Nie myję skóry twarzy o poranku + demakijaż naturalnymi olejami | Aktualizacja pielęgnacji cery mieszanej, skłonnej do niedoskonałości | Przełom!

Na IG pokazywałam Wam pokrótce zmiany w pielęgnacji mojej cery. Dla przypomnienia - mieszana z tendencją do niedoskonałości. Bardzo Was ten temat zainteresował, dlatego z chęcią piszę post. Dziękuję za tak duży odzew! Wiele z Was boryka się z problemami skórnymi, podobnymi do moich. Mam nadzieję, że tekst Wam się spodoba i przyda.

Ostatnie wpisy z aktualizacją pielęgnacji cery znajdziecie TUTAJ i TUTAJ. Tym razem zmieniło się dużo więcej. Zapraszam do zapoznania się z moją aktualną pielęgnacją cery mieszanej, skłonnej do niedoskonałości.

Zacznę od wieczornej rutyny. Pierwszy krok to demakijaż - w moim przypadku dwustopniowy. Zmywam makijaż łagodnym płynem micelarnym na bazie wody miętowej Zielone Laboratorium. Jest to polska marka kosmetyków naturalnych - bez SLES, SLS, ALS, PEGów, silikonów, olejów mineralnych, parabenów, sztucznych barwników i zapachów. Kosmetyki są odpowiednie dla wegan, ponieważ nie zawierają surowców pochodzenia zwierzęcego, nie są także testowane na zwierzętach. Wspomniany płyn to bardzo udany produkt. Dobrze radzi sobie z usunięciem makijażu twarzy (do demakijażu oczu używam na razie płynu dwufazowego, innej marki), nie podrażnia, nie powoduje zaczerwienień, dzięki obecności wody miętowej przyjemnie odświeża skórę. Zawarty w płynie ekstrakt z aloesu działa łagodząco i nawilżająco. Skóra jest oczyszczona, ale też ukojona. Płyn nie pozostawia na niej żadnego tłustego, nieprzyjemnego filmu.

Drugi krok stanowi pasta do mycia twarzy z melisą i szałwią fresh&natural. To produkt przeznaczony zarówno do demakijażu, jak i do mycia twarzy. Mamy tu mieszankę naturalnych olejów roślinnych, która dokładnie oczyszcza skórę, pozostawiając ją zmiękczoną, gładką, bez uczucia nieprzyjemnego ściągnięcia. Pasta nadaje się do każdego typu cery, a ja szczególnie polecam ją posiadaczkom tłustych i mieszanych. Taka forma oczyszczania nie narusza warstwy hydrolipidowej skóry, więc nie pobudza gruczołów do nadmiernej produkcji sebum oraz nie pozbawia naskórka jego naturalnej ochrony. Dzięki tej paście moje gruczoły "uspokoiły się", skóra się nie przetłuszcza, powiedziałabym że ma po prostu swój naturalny, zdrowy blask. Makijaż utrzymuje się dłużej i oczywiście wygląda dużo ładniej. Nie obawiajcie się tej metody zmywania olejami!

Raz/dwa razy w tygodniu, a bywa że wcale, sięgam po oczyszczającą piankę z zieloną herbatą Holika Holika. Wszystko zależy od tego, jak wygląda moja skóra - czy jest bardzo zanieczyszczona. Wciąż lubię od czasu do czasu takie dogłębne oczyszczenie porów. Mam tendencję do tego, że się zanieczyszczają, choć już nie w takim stopniu, jak kiedyś. Pianka sprawdzi przy cerach tłustych, problemowych. Nie polecam jej do codziennego użytku, a już na pewno nie do porannej pielęgnacji. Moim zdaniem jest "zbyt oczyszczająca, agresywna". Bardzo dobrze oczyszcza pory, ściąga je, odświeża skórę. Ekstrakt z zielonej herbaty posiada właściwości przeciwbakteryjne. Piankę staram się aplikować w niewielkiej ilości i głównie w okolice: nos, broda, środek czoła, czyli tam gdzie skóra najszybciej mi się zanieczyszcza i to widać.



Jeśli mam dzień bez makijażu, pomijam płyn micelarny i mam do wyboru dwa produkty: wspomnianą pastę fresh&natural lub względną nowość w mojej kosmetyczce, czyli krem czyszcząco peelingujący truskawka z ryżem BE.LOVED. Ten krem ma ciekawą, bo gumową, lekko ciągnącą się formułę. Pod wpływem wody zmienia się po prostu w krem myjący, o delikatnej konsystencji. Jest to mieszanka oczyszczającej gliny kaolinowej, mączki owsianej koloidalnej, pudru ryżowego, tapioki oraz oleju truskawkowego (pozyskiwanego przez wyciskanie na zimno), enzymu z dynii i biofermentów z bambusa i rzodkwi. Oczyszczanie skóry tym produktem, sprawia że staje się idealnie czysta, gładka, miękka, uspokojona i taka zbalansowana (producent bardzo dobrze to określił, samej chyba zabrakłoby mi słowa). Krótko mówiąc, jest idealnie czysta, odpowiednio nawilżona i nie jest ściągnięta. To bardzo ciekawy kosmetyk, coś zupełnie innego niż dotąd używałam. Podczas mycia czuć delikatną woń truskawek. Efekt peelingujący jest bardzo subtelny, delikatny. Moim zdaniem spokojnie nada się do codziennej pielęgnacji.



Płynnie przechodzimy do tonizowania. Jest to ważny etap w pielęgnacji, a ostatnio nawet mój ulubiony. Przywracamy skórze właściwe pH. Używam dwóch toników: toniku, mgiełki nawilżającej Resibo oraz aktywnej esencji w lekkiej mgiełce (wersja z ekstraktem z owocu kokosa). Sięgam po nie zamiennie. Wczoraj akurat wybrałam produkt MIYA. To bardzo przyjemna mgiełka, choć ja aplikuję ją na wacik, a nie bezpośrednio na skórę. Esencja jest delikatna, fajnie zmiękcza skórę, nawilża, koi ją.  Używam jej krótko, ale już mi się spodobała. Ma bardzo ładny kokosowy zapach. Pisałam o niej w ostatnim poście na IG, więc tam Was odsyłam KLIK.

