Nowość! Łagodzący OLEJEK DO DEMAKIJAŻU | VIANEK. Kolejny naturalny ulubieniec?

Hej! ;) Kosmetyki VIANEK jak dotąd bardzo dobrze mi się spisywały. Kiedy zobaczyłam na półce kolejną nowość tej marki - łagodzący olejek do demakijażu - pomyślałam 'muszę go koniecznie wypróbować'. Nigdy wcześniej nie zmywałam całego makijażu przy pomocy olejku. Zdarzało mi się używać olejku różanego do demakijażu oczu. Jak mi się sprawdza ta nowość? 


Wyjątkowy, niezwykle delikatny preparat do demakijażu oczu, twarzy i ust, którego bazę stanowią naturalne oleje roślinne, m.in. z pestek winogron, słonecznikowy i kokosowy oraz dogłębnie oczyszczający olej rycynowy. Rumianek lekarski, zmacerowany w olejach, to źródło związków o właściwościach przeciwalergicznych i silnie regenerujących, dzięki czemu olejek łagodzi także wszelkie podrażnienia i koi skórę m.in. w okolicach oczu i powiek. Po zastosowaniu pozostawia skórę oczyszczoną, nawilżoną i ukojoną.


Dwie pompki olejku dozuję na dłoń i wykonuję nim masaż zwilżonej uprzednio skóry. Kiedy czuję (i widzę), że makijaż jest już rozpuszczony, sięgam po zmoczony w ciepłej wodzie ręcznik i zmywam całość (makijaż twarzy, oczu i ust). Nie używam żadnej specjalnej ściereczki. Kupiłam zwykły, mały ręczniczek o miękkiej fakturze. 

Olejek ma przyjemny, delikatny zapach. W żaden sposób nie podrażnia mojej cery. Nie zauważyłam też, żeby zapychał. Wszystko jest w porządku. 

Wspomniane dwie pompki w zupełności wystarczają mi do pozbycia się całego makijażu twarzy. Początkowo, po użyciu olejku, sięgałam jeszcze po płyn micelarny. Robiłam to tylko po to, aby sprawdzić, czy olejek faktycznie usunął cały makijaż. Usuwał, bez dwóch zdań. Teraz nie potrzebuję się już upewniać, ale po olejku i tak używam żelu do mycia twarzy. To samo robiłam, używając zwykłego płynu/żelu micelarnego czy mleczka do demakijażu (również VIANEK). Po żelu sięgam jeszcze po tonik i nakładam krem na noc oraz pod oczy.



Olejek jest wspaniały. Nie tylko całościowo usuwa makijaż, ale też przyczynia się do poprawy wyglądu mojej cery. Na przykład skóra wokół oczu jest optymalnie nawilżona i nie ulega przesuszeniom, co wcześniej zdarzało się właściwie non stop (ciężko mi było sobie z tym poradzić). Pory są ładnie oczyszczone, olejek wyciąga ze skóry wszelkie zanieczyszczenia. Co pozytywnie na nią wpływa. Pojawia się zdecydowanie mniej wyprysków. Skóra jest uspokojona i nawilżona. 

Używam go od 2 kwietnia, czyli już prawie miesiąc. W tym czasie zużyłam około połowę buteleczki. Z chęcią sięgam po niego każdego wieczora i bardzo go Wam polecam. 

Niestety jest jedna wada, która może wynikać po prostu z felernego egzemplarza - otóż pompka zacina się przy pierwszym naciśnięciu.


Za 150 ml trzeba zapłacić ok. 21 zł. Olejek należy zużyć w ciągu 3 miesięcy od otwarcia.

Skusicie się na niego? ;-)


Pozdrawiam!

Makijażowe nowości w mojej kosmetyczce | Lovely, Bielenda, Wibo, Eveline i evree

Hej! ;) Oblegana promocja w Rossmannie dobiegła już końca. Sama wpadłam tam dosłownie na chwilę, a dziś pokażę Wam na co się skusiłam. Nie przedłużając, zapraszam! ;-)



Akurat skończył mi się puder z Catrice, dlatego skusiłam się na coś nowego. Puder ryżowy Lovely przykuwa uwagę nie tylko wyglądem, ale i zapachem. Po pierwszych testach, jestem na tak.

