Najlepsza maseczka w płachcie! | Timeless ORPHICA

Witajcie :) Czy czytają mnie fanki maseczek? Ja bardzo je lubię, zarówno klasyczne, jak i te w płachcie. Właśnie o tych drugich będzie dzisiejszy wpis. Marka ORPHICA posiada w swojej ofercie linię Timeless, w skład której wchodzą krem na dzień, krem na noc oraz zestaw masek. Aby zachęcić Was do przeczytania dalszej części posta dodam, że odkryłam najlepszą maseczkę w płachcie! A teraz zapraszam... ;)


Maski Timeless anti-ageing z formułą Deep-Restore Complex intensywnie nawilżają i odżywiają skórę twarzy. Składniki aktywne, którymi nasączone są maski poprawiają jędrność i elastyczność, co skutkuje szybszą regeneracją, zahamowaniem rozkładu kolagenu i elastyny oraz spowolnieniem procesu starzenia się skóry. Maski stymulują mikrokrążenie, pozostawiając skórę świeżą i gładką. Produkt został przebadany dermatologicznie. 

Z ORPHICA Timeless mamy kompleksową pielęgnację, ponieważ w kartoniku znajdują się aż 4 maski. Bardzo mi się podoba to rozwiązanie. Tak też było w przypadku nawilżających rękawic i szczerze Wam powiem, że to się sprawdza. Nie poprzestajemy na jednorazowym, przypadkowym użyciu/wypróbowaniu produktu. 


Pierwszy raz spotykam się z tak dopracowaną maską w płachcie. Naprawdę! Sama płachta nałożona jest na śliską podkładkę i poskładana tak, aby zmieścić się w saszetce. Dzięki temu wygodniej się ją wyciąga i nakłada na twarz. Sama maska jest bardzo dobrze nasączona (w środku jest dużo esencji) i cieniutka. Świetnie przylega do twarzy, wycięcia są w odpowiednich miejscach. Krótko mówiąc, leży idealnie.

Maskę trzymam na twarzy 20-30 minut. Jedyne, co mi nie podpasowało to zapach, bliżej nieokreślony. Na szczęście nie jest wyczuwalny na twarzy. Za to efekty są rewelacyjne i zaskakujące! Po ściągnięciu maski skóra jest świetnie nawilżona, wygładzona, odżywiona, napięta i rozjaśniona. Drobne zmarszczki na czole są wygładzone, cera nabiera blasku. Wchłonęły się też drobniutkie krostki, które ostatnio pojawiły się na policzkach. Maskę śmiało mogłabym nazwać bankietową. Idealnie sprawdzi się przed większym wyjściem. Skóra wygląda na wypoczętą i zregenerowaną. Efekty są naprawdę wow! ;)



Jest to zdecydowanie najlepsza maska w płachcie, jaką miałam. Nie tylko ze względu na to jak jest dopracowana, jej działanie jest fenomenalne. Sprawdzi się nie tylko przy cerze dojrzałej; moja mieszana 20+ jak widać też jest bardzo zadowolona. Jeśli chcecie porządnie nawilżyć skórę, zregenerować ją, dodać blasku - wypróbujcie. W moim przypadku jeszcze żadna maska nie przyniosła naraz takich rezultatów. Znajdziecie je tutaj - https://orphica.pl/orphica-maska-anti-ageing.html. 

Maska na pewno trafi do ulubieńców lipca! Znacie linię Orphica Timeless? ;)
Jakie maski w płachcie lubicie? Chętnie sięgnę również po Wasze propozycje.

Nawilżająca pielęgnacja włosów Pro-Age z Trico Botanica

Trico Botanica to marka, która posiada kompletną gamę produktów do pielęgnacji włosów i skóry głowy. Łączy w sobie naturalne składniki aktywne i innowacje technologiczne. Wszystkie kosmetyki wolne są od parabenów, SLS, substancji ropopochodnych oraz barwników. 

W lipcu testuję jedną z dostępnych linii Trico Botanica - nawilżającą Pro-Age. W jej skład wchodzą: szampon, maska oraz ochronny olej do włosów. Zapraszam na podsumowanie moich testów. ;)


Linia bazuje na oleju pistacjowym, dzięki czemu pachnie obłędnie, niczym czekoladki z nadzieniem o smaku pistacjowym! ;) Szampon, dzięki swojej delikatnej formule, polecany jest do codziennego stosowania dla wszystkich rodzajów włosów. Jest ultradelikatny, nawilżający, skutecznie usuwa zanieczyszczenia znajdujące się na skórze głowy. Ponadto bogaty jest w komplet hydrolizowanych protein: jedwabiu, pszenicy oraz keratynę i oczywiście olej pistacjowy. Szampon nawilża, zmiękcza włosy, a także regeneruje skórę głowy. Produkt jest wolny od parabenów, petrolatum, SLS i barwników. [250ml/38,90zł - KLIK]

Maska pistacjowa zawiera dodatek oliwy z oliwek oraz masła Shea. Jej zadaniem jest zmiękczenie i nawilżenie włosów bez ich obciążenia. Polecana jest w szczególności dla włosów przesuszonych i osłabionych, takich które potrzebują nawilżenia i regeneracji. Dzięki bogatej zawartości olejów roślinnych: masła Shea, oleju pistacjowego, kokosowego, jojoba oraz oliwy z oliwek, wraz z hydrolizowanym kolagenem i proteinami jedwabiu wykazuje silne działanie rewitalizujące. Moc maski została zamknięta w butelce z pompką, dla wygodniejszego stosowania. Również jest wolna od parabenów, petrolatum, SLS i barwników. [200ml/44,90zł - KLIK]


