  • Organiczny ekstrakt z granatu - odżywia i nawilża skórę, stymuluje syntezę kolagenu i elastyny w skórze, posiada właściwości odmładzające.
  • Olej z paczuli - przywraca skórze rąk elastyczność, tonizuje.


Mydło ma wdzięczną nazwę - Granatowa Bransoletka. O zapachu wspomniałam już na wstępie - piękny! Nie jest zbyt mocny ani duszący, utrzymuje się na skórze. Dużym plusem mydła jest jego opakowanie - aż 500 ml, a do tego pompka. Idealny kosmetyk do łazienki. Mydełko bardzo dobrze domywa skórę dłoni - oczyszcza, nawilża, nie wysusza. Poza tym świetnie sprawdza się jako żel pod prysznic! Nie wysusza ani nie podrażnia, co jest ważne dla posiadaczki skóry wrażliwej. Tworzy delikatną pianę. Nie potrzeba go wiele do umycia ciała czy samych dłoni; jest wydajne. Dzięki swojej delikatności nadaje się także do depilacji.

Krótko mówiąc, mydełko świetnie mi się sprawdza - nie tylko do mycia rąk. Wzbudza też ciekawość gości! ;)


+ pozostawia skórę gładką i nawilżoną,
+ nie wysusza, nie podrażnia,
+ 3w1 - mydło do rąk, żel pod prysznic, żel do depilacji ;),
+ bardzo wydajne,
+ wygodne opakowanie z pompką,
+ piękny zapach, który utrzymuje się na skórze,
+ tanie: 500ml / 9,80zł,

Minusów brak.


Witaminowe mydło dostępne jest w sklepie Liveno24. Znajdzie tam także inne wersje zapachowe. W tak niskiej cenie myślę, że warto się skusić. Do końca stycznia możecie skorzystać z 15% zniżki na zakupy. Kod: PUDELKO15. ;)




ZAPRASZAM NA FB: KLIK.
ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Olej z pestek winogron, olej avocado i maska algowa | Moje domowe SPA

Jakiś czas temu zainteresowałam się kosmetykami Nacomi. Głównie za sprawą krążących recenzji, ulubieńców, ale też fajnych składów tych produktów. Dzisiaj pokażę Wam dwa olejki oraz maskę algową, które najczęściej towarzyszą mi w domowym SPA. Zapraszam!!


Olej z pestek winogron posiada bardzo wysoki poziom nienasyconych kwasów tłuszczowych (powyżej 90%), jest źródłem witaminy E, która nazywana jest witaminą młodości. Zawiera też flawonoidy, witaminy A i B6, resweratrol, minerały i lecytynę. Olej ten jest lekki, nie działa komedogennie, więc z powodzeniem mogą go używać posiadaczki cer trądzikowych. Działa na skórę ściągająco i tonizująco. Jest również podstawowym składnikiem kosmetyków do cer wrażliwych, naczynkowych - przynosi ulgę, łagodzi, nawilża, zmniejsza pajączki. Poprawia wygląd włosów.

Polecany jest do skóry tłustej, mieszanej, a także suchej. Jest świetny przy problemach z trądzikiem, egzemą, łuszczycą, atopowym zapaleniem skóry. 

Olej z pestek winogron poprawia pracę gruczołów łojowych. Dwa-trzy razy w tygodniu wmasowuję niewielką ilość w skórę twarzy, ze szczególnym uwzględnieniem strefy T. Faktycznie daje uczucie ukojenia, nawilżenia i nie zapycha mojej mieszanej cery z trądzikiem. Jej stan się nie pogarsza. W czasie mojego SPA nakładam olej pod maskę algową. Efekty są cu-do-wne! (zaraz o nich napiszę)

Polecam nakładać go także pod oczy i wokół ust - daje ukojenie i nawilżenie cienkiej, zmęczonej, przesuszonej skórze pod oczami.



