Naturalnie | Masło do ciała ORGANITIS

Problemy z bloggerem sprawiły, że nie mogłam napisać do Was w poniedziałek i środę. Na Instagramie zapowiedziałam nową serię na blogu - NATURALNIE. Moja kosmetyczka nie opiewa w same naturalne produkty, a ja do tego nie dążę. Mam różne problemy skórne, w których pomoc niosą wyłącznie dermokosmetyki bądź specyfiki na receptę. Mam też alergię na wiele drzew, roślin, zbóż, co sprawia że nie mogę sięgać po wiele naturalnych produktów. 

Jednak często pytacie mnie o kosmetyki naturalne więc postanowiłam podzielić się opinią na temat tych, które posiadam. Serię nazwałam NATURALNIE i mam nadzieję, że dzięki temu łatwiej będzie Wam dotrzeć do tych postów. Serdecznie zapraszam! ;)

Pierwszym produktem, który chcę Wam przedstawić jest BODY BUTTER od ORGANITIS, o zapachu BLACK CURRANT WOOD. Cudownym zapachu, tak 'by the way'...!



Opis i skład załączony na zdjęciu powyżej. Nic dodać, nic ująć - są super! Zapach masła wspaniale relaksuje, pobudza zmysły. Nie sposób go opisać, porównać, jest wyjątkowy! Trzeba go po prostu powąchać. ;)

Masło spodoba się posiadaczkom skóry suchej i bardzo suchej. Poziom nawilżenia jest fenomenalny! Pozostawia na skórze warstwę zabezpieczającą przed wysuszeniem (nie jest zbyt tłusta, w sam raz na noc). Należy je porządnie wmasować w skórę, zresztą to sama przyjemność. Podczas snu moja skóra regeneruje się. Rano jest gładziutka i cudownie nawilżona. 


Konsystencja masła jest bardzo przyjemna, puszysta, troszkę może przypominać mus. Jeśli zaś masło trzymamy w chłodnym miejscu stwardnieje i zdecydowanie gorzej je wydobyć. jest to też mniej przyjemne. ;)

Tak jak już wspomniałam, masło nawilża świetnie! Moja skóra na ciele jest sucha, czasem nawet bardzo sucha. Mam też problem z suchymi łokciami, kostkami i kolanami... To masełko sprawiło, że problem odszedł w zapomnienie. Zwykle zimą moje problemy wzmagały się, ale nie tym razem! ;)

Jestem naprawdę bardzo zadowolona z tego produktu i pod jego ogromnym wrażeniem. Skóra jest świetnie nawilżona, zabezpieczona przed wysuszeniem, gładziutka, miękka i zdecydowanie bardziej elastyczna. ;) Do tego masło jest bardzo wydajne. Czego chcieć więcej?


Masło jest idealnym produktem na okres jesienny, zimowy i może nawet wczesną wiosnę. W gorące dni wolę jednak coś lżejszego. Moja skóra najbardziej cierpi w porze zimowej, w okresie grzewczym. Produkt polecam, a nawet ZALECAM osobom borykającym się z suchą/bardzo suchą skórą na ciele. Sprawdzi się także do nawilżania suchych łokci czy nawet dłoni, zamiast klasycznego kremu. To masło + bawełniane rękawiczki = idealny duet do nocnego nawilżenia dłoni. ;)

Zostawiam Wam link do sklepu ORGANITIS - KLIK.

Pozdrawiam!

Recenzje zużytych produktów | Krótko, zwięźle i na temat!

Denko nastraja pozytywnie, bo na horyzoncie zakupy! Dziś pokażę Wam, co udało mi się zużyć w grudniu oraz pierwszych tygodniach Nowego Roku. Nie chcę się zbytnio rozpisywać, bo mam tutaj sporo produktów. Skupię się więc na konkretnym działaniu i mojej opinii. Jeśli chcecie wiedzieć więcej, śmiało piszcie. Nikogo nie pozostawiam bez odpowiedzi. Zapraszam! ;)


PIELĘGNACJA TWARZY

Bielenda, Super Power Mezo Serum, czyli słynne aktywne serum korygujące - mój KWC, totalny ulubieniec! Ratuję cerę mieszaną z problemem trądziku. Nie da się o nim opowiedzieć w kilku zdaniach dlatego odsyłam Was do mojej recenzji tutaj. 

VIANEK, odżywczy krem pod oczy z ekstraktem z chmielu - pisałam o nim tutaj. To przyjemny produkt, ale dla mnie jako osoby z suchą skórą pod oczami, jednak zbyt słaby (szczególnie na noc). Musiałam go wzbogacać olejem z pestek winogron. Na dzień, pod makijaż był w porządku - nawilżał, sprawiał wrażenie wygładzonej skóry. Polecam go osobom, które nie mają problemów ze skórą pod oczami i nie potrzebują extra nawilżenia. Ja już do niego nie wrócę, był za słaby.

