Maska intensywnie regenerująca ARGAN z keratyną i pantenolem do włosów suchych i zniszczonych | Marion Professional

Odkąd rozjaśniłam włosy, zwracam jeszcze większą uwagę na ich codzienną pielęgnację. Bardzo chętnie sięgam po różne maski, odżywki itp. Niedawno w moje ręce trafiła intensywnie regenerująca maska od Marion, z linii Professional. Jeśli jesteście ciekawi, jak sprawdziła się na moich dość suchych, skłonnych do puszenia włosach, zapraszam na recenzję. 


Linia Marion Professional bazuje na organicznym oleju arganowym z kontrolowanych upraw ekologicznych. Olej arganowy jest źródłem odżywczych kwasów omega 6 i 9 oraz witaminy E. W formule maski został on połączony z naturalnymi aktywnymi substancjami dobranymi do indywidualnych problemów, aby dostarczyć 100% satysfakcji z pięknych, zdrowych i lśniących włosów.

Keratyna - naturalny budulec włosa, regeneruje i wygładza łuski włosów. Nadaje im połysk i miękkość. Poprawia kompleksowo strukturę mocno zniszczonych kosmyków i chroni je przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych.

Pantenol (witamina B5) - wnikając we włókna włosów przyczynia się do ich intensywnej regeneracji, nawilżenia i odżywienia. Ułatwia rozczesywanie i zapobiega rozdwajaniu końcówek.

Olej z oliwek - chroni włosy przed utratą wilgoci, dostarczając kosmykom odpowiedniej dawki nawilżenia i regeneracji, bez ich obciążania.


Maskę nakładamy na wilgotne włosy i skórę głowy. Pozostawiamy na 15 min. lub dłużej. Dokładnie spłukujemy letnią wodą.

Zapach maski jest piękny - subtelny, przyjemny i faktycznie taki hmmm... profesjonalny? Przypomina mi zapach kosmetyków z salonu fryzjerskiego. Konsystencja - gęsta, typowa maska, nie spływa z włosów. Nie nakładam jej na skórę głowy, wyłącznie na długości włosów. Już przy spłukiwaniu włosy stają się gładkie niczym tafla, co potem przekłada się na ich bezproblemowe rozczesywanie. Po wyschnięciu widać, że są optymalnie nawilżone, zregenerowane, ładnie się układają, a co ważne - nie puszą. Zapach maski długo utrzymuje się na moich włosach.

Podoba mi się jej działanie, ostatnio chętnie jej używam. Nie daje spektakularnego nawilżenia, po pierwszym użyciu nie było efektu wow, ale regularne stosowanie przynosi fajne efekty. Dlatego rekomenduję, że warto ją wypróbować. ;)



Znacie tę maskę? Chętnie poczytam o Waszych wrażeniach!



Pozdrawiam!

Najlepszy podkład i puder dla cery mieszanej, skłonnej do trądziku; matowe pomadki nie wysuszające ust i najpiękniejszy lakier holograficzny | Makijażowe nowości sierpnia

Która z nas nie lubi uzupełniać kosmetycznych braków? Co do pielęgnacji, na pewno mi to nie grozi. Moje zapasy są naprawdę porządne. Ale 'kolorówki' kupuję niewiele. Uzupełniam ją na bieżąco, a od czasu do czasu skuszę się na jakąś nowość. Właśnie teraz nastał taki czas, więc chcę Wam pokazać kilka moich nowości. Zapraszam.


Podkład i puder idealne dla mojej mieszanej, skłonnej do trądziku cery - Catrice All Matt plus (010 Light Beige, najjaśniejszy w gamie) i puder matujący Prime and Fine (transparentny). O tym duecie pisałam już wielokrotnie na blogu i na Instagramie. Pomimo dobrego krycia podkładu i efektu delikatnego matu (umówmy się, nie jest to typowy matujący podkład) wygląda na skórze bardzo naturalnie. Bardzo lubię jego zapach, formułę i oczywiście to, jak zachowuje się na mojej skórze. Nie zapycha jej, nie wysusza. Nie robi żadnej krzywdy. Zużyłam już sporo buteleczek i wciąż go kupuję. Z kolei puder również daje naturalny efekt na skórze. Nie ma tu miejsca dla płaskiego matu, czy efektu maski. Fanki subtelnego zmatowienia powinien zadowolić. Osobiście wychodzę z założenia, że lepiej się błyszczeć czy dopudrować, niż chodzić z maską zamiast skóry. Marka Catrice dostępna jest w drogeriach Natura lub hebe.