Profesjonalna maska algowa do twarzy przeznaczona jest wprawdzie do cery naczynkowej, ale na mojej mieszanej (często podrażnionej) świetnie się sprawdza. Jej zapach przypomina mi jakiś środek chemiczny do sprzątania i to jedyna wada. Maska ma za zadanie zmniejszać zaczerwienienia oraz rozjaśniać skórę twarzy. Tak też faktycznie jest. Mam jedno pęknięte naczynko koło nosa i ilekroć stosuję duet olej z pestek winogron + maska algowa, jest ono coraz mniej widoczne. Cała skóra jest nawilżona, niezwykle miękka, uspokojona, ukojona i rozjaśniona. 

Maskę mieszamy z wodą i nakładamy dosyć grubą warstwę na twarz, tak aby potem móc ją bez problemu zdjąć. Resztki ścieram tonikiem bądź olejkiem i nakładam ulubiony krem. Po takim SPA skóra jest miła w dotyku, nawilżona, elastyczna. Same plusy!


W składzie oleju z avocado znajdziemy: kwas oleinowy, kwas linolowy, kwas palmitynowy, kwas stearynowy, kwas linolenowy, lecytynę, sole mineralne, fitosterole, skwalen, witaminy A, B, D, E, H, K, PP. Olej avocado ma wiele zastosowań. Posiada właściwości silnie nawilżające. Ja jednak używam go wyłącznie do włosów - do olejowania. Wmasowuję olej na długości włosów, plotę warkocz i pozostawiam na kilka godzin lub na całą noc. Po umyciu, włosy są błyszczące, nawilżone, odżywione i lekkie. Olej z avocado oraz olej z wiesiołka to moi dwaj ulubieńcy w kategorii olejowanie. 

Uwielbiam moje małe, domowe SPA. Z tymi kosmetykami można się naprawdę odprężyć i poczuć wyjątkowo.

Jakie oleje lubicie? ;)

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Tonik różany "evree" czy woda różana "Bielenda"?

Dzisiaj przychodzę z małym kosmetycznym porównaniem. Dowiecie się, jaka jest moja opinia odnośnie toniku różanego "evree" i wody różanej "Bielenda". Który z nich okazał się lepszy? Zapraszam!


Różany tonik do twarzy 'evree' dedykowany jest skórze suchej i mieszanej. W jego składzie znajdziemy wodę różaną (tonizuje i przywraca naturalne pH, wycisza zaczerwienienia, poprawia kondycję skóry, wzmacnia naczynia krwionośne), kwas hialuronowy (wiąże wodę w naskórku zapewniając odpowiedni poziom nawilżenia i wygładzenie), d-panthenol (łagodzi, przynosi komfort, delikatnie napina skórę). Rezultat: głęboko nawilżona, wzmocniona, ujednolicona i widocznie odmłodzona cera. 


Był to mój pierwszy tonik z wodą różaną. Producent zaleca spryskanie twarzy, bez użycia płatków kosmetycznych, gdyż absorbują one substancje odżywcze potrzebne skórze. Już dawno opowiedziałam się za taką metodą 'aplikacji' wszelkich toników, ale dziś nie o tym. Moja skóra jest mieszana, z trądzikiem i bardzo polubiła się z opisywanym kosmetykiem. Tonik nie tylko przyjemnie odświeża, koi i łagodzi, a także pozostawia skórę nawilżoną, uspokojoną, bez zbędnego błyszczenia. Regularne stosowanie przyczyniło się do poprawy stanu mojej cery - zmatowiona, ale nawilżona, uspokojona, z mniejszą ilością niespodzianek.

+ koi, łagodzi, uspokaja cerę,
+ pozostawia skórę zmatowioną, ale odpowiednio nawilżoną,
+ zmniejsza zaczerwienienia,
+ odświeża,
+ łagodzi zaczerwienienia i podrażnienia,
+ nadaje makijażowi naturalne wykończenie,
+ przyjemna i wygodna aplikacja,
+ ładny zapach,
+ cena - 15zł/200ml,
+ dostępność,
+ wydajny;

Żadnych wad nie zauważyłam.


