Faworyci 2016 roku - PIELĘGNACJA!

Hej! Dzisiaj przychodzę do Was z drugą częścią moich zeszłorocznych faworytów. Dzisiaj skupię się na tym, co jest mi bliższe - na pielęgnacji. Ulubieńców w kategorii 'makijaż' możecie zobaczyć tutaj. Jeśli jesteście ciekawi, co w minionym roku sprawdziło mi się najlepiej - zapraszam!



Hydrolat oczarowy (Laboratorium Cosmeceuticum) jest odpowiedni do pielęgnacji skóry trądzikowej, tłustej, mieszanej, z rozszerzonymi porami, ze skłonnością do nadmiernego wydzielania sebum, a także do cery zaczerwienionej i dojrzałej. Wykazuje działanie przeciwzapalne i antybakteryjne. Działa ściągająco, reguluje wydzielanie sebum. Uszczelnia i wzmacnia ściany naczyń krwionośnych, zmniejszając ich kruchość. Hydrolat świetnie spisał się w pielęgnacji mojej mieszanej/tłustej skóry z tendencją do trądziku i z rozszerzonymi porami. Płyn jest bardzo mocno skoncentrowany, dlatego można go rozcieńczyć wodą demineralizowaną. Ma mocny, drażniący zapach, który czasem potrafił doprowadzić mnie do kaszlu. Nie przecieram nim całej twarzy, ponieważ moja skóra na policzkach reaguje na niego pieczeniem i zaczerwienieniem. Przecieram nim więc jedynie strefę T. Co dobrego uczynił? Przede wszystkim zmniejsza ilość wydzielanego sebum, skutecznie matuje skórę, ale jej nie przesusza. Działa kojąco na wypryski, sprawia że szybciej się goją. Odkąd go używam, mam zdecydowanie mniejszy problem z błyszczeniem skóry, co przekłada się np. na lepszą trwałość makijażu. Serdecznie polecam go wypróbować!

Krem z wysokim filtrem SPF 30 OLIVALOE (elia.pl) jest skomponowany na bazie naturalnych składników, takich jak organiczna oliwa z oliwek, organiczny aloes, witamina E oraz ekstrakt z zielonej herbaty. Krem skutecznie chroni naszą skórę przed słońcem, a jednocześnie nawilża ją, ujędrnia i zwalcza wolne rodniki, które są odpowiedzialne za starzenie się skóry. Krem nie pozostawia uczucia tłustości i jest bezpieczny dla każdego rodzaju skóry. Jest fenomenalny! Lepszy od filtra La Roche-Posay, który uwielbiałam. Nie wysusza skóry, także jej nie zapycha. Makijaż dobrze się na nim trzyma, skóra nie błyszczy się nadmiernie. Krótko mówiąc - ideał! Wydajny ideał!

Iwostin Purritin to linia, która towarzyszy mojej problemowej skórze od gimnazjum (a mam już 24 l.). Jeśli posiadacie cerę tłustą, mieszaną (a przy tym wrażliwą), z niedoskonałościami - warto zwrócić uwagę na tę markę. Wracam do tych kosmetyków regularnie, szczególnie do produktów myjących. Żel jest delikatny dla skóry, jednocześnie dokładnie ją oczyszcza. Nie wysusza, nie powoduje nadmiernej produkcji sebum. Stopniowo przyczynia się do polepszenia stanu skóry. Jest po prostu delikatny, podobnie jak reszta kosmetyków tej serii. Markę Iwostin darzę zaufaniem i mam nadzieję, że to się nie zmieni. Według mnie są to świetne, delikatne kosmetyki, którym należy dać czas, aby zobaczyć konkretne efekty. Ta cierpliwość procentuje. Faworyt od lat! Czy nadużyłam słowa 'delikatny'?




Naturalne 100% mydło czarne (Nacomi) używam jako peelingu enzymatycznego. Mydło rozprowadzam na zwilżonej skórze i pozostawiam na 10-15 min. Po tym czasie zmywam letnią wodą. Stosuję dwa razy w tygodniu. Mydło w opakowaniu ma zbitą formułę. Możecie je też podgrzać, aby się rozpuściło i wtedy nałożyć pędzelkiem na twarz. Efekty są rewelacyjne - gładka, oczyszczona skóra, bez żadnych suchych skórek, zbędnego martwego naskórka. Kilka razy używałam go na ciało i też zdało egzamin. Po zmyciu, skóra aż 'skrzeczy', jest 'tępa' w dotyku. Uważajcie tylko na oczy - bardzo szczypie!