VIANEK, odżywczy płyn micelarny tonik 2w1 z ekstraktem z nagietka, do każdego rodzaju cery. Dość dobrze zmywał makijaż, choć jako jeden jedyny krok demakijażu jest za słaby. Poza tym czasem piekła mnie skóra po jego użyciu. Nie wiem z czego to wynikało, ale to sprawia, że już do niego nie wrócę i nie mogę go rekomendować.

LA ROCHE-POSAY, żel oczyszcjący do skóry tłustej i wrażliwej EFFACLAR. To jeden z moich ulubieńców w kategorii wieczornego oczyszczania cery (moja jest mieszana ze skłonnością do trądziku). Mam do niego sentyment, bo był to mój pierwszy dermokosmetyk. Oczyszcza porządnie dlatego trzeba pamiętać o dobrym nawilżaniu skóry. Moja skóra bardzo go lubi i ja sama nauczyłam się go używać, łączyć z odpowiednimi kosmetykami tak aby całość 'zagrała'. Jest niesamowicie wydajny. To opakowanie miałam prawie pół roku, przy codziennym wieczornym użytkowaniu. Na pewno kupię ponownie.

HADA LABO TOKYO, kremowy żel oczyszczający do mycia twarzy. Recenzowałam go tutaj. Bardzo dobrze sprawdzał się jako drugi krok demakijażu. Świetnie usuwał makijaż/jego resztki i nie pozostawiał uczucia ściągniętej skóry. Przeciwnie - była ona dobrze oczyszczona, ale przy tym miękka, gładka i nawilżona. Wydajny. Polecam i sama chętnie jeszcze po niego sięgnę.


PIELĘGNACJA WŁOSÓW

Petal Fresh, szampon nawilżający - odżywienie suchych i zniszczonych włosów, pestki winogron i oliwa z oliwek. To szampon, który idealnie nada się dla posiadaczek włosów przetłuszczjących się, ponieważ bardzo dobrze oczyszcza skórę głowy, unosi włosy u nasady i pozostawia je świeże na dłużej. Przy tym oczyszczaniu nie ma miejsca na wysuszenie włosów, np. na końcach, gdzie najczęściej są na to podatne. Włosy są błyszczące, nawilżone, nie puszą się. Kupię ponownie i Wam też polecam.

L'biotica BIOVAX Diamond, intensywnie regenerujący szampon to kompletne przeciwieństwo Petal Fresh. Szampon przytłaczał moje włosy, obciążał je, szybko się przetłuszczały, a na domiar złego zaczęły wypadać. Taki szampon koszmarek. Nie polecam!

Alterra, nawilżająca odżywka do włosów suchych i zniszczonych. Z marką Alterra lubię się i nienawidzę jednocześnie. Do kosmetyków do włosów robiłam kilka podejść i nigdy nie kończyło się to dobrze. Po kilku latach przerwy postanowiłam znów spróbować. Tym razem było lepiej. Odżywka bardzo ładnie nabłyszczała włosy, odświeżała je. Wyglądały naprawdę dobrze. Mogłaby jednak lepiej nawilżać. Warto wypróbować te kosmetyki, bo nie są drogie i powszechnie lubiane. Sama będę jeszcze kombinować.

Schwarzkopf GLISS KUR, ekspresowa odżywka regeneracyjna do włosów matowych i łamliwych. To mój długoletni faworyt. Nadaje włosom połysk, ładny zapach oraz sprawia, że włosy dobrze się rozczesują. Bardzo polecam! Teraz zrobiłam sobie od niej przerwę i skusiłam się na czarną wersję, ale do tej na pewno wrócę.

Batiste dry shampoo, bright & lively floral to moja ulubiona wersja tego szamponu. Lubię go mieć, bo idealnie sprawdza się w awaryjnych sytuacjach. Polecam!


PIELĘGNACJA CIAŁA

Roge Cavailles, krem pod prysznic masło shea & magnolia. To ulubieniec z powyższego koszyka. Przyjemny, kremowy i pachnący! Nie tylko oczyszczał skórę, ale przy okazji ją pielęgnował, pozostawiając gładką i miękką (to nie jest zwykły produkt pod prysznic, on robi więcej). W poprzednim denku pokazywałam Wam olejek tej firmy. On również wspaniale mi się sprawdził. Zachęcam do zainteresowania się produktami. Warto!

PLANETA ORGANICA, organiczny żel pod prysznic z masłem shea. Żel miał wspaniały zapach! Mnie kojarzył się z pysznym, rozgrzewającym advocatem. ;) Dobrze oczyszczał skórę, nie wysuszał jej i był wydajny. Opakowanie z pompką na plus. Polecam! Sama chętnie wypróbuję inne wersje. Żele 'schodzą mi jak woda'.

NATURA SIBERICA, mini żel pod prysznic. Żele zawsze się przydają i nie mam problemu z ich zużyciem. Z tym było podobnie - zapach był OK (nie umiem go do niczego przyrównać), dobrze się pienił, nie wysuszał skóry. Nie sprawdziło się tylko opakowanie. Buteleczka wykonana jest z grubego (nieelastycznego) plastiku, żel był gęsty i nie chciał się wylewać. Może w wersji pełnowymiarowej sprawdza się lepiej, o ile taką ma. 