Dzięki marce Marion, mam możliwość wypróbować bibułki matujące. Jakoś nigdy wcześniej nie chciały mi wskoczyć do koszyka. Jest to więc mój pierwszy raz. Ich zadaniem jest ściągnięcie nadmiaru sebum i potu z twarzy. Tym samym sprawiają, że skóra nie błyszczy się i jest matowa przez długi czas. Idealnie nadają się do poprawek makijażu w ciągu dnia. Moje opakowanie mieści aż 100 sztuk bibułek. Faktycznie dobrze sprawdzają się w ciągu dnia, ale moja skóra aktualnie tak się błyszczy, że muszę ich używać często i w sporej ilości. Zobaczymy, co przyniesie dalsza znajomość. Narazie ani nie polecam, ani nie odradzam.

W końcu skusiłam się na słynny makeup fixer marki Inglot. Utrwalacz ma postać lekkiej mgiełki, tworzy na skórze niewidoczną warstwę ochronną, gwarantując nieskazitelny, pełen świeżości makijaż przez wiele godzin. Produkt zawiera ekstrakt z czarnej perły, który sprawia że skóra pozostaje gładka i pełna blasku. Użyłam go dopiero trzy razy i chyba się polubimy. Podoba mi się efekt scalenia makijażu, wygładzenia cery, naturalnego wykończenia, lekkiego rozświetlenia. Wiem, że nie jest to fixer, który utrzymuje makijaż niczym lakier fryzurę. Takiego raczej nie chcę.



Napadłam na szafy Bell! Zarówno w Biedronce, jak i w hebe. W tej pierwszej wybór padł na pomadkę Velvet Story (kolor nr 03). Ma bardzo ładny, słodki zapach. Formuła jest kremowo-matowa, bardzo ładnie kryjąca. Nr 03 to piękny, przygaszony róż. Dzienny ideał. Nosi się komfortowo i nie schodzi już przy pierwszym posiłku. Jak na pomadkę za 9 zł, jestem pod wrażeniem.

W szafie Bell HYPOAllergenic (w cenie promocyjnej 10,99 zł) skusiłam się na Powder Lipstick w kolorze 01. Jej formuła jest porównywalna do Velvet Story lecz nieco bardziej kremowa. Przyjemnie sunie po ustach. Krycie również na plus. Kolor - przygaszony róż, ale już z nieco brązowymi tonami. Z tego zakupu również jestem zadowolona.




A na koniec coś dla fanek malunków na paznokciach. Kupiłam (w końcu!) rozsławiony lakier holograficzny Golden Rose (nr 03). Zwiększając liczbę warstw, otrzymujemy coraz to piękniejszy efekt. Robi wrażenie! Możecie go zobaczyć na moim IG. Poza tym lakier jest bardzo trwały, przez tydzień nie zauważyłam żadnego odprysku. Drugi i ostatni zakup, to lakier miss sporty (nr 7012) - piękna fioletowa fuksja. Uwielbiam go! Królował na moich paznokciach prawie miesiąc.




Znacie coś spośród moich 'starych i nowych nowości'? ;)



Pozdrawiam!

Najlepszy peeling cukrowy do ciała na świecie! Orzeźwiający melon z herbatą Natural Secrets!

Kto, tak jak ja, kocha peelingi do ciała? Uwielbiam testować nowości, a jeszcze bardziej odkrywać spośród nich prawdziwe perełki. Dziś mam dla Was taką perełkę, naturalną perełkę. W mojej łazience od kilku tygodni króluje melon w towarzystwie zielonej herbaty. Markę Natural Secrets możecie kojarzyć z moich wcześniejszych wpisów. Zapraszam na recenzję.



OD PRODUCENTA

Orzeźwiający zapach melona połączony z zieloną herbatą otula ciało przyjemnym aromatem. Delikatny peeling cukrowy, o nowej udoskonalonej formule i orzeźwiającym zapachu melona oraz zielonej herbaty. Doskonale oczyszcza i odświeża, delikatnie masując skórę ciała, przygotowuje ją do dalszych etapów pielęgnacji. Zawiera olej kokosowy, który zapewnia komfort wykonania peelingu i intensywną pielęgnację oraz olej makadamia, olej arganowy, które dogłębnie odżywiają i nawilżają skórę. Kryształki cukru oraz suszone liście zielonej herbaty łagodnie masują i skutecznie złuszczają naskórek, pobudzając przy tym mikrokrążenie. Peeling działa ujędrniająco, a także wzmacnia skórę, pozostawiając ją gładką i miękką.

Skład znajduje się już na wieczku słoiczka, zerknijcie na pierwsze zdjęcie. Gramatura to 250g. Peeling umieszczono w szklanym słoiku, który dodatkowo został subtelnie przyozdobiony. Bardzo podoba mi się to rozwiązanie. Na pewno go nie wyrzucę!