Kojąca woda różana 3w1 'Bielenda' dedykowana jest skórze wrażliwej. Jej zadania: łagodnie, ale skutecznie oczyszcza i odświeża skórę; usuwa makijaż, pozostałe zabrudzenia i nadmiar sebum; tonizuje, łagodzi, zapewnia skórze miękkość i uczucie komfortu. Oczyszczającym składnikiem wody są micele, które łączą się zarówno ze związkami tłuszczowymi, jak i wodą, dzięki czemu wychwytują wszelkie zanieczyszczenia z powierzchni skóry. Formuła została wzbogacona o wodę różaną, kwas hialuronowy i kompleks o działaniu anti-ox i anti-pollution, co podnosi jakość pielęgnacyjną produktu, dostarcza skórze ważnych i łatwo przyswajalnych składników mineralnych oraz poprawia kondycję skóry. Preparat przeznaczony jest do codziennego oczyszczania i pielęgnacji skóry wrażliwej. Pozwala uniknąć przesuszenia skóry już w fazie demakijażu. Jest delikatny i łagodny nawet dla wrażliwych oczu.


W tym przypadku mamy już klasyczne dla toników opakowanie i aplikację przy pomocy wacika (wg zaleceń producenta). Na wstępie - wody nie używałam do demakijażu. Co do działania, to moim zdaniem jest gorsze od toniku evree. Woda faktycznie jest delikatna, tonizuje i odświeża. Poza tym nie zauważyłam żadnego zbawiennego wpływu na moją cerę. Ot, taki zwykły tonik. 

+ delikatna,
+ tonizuje, odświeża,
+ ładny zapach,
+ dostępność,
+ cena: 13zł/200ml,

Jest mniej wydajna od toniku 'evree'. Nie zachwyciła mnie.

Blogowe starcie zdecydowanie wygrywa tonik różany 'evree' (pomimo mojej sympatii do marki Bielenda). Jeśli macie cerę normalną, suchą, mieszaną, wrażliwą, a nawet tłustą - polecam! Tonik spełnia moje wszelkie oczekiwania. Nie tylko odświeża i tonizuje, ale pomaga też przy podrażnieniach, niedoskonałościach, zaczerwienieniach. Uspokaja cerę, wycisza ją, matowi. Cud, miód i orzeszki! ;)



ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Skuteczny i delikatny szampon za 10 zł | Szampon dziegciowy Apteczka Agafii


Dziś będzie coś dla włosów, więc zapraszam wszystkie 'włosomaniaczki' i nie tylko. Specjalny dermatologiczny szampon dziegciowy jest pomocny w walce z objawami łuszczycy, oczyszcza skórę, normalizuje jej funkcjonowanie, poprawia wygląd włosów oraz skutecznie likwiduje łupież oraz łojotok wszelkiego pochodzenia. Roślinne środki pieniące nadają mu delikatności.

Składniki:

  • Dziegieć brzozowy - to tradycyjny środek przeciwgrzybiczny, antyseptyczny, poprawiający ukrwienie skóry. Znakomity w profilaktyce przeciwłojotokowej, normalizujący funkcjonowanie gruczołów łojowych, sprzyjający regeneracji skóry głowy i włosów.
  • Klimbazol - hamuje rozwój grzybków powodujących wykształcenie łupieżu, zapobiega ich powstawaniu.
  • Mydlnica lekarska - naturalny środek pieniący posiadający zdolność do formowania piany podobnej do mydła. Stosowana zewnętrznie jest wskazana w przypadku wyprysków skórnych takich jak łuszczyca, egzema, trądzik czy czyraki. 
  • Witamina PP (zwana też witaminą B3 i niacyną) - doskonale zapobiega nadmiernej szorstkości i zaczerwienieniom skóry. Używana jest w kosmetyce jako substancja zmniejszająca przebarwienia, ściągająca rozszerzone naczynka kwionośne. Świetnie poprawia ukrwienie skóry oraz stan suchych, zniszczonych włosów.
Działanie: przeciwgrzybiczne, przeciwłojotokowe, przeciwłupieżowe, regenerujące. Normalizuje funkcje skóry głowy.