Co drugi dzień stosuję jeszcze serum z retinolem, choć już za chwilę kończę tę pozytywną przygodę ze względu na słońce. Koncentrat intensywnie korygujący LIQ 0.3% retinol + kwas laktobionowy + witamina E przeznaczony jest dla każdego rodzaju skóry, zarówno dla młodej jak i dojrzałej. Redukuje zmarszczki i bruzdy, poprawia jędrność skóry i jej elastyczność. Zapewnia też redukcję trądziku wieku dorosłego, niweluje przebarwienia oraz działa na skórę wygładzająco. Tak wyglądają zapewnienia producenta, a ja się z nimi zgadzam, chociaż robiłam przerwy w stosowaniu tego specyfiku. Przez ostatni czas nakładałam serum pod krem nawilżający albo solo, co drugi dzień. Ostatnio na mojej skórze nie pojawiają się żadne niedoskonałości, drobne przebarwienia są coraz mniej widoczne, skóra ma ładniejszy koloryt, nie jest taka szara, zmęczona. Pory są zmniejszone, skóra faktycznie jędrniejsza, bardziej elastyczna. Jej struktura uległa znacznej poprawie, jest ładniejsza, wygładzona (również zmarszczki na czole - płytsze, mniej widoczne). Na te efekty musiałam czekać dosyć długo, bo ok. 2 miesiące, ale uwierzcie mi - było warto. Na pewno będę kontynuować tę kurację jesienią.



Jeśli nie nakładam serum LIQ, nakładam "jakiś" krem. "Jakiś", bo aktualnie zużywam próbki i szukam czegoś nowego. Zużyłam niedawno swoje zapasy, czyli serum Be The Sky Girl i krem na noc Śnieżna Alga od Ava Laboratorium. Recenzje znajdziecie odpowiednio tutaj i tutaj. Ostatnio spodobały mi się dwa kremy z próbek, oba polskiej marki Vianek. Wersja na noc - wzmacniająca z ekstraktem z kasztanowca wystarczyła mi na cztery dni i z moją cerą nie zadziało się nic złego. Przeciwnie, krem optymalnie nawilża, skóra jest wygładzona, napięta, miękka, ukojona. Krem nie jest tłusty, zbyt ciężki, co od razu bardzo mi się spodobało. Szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej niekomfortowej warstwy. Myślę, że skuszę się na pełnowymiarowy produkt. Z tej linii mam też żel enzymatyczny, również godny polecenia.

ZMIANY. Największe pojawiły się o poranku. Otóż wykluczyłam obecność wody z porannej pielęgnacji skóry twarzy. To już 3 tygodnie. Okazało się, że tego było trzeba mojej skórze. Nie za bardzo lubi się z wodą kranową w obecnym miejscu zamieszkania. Zresztą, same pewnie wiecie, jakiej potrafi być jakości... Wiem, że są osoby, które przerzuciły się np. na wodę mineralną, ale ja postanowiłam pójść o krok dalej i o poranku wykluczyć ją całkowicie. Miał być to mały eksperyment, ale na razie na pewno tak zostanie! Skoro mi to służy, po co coś zmieniać? Jeszcze niedawno należałam do grupy kobiet, które wręcz nie wyobrażają sobie, aby nie umyć rano twarzy, bo ale jak to? Okazało się, że można, da się to wyobrazić i w dodatku wprowadzić w życie. Skłoniło mnie do tego kolejne spore załamanie stanu skóry. Opłacało się, dlatego z tego miejsca polecam spróbować! Jeśli dotychczasowe metody/pielęgnacja zawodzą, może warto zrobić taki eksperyment? Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, tak mówią. ;)

Poranek rozpoczynam więc od przemycia skóry tonikiem. Aktualnie jest to tonik, mgiełka Resibo. Przeznaczony jest do każdego rodzaju skóry, bardzo dobrze sprawdza się na mojej mieszanej, skłonnej do niedoskonałości. Mgiełkę aplikuję za pomocą wacika. Skutecznie oczyszcza skórę z resztek wieczornej pielęgnacji, koi, odświeża, tonizuje, zmiękcza skórę, oczywiście przywraca jej prawidłowe pH. Produkt Resibo zawiera w sobie wodę pomarańczową oraz różaną. Wg mnie to świetne combo do cery mieszanej. 


Kolejne kroki w porannej pielęgnacji cery to krem i filtr przeciwsłoneczny. Razem z kremem na noc Śnieżna Alga od Ava Laboratorium, skończył się jego brat na dzień. A więc znów szukam. 'Próbkuję' przeciwzmarszczkowy krem na dzień do cery tłustej z ekstraktem z koniczyny czerwonej marki VIANEK. On (podobnie jak Vianek na noc) też mi się spodobał - szybko się wchłania, jest lekki, skóra jest nawilżona, ale nie tłusta, makijaż dobrze się utrzymuje. Być może popełnię Viankowe zakupy. NIGDY NIE ZAPOMINAM O FILTRZE PRZECIWSŁONECZNYM. Używam 'Waterproof sun gel' Skin79 z SPF50+ PA++++, czyli z bardzo wysoką ochroną. Bywa, że pomijam zwykły krem na dzień i nakładam tylko ten filtr. Różnie bywa, nie zawsze ma się czas. Solo filtr też dobrze się sprawdza, ponieważ utrzymuje nawilżenie skóry. Nie zapycha, nie podrażnia, nie bieli, współgra z makijażem - nic nie spływa, skóra nie błyszczy się nadmiernie. W dodatku jest wydajny. To drugi filtr (do twarzy), który tak bardzo mi się spodobał. Poprzednio polecałam Wam Olivaloe z SPF30. Naprawdę warto znaleźć dobry dla naszej skóry filtr i pilnować jego nakładania. Skóra Wam się za to odwdzięczy! Chrońmy ją!

Celowo pominęłam tutaj pielęgnację okolic oczu. Nie ma to związku z poprawą stanu mojej cery, ale zaznaczę że o niej też nie zapominam. Właściwie to mam bzika na punkcie kremów pod oczy. ;)

Na moją codzienną pielęgnację składają się jeszcze dwie 'rzeczy': peelingi i maseczki. Są niesamowicie ważne, a właściwie to regularność ich wykonywania. Oczywiście takie produkty należy też właściwie dobrać. Dziś nie poruszę tej kwestii, bo to temat na kolejny dłuższy post. A ten już jest tasiemcem, oby tylko przydatnym i ciekawym dla Was. Zaznaczę tylko, że odkąd zaczęłam pilnować systematyczności i zaopatrzyłam się w odpowiednie dla mojej skóry produkty, jej stan niesamowicie się poprawił! Zostawię Wam teraz zdjęcie mojej małej armii, abyście wiedzieli czego spodziewać się w kolejnym wpisie.


PRZEŁOM. Uważam, że nastąpił wtedy, gdy zaczęłam używać pasty fresh&natural - skóra zaczęła produkować mniej sebum, wszystko się uregulowało. Mniej sebum, mniej zanieczyszczająca się skóra, mniej trądziku. Zaraz potem włączyłam metodę 'tonik zamiast wody' i to też przyczyniło się do jej poprawy. Po żelu (nawet delikatnym, bo tylko takie używałam o poranku) skóra często była ściągnięta, na początku sucha, potem produkowała więcej sebum i tak non stop...