Zawsze lubię mieć w zapasie tusz do rzęs. Nigdy nie używam jednocześnie kilku maskar. Kończę jedną, dopiero wtedy otwieram drugą. Już od ponad roku jestem wierna L'Oreal So Couture (fioletowa), ale przed nią moim ulubieńcem była maskara Eveline VOLUMIX FIBERLAST (srebrna). Daje podobny efekt, co So Couture, ale jest jednak mniej trwała. Mimo to, w tej cenie bardzo ją polecam.


Evree wypuściło ostatnio sporą gromadkę nowości. Bez zastanowienia kupiłam cukrowy peeling do ust Sugar Lips, pomarańczowy. Póki co mam mieszane uczucia. Chyba nie zastąpi mi ulubionego peelingu od Sylveco.



Już dawno chciałam wypróbować bazę pod makijaż od Bielendy. Wybrałam wersję nawilżającą, z efektem poprawy kolorytu skóry. Przyznam, że kupili mnie opakowaniem i tą formułą. Również zapach jest bardzo ładny, luksusowy. Pierwsze testy wypadły lepiej niż pomyślnie. Baza pięknie utrzymuje makijaż. Cera wygląda na zdrową, rozświetloną. Nie zapycha. Oby tak dalej! ;-)


Na koniec coś do ust. Wibo SPICY Lip Gloss to błyszczyk, który zawiera ekstrakt z papryczki chili (działa pobudzająco i stymulująco). Powoduje uwydatnienie i powiększenie ust. W takie cuda to ja akurat nie wierzę. Kupiłam go, bo brakuje mi ostatnio jakiegoś błyszczyka 'na szybko' i lubię efekt mrowienia na ustach. Kolor nr 1 jest bardzo uniwersalny (trochę delikatnego różu, trochę brązu), zawiera drobinki. Na ustach faktycznie trochę mrowi, ale dopiero kiedy dosyć sporo go nałożymy. Na uwagę zasługuje jeszcze zapach - mocno wyczuwalny, owocowy/kwaskowy. Podoba mi się. ;)

I tak wyglądają moje małe zakupy. Generalnie potrzebowałam tylko pudru, ale stwierdziłam, że skoro jest promocja to wypróbuję też coś nowego. ;-)

A Wy, co fajnego kupiłyście? ;-)

Pozdrawiam!

Naturalny peeling z pestek moreli | Manufaktura Kosmetyczna

Hej! ;) W dzisiejszym poście pokażę Wam jak zrobić własny, naturalny peeling z pestek moreli. Potrzebne nam są tylko trzy 'produkty', które możecie zakupić w sklepie Manufaktura Kosmetyczna. Zapraszam do zapoznania się z przepisem oraz moimi wrażeniami co do stosowania. ;-)




Co potrzebujemy?
  • surowiec kosmetyczny - 100% naturalny peeling z pestek moreli, (50g/9zł),
  • olej - 100% naturalny, kosmetyczny olej z pestek moreli (zimnotłoczony, nierafinowany), (12zł/40ml),
  • substancja aktywna - witamina E, (15ml/16zł).
Dodatkowo przygotowałam sobie jeszcze pojemniczek, w którym zrobię peeling (tutaj akurat miałam słoiczek po kremie) i oczywiście łyżeczkę. ;-)

Przepis:
  • 1 łyżeczka peelingu z pestek moreli,
  • 2 łyżeczki oleju z pestek moreli,
  • 10 kropli witaminy E.
Poniżej zobaczycie, jak przygotowywałam mieszankę oraz już gotową. Oczywiście zrobiłam sobie cały słoiczek peelingu, dobierając odpowiednie proporcje. 