Zapach peelingu jest OBŁĘDNY! Nie sposób go oddać słowami. Nuty melona są niezwykle przyjemne, orzeźwiające. Całość dopełnia subtelna zielona herbata. Taki duet zapachowy długo utrzymuje się na mojej skórze. Konsystencja jest dość gęsta, zbita. Na pewno nie potrzeba go wiele do jednorazowego użytku. Jest wydajny. Jak dotąd mamy same zalety.

250g / 34,99zł

Co z działaniem?

Fantastycznie wygładza i zmiękcza skórę, czuć że jest jędrniejsza! Pozostawia ją genialnie nawilżoną. Nie odczuwam potrzeby użycia balsamu. Peeling, wykonany po depilacji, sprawia że skóra jest wyjątkowo wypielęgnowana, włoski nie wrastają oraz nie pojawiają się żadne podrażnienia, zaczerwienienia, czy niepożądane i uporczywe krostki (co bywa moją zmorą). Czuć, że skóra jest odpowiednio złuszczona, odżywiona i nawilżona. Peeling pozostawia na skórze bardzo przyjemny film. Tak, jakbyśmy wykonały już cały rytuał pielęgnacyjny. W moim odczuciu to IDEAŁ! 



Trudno mi napisać coś więcej, musiałabym się non stop powtarzać. Dla mnie to produkt idealny - oczyszcza skórę, nawilża ją, nie podrażnia, nie pozostawia sztucznego filmu, a raczej uczucie wypielęgnowanej i dobrze nawilżonej skóry (jak po jakościowo dobrym balsamie). Peeling nie pozostawia zaczerwienionej skóry, a 'zdziera' naprawdę bardzo dobrze. W dodatku jest to kosmetyk o naturalnym składzie, produkowany w Polsce. Czego chcieć więcej?

Więcej naturalnych peelingów Natural Secrets znajdziecie TUTAJ.

Ideał dla domowego SPA!


Pozdrawiam!


Pielęgnacja cery mieszanej z trądzikiem | Mój plan pielęgnacji + jak doprowadziłam cerę do porządku

Ten post miałam w planach od dawna. Wiele z Was prosiło mnie też o niego na IG. W końcu zebrałam się w sobie (i wszystkie moje kosmetyki :P). Nie będzie on krótki, więc przygotujcie sobie jakąś przekąskę i zapraszam. ;-)

Nie przerażajcie się ilością pokazanych kosmetyków. Nie używam wszystkiego naraz. Pokazuję też kosmetyki, które mam 'w pogotowiu', w razie gdyby moja cera się zbuntowała. Jeśli macie problemy z cerą (takie jak trądzik) to warto zawsze coś mieć pod ręką, aby szybko zadziałać. To taki zestaw ratunkowy dla kapryśnej cery.

WIECZORNA PIELĘGNACJA

OCZYSZCZANIE

Przykładam do niej ogromną wagę! Wierzę, że to w nocy nasza skóra ma czas, aby odpocząć i zregenerować się. Odpowiednio dobrane kosmetyki mogą jej w tym pomóc. Zaczynam więc od demakijażu (sięgam po olejek, żel lub płyn micelarny - zależy, co akurat mam), następnie myję twarz żelem Effaclar od La Roche Posay przy pomocy szczoteczki sonicznej (pisałam o niej w letnich hitach). [Jeśli mam dużo niedoskonałości, nie używam szczoteczki.] Taki duet zapewnia 100% oczyszczenie mojej skóry (z resztek makijażu i wszelkich zanieczyszczeń). Szczoteczka jest bardzo skuteczna, ale i odpowiednio delikatna. Żel Effaclar może wysuszać skórę, dlatego pamiętajcie o wprowadzeniu do pielęgnacji czegoś dobrze nawilżającego.



TONIZOWANIE

Następny krok to tonik, który przywraca skórze odpowiednie pH. W tej chwili używam oczyszczającego od Natural Secrets z zieloną herbatą i szałwią. Świetnie absorbuje nadmiar sebum, oczyszcza pory i odświeża skórę. Łagodzi stany zapalne. Polecam Wam tutaj także płyn oczarowy z kwiatem pomarańczy od fitomed. On również łagodzi podrażnienia, matuje cerę i pomaga zachować ją w czystości.



SERUM I KREM

Najlepsze serum na niedoskonałości? Oczywiście serum korygujące Bielendy. Mój 'must have', coś co zawsze mam w kosmetyczce. Kiedy czuję, że pod skórą coś się dzieje, sięgam właśnie po nie. To taka pierwsza deska ratunku. Wiem, że mi pomoże choćby załagodzić sytuację, a dopiero później wprowadzam inne kosmetyki i wyprowadzam cerę na prostą. Tak właśnie zrobiłam kiedy skóra spłatała mi figla w czerwcu. Zadziałało. Aktualnie go nie używam. Stosuję za to serum z cynkiem i witaminą B3 marki The Ordinary. Jest wspaniałe, dlatego będzie o nim odrębny wpis. Ładnie wyrównuje strukturę skóry, goi niedoskonałości, zwęża pory. No cud, miód i orzeszki!