Na co jeszcze warto zwrócić uwagę w pielęgnacji skóry z trądzikiem?
  • częsta zmiana ręczników łazienkowych (warto wycierać twarz papierowym, a jeśli wybieracie klasyczny to niech będzie on przeznaczony tylko do twarzy),
  • częsta zmiana poszewki na poduszkę,
  • picie dużej ilości wody,
  • mniej słodkości,
  • wyeliminowanie produktów, które nam szkodzą (ja np. ograniczam nabiał, nie jem pomidorów i bananów, na które jestem uczulona - powodowały wysyp podskórnych grudek na brodzie, żuchwie, policzkach) - warto zrobić sobie testy u alergologa.
To wszystko, czym mogę się z Wami podzielić dzień dzisiejszy. Tak wygląda moja codzienna walka o piękniejszą skórę. Jeszcze nie jest idealnie, ale nie wstydzę się pokazywać bez makijażu, a to już ogromny krok naprzód. Napiszcie, czy coś jest Wam bliskie? Znacie któreś kosmetyki, a może chcecie mi coś polecić? Co sądzicie o częściowym wyeliminowaniu wody z pielęgnacji cery?

Modeluję sylwetkę z Ava Eco | Bio Repair Body Care

To właśnie wiosną najczęściej sięgamy po różne specyfiki, które mają nam pomóc w upiększeniu naszego ciała. Nie sprawią, że otrzymamy ciało modelki. Nie oszukujmy się - bez diety i aktywności fizycznej nic nie zrobi się samo. Dlatego napisałam "pomóc". Sama znam kilka tego typu produktów, które potrafią wyraźnie poprawić jędrność skóry, czy zniwelować pomarańczową skórkę. Aktualnie używam dwóch produktów Ava Eco, Bio Repair Body Care, których zadaniem jest redukcja tkanki tłuszczowej oraz cellulitu. Czy dołączyły do grona tych ulubionych?



Nocny REDUKTOR CELLULITU 

Nowatorska technologia NOCTURSHAPE łącząca dobowy rytm organizmu z działaniem składnika nocturshape blue ingredient powoduje wzmożenie aktywności antycellulitowej w nocy, podczas snu. "Nocne" białka biorące udział w gromadzeniu lipidów w organizmie ulegają redukcji. Zmniejsza to tworzenie się grudek cellulitu i obrzęków skóry. Efekt redukcji cellulitu, wygładzenia struktury skóry oraz zmniejszenia obwodu ud o ok. 1 cm widoczny jest już po 15 dniach stosowania. Zielona herbata przyspiesza spalanie tłuszczów. Oleje macadamia i sojowy oraz masło shea intensywnie nawilżają i uelastyczniają skórę.

Stosuj serum wieczorem na brzuch, uda, pośladki i okolice talii.

Moje wrażenia: Serum jest koloru białego, jego formuła bardzo przypadła mi do gustu, ponieważ bardzo szybko się wchłania. Pozostawia skórę przyjemnie gładką, nawilżoną, bez żadnej nieprzyjemnej warstwy. Jeśli chodzi o zapach, to wyczuwam delikatne nuty zielonej herbaty. Nic nachalnego, więc to kolejny plus. Po kilku minutach od aplikacji czuję delikatny efekt ciepła na skórze, głównie na udach. Jest to naprawdę delikatne, nie przeszkadza. Po ok. 2 tygodniach wieczornego stosowania mogę stwierdzić, że skóra jest widocznie wygładzona (choć nie w 100%, tego nawet nie oczekuję), bardzo dobrze nawilżona, jędrniejsza i generalnie przyjemniejsza w dotyku. Czuć różnicę.



KREATOR SYLWETKI reduktor tkanki tłuszczowej

Wyjątkowo aktywne serum remodelujące sylwetkę. Działa wyszczuplająco i przeciw uporczywemu cellulitowi. Zawiera Lipout - ekstrakt z alg Tisochrysis lutea, który przekształca tkankę tłuszczową magazynującą tłuszcz w tkankę spalającą tłuszcz , skutecznie redukując obwód ciała oraz grubość podskórnej tkanki tłuszczowej, zarówno u kobiet jak i u mężczyzn. Wzmacniają to działanie L-karnityna, kofeina oraz ekstrakt z alg Laminaria. Masło shea oraz oleje: macadamia i winogronowy intensywnie wygładzają strukturę skóry, ujędrniają, uelastyczniają i poprawiają kształt sylwetki. Serum stanowi alternatywę dla inwazyjnych kuracji redukujących nadmiar tłuszczu. 

Rano i/lub wieczorem rozprowadź serum na umytą wcześniej skórę. Koncentruj się na talii, brzuchu, udach i pośladkach.

Moje wrażenia: Serum ma jasnobeżowy kolor i bardzo ładnie pachnie, tak energetyzująco. To chyba zachęta do ćwiczeń! ;) Ma bardzo fajną, bo lekką formułę, co sprawia że wchłania się momentalnie. Podobnie jak w przypadku reduktora cellulitu, od razu czuć nawilżenie i wygładzenie skóry. Nie ukrywam, że ten produkt to mój faworyt. Dzięki niemu skóra jest genialnie napięta, ujędrniona i bardziej elastyczna. Po nałożeniu czuć ciepło/pieczenie w problemowych miejscach. Jest to efekt do zniesienia, nie czuję żeby serum wypalało skórę. 


Podsumowując, oba produkty mi się sprawdzają, przy czym KREATOR SYLWETKI to mój faworyt. Świetnie napina skórę, staje się ona jędrniejsza, gładsza i dobrze nawilżona. Co nie oznacza, że REDUKTOR CELLULITU nie działa, nie nie nie.... On zdecydowanie i wyraźnie działa. Ale każdy może wyłonić swojego ulubieńca. Dużym walorem tych produktów jest fakt, że szybko się wchłaniają, dzięki czemu od razu możemy się ubrać.

Jeśli szukacie kosmetyków, które wspomogą Waszą dietę i ćwiczenia, to koniecznie zwróćcie uwagę na Bio Repair Body Care!

Znacie produkty Ava Eco?

Pozdrawiam!

Kwietniowy PAUSE BOX | Same naturalne nowinki!

Przyszła pora na jeden z najprzyjemniejszych momentów w miesiącu. Przedstawiam Wam zawartość kwietniowego PAUSE BOX, czyli pudełka wypełnionego po brzegi naturalnymi dobrociami. Zapraszam na bardzo relaksacyjny wpis! ;)



Na pierwszy ogień idzie zestaw trzech kosmetyków Bomb Cosmetics. W moje ręce trafiły: scrub grejpfrut i nektarynka z olejkiem ze słodkich migdałów, masełko z 30% masłem shea o nazwie 'Pocałunek Słońca' oraz myjące masło pod prysznic czarna porzeczka. Produkty mieszkają w kolorowych kubeczkach o pojemności 110ml, wykonanych z plastiku. Zapachy są bardzo ładne, letnie, orzeźwiające. Obecność tych produktów to dla mnie bardzo miłe zaskoczenie! Cena takiego zestawu wynosi 65 zł.