  


I gotowe, można używać! ;-) Peeling, dzięki rozdrobnionym pestkom moreli, jest porządnym zdzierakiem. Zdecydowanie nie polecam go cerom wrażliwym i naczynkowym. Nie wiem też, czy cery normalne potrzebują aż takiego oczyszczania. Myślę, że wystarczy zafundować go skórze raz na tydzień. Bardzo dobrze oczyszcza pory, szczególnie na nosie (akurat tutaj mam z nimi największy problem i najbardziej to widać). Skóra jest perfekcyjnie oczyszcza, ale i gładziutka i nawilżona dzięki olejowi i witaminie E. Mojej mieszanej cery nie podrażnia, chociaż nos jest delikatnie zaczerwieniony po użyciu, ale to dlatego, że w tym miejscu porządnie wykonuję peeling. Myślę, że raz w tygodniu mogę, zwłaszcza że moja skóra szybko się zanieczyszcza. Nie zauważyłam, aby peeling zapychał pory. Wszystko na plus! ;-)



Peelingu wychodzi naprawdę baaardzo dużo. Już mam cały słoiczek, a zostało mi jeszcze sporo rozdrobnionych pestek z moreli, oleju i witaminy E. Poza tym, wystarczy niewielka ilość, aby wykonać peeling twarzy i szyi. Zdecydowanie należy do tych wydajnych!

Jeśli lubicie samodzielnie robić kosmetyki i jesteście fankami naturalnych rozwiązań to z pewnością spodoba Wam się ten peeling. Możecie też stworzyć coś innego, w zależności od Waszych potrzeb. Zachęcam zajrzeć do Manufaktury Kosmetycznej, klik.


Pozdrawiam!

Progresywny krem superwygładzający z kwasami i enzymami YONELLE MEDESTHETIC | Wrażenia po 2 tyg. używania

Hej! ;) Dziś przychodzę z moimi pierwszymi wrażeniami na temat kremu YONELLE, który został mi dobrany po konsultacji w salonie kosmetycznym Healthy Beauty (klik). Po 2 tygodniach codziennego używania mogę już troszkę o nim powiedzieć. Zapraszam! ;)


Krem superwygładzający z kwasami i enzymami proteolitycznymi do cery mieszanej i tłustej, a także skłonnej do wyprysków. Przeznaczony do kuracji domowej w celu przygotowania skóry do zabiegów EKSFOLIACJI PROGRESYWNEJ oraz wzmocnienia i przedłużenia jej efektów. Krem delikatnie złuszcza powierzchniowe komórki naskórka, spektakularnie zmiękcza, wygładza i nawilża skórę oraz przyspiesza jej odnowę. Po konsultacji z kosmetologiem może być stosowany także do codziennej pielęgnacji domowej.

Krem jest bezzapachowy i ma bardzo przyjemną, leciutką formułę. Wchłania się natychmiastowo, pozostawiając skórę bardzo miękką i wygładzoną. Używam go codziennie wieczorem. Czy dostrzegłam już jakieś efekty? Tak! Pory są ładnie domknięte, skóra bardziej wygładzona i zdecydowanie mniej się przetłuszcza. Złuszczanie jest delikatne. Niedoskonałości goją się znacznie szybciej, skóra jest uspokojona. Krem w żaden sposób nie podrażnia mojej skóry, nie szczypie, nie piecze ani nie zapycha (jak dotąd). Jeśli jego działanie będzie się utrzymywać, krem z pewnością trafi do ulubieńców!

Za jakiś czas napiszę Wam o nim więcej, będą też zdjęcia przed i po. ;)


Zapraszam Was także do zapoznania się z ofertą salonu Healthy Beauty. Znajdziecie tam dosłownie wszystko! Począwszy od zabiegów na twarz, manicure, masaż po zabiegi kosmetyczne dla mężczyzn klik. 


Pozdrawiam!

Jak opanowałam apetyt na słodycze?

Hej! ;) Dzisiejszy post skierowany jest w szczególności w kierunku łasuchów. W dzisiejszych czasach sklepowe półki uginają się od wszelkiego rodzaju czekolad, batoników, bombonierek i cukierków. Często bardzo ciężko jest nam się powstrzymać przed ich zakupem. Ciastko do kawy, kostka czekolady, potem kolejna i jeszcze jedna aż nagle pozostaje pusty papierek. Nie będę udawać, że nie przydarzyło mi się coś takiego. Tak, miewałam problemy z niemal wilczym apetytem na czekoladę. Silna wola to jedno i nie zawsze wystarcza. Jak więc można sobie z tym jeszcze poradzić? Odpowiedź w dalszej części wpisu. ;)

(źródło: grafika google)

Na początku wspomnę, że kompletnie nie ciągnie mnie do cukru w czystej postaci. Nie słodzę kawy/herbaty od gimnazjum, czyli już prawie 10 lat. Nie przepadam też za słodzonymi napojami, szczególnie gazowanymi. Problem pojawia się w momencie, kiedy na stół trafia czekolada. Nie potrafiłam odmówić sobie choćby kosteczki do kawy, a w kryzysowych chwilach pochłaniałam całą tabliczkę.