Szampon ma delikatny, przyjemny zapach. Jest dosyć rzadki, dobrze się pieni, dzięki czemu wystarczy niewielka ilość, aby umyć włosy. Piana, która się wytwarza jest delikatna i przyjemna. Szampon świetnie oczyszcza skórę głowy. Po kilku myciach pozbyłam się łupieżu, który w drobnych ilościach zaczął się ostatnio często pojawiać. Moje włosy należą do tych szybko przetłuszczających się, dlatego pokładałam w tym szamponie spore nadzieje. Nie zawiodłam się. Włosy są świeże zdecydowanie dłużej, mniej się przetłuszczają. 

Po umyciu włosy są lekkie, świeże, błyszczące, odbite u nasady. Bardzo podoba mi się ten efekt!


+ przyjemny zapach,
+ dobrze się pieni,
+ delikatny (w trakcie używania skóra głowy nie swędzi, nie jest podrażniona),
+ wydajny,
+ skutecznie oczyszcza skórę głowy - likwiduje łupież, swędzenie skóry głowy,
+ włosy mniej się przetłuszczają, są świeże, błyszczące, odbite od nasady,
+ niska cena,

- opakowanie (preferuję otwarcie na 'klik', jest wygodniejsze w użyciu);

Szampon kupicie w sklepie Liveno24 w cenie promocyjnej 10,25 zł. Aktualnie kupując 2 sztuki - trzeci otrzymacie gratis! 

Do 31 stycznia możecie skorzystać z 15% zniżki na zakupy. Kod: PUDELKO15. 



ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Sposób na zdrowsze włosy, skórę i paznokcie | Skrzypolen z kwasem hialuronowym

Hej! Dziś odpoczniemy od kosmetyków i opowiem Wam o suplemencie diety, który może przyczynić się do polepszenia kondycji Waszych włosów, skóry, a także paznokci. Chyba każda kobieta, co jakiś czas, miewa problemy a to z wypadaniem włosów, a to z łamiącymi się i rozdwajającymi paznokciami. Nie wspominając już o problemach skórnych - trądzik, sucha skóra? Brzmi znajomo? Dla mnie tak. Dlatego oprócz kosmetyków (czyli z zewnątrz) staram się dbać o siebie od wewnątrz. Bez dwóch zdań - zrównoważona dieta i ruch stanowią podstawę do tego aby czuć się i wyglądać dobrze. Jednak lubię się też dodatkowo wspomóc suplementami, kiedy mój organizm nie działa tak, jak należy. Jednym z nich jest Skrzypolen z kwasem hialuronowym od OLEOFARM.




Skrzypolen z kwasem hialuronowym to połączenie 8 aktywnych składników: ekstrakt ze skrzypu polnego, mielone nasiona lnu, biotyna, cynk oraz aminokwasy siarkowe (L-cysteina, L-metionina, tauryna) zostały wzbogacone o kwas hialuronowy.

  • Skrzyp polny sprzyja utrzymaniu włosów, skóry i paznokci w dobrej kondycji.
  • Biotyna pomaga zachować zdrowe włosy i skórę. Przyczynia się do utrzymania prawidłowego metabolizmu makroskładników odżywczych oraz metabolizmu energetycznego. 
  • Cynk pomaga zachować zdrowe włosy, skórę i paznokcie oraz pomaga w prawidłowej syntezie DNA i białka. Przyczynia się do utrzymania prawidłowego metabolizmu witaminy A, kwasów tłuszczowych, węglowodanów i makroskładników odżywczych. Pomaga w ochronie komórek przed stresem oksydacyjnym.
  • Aminokwasy siarkowe stanowią podstawowy składnik keratyny, która jest naturalnym białkiem występującym w skórze, włosach i paznokciach.
  • Kwas hialuronowy to polisacharyd, którego około połowa puli zdeponowana jest w skórze, gdzie łączy on włókna kolagenowe i elastynowe skóry właściwej. Dzięki swojej budowie posiada właściwości wiązania dużych ilości wody. Wraz z wiekiem poziom kwasu hialuronowego zmniejsza się, a jego struktura ulega zmianie. 
Zalecane spożycie: dorośli 2 kapsułki dziennie.