Aktywne serum korygujące (Bielenda) było moim ulubieńcem także w zeszłym roku. Nic się nie zmieniło - wciąż działa na moją skórę zbawiennie. Nie używam go non stop. Robię przerwy, aby skóra zbytnio się nie przyzwyczaiła. Wtedy mógłby przestać tak cudownie na nią działać. Prawda jest taka, że serum uratowało moją twarz. Był moment, że nic nie pomagało - maści, antybiotyki, zioła, kosmetyki drogeryjne; nic. Wtedy skusiłam się na to cudeńko i jak widać, słusznie. Serum likwiduje wszelkie wykwity, podskórne grudki, zwęża pory, niweluje przebarwienia. Prędko z niego nie zrezygnuję.


Progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym (Dermiss od Farmony) to zeszłoroczna nowość marki. Czułam, że się u mnie sprawdzi! Nigdy wcześniej nie słyszałam o kwasie szikimowym, ale obecność kwasu migdałowego w składzie skusiła mnie do jego zakupu. Jak się okazało, bardzo trafnego zakupu. Na początek wspomnę o jego dwóch wadach - zapach, dla mnie octowy; po drugie - potrzeba cierpliwości, aby go dokładnie zmyć. Żelowa formuła sprawia, że trochę ślizga się po skórze, przez co długo się go usuwa. Teraz pora na zachwyty. Według zaleceń producenta żel nakładamy na 5 min. po czym zmywamy. Ja, jak to ja, zwykle trzymałam go troszkę dłużej na twarzy. Żadnych negatywnych tego skutków nie było. Efekty mogłam zauważyć już po pierwszym użyciu - gładsza i rozjaśniona skóra, zawężone pory, niedoskonałości jakby uspokojone, mniej widoczne. Wszystko na plus. Stosowanie dwa razy w tygodniu opłaciło się. Skóra wygląda dużo lepiej. Moim zdaniem, warto po niego sięgnąć, kiedy przykładowo wracacie do domu po całym dniu w makijażu i czujecie, że pod skórą coś siedzi, coś się szykuje 'do ataku'. Żel w delikatny sposób oczyszcza skórę, likwiduje to, co pod nią czyha. Ma podobne działanie, jak serum Bielendy. Chociaż po serum czuję dodatkowo, że skóra jest bardziej napięta w ten dobry sposób. Jeśli Wasza skóra lubi się z kwasem migdałowym i ciekawi Was kwas szikimowy - wypróbujcie. 



Duet z Uzdrowiska Rabka to hit! Nigdy wcześniej nie miałam tak cudownych kosmetyków do ciała. Wiecie, że używanie wszelkich balsamów szło mi bardzo opornie. Masło do ciała z serii trawy cytrynowej to zmieniło. Niesamowicie bogata konsystencja, która szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej, czy lepkiej warstwy na skórze, skradła moje serce. A raczej ciało! Gładka, jędrna, nawilżona skóra - tak mogłabym zareklamować ten kosmetyk. Używam codziennie - rano i wieczorem - co jest do mnie niepodobne! Nie inne odczucia mam w stosunku do peelingu cukrowo-solnego. Skutecznie usuwa martwy naskórek, wygładza skórę, napina, nawilża. Nie pozostawia sztucznej, parafinowej warstewki na skórze. Szczerze mówiąc, nie miałam wcześniej lepszego peelingu. Duet z dodatkiem rabczańskiej solanki zachwycił mnie pod każdym względem. Jeśli zaciekawiłam Was tymi kosmetykami, zerknijcie na pełną recenzję - klik.

Ostatnim faworytem jest szampon do włosów, który kupuję najczęściej. Zwykle po nieudanych odkryciach, wracam do niego z podkulonym ogonem. Jest to szampon intensywnie odbudowujący z olejem z awokado (Timotei). Uwielbiam go za to, co robi z moimi włosami - wyglądają zdrowo, są nawilżone i dociążone, ładnie połyskują, a fale i loki są pięknie podkreślone. Nie powoduje łupieżu ani swędzenia skóry głowy. Dodatkowo ma przyjemny zapach i jest niedrogi. Najczęściej kupuję go w Kauflandzie za 5-6 zł.