CD, dezodorant o zapachu kwiatu pomarańczy. Odkąd zmieniono zapach mojej ukochanej Isany, przerzuciłam się na CD. To bardzo dobry produkt - skuteczny, ładnie pachnie, nie podrażnia mojej skóry. Bez aluminium, olejów mineralnych, parabenów, silikonów, barwników, składników pochodzenia zwierzęcego. Polecam!

Eveline, serum intensywnie wyszczuplające i ujędrniające. To mój faworyt w tej kategorii. Serum dobrze się wchłania, napina skórę, ujędrnia ją. Niweluje świeże rozstępy. Sprawia, że skóra jest nawilżona, gładsza i miękka. To mój stały dodatek do ćwiczeń i pod tym kątem sprawdza się genialnie.


Efektima, peeling algowy ANTYCELLU z zieloną herbatą (naturalne drobinki peelingujące z alg). Peeling, który mnie rozczarował. Drobinki peelingujące są bardzo słabe i jest ich stosunkowo mało. Faktycznie po jego użyciu skóra była trochę bardziej napięta. Zapach przyjemny, orzeźwiający. Ciężko się go zmywało, brudził brodzik. Generalnie nie przypadł mi szczególnie do gustu. Nie kupię ponownie. Jeśli ktoś nie lubi mocnych zdzieraków może wypróbować.

Joanna Naturia, peeling gruboziarnisty mango (naturalne BIO granulki). Porządny zdzierak, ale zapach okropny! Sztuczny i jałowy, ani trochę nie przypomina cudownego mango. Tej wersji już na pewno nie kupię. Produkty pod prysznic mają być przyjemnością, ten nie jest. Nie polecam.


KOLORÓWKA

Zużyłam dwa podkłady, które bardzo lubię i używam regularnie. Na pewno do nich wrócę. Świetnie spisują się na cerze mieszanej z niedoskonałościami. Ich recenzje są na blogu od dawna - L'Oreal true match i Catrice All Matt plus. W koszu ląduje też poturbowany puder-ulubieniec Catrcie Prime&Fine. Jest naprawdę świetny! Skutecznie matuje skórę, nie tworząc przy tym efektu maski. Wygląda naturalnie. Skoro już jesteśmy przy marce Catrice, to wyrzucam przeterminowany słoiczek słynnego kamuflażu. Oczywiście w swojej kosmetyczce mam już nowy egzemplarz. Czy muszę go rekomendować? Jest idealny do punktowego zakrywania niedoskonałości.

Z bólem serca wyrzucam cień wet n wild, którego nie użyłam ani razu, a kupiłam w grudniu. Kosztował niewiele, bo ok. 5 zł na %%%, ale i tak szkoda. Okazał się być nie do użycia. ma galaretowatą formułę, w żaden sposób nie da się nim uzyskać pożądanego efektu. W temacie bubli, pozbywam się również maskary Paradise Extatic od L'Oreal, którą dokładnie krytykowałam tutaj. Działanie mizerne, ponadto skrzywdziła moje oczy. Zdecydowanie nie polecam!

Za to polecam wosk do brwi w kredce Bell. Daje bardzo ładny, subtelny efekt i trzyma brwi w ryzach długie godziny. Moja recenzja.


Wyrzucam pomadki ze zdjęcia. W większości przekroczyły datę ważności. Każdą z nich lubiłam na swój sposób, bardziej lub mniej. Z tej gromadki szczególnie polecam Wam Catrice i Marizę (szminka w czarnym opakowaniu). 

I to by było na tyle! Mam nadzieję, że dotrwałyście do końca i coś Was zaciekawiło. W razie pytań - piszcie! ;)

Pozdrawiam!





Królowały w grudniu | Mermaid Brush, Juicy Color, Skin 79 i inne

Mamy styczeń, ale na chwilkę przeniosę Was do grudniowych dni. Zebrałam garść ulubieńców, których koniecznie musicie poznać! Zapraszam serdecznie na przegląd tego, co najlepsze. ;)


Makijażowo polubiłam przede wszystkim brązer Bell HypoAllergenic. Właściwie jest to duo do konturowania, ale jasnego pudru używam sporadycznie. Brązer natomiast jest fenomenalny! Dzięki niemu przekonałam się do ocieplania twarzy. Ma neutralny, bardzo ładny odcień, w stronę chłodnego. Absolutnie nie jest zbyt ciepły, pomarańczowy. Pigmentacja godna pochwały, rozciera się cudnie, nie tworzy plam. Na mojej twarzy utrzymuje się ładnie niemal cały dzień. Nie zapycha. Koniecznie zwróćcie na niego uwagę! 
Drugi świetny produkt, który muszę Wam polecić to rozświetlacz ombre z Lovely. Daje efekt przepięknej tafli. Najlepsze w nim jest to, że możemy uzyskiwać różne odcienie (chłodniejsze/cieplejsze). To wszystko za sprawą efektu ombre. Sami zobaczcie!