Kapsułki są w miarę śliskie więc połknięcie nie stanowi problemu. W opakowaniu mamy ich 48, co rozkłada się na 24 dni suplementacji (wg zaleceń producenta). Przejdźmy do efektów, bo to one są najważniejsze. Moje włosy rosną jak szalone! Ostatnio aż trudno mi się uczesać, ułożyć grzywkę, bo wszędzie odstają tzw. 'baby hair'. Włosy rosną szybko, jest ich zdecydowanie więcej i mniej wypadają, dużo mniej. Co do paznokci - łamią się mniej, ale wciąż mam z nimi problemy. Na pewno są troszkę twardsze, ale stosowałam też serum i starałam się ich nie malować. Co ze skórą? Wprawdzie ostatnimi czasy pojawia się na niej mniej niedoskonałości, ale mogły się do tego przyczynić także kosmetyki. Poza tym czuję, że skóra jest nawilżona. Nie mam problemów z suchymi skórkami. 


Najbardziej zależało mi na wzroście i wzmocnieniu włosów - tak też się stało. Dlatego chętnie będę kontynuować kurację. Mój organizm jest bardzo podatny na tego typu suplementy. Zwykle bardzo szybko zauważam pierwsze efekty, ale pamiętajcie, że najważniejsza jest systematyczność. 

Cena: 28,50 zł / TUTAJ. 

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Faworyci 2016 roku - PIELĘGNACJA!

Hej! Dzisiaj przychodzę do Was z drugą częścią moich zeszłorocznych faworytów. Dzisiaj skupię się na tym, co jest mi bliższe - na pielęgnacji. Ulubieńców w kategorii 'makijaż' możecie zobaczyć tutaj. Jeśli jesteście ciekawi, co w minionym roku sprawdziło mi się najlepiej - zapraszam!



Hydrolat oczarowy (Laboratorium Cosmeceuticum) jest odpowiedni do pielęgnacji skóry trądzikowej, tłustej, mieszanej, z rozszerzonymi porami, ze skłonnością do nadmiernego wydzielania sebum, a także do cery zaczerwienionej i dojrzałej. Wykazuje działanie przeciwzapalne i antybakteryjne. Działa ściągająco, reguluje wydzielanie sebum. Uszczelnia i wzmacnia ściany naczyń krwionośnych, zmniejszając ich kruchość. Hydrolat świetnie spisał się w pielęgnacji mojej mieszanej/tłustej skóry z tendencją do trądziku i z rozszerzonymi porami. Płyn jest bardzo mocno skoncentrowany, dlatego można go rozcieńczyć wodą demineralizowaną. Ma mocny, drażniący zapach, który czasem potrafił doprowadzić mnie do kaszlu. Nie przecieram nim całej twarzy, ponieważ moja skóra na policzkach reaguje na niego pieczeniem i zaczerwienieniem. Przecieram nim więc jedynie strefę T. Co dobrego uczynił? Przede wszystkim zmniejsza ilość wydzielanego sebum, skutecznie matuje skórę, ale jej nie przesusza. Działa kojąco na wypryski, sprawia że szybciej się goją. Odkąd go używam, mam zdecydowanie mniejszy problem z błyszczeniem skóry, co przekłada się np. na lepszą trwałość makijażu. Serdecznie polecam go wypróbować!

Krem z wysokim filtrem SPF 30 OLIVALOE (elia.pl) jest skomponowany na bazie naturalnych składników, takich jak organiczna oliwa z oliwek, organiczny aloes, witamina E oraz ekstrakt z zielonej herbaty. Krem skutecznie chroni naszą skórę przed słońcem, a jednocześnie nawilża ją, ujędrnia i zwalcza wolne rodniki, które są odpowiedzialne za starzenie się skóry. Krem nie pozostawia uczucia tłustości i jest bezpieczny dla każdego rodzaju skóry. Jest fenomenalny! Lepszy od filtra La Roche-Posay, który uwielbiałam. Nie wysusza skóry, także jej nie zapycha. Makijaż dobrze się na nim trzyma, skóra nie błyszczy się nadmiernie. Krótko mówiąc - ideał! Wydajny ideał!