Dalej mamy odżywczy krem do rąk z olejami inca inchi oraz avocado, jednej z fajniejszych polskich marek kosmetyków naturalnych, Nacomi. Jego zapach jest subtelny, bardzo ładny. I pozostawia na skórze przyjemny, gładki film. Kremów do rąk nigdy za wiele! Przez ostatnie miesiące nauczyłam się je stosować regularnie. Dłonie odżyły. Cena za 85ml to 11zł.



Świeżutka nowość kolejnej znanej i lubianej marki MIYA Cosmetics, aktywna esencja w lekkiej mgiełce. Bardzo się cieszę, że trafiła mi się wersja COCO BeautyJuice z ekstraktem z owocu kokosa i sokiem z aloesu. Ponadto zawiera kwas hialuronowy, wit. B3, prowit. B5 oraz wodę termalną. Jej główne zadania: przywraca i utrzymuje nawilżenie, wygładza, łagodzi, poprawia komfort, opóźnia procesy starzenia. Bardzo mnie ciekawiła nowość marki więc podwójnie cieszę się z jej obecności. 100ml / 30zł

Ostatni produkt z pudełka to również 'świeże bułeczki', tym razem od Organic Shop. Jestem pewna, że kojarzycie słynną maskę do włosów z awokado. A peelingi? Uwielbiam! Pora więc poznać nowe szampony do włosów. Ja będę testować ten z linii Gładkość & Perfekcja (z granatem). Ma za zadanie oczyścić włosy, pozostawić je miękkie i gładkie. Szampon zawsze jest mile widziany, szczególnie od tak fajnej marki. Informuję, że pojawiło się pięć nowych linii do pielęgnacji włosów: z kokosem, granatem, maliną i awokado. Każda z nich zawiera szampon, odżywkę i maskę do włosów. Koszt szamponu - 13zł / 280ml.



Dla tych z Was, którzy jeszcze nie mieli styczności z opisywanym pudełkiem, PAUSE box jest wypełnione naturalnymi i organicznymi kosmetykami do pielęgnacji ciała i nie tylko, które pozwolą zatrzymać się na chwilę i zrelaksować. Każda z nas potrzebuje takiej pauzy. Prawda? ;)

Koszt pudełka to 79zł. Możliwa jest też subskrypcja na trzy lub sześć miesięcy. Wszystko możecie sprawdzić TUTAJ.

Jak Wam się podoba kwietniowa edycja? Ja (jak zwykle) jestem zadowolona i pod wrażeniem. Wszystkich kosmetyków będę używać z wielką przyjemnością, a zacznę już dziś. Jeszcze chętniej podzielę się z Wami moimi wrażeniami więc wypatrujcie recenzji. Mam nadzieję, że coś z tego grona Was zainteresowało.

Pozdrawiam!

Pielęgnacja cery mieszanej kosmetykami Biotaniqe | Są ulubieńcy!

Mojej codziennej pielęgnacji, od kilku dobrych tygodni, towarzyszą kosmetyki Biotaniqe. Dziś chcę Wam o nich opowiedzieć, zdradzę jak mi się sprawdzają. Czy są godne polecenia?

Kosmetyki marki Biotaniqe cechuje unikalne dwupoziomowe działanie. Ich skuteczność jest większa, ponieważ łączą w sobie dwie funkcje. Podstawowa to ochrona, wzmocnienie skóry i wspomaganie jej naturalnej odporności. Druga funkcja to silny efekt pielęgnacyjny odpowiadający za poprawę wyglądu. Łączą w sobie wodę probiotyczną pro.aQua oraz innowacyjny składnik aktywny. Dwupoziomowość Biotaniqe to siła i delikatność w jednym.

I ja się z tym zgadzam! Kosmetyki Biotaniqe są skuteczne i delikatne zarazem. Żaden z nich nie wyrządził krzywdy mojej skórze - nie uczulił, nie podrażnił jej, nie zapchał porów. Znalazłam nawet wśród nich dwóch totalnych ulubieńców.



Krok pierwszy mojej codziennej wieczornej pielęgnacji to oczyszczanie. Sięgam po węglowy żel myjący Biotaniqe, którego można również używać do demakijażu. Jednym z jego zadań jest właśnie rozpuszczanie makijażu. Ja tego nie sprawdziłam. Żel stanowi drugi krok mojej pielęgnacji, zaraz po demakijażu. Jego bazą jest unikalna woda pro.aQua, zawiera też wyciągi botaniczne. Żel pieni się minimalnie. Dobrze oczyszcza skórę, przy czym jest delikatny - nie wysusza jej, nie ściąga. Dzięki temu nadaje się też do porannej pielęgnacji. Ma przyjemny, odświeżający zapach. Pozostawia skórę miękką, świeżą i czystą. To jeden z moich faworytów tej marki, bardzo Wam go polecam! Pisałyście mi, że inne żele Biotaniqe też są bardzo fajne, na pewno wypróbuję. ;) Więcej TUTAJ.
250ml / 15,59zł (Rossmann)

Skoro skończyłam na poranku, pora na zaawansowane serum ochronne, którego zadaniem jest ochrona skóry przed smogiem, dymem papierosowym oraz metalami ciężkimi. Ponadto ma spłycać zmarszczki, ujędrniać i wygładzać skórę. Ja zauważyłam na pewno to wygładzenie i lekkie ujędrnienie. Cera jest też ujednolicona. Serum ładnie się wchłania, przez kilka minut na skórze czuć mocno lepką warstwę, która potem całkowicie znika. Skóra staje się gładsza, a poziom jej nawilżenia zostaje podniesiony. Stanowi dobrą bazę pod makijaż. Tutaj również znajdziemy wodę probiotyczną. Zapach serum jest ładny, co uprzyjemnia używanie. Pełen opis znajdziecie TUTAJ.
20ml / 25,99zł (Rossmann)




Czas na mojego drugiego faworyta marki Biotaniqe, czyli bioaktywny krem regenerujący 30+ z linii 'Terapia śluzem ślimaka'. Czy kogoś jeszcze zadziwię pisząc, że ma przemiły zapach? ;) Nadaje się zarówno na dzień, jak i na noc. Dobrze sprawdza się pod makijaż. Cała linia bazuje na skoncentrowanej esencji filtrowanego śluzu ślimaka. Krem ma hydrożelową konsystencję, szybko się wchłania, pozostawiając skórę wygładzoną i jędrniejszą. Nawilża cudnie! Sprawdza się jako profilaktyka pierwszych zmarszczek. Te na czole zostały wygładzone, otrzymały super dawkę nawilżenia. Kremu sobie nie żałuję i nie muszę się obawiać, że zapcha moją problemową, wybredną skórę. Bioaktywny krem regenerujący zawiera również wyciąg z czarnej perły, który hamuje pierwsze objawy starzenia, odnawia siły witalne. Z kolei śluz niweluje niedoskonałości oraz wygładza blizny i przebarwienia. Już Wam wspominałam, że stan mojej skóry się poprawił (odpukać!). Ten krem również ma w tym swój udział - nawilża, regeneruje, nie pojawia się nowa armia nieprzyjaciół. Jestem bardzo na tak! ;) Tutaj poczytacie o nim jeszcze więcej - KLIK.
50ml / 31,99zł (Rossmann)