Kiedy serum się wchłonie nakładam (mój ostatnio ulubiony) krem ARKANA Acne Out. Jest fantastyczny - wygładza skórę, goi trądzik (tzw. kaszkę, jak i większe bolące niespodzianki), zwęża pory, wyrównuje koloryt skóry. Przy tym wszystkim nawilża i nadaje się też pod makijaż (próbowałam). Ja póki co wprowadziłam go na stałe tylko do wieczornej pielęgnacji.



  Na koniec nakładam jeszcze krem pod oczy i lecę spać. Dobranoc! ;)

PORANNA PIELĘGNACJA

DELIKATNE OCZYSZCZANIE

Dzień dobry ;) Budzę się i nie wyobrażam sobie porannej pielęgnacji bez użycia wody. Wiem, że jest grupa kobiet, która tak robi. Ja i moja skóra nie wyobrażamy sobie tego. Dlatego sięgam najczęściej po delikatny żel myjący. Aktualnie lubię się z żelem Derma Eco Woman (recenzja). Jest naprawdę bardzo delikatny, a skuteczny. Nie wysusza skóry, wręcz przeciwnie - pozostawia ją miękką, gładką i nawilżoną. Skóra jest czysta, nie ma już na niej resztek wieczornej pielęgnacji. Z kolei jeśli borykam się z zaostrzoną formą trądziku - rano nadal sięgam po Effaclar LRP.

TONIZOWANIE

Tutaj bez zmian. Tonizowanie wygląda tak samo, jak wieczorem. W czasie kiedy moja skóra wyglądała bardzo dobrze, rano używałam wody różanej. Teraz jeszcze nie mogę sobie na to pozwolić. Latem produkcja sebum jest u mnie wzmożona. Tonik z zieloną herbatą i szałwią sprawia, że cera nie przetłuszcza się tak bardzo w ciągu dnia.

SERUM I KREM

Nigdy nie stosowałam serum korygującego Bielendy na dzień. Na mojej skórze zostawia lepką warstewkę i po prostu nie mam na to ochoty. Za to serum The Ordinary szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej nieprzyjemnej warstwy na skórze. Dlatego chętnie nakładam je również o poranku. Choć przyznam, że nie zawsze. Bywa, że nie mam na to czasu. Wtedy używam tylko kremu.

Jaki krem polecam? Aktualnie jestem zakochana w kremie nawilżającym o lekkiej formule marki Bioderma. Nie miałam jeszcze tak dobrze nawilżającego kremu o tak leciutkiej konsystencji. Wchłania się niesamowicie szybko. Nie pozostawia żadnej wyczuwalnej warstwy na skórze. Za to jest ona przyjemnie gładka i nawilżona. Krem ten stanowi świetną bazę pod makijaż. Nic się nie waży ani nie roluje. Trwałość makijażu również na plus. Bywają dni, kiedy moja skóra czuje dyskomfort, np. jest wyczuwalnie ściągnięta, zaczerwieniona czy podrażniona. Wtedy sięgam po żel aloesowy (aktualnie mam ten od Natural Secrets). Żel bardzo dobrze nawilża, koi skórę i absolutnie jej nie zapycha. To wspaniały i wielofunkcyjny kosmetyk. Również nadaje się pod makijaż. Z powodzeniem można go też używać na noc.

FILTR PRZECIWSŁONECZNY

Używam kosmetyków z kwasami więc ochrona przeciwsłoneczna jest u mnie szczególnie wskazana. Cały czas jestem wierna marce OLIVALOE. Stosuję ich filtr (SPF 30, niestety nie mają 50) od ponad roku. Nie tylko chroni skórę, ale też ją pielęgnuje (nawilża i nie zapycha skłonnej do tego skóry). Przyznam, że bywają dni, kiedy nakładam wyłącznie ten krem (bez wcześniejszego serum i kremu nawilżającego). Wszystko zależy od sytuacji i oczywiście stanu cery.



PEELING I MASECZKA

Odkąd używam szczoteczki sonicznej, nie czuję potrzeby sięgnięcia po peeling. Ale jeśli miałabym Wam rekomendować coś fajnego, to będzie to nawilżająca mikrodermabrazja marki MINCER Pharma. Prześwietnie oczyszcza skórę, przywraca jej blask i wyrównuje koloryt skóry. Naprawdę ją rozjaśnia. Mikro-kryształki złuszczające nie wydają się być ostre (przynajmniej dla mnie), ale po zmyciu skóra jest genialnie wygładzona. Jest efekt WOW! 