Iwostin Purritin to linia, która towarzyszy mojej problemowej skórze od gimnazjum (a mam już 24 l.). Jeśli posiadacie cerę tłustą, mieszaną (a przy tym wrażliwą), z niedoskonałościami - warto zwrócić uwagę na tę markę. Wracam do tych kosmetyków regularnie, szczególnie do produktów myjących. Żel jest delikatny dla skóry, jednocześnie dokładnie ją oczyszcza. Nie wysusza, nie powoduje nadmiernej produkcji sebum. Stopniowo przyczynia się do polepszenia stanu skóry. Jest po prostu delikatny, podobnie jak reszta kosmetyków tej serii. Markę Iwostin darzę zaufaniem i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Według mnie są to świetne, delikatne kosmetyki, którym należy dać czas, aby zobaczyć konkretne efekty. Ta cierpliwość procentuje. Faworyt od lat! Czy nadużyłam słowa 'delikatny'?




Naturalne 100% mydło czarne (Nacomi) używam jako peelingu enzymatycznego. Mydło rozprowadzam na zwilżonej skórze i pozostawiam na 10-15 min. Po tym czasie zmywam letnią wodą. Stosuję dwa razy w tygodniu. Mydło w opakowaniu ma zbitą formułę. Możecie je też podgrzać, aby się rozpuściło i wtedy nałożyć pędzelkiem na twarz. Efekty są rewelacyjne - gładka, oczyszczona skóra, bez żadnych suchych skórek, zbędnego martwego naskórka. Kilka razy używałam go na ciało i też zdało egzamin. Po zmyciu, skóra aż 'skrzeczy', jest 'tępa' w dotyku. Uważajcie tylko na oczy - bardzo szczypie!

Aktywne serum korygujące (Bielenda) było moim ulubieńcem także w zeszłym roku. Nic się nie zmieniło - wciąż działa na moją skórę zbawiennie. Nie używam go non stop. Robię przerwy, aby skóra zbytnio się nie przyzwyczaiła. Wtedy mógłby przestać tak cudownie na nią działać. Prawda jest taka, że serum uratowało moją twarz. Był moment, że nic nie pomagało - maści, antybiotyki, zioła, kosmetyki drogeryjne; nic. Wtedy skusiłam się na to cudeńko i jak widać, słusznie. Serum likwiduje wszelkie wykwity, podskórne grudki, zwęża pory, niweluje przebarwienia. Prędko z niego nie zrezygnuję.


Progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym (Dermiss od Farmony) to zeszłoroczna nowość marki. Czułam, że się u mnie sprawdzi! Nigdy wcześniej nie słyszałam o kwasie szikimowym, ale obecność kwasu migdałowego w składzie skusiła mnie do jego zakupu. Jak się okazało, bardzo trafnego zakupu. Na początek wspomnę o jego dwóch wadach - zapach, dla mnie octowy; po drugie - potrzeba cierpliwości, aby go dokładnie zmyć. Żelowa formuła sprawia, że trochę ślizga się po skórze, przez co długo się go usuwa. Teraz pora na zachwyty. Według zaleceń producenta żel nakładamy na 5 min. po czym zmywamy. Ja, jak to ja, zwykle trzymałam go troszkę dłużej na twarzy. Żadnych negatywnych tego skutków nie było. Efekty mogłam zauważyć już po pierwszym użyciu - gładsza i rozjaśniona skóra, zawężone pory, niedoskonałości jakby uspokojone, mniej widoczne. Wszystko na plus. Stosowanie dwa razy w tygodniu opłaciło się. Skóra wygląda dużo lepiej. Moim zdaniem, warto po niego sięgnąć, kiedy przykładowo wracacie do domu po całym dniu w makijażu i czujecie, że pod skórą coś siedzi, coś się szykuje 'do ataku'. Żel w delikatny sposób oczyszcza skórę, likwiduje to, co pod nią czyha. Ma podobne działanie, jak serum Bielendy. Chociaż po serum czuję dodatkowo, że skóra jest bardziej napięta w ten dobry sposób. Jeśli Wasza skóra lubi się z kwasem migdałowym i ciekawi Was kwas szikimowy - wypróbujcie. 