Ukoronowaniem całej pielęgnacji jest rozświetlający krem pod oczy również z linii 'Terapia śluzem ślimaka'. Zawiera filtrowany śluz ślimaka, kofeinę, witaminę E oraz wyciąg z mimozy i boskiego ziela. Oczywiście nie zapominamy o wodzie probiotycznej pro.aQua. Od razu spodobał mi się fakt, że krem ma minimalnie wyczuwalny, absolutnie niedrażniący zapach. Nie lubię zapachu w kremach pod oczy więc to dla mnie ogromny plus. Tubka z dziubkiem to higieniczne rozwiązanie, zużyjemy krem do cna. Jego formuła jest dość zbita, kremowa, masełkowa. Wchłania się szybko i dzięki temu sprawdza na dzień, pod makijaż. Na noc nakładam grubszą, porządną warstwę. Po wchłonięciu skóra pod oczami jest gładziutka i przyjemnie miękka. Widać też, że jest rozświetlona, ładnie odbija światło. Drobne zmarszczki są mniej widoczne, nie wchodzi w nie żaden korektor. Krem nawilża optymalnie, dla mnie mógłby bardziej, ale nie jest źle. Wiecie, że mam bardzo wymagającą skórę pod oczami, ale dla normalnej, bez większych wymogów - krem na pewno się spisze. Zmniejsza zasinienia i opuchnięcia - nie jest to efekt stuprocentowy, spektakularny, ale widoczny gołym okiem. Więcej o nim na stronie producenta, KLIK.
15ml / 28,99zł



Kosmetyki Biotaniqe okazały się bardzo miłym (i skutecznym) doświadczeniem pielęgnacyjnym. Chętnie po nie sięgam, a żel i krem znalazły się nawet w wiosennych ulubieńcach do pielęgnacji cery. Nie są to kosmetyki o wygórowanych cenach, dostępne w drogeriach sieci Rossmann więc łatwodostępne. Dlatego nie będzie Wam trudno je odnaleźć i przetestować na własnej skórze. Warto! Delikatne, ale skuteczne! ;)

Znacie markę Biotaniqe? Może polecicie mi jeszcze jakiś kosmetyk?

Pozdrawiam!

Bielenda VIT. A+C+E | Test podkładu, pierwsze wrażenia, zdjęcia przed i po

Dawno nie było tu testu podkładu. Ostatnio testuję ich kilka, bo moja cera się zmieniła. Trwa promocja w drogeriach sieci Rossmann, więc znów pokusiłam się o coś nowego. Nie szukałam opinii, recenzji w internecie. Stwierdziłam, że jestem ciekawa i sama go przetestuję. Mowa będzie o podkładzie polskiej marki Bielenda Make-Up Acadamie - płynny fluid z witaminami A, C i E. Wybrałam najjaśniejszy z dostępnych kolorów, czyli '0 jasny'. Zapraszam na test z pierwszymi wrażeniami.

Lekka formuła, dobre krycie?

Płynny fluid witaminowy to doskonały sposób na poprawę wyglądu cery, przy zachowaniu jej naturalnego wdzięku i blasku. Idealna równowaga pigmentów kryjących i korygujących oraz składników pielęgnacyjnych, sprawia że formuła jest bogata i lekka jednocześnie, nie obciąża cery, dba o nią, daje efekt "drugiej skóry". Formuła płynnego fluidu "stapia się" z naskórkiem, wyrównuje jego koloryt, kryje drobne niedoskonałości, przebarwienia i zmarszczki. Koktajl najważniejszych witamin oraz składników nawilżających sprawia, że cera wygląda świeżo i naturalnie. Produkt adaptuje się do światła i kształtu twarzy, aksamitnie rozprowadza, zapewniając przyjemną aplikację i doskonały efekt.



Podkład mieszka w szklanej buteleczce z pompką, co jest higieniczne, wygodne, na plus. Kolor '0 jasny' nie jest wcale taki jasny. Dla bladzioszków na pewno nie, ponieważ utlenia się. Na dłoni dobrze to widać, ale już na twarzy utlenia się mniej, przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Konsystencja jest fajna, lekka, dość kremowa. Zapach zdecydowanie perfumowany, czuć też alkohol, ale nie jest źle. Po nałożeniu nie czuć go na skórze.

Płynny fluid VIT. A+C+E Bielenda to typowo lekki podkład na co dzień. Dla cer normalnych w sam raz. Jest specyficzny. W trakcie nakładania mam wrażenie, że niezbyt dobrze wygląda na skórze, nic nie kryje. Podkład potrzebuje chwili, aby połączyć się ze skórą, wtopić w nią. Wtedy wygląda już lepiej. Krycie to coś koło średniego, troszkę można je nabudować. Wygląda naturalnie, faktycznie jak "druga skóra". Jest komfortowy, kompletnie nie czuję, że mam coś na twarzy. Ładnie wychodzi na zdjęciach. Skóra wygląda tak gładko, choć na żywo niedoskonałości trochę prześwitują bez użycia korektora. Koloryt jest ładnie wyrównany, ale na większe niedoskonałości przyda się korektor.

Bardzo zaskoczyła mnie jego trwałość! Makijaż robiłam ok. godziny 13-14 i przetrwał w świetnym stanie do późnego wieczora. Demakijaż robiłam jakoś po 22. W ciągu dnia go nie oszczędzałam, zafundowałam sobie dłuuugi spacer w słońcu i jeszcze więcej aktywności fizycznej na zewnątrz. O dziwo podkład świecił się tylko trochę na czole i przy skrzydełkach nosa. Wprawdzie moja skóra ostatnio nie świeci się tak bardzo, ale aż tak dobrego wyniku się nie spodziewałam. Nie wytarł się (szczególnie z niedoskonałości), nie zrobiły się żadne plamy na skórze. Było co zmywać wieczorem.



Tak jak wspomniałam, podkładu na pewno nie polecam bladzioszkom ani osobom, które oczekują średniego i większego krycia. Na minus fakt, że trochę ciemnieje. Myślę, że niedługo będzie dla mnie okej, kiedy ciut się opalę. Bielenda zdecydowanie powinna popracować nad kolorystyką swoich podkładów. Poza tym fluid mi się spodobał. Jest lekki, nie podkreśla suchych skórek i nie czuję, żeby zapychał. Spodoba się suchym skórom. Warto go wypróbować, o ile nie potrzebujcie bardzo jasnego podkładu.