Zrezygnowałam z drogeryjnych, jednorazowych maseczek na rzecz naturalnej glinki zielonej (posiadam ją od Natural Secrets). Stwierdziłam, że to ona najlepiej służy mojej kapryśnej cerze. Nie chcę też nakładać na nią byle czego, nie sprawdzonego. Chyba zmądrzałam... Wracając do glinki - mieszam ją z wodą lub z jogurtem naturalnym. Po takim 'mini SPA' cera jest rozjaśniona, nawilżona, oczyszczona i uspokojona jednocześnie. Otrzymuje dokładnie to, czego jej trzeba. Maseczkę funduję sobie maksymalnie 2 razy w tygodniu.



PUNKTOWO NA NIEDOSKONAŁOŚCI

Polecam żel punktowy do cery trądzikowej Mediqskin Plus. Otrzymałam go do testów we właściwym momencie. O jego składzie możecie poczytać tutaj. Co z działaniem? Nakładam go wyłącznie na pojedyncze, bolące niespodzianki. Szybko łagodzi stan zapalny, wysusza nieprzyjaciela. Radzi sobie też ze śladami po trądziku. Nie nakładajcie go jednak zbyt wiele, bo lubi wysuszyć skórę wokół wyprysku. U mnie schodziła małymi płatami, co naprawdę dawno mi się nie przytrafiło. Zaopatrzcie się w coś dobrze nawilżającego, np. żel aloesowy lub krem Dermedic Hydrain 2.


Dobrnęłam do końca. Jeśli macie jakieś pytania - chętnie odpowiem. Powtarzam, że nie używam wszystkiego razem. Wiele osób lubi zarzucać 'ojej ile Ty tego walisz'. Ja uważam, że żel myjący, tonik, krem i serum to podstawa pielęgnacji. Do tego peeling i maseczka max 2 razy w tygodniu. A często bywa tak, że tej maseczki nie ma. Nie zawsze nam się chce, nie zawsze mamy na to siłę po ciężkim dniu. Lubię mieć też alternatywę w kosmetyczce, bo bywa tak że cera się zbuntuje lub do czegoś przyzwyczai i wypada znaleźć coś innego równie skutecznego.

Tzw. 'wysyp' zaczynam leczyć właśnie serum korygującym. Potem je odstawiam i stosuję pielęgnację podtrzymującą. Zależnie od pory roku i stanu cery pielęgnacja ulega modyfikacjom, to zrozumiałe. ;)
Ale właśnie w ten sposób doprowadziłam swoją cerę do stanu, w którym spokojnie mogę chodzić bez makijażu. Dokuczają mi tylko pojedyncze wypryski, szybko zanieczyszczające się pory i przetłuszczająca się strefa T. Pracuję też nad ujednoliceniem kolorytu skóry.


Pozdrawiam!










Tonik oczyszczający - zielona herbata i szałwia | Natural Secrets. Najlepszy jaki miałam!

Dziś post skierowany jest głównie dla posiadaczek cer tłustych, mieszanych i z trądzikiem. Naturalny tonik Natural Secrets został stworzony z myślą o codziennej pielęgnacji skóry tłustej i problematycznej. Producent określa go RATUNKIEM DLA SKÓRY PROBLEMATYCZNEJ. Czy tak faktycznie jest? Zapraszam do lektury.

Tonik oczyszczający - zielona herbata i szałwia - jest łagodny dla skóry, a zawarte w nim składniki wykazują intensywne działanie pielęgnujące i oczyszczające. Tonik oczyszcza i odświeża skórę, przywraca naturalne pH oraz zapewnia optymalny poziom nawilżenia oraz reguluje wydzielanie sebum. Zawiera ponad 60% składników aktywnych.

W skład toniku wchodzą:

  • Hydrolat z zielonej herbaty, który działa przeciwzapalnie, antybakteryjnie, a ponadto tonizuje, łagodzi zaczerwienienia i chroni skórę przed utratą wilgoci.
  • Ekstrakt z szałwii - oczyszcza, łagodzi podrażnienia i ściąga pory.
  • Olejek rozmarynowy jest silnym środkiem antyseptycznym oraz bakteriobójczym.
  • Olejek z drzewa herbacianego - działa przeciwzapalnie, przyspiesza regenerację skóry i pomaga w walce z zaskórnikami.
  • D-pantenol działa łagodząco i przeciwzapalnie.
  • Woda demineralizowana. 


INCI: Camellia Sinensis (Green Tea), Leaf Water, Aqua, Salvia Officinalis Extract, D-pantenol, Rosmarinus Officinalis Oil, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Salicylic acid.