To już wszyscy ubiegłoroczni faworyci w kategorii 'pielęgnacja'. Planuję jeszcze post z odkryciami 2016 r. Będzie o tym, co miałam okazję używać pierwszy raz i co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło. 

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Komentarze

  1. Aż wstyd się przyznać ale nie znam ani jednego produktu:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Serum z Bielendy - najlepsze na świecie! :D Mnie też ratuje z każdego pryszcza. :D
    A mydło Nacomi stosuje moja kuzynka i ma po nim przepiękną skórę, jakiej nigdy jeszcze nie miała. :) U mnie do tej pory czarne mydła się nie sprawdzały, ale może się w końcu zdecyduję. :)
    Zainteresował mnie ten żel złuszczający z Farmony, gdzie można go kupić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żel kupiłam w drogerii Jasmin, ale widziałam też w Naturze i hebe. Czarne mydło szczerze polecam :)

      Usuń
  3. Serum Bielendy uratowała też moją twarz, cudne jest! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo lubię czarne mydło w pielęgnacji ale nie pomyślałam żeby je pozostawić dłużej na skórze, dzięki za radę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Serum Bielendy oraz hydrolat oczarowy (tej firmy) znam doskonale i także bardzo lubię ;-) a po czarne mydło sięgałam kiedyś namiętnie, a teraz zrobiłam sobie przerwę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja uwielbiałam kiedyś z tej serii Timotei awokado odzywkę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też ją lubię, ale jednak szampon wygrywa :)

      Usuń
  7. Muszę ponownie zakupić to zielone serum z Bielendy, bo mi się przeterminowało w łazience :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Hydrolat oczarowy i to serum z Bielendy są genialne ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam czarne mydło. Chętnie zapoznałabym się również z hydrolatem oczarowym :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja muszę przejść się do sklepu i zobaczyć, co ciekawego ma do zaoferowania marka Bielenda :-) Dostałam coś na święta i super mi się sprawdza. Tym serum też mnie zaciekawiłaś :-) Reszty niestety nie znam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym to coś co planuję kupić w tym roku, bo gdzie o nim nie czytam to same pozytywy lecą :) Coś musi w tym być :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Nigdzie nie mogę stacjonarnie dostać tego serum z Bielendy? Gdzie je kupujesz? Bo jestem niego tak bardzo ciekawa :) Reszty produktów nie znam :)
    Zostaję na dłużej
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Rossmannie, hebe, Naturze albo Super-Pharm. Nawet w Carrefour widziałam :)

      Usuń
  13. Ciekawi mnie ten krem z filtrem, choć ja filtruję się konkretnie - faktorem 50 :) Może jednak 30 też by mi wystarczyła a do tego lepszy skład...Poczytam na jego temat :)
    Serum migdałowe też uwielbiam, choć zrobiłam sobie od niego przerwę - cera się przyzwyczaiła :) Kusi mnie natomiast to szikimowe cudo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też używałam 50, zmieniłam przy tym kremie i w sumie nie żałuję bo jego formuła bardzo mi odpowiada :)

      Usuń
  14. Nie miałam okazji używać tych kosmetyków. Markę iwostin znam, stosowałam kiedyś krem do cery naczynkowej. Ja ostatnio bardzo polubiłam serum firmy Liqpharm :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kilka dni temu właśnie zakupiłam czarne mydło Nacomi bo naczytałam się dużo dobrego na jego temat - mam nadzieję, że i u mnie się sprawdzi natomiast serum z Bielendy znajdzie się już drugi rok z rzędu w moich ulubieńcach - najlepsze w walce z niedoskonałościami! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak u mnie. Właśnie u Ciebie zobaczyłam je pierwszy raz, chyba w nowościach i od razu kupiłam :)

      Usuń
  16. ciekawi mnie to czarne mydło :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Serum z Bielendy jest również moim ulubieńcem;)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Serum z Bielendy to też mój ulubieniec, był rok temu w ulubieńcach roku i nadal jest choć w tym roku o nim nie wspomniałam. Bardzo zainteresowało mnie to czarne mydło, będzie na mojej liście do kupienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie serum też już drugi rok w ulubieńcach :) mydło polecam!

      Usuń
  19. Też jestem bardzo zadowolona zarówno z serum Bielendy, jak i żelu złuszczającego Dermiss :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Sporo, jednak nie używałam żadnego z nich :/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każde odwiedziny i komentarz. Postaram się odwiedzić także Ciebie, miłego dnia! : )