Dużo słyszałam o właściwościach chromu. "Kup sobie, zobaczysz jak zmniejsza apetyt na słodycze" - mówiły koleżanki. Podchodziłam do tego sceptycznie, aż w końcu trafił w moje ręce.


Chrom pomaga w utrzymaniu prawidłowego poziomu glukozy we krwi oraz przyczynia się do utrzymania prawidłowego metabolizmu makroskładników odżywczych. Witamina B6 i niacyna przyczyniają się do utrzymania prawidłowego metabolizmu energetycznego i zmniejszenia uczucia zmęczenia i znużenia. Ponadto witamina B6 pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu układu odpornościowego. Cynk pomaga w utrzymaniu prawidłowego metabolizmu węglowodanów, kwasów tłuszczowych i mikroskładników odżywczych.

Zastosowanie: preparat uzupełnia dietę w chrom, inulinę, witaminę B6, niacynę i cynk. Polecany jest osobom dbającym o kondycję, zachowanie prawidłowej masy ciała oraz sięgającym zbyt często po słodycze.

Zalecane spożycie: dorośli 1 kapsułka dziennie.


Kapsułki przyjmuję już od ponad 2 miesięcy (codziennie po jednej). Mniej więcej po 2 tygodniach zaczęłam odczuwać różnicę. Otóż nie za bardzo miałam ochotę na słodkości. Jadłam ciasto do kawy, zaserwowane przez mamę i nie czerpałam z tego przyjemności. Powiedzmy, że cukier zaczął mi obojętnieć. Nie smakował tak jak wcześniej. Aktualnie myśląc o czekoladzie lub oglądając ją na sklepowych półkach, czuję wręcz obrzydzenie. Kompletnie nie mam ochoty na nic, co słodkie. Na nic. Powiem szczerze, że bardzo mnie to dziwi. Nie sądziłam, że ten suplement może przynieść tak zauważalne efekty. Cieszy się nie tylko moje ciało (pozbawione zbędnych kcal :D), ale i psychika. Każdy dzień bez słodyczy jest moją małą wygraną. Dodam, że również poprawił się stan mojej cery. Bardzo rzadko wyskakują niedoskonałości.

Od poprzedniego tygodnia zaczęłam już przyjmować chrom co drugi dzień, żeby sprawdzić co będzie kiedy go odstawię. Póki co sytuacja nadal jest w normie. Nie mam wilczych napadów "czekogłodu". Mam nadzieję, że tak pozostanie. W opakowaniu pozostały mi jeszcze 24 kapsułki. Myślę, że potem zrobię jakąś małą przerwę i znów do niego wrócę. Bo działa! Na mnie działa.

Nie zanotowałam żadnych skutków ubocznych. ;)


Jeśli, tak jak ja, macie problem z wilczymi napadami głodu na słodkości polecam wypróbować ten suplement diety.

Chrom organiczny z inuliną kosztuje 22,50zł (96 kapsułek) - tutaj. Opakowanie wystarczy więc na troszkę ponad 3 miesiące. ;)


Pozdrawiam!

Koszyk nowości | Derma, YONELLE, Organic Shop i inne

Hej! ;) Dziś wpadłam z lekkim i przyjemnym postem, w którym pokażę co zasiliło grono mojej kosmetyczki. Sama bardzo lubię przeglądać takie wpisy, bo często znajduję u Was coś dla siebie. Wybrałam to, co (moim skromnym zdaniem) jest najciekawsze. Będzie sporo pielęgnacji i troszkę makijażu. Pojawią się moje prywatne zakupy, jak i kosmetyki, które dostałam. Zapraszam! ;)



Do testów otrzymałam kosmetyki marki Derma Eco Woman. Jest to nowość na polskim rynku. Znajdziecie je w perfumeriach Sephora. Są to duńskie kosmetyki, zawierające naturalne składniki pochodzenia organicznego. Znajdziemy w nich wyciąg z aloesu, masło shea, olej z migdałów, pestki moreli, wit. E i przeciwutleniacze. Mam okazję używać żelu do mycia twarzy, toniku, płynu micelarnego oraz olejku do ciała. Więcej informacji tutaj.