Tonik znajduje się w ciemnej plastikowej buteleczce. Opatrzony został przepiękną grafiką. Jego zapach jest intensywny, ziołowy. Działanie - świetne! Tonik łagodzi wszelkie podrażnienia skóry i pojedyncze stany zapalne, zmniejsza zaczerwienia, przyjemnie odświeża skórę. Widocznie reguluje wydzielanie sebum i oczyszcza pory (ściąga je, zwęża). Wymaga nałożenia kremu nawilżajacego lub żelu aloesowego, aby pozbyć się delikatnego uczucia ściągnięcia skóry. Po jego użyciu skóra jest oczyszczona, odświeżona i przyjemnie gładka. Zauważyłam, że na mojej skórze pojawia się coraz mniej bolących niespodzianek, a także podskórnych grudek, kaszki. Pory są ładnie zwężone, a skóra zdecydowanie mniej się błyszczy. Spryskuję nim twarz codziennie rano i wieczorem. Prócz wyżej wymienionych zalet, nie widzę żadnych wad i bardzo go Wam polecam.

Można go kupić tutaj. Pojemność to 100 ml, cena: 25,99 zł. 


W ofercie Natural Secrets znajdziecie jeszcze toniki nawilżający (jedwab i kwiaty maku) oraz normalizujący (bławatek i gorzka pomarańcza). 

Wspomniana marka z wielką dbałością wyrabia ręcznie naturalne mydła i kosmetyki. Co widać po składach, a także pięknej szacie graficznej. Inspirację stanowi otaczająca nas natura. W kosmetykach wykorzystywane są tylko najlepszej jakości surowce pochodzenia roślinnego.

Moja ocena: 10/10.


Pozdrawiam!

Letnie HITY kosmetyczne! The Ordinary, Bioderma, Mia Calnea i inne

Przyszła pora podsumować kosmetyczny lipiec. Nie był to zbyt ciepły miesiąc, ale mimo to - piękny. Sierpień jest bardziej łaskawy i darzy nas ogromną dawką promieni słonecznych. Mam nadzieję, że tak już pozostanie. Wróćmy jednak do lipca. Był to głównie czas 'wzmożonej pielęgnacji cery', która przechodziła duży kryzys już od czerwca. Całe szczęście wypracowałam sobie skuteczną pielęgnację i dziś podzielę się niektórymi hitami w tej kategorii. Znajdzie się też coś dla włosów, ciała i naszych stóp, które w okresie letnim lubią płatać figle. Zapraszam!



W moich HITACH nie mogło zabraknąć zestawu SkinSpa marki Braun. Szczegółowy opis oraz recenzję znajdziesz tutaj. Najbardziej upodobałam sobie nasadkę masującą. Sprawia, że skóra jest mięciutka, delikatna i bardziej napięta. Zdecydowanie poprawia jej kondycję. To mój letni 'must have'!

Jakiś czas temu skusiłam się na lekki krem nawilżający Bioderma Hydrabio Legere. Na mojej mieszanej, skłonnej do niedoskonałości cerze, sprawdza się fantastycznie. Nie zapycha skóry, nie podrażnia jej, nie robi jej żadnej krzywdy. Faktycznie jest leciutki, ale nawilża bardzo skutecznie. Stanowi wspaniałą bazę pod makijaż. Wchłania się błyskawicznie i nie pozostawia lepkiej warstwy na skórze. Jak widzisz, moim zdaniem ma on same mocne strony. Szczególnie teraz, latem - okazał się być strzałem w 10!


Kolejny świetny krem to Arkana Acne Out. Nie będę się tu wiele o nim rozpisywać. Poświęciłam mu odrębny wpis, klik. Dedykowany jest skórze tłustej, mieszanej, z trądzikiem. Z niedoskonałościami radzi sobie świetnie. Ponadto zwęża pory, wygładza skórę, rozjaśnia ją. Radzi sobie też z przebarwieniami. Ideał dla mojej skóry.


Czy znasz kosmetyki The Ordinary? Dzięki wygranej u @landofvanity mam możliwość ich przetestowania. Moja cera pokochała serum z witaminą B3 i cynkiem. Przygotowuję o nim odrębną recenzję. Tutaj zdradzę, że wspaniale radzi sobie z niedoskonałościami, przebarwieniami oraz niejednolitym kolorytem skóry. Bardzo ładnie wygładza skórę, widocznie poprawia jej strukturę. Używam go pod krem, rano i wieczorem.



Nigdy nie myślałam, że tak 'przywiążę się' do szczoteczki oczyszczającej skórę twarzy. Pochodzi ona od Mediqskin - otrzymałam ją razem z żelem punktowym na niedoskonałości. Sprawdza się ekstra! Używam jej (najczęściej) z żelem La Roche Posay. Dzięki temu ostatnio rzadko sięgam po peelingi. Szczoteczka pozostawia skórę przyjemnie wygładzoną i oczyszczoną. Nie podrażnia jej. Samo oczyszczanie nią twarzy jest odprężające. Możesz tu dostosować prędkość do własnych potrzeb. Ładowanie odbywa się poprzez USB (do komputera). Korzystam z niej niemalże codziennie od jakichś 3 miesięcy i jeszcze nie ładowałam. Chyba jeszcze nic nie oczyszczało mojej skóry tak skutecznie i w tak przyjemny sposób. Jest WOW!