Znacie? A może chcecie wypróbować?

Pozdrawiam!

Wiosenni faworyci | Kosmetyki do pielęgnacji twarzy

Hej hej! ;) Dacie wiarę, że w tym roku jeszcze nie było ulubieńców? Kompletnie zapomniałam o tych wpisach. A przecież mam sporo kosmetyków, które ostatnimi czasy bardzo sobie upodobałam i używam non stop, dosłownie. Nie przedłużam i zapraszam serdecznie do lektury.

PIELĘGNACJA CERY

Zachwycam się pastą do mycia twarzy Fresh&Natural z melią i szałwią. Używam jej jako drugi krok wieczornej pielęgnacji, zaraz po płynie micelarnym. Fantastycznie oczyszcza skórę, pozostawiając ją miękką, wygładzoną i nawilżoną. Nie zapycha i nie podrażnia. Dzięki niej moja skóra aktualnie przetłuszcza się minimalnie. Bardzo polubiłam także płyn micelarny z nowej linii AA Vegan. Jest to płyn seboregulujący, posiada takie substancje aktywne jak wyciąg z aceroli, kwas azelainowy czy kompleks matujący z ekstraktem z kasztanowca. Bardzo dobrze usuwa resztki makijażu, nie podrażnia mojej skóry, nie wysusza, nie uczula. Nie używam go do demakijażu oczu. Mam wrażenie, że on także ma dobry wpływ na stan mojej skóry. Tak jak wspomniałam - dużo mniej się przetłuszcza, pojawia się niewiele niedoskonałości, które szybko się goją.

Na te właśnie drobne/pojedyncze niedoskonałości stosuję krem Skinoren z kwasem azelainowym, który to moja skóra bardzo lubi. Wszystko ładnie się goi, znika stan zapalny. Krem bardzo dobrze radzi sobie też ze śladami po trądziku. Jeśli macie cerę tłustą czy mieszaną z trądzikiem, to wypróbujcie Skinoren lub Acne-derm, oba bazują właśnie na kwasie azelainowym. Różnica tkwi w cenie - Skinoren potrafi kosztować nawet 70zł, a Acne-derm kupowałam zawsze poniżej 20zł.

Mojej skórze (mieszanej z tendencją do trądziku) bardzo sprzyjają takie kwasy jak: migdałowy, azelainowy, laktobionowy czy szikimowy.

Ostatnio pisałam Wam recenzję o mojej naturalnej miłości, czyli Hyaluronic Acid Serum marki ORGANITIS. Cudo! Fantastycznie nawilża skórę, uelastycznia ją, napina w dobrym znaczeniu tego słowa. Poprawia strukturę skóry, pomaga w leczeniu niedoskonałości, śladów po nich, a także pękniętych naczynek. Nie będę powielać całej recenzji więc kliknijcie TUTAJ, a dowiecie się dlaczego trafił do faworytów. ;) Warto! Żałuję, że już sięgnęło dna...


W codzienną pielęgnację mojej cery wpisały się dwa produkty od Biotaniqe. Kosmetyki te charakteryzują się dwupoziomowym działaniem. Łączą w sobie wodę probiotyczną pro.aQua oraz innowacyjny składnik aktywny. Spodobał mi się węglowy żel myjący, który praktycznie się nie pieni, a bardzo dobrze oczyszcza skórę. Przy czym absolutnie jej nie ściąga i nie wysusza, dlatego chętnie sięgam po niego również rankiem. Sądzę, że każdy rodzaj skóry by się z nim polubił. Biotaniqe ma w swojej ofercie ciekawą linię 'Terapia Śluzem Ślimaka'. Ja posiadam bioaktywny krem regenerujący 30+, który moi drodzy nawilża fantastycznie! Do tego absolutnie nie zapycha. Lubię go używać zarówno na dzień (pod makijaż, nic się nie roluje) jak i na noc. Skóra jest nawilżona, wygładzona i taka mięciutka, jędrniejsza. ;) Krem ma też bardzo przyjemny zapach i wchłania się w miarę szybko.

Ostatnim kosmetykiem, który od kilku dobrych tygodni towarzyszył mojej pielęgnacji jest mgiełka solankowa na bazie rabczańskiej solanki z Uzdrowiska Rabka. Jej skład jest bardzo treściwy. Mamy tu tylko wodę mineralną z Uzdrowiska Rabka, ekstrakt z aloesu i ekstrakt z lawendy. Mgiełka jest delikatna, przede wszystkim tonizuje skórę, przywraca jej odpowiednie pH. Nie ściąga skóry. Koi oraz łagodzi podrażnienia. Świetnie sprawdza się przy aktywnym trądziku oraz skórze podrażnionej.


To już wszystkie kosmetyki, które w ostatnich tygodniach sprawdzały się w mojej codziennej pielęgnacji. Kilka z nich już sięgnęło dna, co mogliście widzieć w poście z marcowym denkiem. Koniecznie dajcie znać, czy coś znacie. A może macie ochotę sprawdzić coś z mojej rekomendacji?


Pozdrawiam!

Sposób na poranną pobudkę!

Pobudki bywają ciężkie, a nawet bardzo ciężkie... Każda z nas ma na nie swój sposób. Co powiecie na energetyzujący szybki prysznic? Ja jestem na tak! Ale na pewno nie zimny (brrr...), raczej letni w towarzystwie jakiegoś ładnego zapachu...


Poranny prysznic błyskawicznie przegania resztki snu, pobudza krążenie, rozjaśnia umysł, a także dodaje energii, przygotowując nas do aktywnego dnia. Ważnym elementem jest odpowiedni żel pod prysznic, mus, pianka itp. Od niedawna mam okazję używać nowych żelów marki Rexona. Do wyboru mamy aż 7 wariantów zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Myślę, że każdy znajdzie wśród nich zapach dla siebie. Nuty zapachowe są bardzo różnorodne, orzeźwiające, pobudzające do działania. Sprawdzą się w porannym prysznicu, kiedy to potrzebujemy zastrzyku energii, aby przetrwać często dłuuugi dzień. ;)


Nuty zapachowe nowych żelów Rexona zostały zainspirowane najchętniej wybieranymi przez konsumentów antyperspirantami. Każdy z nich współgra więc z konkretnym antyperspirantem. Myślę, że to bardzo fajna opcja. Szczególnie jeśli któryś zapach naprawdę nam się spodobał i chcemy go więcej i więcej w kosmetykach. ;) 

Posiadam dwie wersje damskiego żelu pod prysznic - Aloe Fresh i Orchid Fresh. Oba są bardzo ładne, orzeźwiające, energetyzujące. Zapach jest intensywny, ale świeży, przez co nie męczy. Przez długi czas utrzymuje się na skórze, a także w łazience. ;) Również wersje dla mężczyzn bardzo mi się spodobały. Oczywiście mojemu mężowi też! Quantum 2w1 to bardzo świeży, męski zapach. Koresponduje ze znajomymi mi męskimi perfumami. Musicie powąchać! I może sprawić swojemu mężczyźnie? ;)

W ofercie znajdziecie też propozycję uniwersalną Active+, która ma działanie antybakteryjne. Będzie dobrą propozycją dla osób borykających się z przetłuszczającym się dekoltem, plecami, dla osób aktywnych fizycznie. Na pewno go wypróbuję! To będzie świetna opcja na letnie gorące dni.