Dzięki salonowi kosmetycznemu Healthy Beauty testuję krem YONELLE MEDESTHETIC dopasowany do potrzeb mojej skóry. ;) Progresywny krem superwygładzający z kwasami i enzymami zachęca już samym opisem i wyglądem. Na recenzję za wcześnie, ale zauważyłam, że krem skutecznie radzi sobie z rozszerzonymi porami i zmiękcza skórę.



W końcu udało mi się kupić słynną maskę do włosów awokado z Organic Shop. Nie było jej w żadnej drogerii w mojej okolicy, aż w końcu Kaufland wyszedł naprzeciw również kosmetoholiczkom, dziękuję! ;-D

W Biedronce skusiłam się na zestaw do włosów Syoss do włosów przerzedzających się, bez objętości. Duet został w moim rodzinnym domu więc nie stosuję go regularnie, ale po jego użyciu włosy ładnie się układają, są wygładzone i odbite u nasady. Oby tak dalej! ;)



Kolejny krem znam już bardzo dobrze - Dermedic Hydrain 2. Mój wybawiciel! Przywraca nawilżenie skóry, zmiękcza ją, wygładza. Niezastąpiony w trakcie kuracji dermatologicznych. W Super-Pharm udało mi się go kupić za 10 zł. Polecam!

Dobrze znana jest mi także czarna maska mineralna z Avonu. Świetnie się sprawdzała swego czasu, a niestety długo nie miałam możliwości złożenia zamówienia. Skutecznie oczyszcza pory i matowi skórę.



Pora na kolorówkę. ;) Kolejny egzemplarz maskary L'Oreal So Couture jest już ze mną. Uwielbiam ten tusz pod każdym względem. Poza tym skusiłam się na dwa nowe korektory. Pierwszy to Maybelline Dream Lumi touch, czyli rozświetlający korektor pod oczy. Już jest moim ulubieńcem - ma średnie krycie, pod oczami wygląda naturalnie i pięknie wygładza ten obszar niczym PhotoShop. Drugi korektor to jedna z nowych wersji słynnego kamuflażu Catrice - sięgnęłam akurat po łososiowy, neutralizujący cienie pod oczami Wake up effect. Ma kremową konsystencję, ale dużo lżejszą od tradycyjnego kamuflażu. Faktycznie zakrywa podkówki, obszar pod oczami od razu wygląda lepiej.

Na koniec dwa lakiery do paznokci. Pierwszy, z Eveline już mogłyście widzieć na IG (zapraszam!). Przepiękny holograficzny efekt! ;) Drugi to świeżutka, wczorajsza nowość od Sensique. Ma się rozumieć znów beż. ;) Właśnie tak wygląda mój świąteczny manicure. Prosto, z akcentem.




Akurat z tych nowości jestem najbardziej zadowolona, dlatego też postanowiłam się nimi podzielić. Dajcie znać, czy coś szczególnie Was ciekawi. O czym chciałybyście poczytać na blogu? ;)


Pozdrawiam!

Balsam pod oczy i na powieki Perfecta Fenomen C. Czy faktycznie rozjaśnia i likwiduje cienie pod oczami?

Dziś kolejny raz opowiem Wam o kremie pod oczy i na powieki. Kilkakrotnie wspominałam, że na punkcie kremów pielęgnujących okolice oczu, mam małego bzika. Wszystko za sprawą dużych cieni pod oczami oraz wrażliwej, łatwo przesuszającej się skórze w tym miejscu. Kilka tygodni temu skusiłam się na nowość marki Perfecta Fenomen C. Balsam przeznaczony jest dla osób w przedziale 30+/40+. Ja należę do grupy 20+ i nie widzę problemu w korzystaniu z kosmetyków dla starszych cer. Zwłaszcza w kategorii pielęgnacji okolic oczu. Jeśli ciekawi Was wspomniany balsam, zapraszam do lektury. ;)



OD PRODUCENTA

Balsam o wyjątkowej, bardzo lekkiej konsystencji "cream to water". Daje skórze natychmiastowe uczucie odświeżenia i lekkości. Polecany jest do pielęgnacji skóry wokół oczu wymagającej rozjaśnienia, likwidacji cieni oraz wygładzenia. Stanowi doskonałą bazę pod makijaż. Rekomendowany do całorocznej pielęgnacji. 