Duet z Uzdrowiska Rabka to hit! Nigdy wcześniej nie miałam tak cudownych kosmetyków do ciała. Wiecie, że używanie wszelkich balsamów szło mi bardzo opornie. Masło do ciała z serii trawy cytrynowej to zmieniło. Niesamowicie bogata konsystencja, która szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej, czy lepkiej warstwy na skórze, skradła moje serce. A raczej ciało! Gładka, jędrna, nawilżona skóra - tak mogłabym zareklamować ten kosmetyk. Używam codziennie - rano i wieczorem - co jest do mnie niepodobne! Nie inne odczucia mam w stosunku do peelingu cukrowo-solnego. Skutecznie usuwa martwy naskórek, wygładza skórę, napina, nawilża. Nie pozostawia sztucznej, parafinowej warstewki na skórze. Szczerze mówiąc, nie miałam wcześniej lepszego peelingu. Duet z dodatkiem rabczańskiej solanki zachwycił mnie pod każdym względem. Jeśli zaciekawiłam Was tymi kosmetykami, zerknijcie na pełną recenzję - klik.

Ostatnim faworytem jest szampon do włosów, który kupuję najczęściej. Zwykle po nieudanych odkryciach, wracam do niego z podkulonym ogonem. Jest to szampon intensywnie odbudowujący z olejem z awokado (Timotei). Uwielbiam go za to, co robi z moimi włosami - wyglądają zdrowo, są nawilżone i dociążone, ładnie połyskują, a fale i loki są pięknie podkreślone. Nie powoduje łupieżu ani swędzenia skóry głowy. Dodatkowo ma przyjemny zapach i jest niedrogi. Najczęściej kupuję go w Kauflandzie za 5-6 zł.

To już wszyscy ubiegłoroczni faworyci w kategorii 'pielęgnacja'. Planuję jeszcze post z odkryciami 2016 r. Będzie o tym, co miałam okazję używać pierwszy raz i co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło. 

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Faworyci 2016 roku - MAKIJAŻ!

Hej! Dzisiaj przychodzę z makijażowym podsumowaniem minionego roku. Pokażę Wam tylko te kosmetyki, których używam od dawna bądź odkryłam w 2016 r. Będą to prawdziwi ulubieńcy. Zapraszam 😊





Podkład L'Oreal true match w kolorze 1.N IVORY. Zdaje się, że to już moja czwarta buteleczka. Wiem, że ma on sporo przeciwniczek. Mnie jednak sprawdza się bardzo dobrze - wygląda naturalnie, dobrze kryje, a przede wszystkim ma ładny, jasny odcień, który nie ciemnieje. Daje dosyć pudrowe wykończenie, co nie każdemu się spodoba. 

Puder Catrice Prime and Fine to odkrycie minionego roku. Niepotrzebnie tak długo zwlekałam z jego zakupem. Świetnie matuje, przy czym daje naturalny efekt. Nie zapycha, nie bieli, nie 'ciastkuje się' na twarzy, nie podkreśla porów. Krótko mówiąc - jest dla mnie idealny. 

3 Steps to Perfect Face to wspaniale trio od Wibo. Po zużyciu widać, że rozświetlacz i róż przypadły mi do gustu. Rozświetlacz jest chłodny, nie ma w sobie drobinek brokatu. Róż pięknie opalizuje na złoto, używałam go niemal przez całe lato. Końcem roku przekonałam się również do bronzera. Wcześniej nie uważałam, że jest zły. Po prostu sama rzadko po nie sięgam. Jego kolor nie jest zbyt pomarańczowy, za to jest w miarę jasny (chociaż ciemniejszy od Sahara Sand z KOBO) i dobrze się blenduje. Tak więc korzystam już z całej trójeczki i jestem bardzo zadowolona!