Znalazło się też coś do ust. Dobrze znany w blogosferze Juicy Color od Wibo zawładnął moją kosmetyczką. Dla tych, którzy nie wiedzą/zastanawiają się nad zakupem: jest to balsam do ust z kolorem, dobrze napigmentowany, nawilżający. To bardzo przyjemna opcja dla wiecznie spierzchniętych ust, czyli takich jak moje. Kolor i nawilżenie = zdrowo, naturalnie wyglądające usta. Warto mieć go w swojej torebce!
Kojarzycie Mermaid Brushes? Ten pędzelek nie tylko ślicznie wygląda, jest też użyteczny. Przydaje się do konturowania, wszelkiego rozcierania, a nawet nakładania podkładu. Dzięki swojemu kształtowi dociera do trudniej dostępnych miejsc, np. przy skrzydełkach nosa. 







Znalazło się też kilka pielęgnacyjnych perełek, czyli to co lubię najbardziej. Z mojej pielęgnacji cery jestem od jakiegoś czasu bardzo zadowolona. Z ochotą piszę tego typu posty i dzielę się z Wami moimi faworytami. Jednym z nich jest różana maska złuszczająca od Skin 79. Maska robi dla skóry wszystko, co najlepsze! Używanie jej to czysta, świadoma przyjemność. Skóra staje się miękka, nawodniona, rozjaśniona. Radzi sobie z przebarwieniami i niedoskonałościami. Koktajl dla skóry! Maska zostaje wycofywana, jeśli chcecie ją mieć warto jeszcze teraz poszukać w drogeriach internetowych. Dokładną recenzję i więcej zdjęć znajdziecie w tym poście --> KLIK. 
Znacie olejek z drzewa herbacianego? To hit dla skóry z problemem trądziku. Absolutnie nie nakładamy go solo na całą twarz! Najbardziej lubię dodać 1-2 kropelki do ulubionego kremu nawilżającego. Taką mieszankę zalecam na noc. Rano skóra jest uspokojona i nie traci nawilżenia. Wypróbujcie!






Na koniec zostawiłam ulubieńca do pielęgnacji włosów. Mam go od września i wciąż regularnie używam po każdym myciu włosów. Przedstawiam Wam fluid na rozdwajające się końcówki GLISS Schwarzkopf. Ma zapewnić wygładzenie końcówek, nawilżenie, regenerację. Przeznaczony do włosów bardzo zniszczonych oraz suchych. Odkąd używam tego fluidu, nie mam żadnych problemów z suchymi, rozdwajającymi się końcówkami. Są jakby odbudowane, nawilżone i dociążone. Jestem bardzo zadowolona. Ogólnie ostatnio przerzuciłam się z różowej linii Schwarzkopf na czarną. Czasem zmiany są potrzebne i jak widać - korzystne. 



Widzicie tu coś znajomego? A może się na coś skusicie? Koniecznie dajcie mi znać! ;)

Pozdrawiam!

CZTERY KOSMETYCZNE ROZCZAROWANIA


Od czasu do czasu zdarzają się kosmetyki, które nie zdają egzaminu. Dziś o nich właśnie. Opowiem od czego lepiej (moim zdaniem) trzymać się z daleka. Całe szczęście rocznie nie ma ich wiele i pozytywne recenzje dominują na blogu. Takie w końcu lubimy najbardziej. ;)

Maskara L'Oreal PARADISE EXTATIC to najgorszy kosmetyk kolorowy, jaki mi się trafił w minionym roku. Tusz bardzo szybko zgęstniał/zastygł, ale już od początku pozostawiał brzydkie, nieestetyczne grudki na rzęsach. Zamiast pięknego wachlarza otrzymałam efekt posklejanych rzęs. Trwałość również pozostawia wiele do życzenia, bowiem tusz osypuje się w ciągu dnia (już po kilku godzinach od aplikacji). Najgorsze jednak okazało się szczypanie, pieczenie i łzawienie oczu. To definitywnie go dyskwalifikuje. I choć wiem, że wielu z Was bardzo dobrze się sprawdza, ja nie mogę go polecić.


Pozostając w temacie oczu, odradzam też zakup arganowego kremu pod oczy marki equilibra. Był tak zły, że doczekał się swojej własnej, prywatnej recenzji - TUTAJ. Dla podkreślenia jego beznadziejności muszę o nim wspomnieć ponownie. Krem zupełnie NIC nie robi. Sprawia tylko, że delikatna skóra wokół oczu woła o pomoc, prosi o nawilżenie, ukojenie i odżywienie.


Przejdźmy do pielęgnacji ust. Tutaj niestety też się zawiodłam i to na słynnym produkcie. Mowa o ochronnym sztyfcie do ust Neutrogena. Podobno sprawdza się przy norweskich mrozach... a w Polsce nie dał rady. ;) Moje usta są suche, spierzchnięte (zwłaszcza zimą) więc nic dziwnego, że wymagają specjalnej pielęgnacji. Po prostu porządnego nawilżenia. Ta pomadka tego nie gwarantuje. Ma niezbyt fajny zapach, jest jakaś sztuczna, zbita. Nawet przyciskając ją mocno do ust, jakoś mało jej na nich pozostaje i szybko z nich znika. Efekt znikomy, prawie niezauważalny. Pomadki Isana (kosztujące mniej niż 5 zł) są o niebo lepsze!