Żele, prócz ładnych zapachów, świetnie się pienią. Dzięki temu będą wydajne, wystarczy niewielka ilość do jednorazowego użytku. Taka pobudka to sama przyjemność! Wychodząc z pod prysznica czuję się świeżo i lekko. Jestem gotowa na nowe wyzwania. ;) Aloe Fresh już jest moim faworytem!

Wiosna to idealny moment na takie orzeźwienie i wypróbowanie czegoś nowego!


Lubicie poranne prysznice? Macie na nie czas? ;)


400ml / 12zł

Świetne kosmetyki do cery mieszanej i tłustej z trądzikiem, ulubiony szampon i krem pod oczy, tanie i dobre płyny micelarne | Minirecenzje marcowych zużyć

Kolejny miesiąc za nami, a dla Was mam kolejne denko. Znów duże! Co mnie cieszy, bo zużyłam kilka produktów, które były ze mną od miesięcy. Znajdą się też oczywiście kosmetyki, które kończą się na bieżąco, jak szampon czy żel pod prysznic. Przygotujcie się wyłącznie na pielęgnację, tym razem nie zdenkowałam nic w kategorii makijaż. Zapraszam! ;)


Zdecydowanie najwięcej zużyłam w kategorii PIELĘGNACJA TWARZY! A to moja ulubiona kategoria. ;)

BIODERMA Sebium Gel gommant i Avene Cleanance EXPERT to dwa świetne produkty do pielęgnacji cery mieszanej i tłustej z niedoskonałościami. Bardzo Wam ten duet polecam! Szczegółowo pisałam o nich tutaj, czyli w poście o hitach do cery mieszanej z trądzikiem. Kupię ponownie.

ORGANITIS Hyaluronic Acid Serum to moje niedawne odkrycie i hit zarazem. Pełna recenzja pojawiła się niedawno, KLIK. Serum ma bardzo dobry skład, świetnie nawilża skórę oraz poprawia jej stan. Gorąco polecam! Nieczęsto spotykam kosmetyk mający wspomóc nawilżenie skóry, który przy tym nie pogorszy stanu cery problemowej, a przeciwnie - wspomoże ją.

Aknemycin Plus to specyfik wydawany na receptę, przez lekarza dermatologa. Używałam go punktowo i głównie na niedoskonałości pojawiające się na plecach. Pomaga, zmniejsza stan zapalny, goi wszelkie wykwity. Przeszkadza mi w nim tylko ten aplikator, jest niehigieniczny. Mam kolejne opakowanie i póki co będę nadal używać.

Benton Snail Bee High Content Essence to miniaturka, którą otrzymałam przy okazji zakupu pełnowymiarowego opakowania. Recenzję tej esencji znajdziecie tutaj. To naprawdę świetny kosmetyk, którego już mi brakuje! Na pewno kupię ponownie i Wam też polecam. ;)


Delia Cosmetics woda micelarna i płyn dwufazowy do demakijażu to bardzo dobre kosmetyki do 10zł, które polecałam Wam już w tym poście. Są delikatne, a zarazem skuteczne. Chętnie do nich jeszcze wrócę, warto wypróbować.

Avene Cleanance Gel to bardzo przyjemny i wydajny żel oczyszczający dla skór problemowych. Skutecznie oczyszcza, delikatnie ściąga skórę także użycie toniku jest konieczne. Powiedziałabym, że to coś pomiędzy LRP a Biodermą i Iwostinem. Jeśli chciałybyście takie porównanie żelów do cer z trądzikiem, dajcie znać. ;) Ten chętnie znów kupię i polecam.

Uzdrowisko Rabka, mgiełka solankowa - świetnie koi skórę, łagodzi podrażnienia, tonizuje, zmiękcza skórę. Do tego jest wydajna. To bardzo przyjemny produkt z dobrym, treściwym składem. Chętnie kupię ponownie, polecam.


Nacomi Arganowy krem pod oczy to mój ulubieniec! Zawsze do niego wracam. Jeśli borykasz się z mocno przesuszoną skórą pod oczami, wypróbuj. Jako jeden z niewielu fenomenalnie nawilża, koi skórę, nieco zmniejsza zasinienia. Sprawdza się zarówno na dzień, jak i na noc grubszą warstwą. Hit! 

Mincer Pharma Vita C Infusion rozświetlający krem pod oczy, czyli krem, który lubiłam przez kilka miesięcy, a na koniec mnie dziwnie zaskoczył. Sprawdzał się na dzień, pod makijaż. Widocznie rozświetlał skórę pod oczami. Wyglądała zdrowiej, promienniej. Nawilża optymalnie i jest niesamowicie wydajny. Co zauważyłam? Że pozostawia pod oczami żółty pigment, który niwelował zasinienia.Niby spoko, ale z bliska okazało się, że rozkłada się nierównomiernie i wyszło szydło z worka, dlaczego korektor zaczął się na nim rolować. Nie wiem dlaczego zaczęło się tak dziać. Przechowywałam go w odpowiednich warunkach, data ważności też jest ok. Jeśli chcecie można wypróbować, ale zwróćcie na to uwagę. Raczej nie kupię ponownie.


Dalej zapraszam na mini recenzje produktów do pielęgnacji ciała i włosów! ;)

Delia Cosmetics Good Foot Podology peeling do stóp dla suchej i szorstkiej skóry - bardzo dobry produkt, jak i cała linia Good Foot. Posiada naturalne drobinki z pestek moreli, łupin orzecha włoskiego i migdałowca, które zatopione są w kremowej formule. Peeling jest skuteczny - usuwa martwy naskórek, wygładza i zmiękcza suche pięty. Jak najbardziej polecam! Warto teraz szczególnie zadbać o stopy, przed sezonem letnim.

ISANA zmywacz do paznokci - skuteczny, dla mnie najlepszy. Kupuję go stale i każdemu polecam.

Fa magic Oil Pink Jasmine Scent żel pod prysznic - niby fajny, ale nie do końca. Zapach ładny, jednak jak dla mnie zbyt intensywny, duszący pod prysznicem. Poza tym konsystencja jest za rzadka, pieni się całkiem nieźle. Jakoś miałam lepsze wspomnienia z marką Fa. Nie kupię ponownie.