Bardzo lubię kosmetyki fitomed. Wszystkie, które dotąd miałam, sprawdziły się świetnie. Krem pod oczy Nr 10 nie jest wyjątkiem. Wykazuje naturalne działanie przeciwzmarszczkowe - faktycznie wygładza delikatne zmarszczki pod oczami, spłyca je, stają się mniej widoczne. Nie osadza się w nich żaden korektor. Jest bardzo treściwy, ale nadaje się zarówno na dzień, jak i na noc. Nie waży się pod makijażem. Z kolei nałożony wieczorem, świetnie regeneruje skórę, zmniejsza zasinienia. To naprawdę rewelacyjnie nawilżający krem. Poza tym nie pozostawia tłustego filmu i jest bardzo wydajny. Kolejny 'must have'!

Przejdźmy do włosów. Garnier wypuścił na rynek nowe formuły szamponów (i odżywek) z linii Fructis. Nie przepadam za ich kosmetykami, ale te włosów od czasu do czasu mnie zachwycają. Tak też jest w przypadku szamponu wzmacniającego 2w1 Oil Repair 3. Mamy tu ekstrakt z olejku kokosowego oraz 3 olejki: z oliwek, awokado i karite. Szampon przeznaczony jest do włosów suchych i łamliwych. Sprawdza się doskonale! Po jego użyciu włosy są miękkie, wygładzone i lśniące. Fale i loki ładnie podkreślone, wyeksponowane. Już mówiłam - moim włosom służy głównie olejek z awokado. Znów się nie zawiodłam i Wam także polecam. W wyjątkowych sytuacjach nawet nie muszę używać odżywki/maski do włosów. Zapach jest bardzo przyjemny, świeży - w sam raz na lato.


Suchy szampon przydaje się w awaryjnych sytuacjach, w szczególności latem. Pierwszy raz testuję wersję zapachową cherry od Batiste i bardzo mi się spodobała. Dotąd stawiałam na kwiatowe zapachy, ale teraz wiem że na tą również się jeszcze skuszę. Takiego szamponu nie używam często. Przydaje się, tak jak wspomniałam, w awaryjnych sytuacjach, aby po prostu szybko odświeżyć włosy, nadać im trochę objętości. Polecam go też do wyjazdowej kosmetyczki, np. w miniaturowej wersji, która nie zajmie wiele miejsca.

Czas na pielęgnację stóp. Dzięki marce Delia Cosmetics odkryłam wspaniałą linię Good Foot Podology. Moje szczególne uznanie zdobył krem-pianka do stóp o lekkiej formule. Jego główne zadania to: nawilżenie, ukojenie i odświeżenie suchej skóry stóp. Zapewnia to w 100%! Formuła pianki jest bardzo przyjemna (i nowa dla mnie). Skutecznie nawilża skórę stóp, zmiękcza ją, wygładza i daje efekt odświeżenia. Wypróbuj koniecznie!


Na koniec mam coś super! Choć wiele osób zapewne pomyśli, ze to nic takiego. Mowa o pilerce Mia Calnea. Doskonale radzi sobie z suchymi, czy nawet popękanymi piętami. Wiele z nas dotyka ten problem (szczególnie latem) i moim zdaniem to nic wstydliwego. Wystarczy znaleźć skuteczną pielęgnację. Ta pilerka Wam ją zapewni. Używam jej wieczorem, a następnie nakładam krem-piankę Delia Cosmetics. Tadam! Pięty są jak nowe - bardzo polecam.

Znacie już moje HITY? Czy może dopiero chcecie coś wypróbować?


Pozdrawiam!

Świetne maski do włosów suchych i ulubiony podkład | Kosmetyczne zużycia lipca

Przyszła pora na kolejne denko. Znów tylko z jednego miesiąca. Praktycznie siedzę na walizkach i nie mam miejsca na składowanie opakowań z dłuższego czasu. Nawet troszkę udało mi się zużyć w lipcu. Co ciekawe, są to niemal same fajne kosmetyki. Zapraszam! ;)


Zużyłam dwie fantastyczne maski do włosów. Pierwsza to osławiona Organic Shop z olejem awokado. Pisałam o niej ostatnio - KLIK, w poście ze świetnymi kosmetykami za 10 zł. Moje włosy lubią olej z awokado. Maska jest na to dowodem - świetnie je wygładza i nawilża. 