Jesteśmy już na 'finiszu'. Przed nami ostatni bubel. Znów znany i w większości lubiany - gąbka do makijażu 'blend it'. Początkowo bardzo ją lubiłam. Pokusiłam się nawet o myśl, że może okaże się być lepsza od pierwowzoru, czyli 'beauty blendera'. Niestety, jak się kolejny raz okazało, nie ma on sobie równych. Gąbka 'blend it' z czasem zaczęła pochłaniać mnóstwo podkładu. Poza tym miałam ciągłe problemy z jej czyszczeniem, nie dało się jej dobrze wypłukać. Nie kupię ponownie, a od siebie polecam beauty blender i Real Techniques.


Dobrnęliśmy do końca. Dajcie proszę znać, czy mieliście okazję używać któregoś z moich bubli? Może Wam się akurat dobrze sprawdzały? Coś zostało hitem? ;)

Pozdrawiam!

3 KROKI CLINIQUE - skóra mieszana w stronę tłustej | Czy są takie cudowne?

Jakiś czas temu uległam i postanowiłam wypróbować rozsławione 3 kroki Clinique. Wiele z Was pewnie już zna te kosmetyki. Na początek skusiłam się na zestaw miniaturek. Nie są to tanie produkty więc takie rozwiązanie wydaje mi się być najrozsądniejszym. Mogę wypróbować i zadecydować, czy chcę inwestować w pełnowymiarowe produkty.

Z postu dowiecie się, jak ta trójeczka sprawdziła się na mojej mieszanej, skłonnej do trądziku cerze. Wybrałam wersję 'typ skóry III', czyli mieszana w stronę tłustej.



Krok 1 - Liquid Facial Soap (mydło do twarzy)

OD PRODUCENTA: Mydło w płynnej formule. Skutecznie oczyszcza, nie pozbywając przy tym skóry ochronnej bariery lipidowej. Przygotowuje skórę na złuszczające działanie Clarifying Lotion. 

MOJA OPINIA: Mydło dobrze się pieni, nie potrzeba go wiele do jednorazowego użytku. Zapach bez szaleństw - mało przyjemny, specyficzny, ale delikatny więc mi nie przeszkadzał. Ten produkt bardzo dobrze oczyszcza moją skórę. Pory są czyściutkie, ale zbyt ściągnięte. Cała skóra jest niezbyt fajnie ściągnięta. Mydło okazało się być jeszcze mocniejsze od żelu LRP.

Krok 2 - Clarifying Lotion (płyn złuszczający)

OD PRODUCENTA: Płyn złuszczający pomaga usunąć zanieczyszczenia, sebum, łuszczący się naskórek. Pozostawia skórę czystą i promienną. Płyn blokuje pojawianie się niedoskonałości. Oczyszcza pory, dzięki czemu są mniej widoczne. Skóra staje się silniejsza, zdrowsza i pozostaje czysta na dłużej. Zapewnia komfort i nie wysusza skóry.

MOJA OPINIA: Po mocno oczyszczającym mydle zwykle użyłabym wody różanej, aby zneutralizować ten efekt. Dla przetestowania 3 kroków Clinique musiałam jednak sięgnąć po płyn złuszczający. Ma on mocno alkoholowy zapach, czasem aż trochę szczypał w oczy. Mimo to płyn przypadł mi do gustu, ponieważ jest skuteczny. Zauważyłam, że bardzo ładnie radzi sobie z przebarwieniami i śladami po trądziku. Nie wyskakują też żadne niedoskonałości, pory dużo mniej się zanieczyszczają. Skóra jest oczyszczona i lekko rozjaśniona. Lubię to! Ale, ale... Nie używałabym go w duecie ze wspomnianym mydłem. Skóra jest oczyszczona aż nadto i zbyt ściągnięta. Czułam się niekomfortowo. Z innym, delikatnym żelem - jak najbardziej!


Krok 3 - Dramatically Different Moistruizing Gel (żel)

OD PRODUCENTA: Nawilżający, beztłuszczowy "napój". Zapewnia optymalną równowagę nawilżenia Twojej skórze. Formuła beztłuszczowa zmiękcza, wygładza i udoskonala skórę.

MOJA OPINIA: Ten żel to bardzo przyjemny, lekki, bezzapachowy produkt. Szybko się wchłania i faktycznie zmiękcza i wygładza moją skórę. Daje przyjemne uczucie odświeżenia i ukojenia. Świetnie sprawdza się pod makijaż. Nie zapycha mojej kapryśnej cery. Niestety znów mam ale... Po oczyszczeniu i złuszczeniu, jakie zafundowały mi pierwsze dwa kroki, nawilżenie żelu jest dla mnie za małe. Oczekuję tu czegoś bardziej nawilżającego. Jeśli stosowałabym te 3 kroki przez dłuższy czas, na pewno doszłoby do przesuszenia mojej skóry.