Alterra Bio-Papaja & Bio-Bambus szampon dodający objętości to aktualnie mój ulubiony szampon. Kolejne opakowanie stoi pod prysznicem. Szampon dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy, przy czym jest delikatny, bo nie wysusza, nie powoduje łupieżu ani żadnych podrażnień. Naprawdę dodaje włosom objętości, unosi je u nasady, dodaje lekkości, ale nie sprawia, że się puszą. Są błyszczące i wyglądają zdrowo, nie są obciążone a raczej dociążone i dłużej pozostają świeże. Bardzo polecam! Pisałam o nim również tutaj.

Alterra Bio-Morela & Bio-Pszenica to wg producenta szampon dodający włosom połysku. Kompletnie się u mnie nie sprawdził. Wcale nie dodawał połysku, a raczej obciążał moje włosy. Wyglądały na nieumyte, nieświeże. Na pewno nie kupię ponownie i zdecydowanie nie polecam tej wersji.

ISANA olejek pod prysznic zużyłam do mycia pędzli. Jest świetny! Będę go dalej kupować, polecam.



L'Oreal Elseve Magiczna Moc Glinki, maska z glinką przed myciem włosów to produkt, którego działanie mnie zadowala, ale nie kupię go ponownie. Maskę nakładamy przed myciem, na suchą skórę głowy, co ma sprawić, że glinka wchłonie nadmiar sebum i zanieczyszczenia. Efekty są naprawdę widoczne, bo włosy są odświeżone, super odbite u nasady, a skóra głowy odczuwalnie oczyszczona. Maska niestety jest bardzo niewydajna, wystarcza dosłownie na kilka użyć, a do taniutkich nie należy. Poza tym ja nie jestem włosomaniaczką i to nakładanie, zmywanie (często ciężkie, kiedy maska zaschnie) było dla mnie problemowe. Jestem na tak, jeśli chodzi o pielęgnację przed jakimś większym wyjściem, bo wtedy włosy wyglądają naprawdę ładnie. Ale można to zrobić taniej - kupić glinkę, wymieszać z wodą, nałożyć i efekt powinien być podobny. Tej akurat nie kupię ponownie, ale nie jest to zły produkt.

Schwarzkopf GLISS KUR odżywka do włosów suchych, bardzo zniszczonych - jedna z lepszych jakich używam. Nawilża włosy, dociąża, podkreśla skręt fal, włosy się nie puszą i lśnią. Kupię jeszcze nie raz i polecam.

Zużyłam też kolejną próbkę produktu Resibo. Tym razem jest to krem ultranawilżający, który zapowiadał się świetnie i już miałam go wpisywać na moją zakupową listę. Niestety krem roluje się na mojej skórze bez względu na to czy nakładam go solo, czy na serum. Gdy nałożyłam go solo było OK, a już przy makijażu rolował się razem z podkładem. Nie kupię.

Mam nadzieję, że dotarłyście do końca, bo trochę tego było, prawda? ;) 
Widzicie tu coś znajomego? ;)


Pozdrawiam!

Orange & Coconut scrub | MELLI Care

Wszelkiego rodzaju scruby, peelingi to moja kolejna kosmetyczna miłość. Uwielbiam odkrywać nowe zapachy i formuły, a jeszcze bardziej pisać Wam o nich. Dzielić się tym, co warto kupić, przetestować. Dziś kolejny tego typu post, zapraszam! ;)


MELLI Care to polska marka, która w swoim asortymencie posiada kosmetyki do pielęgnacji rąk i stóp. Produkty zostały wszechstronnie przebadane, są neutralne ekologicznie, nie zawierają niedozwolonych konserwantów, ftalanów, alkoholu, sls, olejów mineralnych, pochodnych ropy naftowej, ani substancji modyfikowanych genetycznie. Każdy składnik, zanim trafił do kompozycji, został poddany rygorystycznej ocenie zarówno pod względem jego skuteczności, bezpieczeństwa pozyskania, jak i ochrony środowiska. Więcej o marce tutaj.


Oczyszczająco - relaksujący scrub solno - cukrowy do dłoni i stóp MELLI Care

Scrub zawiera kawałki skórki pomarańczowej. Jego głównymi zadaniami są zmiękczenie i złuszczenie wysuszonej skóry. Wiórki z miąższu palmy kokosowej oraz olejek z pestek winogronowych tworzą ochronną warstwę okluzyjną. Certyfikowane masło shea regeneruje skórę i zapobiega jej odparowywaniu. Zawarte w produkcie naturalne oleje roślinne: z migdałów, soi, orzechów makadamia i certyfikowanego oleju awokado przywracają skórze równowagę wodno-tłuszczową, dzięki czemu staje się gładka, elastyczna i wyraźnie poprawia się jej koloryt.

Scrub stosuję systematycznie, dwa razy w tygodniu.. Jest to niezbędny element mojej pielęgnacji, każdego manicure i pedicure. Pachnie obłędnie pomarańczą i kokosem, dosłownie jak ciasto! Świetnie złuszcza martwy naskórek, przy tym relaksując i odprężając nie tylko ciało, ale i zmysły. To idealny preparat dla osób borykających się z problemem suchych pięt, czy też z tendencją do odstających skórek. Po jego użyciu skóra jest wyraźnie zmiękczona. Z czasem widać różnicę w jej stanie - jest zregenerowana (nie ma mowy o żadnych skórkach czy suchej skórze), idealnie nawilżona, wygładzona, mięciutka, po prostu ładniejsza i zdrowsza. 

330g / 72zł [KLIK]


INCI: Sucrose, Sodium Chloride, Glycine Soja (Soybean) Oil, Caprylic/Capric Triglyceride, Laureth-4, Parfum, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), Silica, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Polysorbate 20, MIPA-Laureth Sulfate, Cocamide DEA, Tocopheryl Acetate, Glyceryl Stearate SE, Cetyl Alcohol, Cera Alba, Cocos Nucifera (Coconut), Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Cinnamal, Citral, Limonene, Eugenol, Linalool.


Podsumowując, scrub baaaardzo przypadł mi do gustu i sięgam po niego z miłą chęcią. Nie tylko działa tak jak obiecuje producent, ale też relaksuje, pobudza zmysły, jest niezwykle przyjemny w użytkowaniu. Zapach na pewno się do tego przyczynia. ;) Wydajność również oceniam na duży plus. Trzeba go wypróbować, aby poczuć na własnej skórze, jak wspaniałe efekty przynosi!

Znacie markę?

Naturalne i najlepsze środki czystości, jakie miałam!

Dziś nieco inny wpis niż zwykle. Otrzymałam propozycję wypróbowania naturalnych środków czystości Only Eco i chcę się podzielić swoją opini...