Drugi genialny produkt do włosów jest od Dr. Sante (czyli elfa pharm). Mowa o masce z olejem macadamia i keratyną. Przeznaczona jest do włosów osłabionych, ma je odbudowywać i chronić. Jej pojemność to litr. Używałam jej razem z mamą i obie ją pokochałyśmy. Polecam trzymać ją pod czepkiem z godzinkę - po takiej 'kuracji' włosy wyglądają przepięknie. Są nawilżone, wygładzone, pięknie się układają. Recenzowałam ją TUTAJ. Ponadto maska jest bardzo wydajna. Polecam ją szczególnie posiadaczkom włosów suchych i bardzo suchych.



Jeśli chodzi o pielęgnację ciała, to zużyłam aż trzy produkty. Znacie kosmetyki Himalaya? Dna sięgnął odżywczy krem do twarzy i ciała (aloes i wiśnia). Ze względu na parafinę (na drugim miejscu w składzie) nie używałam go do twarzy. Za to bardzo fajnie radził sobie z suchą skórą na łokciach i kolanach. No i ma przepiękny, subtelnie wiśniowy zapach! Pojemność to tylko 50 ml. Myślę, że to fajna opcja do wyjazdowej kosmetyczki.

Czytałyście recenzję o kremowym maśle do ciała Vis Plantis? Ma niesamowicie odżywczą formułę, a zapach żurawiny i maliny moroszki jest obłędny. Również było bardzo wydajne. Nawilżenie jest na bardzo wysokim poziomie. Jeśli czujecie się zaciekawione, tutaj pełna recenzja.

Na koniec coś, co mnie (niestety) nie zachwyciło. Po Bielendzie spodziewałam się dużo więcej. Skoncentrowany korektor cellulitu kupiłam z ciekawości, do wypróbowania. Zawsze mam coś takiego w kosmetyczce. Uważam, że uzupełnia pielęgnację przy regularnej aktywności fizycznej i diecie. Niestety to serum/balsam nie robiło nic - nie nawilżało skóry, nie ujędrniało jej. Szybko się wchłaniało, miało ładny zapach, ale poza tym nie robiło nic dobrego dla mojej skóry. Wydajność również bardzo słaba. Nie polecam.



Jedyny żel pod prysznic, jaki udało mi się skończyć to (ulubiony) Lirene żel + oliwka z bawełną. Ma cudowny zapach, jest delikatny. Pozostawia skórę przyjemnie pachnącą. Zdecydowanie polecam!

Zużyłam też kolejną buteleczkę mojego ulubionego serum korygującego Bielendy. Nie używam go już codziennie, ale zawsze mam w kosmetyczce. Nawet ostatnio (kolejny raz) postawiło moją cerę na nogi. Bardzo je Wam polecam, jeśli nie próbowałyście. Wiem też, że nie każdemu się sprawdza. Moją recenzję znajdziecie tutaj.


Pierwszy raz na blogu pokazuję próbki, ale jest to produkt warty uwagi więc musiałam (choć nie lubię ich składować). Polecam Wam szampon przeciwłupieżowy z dziegciem brzozowym i cynkiem Vis Plantis. Świetnie radzi sobie z miejscowym łupieżem, likwiduje go po kilku dniach stosowania. Wadą jest niewątpliwie zapach (jakby dymu), który niestety utrzymuje się na włosach mimo odżywki. Jednak najważniejsze, że działa.

Czas na kolorówkę. Dna sięgnęły aż (u mnie to dużo) trzy produkty. Po pierwsze - mój ulubiony podkład All Matt Plus. Aktualnie używam tylko odrobiny, aby wyrównać koloryt. Na twarzy wygląda naturalnie, a zakrywa co ma zakryć. Uwielbiam go, mam już kolejne opakowanie. Używam najjaśniejszego koloru - 010 Light Beige. Recenzowałam go tutaj. Wreszcie (!) zużyłam puder ryżowy Lovely (słynna czekoladka). Współgrał mi jedynie z tym podkładem Catrice, dlatego już go nie kupię. Z tego powodu jest mało użytkowy. I na dłuższą metę, słodki zapach jest męczący.

Na koniec mój ulubiony produkt do brwi, czyli wosk w kredce z Bell. Dostaniecie go w Biedronce. Dostępne są trzy odcienie. Ja zawsze wybieram nr 2. Wprawdzie trzeba się nią troszkę namachać, ale podoba mi się ten delikatniejszy, naturalny efekt. Na moich brwiach utrzymuje się spokojnie przez cały dzień. Więcej o wosku przeczytacie tutaj. Znajdziecie tam też zdjęcia moich brwi. ;))





Znacie coś spośród moich zużyć? ;)


Pozdrawiam!

Letnia pielęgnacja cery - 3 ulubione kroki | krem peelingujący, woda winogronowa, maseczka nawilżająca Caudalie

Latem chętniej sięgam po kosmetyki nawilżające, kojące, delikatne. Rezygnuję z kwasów i bardziej treściwych formuł na rzecz tych lekkich, k...