Linia Perfecta Fenomen C oparta jest na technologii super-migracji. Zawiera unikalny komplex C będący połączeniem trzech skoncentrowanych form witaminy C - lipofilowej, liposomowej i hydrofilowej C oraz transporterów SVCT-1 pobudzających transport witaminy C bezpośrednio do komórek skóry. 

Witamina C (5300 w indeksie) pochodzi z najbogatszego naturalnego źródła witamin C - australijskiej śliwki Kakadu Plum - 100 razy bogatszej w wit. C niż pomarańcza.

SKŁAD



MOJA OPINIA

Krem ma bardzo przyjemną konsystencję "cream to water". Szybko łączy się ze skórą, nie pozostawia lepiej warstwy, wchłania się błyskawicznie. Zapach określiłabym jako apteczno/chemiczny, ale tylko kiedy bardzo się na nim skupimy. Pod oczami krem jest bezzapachowy. 

Co mogę powiedzieć po miesiącu stosowania? Początkowo nie byłam zachwycona. Balsam wydawał mi się być nijaki - ani dobrze nie nawilżał, ani nie działo się nic spektakularnego z cieniami. Jednak wytrwale wklepywałam go codziennie rano i wieczorem. Po dwóch tygodniach zaczęłam zauważać różnicę. Cienie pod oczami były jaśniejsze, drobne zmarszczki nieco wygładzone. Skóra była rozpromieniona, spojrzenie żywsze.

Jak widać, na wszystko potrzeba czasu. Balsam skutecznie rozjaśnia zasinienia, wygładza skórę, napina ją w dobrym tego słowa znaczeniu. Można powiedzieć, że to taki mały lifting. ;) Bardzo podoba mi się efekt wypoczętej, zdrowszej skóry okolic oczu. Nawet po nieprzespanej nocy,  ten krem ładnie niweluje zasinienia.

Wadą jest poziom nawilżenia. Zdecydowanie mógłby być on większy. Krem nawilża przeciętnie, moim zdaniem. Na dzień jest to wystarczające - korektor nie wygląda sucho, nic się nie roluje. Balsam stanowi niezłą bazę pod makijaż. Natomiast na noc lubię używać kremów o bogatszej konsystencji. Myślę, że mogłabym połączyć pielęgnację tym kremem z czymś bardziej treściwym. ;)

Balsam nie wywołał żadnych podrażnień ani zaczerwienień. Nie przesusza skóry, nie powoduje szczypania oczu. Tutaj wszystko jest OK. ;)

Poniżej możecie zobaczyć konsystencję kremu: zaraz po nałożeniu i po częściowym rozsmarowaniu.



Warto wspomnieć jeszcze o opakowaniu - jest higieniczne i bardzo wygodne. Jak już wspominałam, balsamu używam od miesiąca. W opakowaniu pozostało mi go jeszcze na jakiś tydzień, może ciut więcej. 

Cena: 20zł/15ml (np. Rossmann).

Jeśli borykacie się z workami pod oczami, szarą i zmęczoną skórą w tych rejonach, polecam wypróbować właśnie ten balsam. ;) A może już go znacie? ;)


Pozdrawiam!

Multiwitaminowa esencja dla cery mieszanej Bielenda. Zwykły tonik, czy może coś więcej?

Polskie marki kosmetyczne coraz chętniej wzorują się na koreańskiej pielęgnacji. Przykład stanowi dzisiejszy bohater wpisu. Jest to niedawna nowość marki Bielenda, konkretnie 'Mutiwitaminowa esencja 4w1'. Wersja, którą posiadam jest przeznaczona do pielęgnacji cery mieszanej. Na sklepowych półkach znajdziecie jeszcze inne warianty. Zapraszam na recenzję! ;)


OD PRODUCENTA

Innowacyjna, mocno skoncentrowana esencja do pielęgnacji cery mieszanej i tłustej to moc serum i lekkość toniku w jednym. To najlepsza dieta dla skóry, której efektem jest poprawa jej jakości.