Podsumowując, dla mojej skóry stosowanie tych trzech specyfików łącznie i przez dłuższy czas nie wyszłoby na dobre. 3 kroki Clinique najlepiej sprawdzały mi się na weekendowych (czyli krótkich) wyjazdach. Natomiast odrębnie są to fajne, a nawet bardzo fajne kosmetyki. 

Do mydła na pewno nie wrócę. W kategorii oczyszczanie znam lepsze kosmetyki. Skuszę się za to na pełnowymiarowy płyn złuszczający. Bardzo mi się spodobało jego działanie. W duecie z delikatnym żelem sprawdza się świetnie. Co do nawilżającego żelu, to również mogłabym go kupić ponownie. Jeśli nie będę mieć nic ciekawego na dzień, pod makijaż to z chęcią kupię ten lekki żel.

A jakie są Wasze wrażenia, co do tych kosmetyków?

Pozdrawiam!

3 HITY W PIELĘGNACJI CERY MIESZANEJ Z TRĄDZIKIEM | MOJE 3xWOW!

Mogłabym napisać Nowy Rok --> nowa cera, choć wiem, że w moim przypadku wszystko może się zmienić w przeciągu kilku dni. Mam jednak nadzieję, wiarę i motywację. I nie mogłam się powstrzymać przed napisaniem tego posta. Nie mogę już dłużej ukrywać przed Wami mojego małego przepisu na piękniejszą cerę. Przepis oczywiście jest przypadkowy.

Czasem mam takie 'kosmetyczne przeczucie'. Widzę jakiś produkt, czytam opis i czuję, że to jest właśnie to. I nie mylę się. Koniec minionego roku obfitował w takie przeczucia. Znalazłam sporo wspaniałych kosmetyków, które bardzo służą mojej skórze. Nie czytam opinii, nie szukam recenzji - po prostu wiem, że coś się sprawdzi. Macie tak czasem?

W grudniu natrafiłam na dwa takie produkty. Właściwie to przechodziłam obok nich już wcześniej i niepotrzebnie zwlekałam z zakupem. To o nich dziś przeczytacie. Ponadto będzie jeden stały bywalec, mój KWC!


Kosmetyki, które chcę Wam pokazać można oczywiście stosować osobno, można wybrać z nich coś co najbardziej Was nurtuje, ale dla mnie dwa razy w tygodniu są to '3 kroki w pielęgnacji cery mieszanej z trądzikiem'. Często tutaj pisałam jaka jest moja cera, ale teraz warto to powtórzyć, aby lepiej wyeksponować zmiany, jakie dokonały się na mojej skórze. Problemem jest strefa T - tłusta, czasem nawet bardzo tłusta i skłonność do niedoskonałości, najczęściej na brodzie i policzkach. Całe szczęście w okolicach października poradziłam sobie z wysypem podskórnych grudek. Tak więc moim problemem pozostawała tłusta strefa T i pojedyncze niedoskonałości.

Krok 1 - Bioderma Sebium Gel gommant

Myjący żel złuszczający - peeling przeznaczony jest do pielęgnacji skóry tłustej, mieszanej i skłonnej do trądziku. Należy podkreślić, że nie wolno stosować go w przypadku obecności na skórze zmian zapalnych. Ten żel to prawdziwa sensacja! Niewielką ilość wyciskam na dłoń i masuję uprzednio zwilżoną twarz. Nie dość, że jest to przyjemne, to jeszcze daje wspaniałe rezultaty. Po takim peelingu moja skóra jest niezwykle wygładzona i oczyszczona. Widać to szczególnie po porach - są bardzo dobrze oczyszczone, odblokowane, lekko zawężone. Warto podkreślić, że nie ulegają takiemu zatykaniu, jak wcześniej. Pory to zdecydowanie jedna z udręk mojej skóry, zapomniałam Wam o tym wcześniej wspomnieć. Żel nie zawiera mydła, jest hipoalergiczny. Moja cera odżyła odkąd go stosuję. Posiada podwójne działanie złuszczające: peeling mechaniczny z kulistymi mikrogranulkami oraz peeling chemiczny dzięki obecności kwasów salicylowego i glikolowego. Peeling rozjaśnił moją skórę, ujednolicił ją, zawęził pory, nie pojawił się żaden wysyp ani podrażnienia, zmniejszył widoczność starszych przebarwień w okolicach nosa i na policzkach.