Róż od Catrice DEFINING BLUSH w kolorze 080 Sunrose Avenue. Ubolewam, że zostały wycofane. Posiadam dwa odcienie i oba lubię. Sunrose Avenue jest subtelny, stonowany, dobrze napigmentowany. W opakowaniu widać, że róż delikatnie się mieni, ale na skórze nie pozostawia żadnych drobinek brokatu. Nie daje też efektu czystego matu. Na twarzy wygląda zwyczajnie naturalnie, zdrowo.



Płynnego kamuflażu od Catrice chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Widziałam, że u wielu z Was pojawił się w ulubieńcach. Jak widać, u mnie także. Korektor ma bardzo dobre krycie i jest trwały. Nie wygląda jak maska - ani pod oczami ani na niedoskonałościach (chociaż tam stosuję go rzadziej). W każdym razie świetnie zakrywa cienie pod oczami. U mnie nie ciemnieje ani nie wysusza skóry. Hit!

Odkryciem listopada jest wosk do brwi w kredce od Bell (kolor nr 2). Kredka daje bardzo naturalny efekt. Właśnie za to ją pokochałam. Początkowo trzeba się trochę namachać, aby zobaczyć kolor i konkretny efekt. Z każdym użyciem jest prościej, ponieważ znamy już jej konsystencję. Jest miękka, ale nie za miękka. Prócz koloru, wosk łanie układa, ujarzmia brwi. Nie wiem, czy wystarczająco, bo i tak używam jeszcze żelu do brwi - tak dla pewności. Siła tej kredki tkwi w naturalnym efekcie, jaki daje. Jeśli nie lubicie mocno wyrysowanych brwi, a jedynie chcecie podkreślić ich kształt czy też wypełnić luki - to produkt dla Was.

Ulubiony tusz do rzęs? To zdecydowanie L'Oreal Volume Million Lashes So Couture. Uwielbiam go pod każdym względem (prócz opakowania!). Pięknie wydłuża i rozdziela moje rzęsy, nie osypuje się, nie rozmazuje, jest bardzo trwały. Aleee.... czy z Waszej nakrętki też schodzi złotko i czernieje? To mój drugi tusz i drugi raz dzieje się to samo. Przechowuję go tak samo, jak inne kosmetyki, a tylko z nim dzieje się coś takiego. Jak na tusz za 60 zł w cenie regularnej (np. Rossmann) to raczej słabooo...


Jeśli chodzi o ulubione pomadki to upodobałam sobie dwie - obie o matowym wykończeniu. Sławna Matte Me od sleek w kolorze Birthday Suit to mój prezent urodzinowy od siebie dla siebie. 😊 Daje efekt pełnego matu i jest bardzo trwała, trudno ją zmyć. Kolor to taki delikatnie przygaszony róż, podobnie jak drugi ulubieniec. Mowa o Matte LIPSTICK IDALIQ od Marizy, nr 1552. Pomadka ma przepiękny zapach. Efekt matu jest bardzo ładny. Ta pomadka zdecydowanie nie wysusza ust, przy sleek jest to bardziej prawdopodobne.


Znacie moich faworytów? Mogłabym tu jeszcze dorzucić krem BB od Skin 79 (różowy), którego używałam głównie latem i już się skończył. To właśnie on i wspomniany podkład L'Oreal towarzyszyli mi w 2016 r.

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Letnia pielęgnacja cery - 3 ulubione kroki | krem peelingujący, woda winogronowa, maseczka nawilżająca Caudalie

Latem chętniej sięgam po kosmetyki nawilżające, kojące, delikatne. Rezygnuję z kwasów i bardziej treściwych formuł na rzecz tych lekkich, k...