Zawarty w esencji filtrat drożdżowy, bogaty w uzyskane w procesie fermentacji minerały, witaminy i aminokwasy, natychmiast zwiększa poziom nawilżenia skóry, poprawia sprężystość i elastyczność, rewitalizuje, dodaje skórze witalności. Kwas glikolowy złuszcza naskórek, stymulując procesy naprawcze skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków, wygładza i ujednolica koloryt cery. Witamina B3 redukuje wydzielanie sebum i matuje cerę, prowitamina B5 łagodzi podrażnienia i redukuje zaczerwienienia, a kwas hialuronowy intensywnie i długotrwale nawilża.

Esencja skutecznie doczyszcza, odświeża i rozświetla cerę, zamyka wilgoć w skórze. Płynna konsystencja doskonale wtapia się w skórę - czuć, że skóra pije kosmetyk. Nie klei się i szybko się wchłania.

SKŁAD


MOJA OPINIA

Esencja ma postać toniku, ale czy działa lepiej niż zwykły tonik? Na początku byłam nastawiona sceptycznie. Jednak stosując ją regularnie od kilku tygodni, zauważyłam całkiem niezłe działanie. Dlaczego? Aktualnie jest to jedyny kosmetyk z kwasem (kwas glikolowy), jakiego używam. Miewam nawracające, małe wysypy niedoskonałości w okolicach brody i żuchwy. Zauważyłam, że esencja powoduje delikatne złuszczanie w tych okolicach. Wszystko ładnie się goi i nie wyskakuje nic nowego. Świeże ślady po trądziku również wydają się być jaśniejsze. Pory są ładnie domknięte, szczególnie na nosie. Podkłady wyglądają na nim dużo lepiej (mowa o tych cięższych, matujących).

Prócz tego bardzo przyjemny jest efekt zmiękczonej skóry. Jest sprężysta, bardziej elastyczna. To zapewne zasługa filtratu drożdżowego. Spektakularnego nawilżenia nie zauważyłam, ale też go nie oczekiwałam. Esencja nie powoduje na mojej skórze zaczerwienień ani podrażnień. Przeciwnie, koloryt cery jest ładnie ujednolicony. Można nawet powiedzieć, że skóra jest lekko rozjaśniona. 

Esencji nie używam solo. Zawsze stosuję jeszcze krem/serum/oba naraz.

Na uwagę zasługuje przyjemny zapach. Jeśli chodzi o aplikację, to wylewam esencję na dłoń i 'wprowadzam' w skórę. ;) Uważam, że to najlepszy sposób, ponieważ nie marnujemy właściwości kosmetyku na rzecz wacika. Esencja dość szybko się wchłania i faktycznie nie pozostawia na skórze lepiej warstwy.

Opakowanie jest szczelne, całkiem wygodne w użytkowaniu. Nie mam tutaj żadnych zastrzeżeń.


Nie mam porównania z koreańską pielęgnacją, więc nie wypowiem się czy produkt zasługuje na miano esencji. Moim zdaniem jest to tonik o dobrym, lepszym niż te, które miałam, działaniu.

Cena: 15zł/200ml (Rossmann).

Znacie już esencje Bielendy? ;)


Pozdrawiam!

INSIGHT ANTI-FRIZZ, naturalna, nawilżająca linia do pielęgnacji włosów | 10% zniżki na markę INSIGHT

Hej! ;) Dziś przyszła pora na wpis podsumowujący moją dotychczasową pielęgnację włosów. Od kilku tygodni mam przyjemność używać kosmetyków INSIGHT z linii ANTI-FRIZZ. Jest to linia nawilżająca, a do tego bez SLS, SLES, parabenów, silikonów, sztucznych barwników, alergenów zapachowych oraz olejów mineralnych. Kto ciekawy, zapraszam do dalszej lektury! ;)



Na pierwszy ogień idzie szampon, jako pierwszy krok w pielęgnacji włosów. Jest to szampon nawilżający, zawierający organiczne składniki takie jak: olej z nasion konopii siewnej, olej z nasion bawełny, masło kakaowe oraz ekstrakt z lnu zwyczajnego. Producent obiecuje nawilżenie włosów, ułatwienie rozczesywania oraz odżywienie. Jego regularne stosowanie ma prowadzić do odbudowy cementu włosów, a zatem do zatrzymania w łodygach włosów odpowiedniej ilości wody. Delikatne detergenty gwarantują bezpieczeństwo nawet, gdy często myjemy włosy. Szampon jest również przeznaczony do suchej i wrażliwej skóry głowy.