Krok 2 - Bielenda SUPER POWER MEZO SERUM

Aktywne serum korygujące polskiej marki recenzowałam już 3 lata temu - o tutaj. To niesamowite, że wciąż sprawdza mi się tak samo dobrze i ratuje cerę w sytuacjach kryzysowych. Zawsze mam je w swoich zapasach kosmetycznych. Nie używam już non stop, tylko w razie potrzeby. Właśnie początkiem grudnia znów po nie sięgnęłam, aby podrasować cerę przed świętami, imprezami i Sylwestrem. No i udało się. Serum korygujące posiada w składzie kwas migdałowy AHA, kwas laktobionowy PHA oraz witaminę B3. Wspomniane kwasy świetnie sprawdzają się na mojej problemowej cerze. To serum nazywam takim małym 'cudakiem' - nakładam wieczorem pod krem, a rano cieszę się nową, lepszą skórą. Nie przesadzam. Wspominałam, że to mój KWC! Cudownie wygładza skórę, zmiękcza ją, zwęża pory, goi niedoskonałości, radzi sobie z podskórnymi grudkami, rozjaśnia przebarwienia oraz ujednolica koloryt cery. Od początku stosuję je tylko na noc. Nałożone po peelingu działa jeszcze lepiej. Nie zanotowałam żadnych ujemnych reakcji. Jeśli jeszcze nie próbowałyście - namawiam! Sam fakt, że używam go niezmiennie od 3 lat już o czymś świadczy!


Krok 3 - Avene Cleanance EXPERT

Hipoalergiczna emulsja do skóry z tendencją do trądziku (łagodne i umiarkowane niedoskonałości, krosty - zaskórniki) to mój pierwszy produkt tej marki. Emulsja ma za zadanie zmniejszać namnażanie bakterii, redukować zaczerwienienia oraz pomagać w likwidacji wyprysków. Pomaga zmniejszać zaskórniki i wygładzać powierzchnię skóry, reguluje nadmierne wydzielanie sebum. Woda termalna Avene koi i łagodzi podrażnienia. Emulsji używam rano i wieczorem. Wieczorem, jako trzeci krok, zaraz po serum. To jeden z najlepszych kremów, jaki miałam okazję używać! Przede wszystkim leczy wypryski, zapobiega powstawaniu nowych, wygładza powierzchnię skóry. Ponadto moja cera nie świeci się już jak latarnia! To wszystko składa się na same zachwyty. Emulsja szybko się wchłania, przez co nadaje się także na dzień, pod makijaż. 


Tak właśnie prezentują się moje HITY do pielęgnacji cery mieszanej z tendencją do trądziku. Taki potrójny rytuał funduję sobie dwa razy w tygodniu. Głównie ze względu na żel-peeling. W pozostałe dni używam zwykłego żelu do oczyszczania cery tłustej/mieszanej/z trądzikiem oraz emulsji. Serum również jest obecne w mojej pielęgnacji, ale aktualnie nie muszę po nie sięgać codziennie. Nie chcę też, aby skóra się do niego przyzwyczaiła. Częstotliwość co drugi lub trzeci dzień jest tutaj odpowiednia. Często pytacie o moją pielęgnację cery. Staram się coś doradzić, polecić, bazując na moich długoletnich przejściach i doświadczeniach. Musicie jednak pamiętać, że to co sprawdza się mi, niekoniecznie spisze się na Waszej cerze. Jeśli rezygnujecie z porady lekarskiej, musicie przede wszystkim dobrze poznać swoją skórę, obserwować ją. Metodą prób i błędów, po jakimś czasie, wypracujecie swoją skuteczną pielęgnację. Nie poddawajcie się!

Aktualnie cieszę się wygładzoną, oczyszczoną skórą, zwężonymi porami i zmniejszonym przetłuszczaniem. Dla osoby, która przez większość życia boryka się z problemami skórnymi to cudowne uczucie. W końcu uśmiecham się do siebie w lustrze i nie wstydzę pokazać się bez makijażu. Mam nadzieję, że może i komuś z Was pomogłam tym wpisem.

Pozdrawiam!

Ulubione kosmetyki do makijażu 2017 r.

Witam Was w Nowym Roku! Na wstępie życzę wszystkiego co najlepsze, spełnienia marzeń, samych sukcesów oraz dużo, dużo zdrowia!

W ostatnich miesiącach nie byłam tutaj zbyt aktywna. Moje chęci do blogowania osłabły, ale już się na siebie zdenerwowałam i będę nadrabiać zaległości.

Zaczynam od makijażowego podsumowania roku. To był dla mnie najprostszy wybór. Często powtarzam, że w tej kategorii niewiele się u mnie zmienia. Dużo trudniej było mi wyłonić najlepszą pielęgnację.

W zeszłym roku przekonałam się do częstego używania baz pod makijaż. Mam je aż lub tylko dwie. Dla mnie - aż. Pierwszą z nich na pewno znacie, widać ją wszędzie. Mowa o hicie polskiej marki Bielenda, czyli nawilżającej bazie pod makijaż z efektem poprawy kolorytu. Nie dość, że pięknie wygląda na toaletce, to również świetnie działa. Polubiła ją moja mieszana cera z trądzikiem. Baza ma właściwości nawilżające i wygładzające. Delikatnie wyrównuje koloryt skóry, a także ładnie ją rozświetla, nieprzesadnie. Sprawdza mi się z każdym podkładem lub kremem BB. Nie zapycha porów. Poprawia trwałość podkładu/kremu BB. 