Przede wszystkim muszę zwrócić uwagę na opakowanie - z pompką! Bardzo wygodne! ;) Zapach szamponu (jak i odżywki oraz maski) jest przyjemny, delikatny, lekko słodki. Pieni się wg mnie odpowiednio - nie za słabo i nie za mocno, tak w sam raz. Konsystencja jest rzadka, ale nie potrzeba go wiele, aby dobrze umyć włosy. Szampon jest wydajny, nie zużyłam jeszcze nawet połowy. Przejdźmy do działania: bardzo dobrze oczyszcza skórę głowy, łatwo się spłukuje, nie obciąża włosów, fantastycznie je domywa, nie plącze ich. Włosy są odświeżone, lekkie i pachnące.

Cena: 36zł/500ml (tutaj).


Krok drugi stanowi odżywka. Jej zadaniem jest głębokie nawodnienie włosów. Również zawiera olej z bawełny, olej z konopii, ekstrakt z siemienia lnianego oraz masło kakaowe. Dzięki zawartości odżywczych składników, odżywka odbudowuje ceramidy we włosach oraz zatrzymuje wodę w łodygach włosów, nawilżając je, odżywiając i powodując, że stają się miękkie i lśniące.

Ta odżywka to dla mnie jedno wielkie WOW! Nakładam ją na kilka minut. Już przy spłukiwaniu włosy stają się nieziemsko gładkie. Z rozczesywaniem nie ma żadnego problemu. Jest to czystą przyjemnością, a przy włosach kręconych rzadko się to zdarza. Po wyschnięciu, włosy wyglądają jak po wyjściu od fryzjera! Są lekkie, odbite od nasady, silnie zregenerowane. Nie puszą się. Fale i loki są pięknie wyeksponowane. Włosy są gładkie niczym tafla, miłe w dotyku (za pierwszym razem nie mogłam przestać ich głaskać ;D), lśniące i pięknie pachną. Właśnie, zapach też zasługuje na uwagę, ponieważ utrzymuje się na włosach do następnego mycia. Nawet otrzymałam kilka pytań, czego użyłam do włosów. ;) 

Cena: 36zł/500ml (tutaj).




Ostatnim kosmetykiem jest nawilżająca maska, której skład wygląda podobnie do odżywki. Jak to maska, ma jednak bardziej treściwą konsystencję. Używam jej max dwa razy w tygodniu pod czepek, nawet na kilka godzin. Cudownie zmiękcza włosy, obłędnie nawilża. Wyglądają po prostu idealnie. Powtórzę się - niczym zaraz po opuszczeniu dobrego salonu fryzjerskiego. 

Cena: 29zł/250ml (tutaj).


Nigdy nie miałam aż tak dobrych kosmetyków do pielęgnacji włosów, w dodatku z fajnymi składami. Są wdzięczne marce INSIGHT za ich stworzenie. ;) Czuję, że są zregenerowane i po prostu piękniejsze. Jeśli szukacie kosmetyków silnie nawilżających, które wygładzą włosy, sprawią że będą pięknie lśniły i świetnie się układały, nie możecie przegapić linii ANTI-FRIZZ!

Polecam, polecam, polecam!


Na hasło 'kosmetyczne_pudelko' możecie skorzystać z 10% rabatu na całą markę INSIGHT w Perfumerii INDIZIO.


Pozdrawiam!

Letnia pielęgnacja cery - 3 ulubione kroki | krem peelingujący, woda winogronowa, maseczka nawilżająca Caudalie

Latem chętniej sięgam po kosmetyki nawilżające, kojące, delikatne. Rezygnuję z kwasów i bardziej treściwych formuł na rzecz tych lekkich, k...