Druga baza posiada właściwości matujące. Jej zadaniem jest także zmniejszenie widoczności porów. Jest ona zdecydowanie bliższa mojemu typowi cery - No Pores również polskiej marki Lirene. Baza jest gęsta, nie należy nakładać jej zbyt wiele. Skutecznie matowi cerę, delikatnie zmniejsza widoczność rozszerzonych porów. Jeśli nałożymy jej zbyt wiele, efekt matu będzie zbyt duży, tępy, a podkład może się rolować. Dzięki niej podkład bardzo ładnie utrzymuje się niemal przez cały dzień. Również nie zapycha mojej skłonnej do tego cery. To świetna propozycja dla posiadaczek cer mieszanych i tłustych.



Pomadki to wakacyjne odkrycia. Długa połowa roku zdecydowanie dominowała, jeśli chodzi o makijażowe zakupy, a zwłaszcza mazidełka do ust. Polubiłam dwie - obie w odcieniach przygaszonego różu, wpadającego w fiolet. Pierwszy ulubieniec ma nawilżającą formułę. Właściwie jest to balsam z kolorem. Juicy Color od Wibo to idealny produkt dla suchych ust. Nie jest to trwała pomadka, a raczej taka którą możemy wrzucić do torebki i łatwo poprawić usta w ciągu dnia. Drugi faworyt należy do marki Bell, dostępnej w sieci sklepów Biedronka. Velvet Story ma bardzo przyjemny, komfortowy mat. Ładnie utrzymuje się na ustach, dobrze się nosi. To bardzo tania pomadka, tym bardziej jej trwałość i komfort noszenia zaskakuje.


Podkład czy krem BB? Dla mnie i to i to. Stan mojej cery bardzo się poprawił. Aktualnie wystarcza mi produkt, który wyrówna koloryt i przykryje drobne przebarwienia. W tej roli idealnie odnajduje się słynny Healthy Mix od Bourjois. Oczywiście używam najjaśniejszego odcienia, który jednak mógłby być jeszcze jaśniejszy. To bardzo przyjemny podkład, który nie zapycha i nie obciąża kapryśnej cery. Z odrobiną bazy utrzymuje się długie godziny. Jestem bardzo zadowolona i narazie nie chcę nic zmieniać. Polubiłam również krem BB Orange od Skin 79. Ten krem BB jest bardziej kryjący od opisywanego podkładu. Więc jeśli mam jakieś niedoskonałości wybieram jego. Pomimo fajnego krycia wciąż jest lekki, przyjemny, nie obciąża skóry, nie zapycha jej. Na plus zasługuje również ładny jasny odcień o żółtych tonach.



Puder 2017 r.? Zdecydowanie No-Sebum Mineral Pact od innisfree! Świetny puder dla cer tłustych i mieszanych. Trzyma  w ryzach błyszczenie na długie godziny. Nie należy nakładać go zbyt wiele, bo może bielić i wyglądać na twarzy nienaturalnie. Odpowiednia ilość może delikatnie rozjaśnić podkład i wciąż wyglądać naturalnie, co bardzo mi się podoba. Puder jest też bardzo wydajny. Mam go od września, używam codziennie, a jeszcze nie widać denka.

W minionym roku przekonałam się również do brązera, a to za sprawą Bell HypoAllergenic i ich Contour Palette. Przyznam, że tego pudru rozjaśniającego używam rzadko, bardziej interesuje mnie brązer. Jest rewelacyjny! Ma chłodny odcień, jest dobrze napigmentowany, przyjemnie się rozciera, nie tworzy plam ani smug. Ideał! Z łatwością można stopniować jego intensywność. Bardzo polecam!

Skoro mowa o Bell, to wróćmy do Biedronki i wspaniałego wosku w kredce do brwi, który dostaniecie tylko tam. Znajdziecie tam jego trzy kolory. Jeśli lubicie delikatny efekt, nieprzerysowane brwi to musicie ją mieć. Dokładnie pisałam o niej w tym wpisie.



Ostatnim cudem jest listopadowa nowość - paleta cieni Light Smoky KOBO POFESSIONAL. Na żywo kolory są cudowne, możecie je też obejrzeć na moim IG. Jest ich dziewięć - 6 matowych i 3 połyskujące, cudownie połyskujące. mamy tu głównie bezpieczne brązy i coś ekstra. Z łatwością stworzymy zarówno spokojny, dzienny makijaż, jak i coś szalonego na wieczór. Ostatnio sięgam po nią non stop, a to do mnie niepodobne. Cienie są bardzo dobrze napigmentowane, blendują się łatwo i przyjemnie. Każdy cień można wyciągnąć.

I tak prezentują się moje ulubione kosmetyki. Być może skusicie się na coś z mojej listy. Koniecznie dajcie znać, czy coś wpadło Wam w oko.


Pozdrawiam!

Naturalny podkład Couleur Caramel Hydra Jeunesse

Mamy piękną pogodę, dlatego to idealny moment na recenzję lekkiego, iście letniego podkładu Hydra Jeunesse Couleur Caramel. Posiad...