Szampon i maska stanowią bardzo zgrany duet. We wspólnym użyciu naprawdę niesamowicie zmiękczają włosy, nawilżają, dodają im lekkości. Są też odbite u nasady, ładnie uniesione, nie puszą się, a skóra głowy jest oczyszczona. Szampon jest ultradelikatny, absolutnie nie wysusza włosów. Nawet kiedy używam go bez żadnej maski/odżywki włosy są zmiękczone i błyszczące. Maskę nazwałabym raczej odżywką czy mleczkiem, ponieważ jest bardzo rzadka, lejąca i z łatwością spływa z dłoni. Trzeba jej pilnować. Poza tym nie mam żadnych zastrzeżeń, to duet idealny. Zapach tej linii jest jej kolejną mocną zaletą. Szampon i maskę polecam osobom, których włosy są suche, sztywne, łamliwe, puszczące się, bez życia.

Ostatnim składnikiem linii jest olej pistacjowy chroniący włosy przed czynnikami zewnętrznymi i promieniowaniem UV. Kompozycja oleju pistacjowego wraz z wit. E pozostawia włosy zdrowe i lśniące. Buteleczka z atomizerem jest poręczna i wygodna w codziennym użytkowaniu. Olej jest wolny od parabenów, petrolatum, SLS i barwników. [100ml/59,80zł - KLIK]

W przypadku olejku im mniej tym lepiej. Oczywiście ciężko mi było się dostosować do tej zasady, bo zapach jest taki piękny, a ja sama mam skłonność do nakładania przesadzonych ilości olejku na swoje włosy. ;) Całe szczęście udało się to opanować. Olejku używam na wilgotne włosy zaraz po myciu, ale też na suche, np. rano przed wyjściem. Olejek sprawia, że włosy, a szczególnie końcówki są lśniące, zdrowe, nawilżone, mięciutkie i pachnące. To coś, co polecam każdemu rodzajowi włosów. ;)



Nawilżająca linia Pro-Age bardzo dobrze mi się sprawdza. Z całej trójki najbardziej polubiłam maskę, po żadnej innej moje włosy nie są tak zmiękczone. Po raz kolejny wspomnę o cudownym zapachu pistacji, musicie go poczuć! ;) Włosy przesuszone będą naprawdę zadowolone z działania tej linii. Bardzo polecam! ;)

Letnia pielęgnacja cery - 3 ulubione kroki | krem peelingujący, woda winogronowa, maseczka nawilżająca Caudalie

Latem chętniej sięgam po kosmetyki nawilżające, kojące, delikatne. Rezygnuję z kwasów i bardziej treściwych formuł na rzecz tych lekkich, które nie spłyną z mojej mieszanej skóry po kilku godzinach. Oczekuję nawilżenia, nawodnienia skóry większego niż zwykle, ponieważ właśnie w okresie wakacyjnym skóra najszybciej ulega przesuszeniom, podrażnieniom. Maseczka stanowi nieodzowny element codziennej pielęgnacji. Moje ulubione trzy kroki to delikatny peeling, odświeżająca/kojąca woda lub tonik oraz dobrze nawilżająca maseczka. Taki zestaw stawia moją skórę na nogi, doprowadza ją do porządku i utrzymuje w dobrej kondycji. Skóra oraz ja sama czujemy się lepiej. 

Chcę Wam pokazać moją letnią pielęgnację z Caudalie. Ostatnio są to moje ulubione kosmetyki, o których zdecydowanie warto napisać. Szczególnie że mamy porę letnią i takie wytchnienie przyda się niejednej skórze. Produkty polecam cerze normalnej, suchej, wrażliwej i mieszanej. Przydadzą się przy wysuszeniu, podrażnieniu skóry, ale też dodadzą jej blasku, wygładzą i przyjemnie odświeżą.



Krok pierwszy to oczywiście peeling. Nic agresywnego - delikatny krem peelingujący o bardzo subtelnym wręcz niewyczuwalnym zapachu (delikatne nuty świeżej cytryny i lawendy). Dzięki swojej aksamitnej konsystencji krem delikatnie oczyszcza skórę, jednocześnie stymulując odnowę komórek. W kremowej formule zatopione są drobinki, które przyjemnie i delikatnie masują skórę. Wszelkie nieczystości i martwe komórki zostają usunięte. Krem peelingujący jest delikatny i skuteczny zarazem. W efekcie skóra jest świetlista, bardziej promienna i miła w dotyku. Zyskujemy oczyszczoną, zdrowo wyglądającą, mięciutką cerę. Polecam wybierać właśnie takie formuły, nie tylko latem - delikatne kremy peelingujące, peelingi enzymatyczne, które są bardzo skuteczne a nie podrażniają skóry. Warto mieć to na uwadze w szczególności przy cerze z aktywnym trądzikiem, czy nawet drobnymi pojedynczymi niedoskonałościami. Lepiej nie roznosić bakterii po całej twarzy. 75ml/84zł

Kolejnym etapem jest spryskanie twarzy wodą winogronową Caudalie. Można też sięgnąć po wodę termalną, hydrolat lub ulubiony tonik. Dla mnie ta woda jest czymś cudownym! Atomizer rozpyla idealną drobniutką mgiełkę, to bardzo przyjemne uczucie odświeżenia. Latem (choć nie tylko) można ją zabrać ze sobą dosłownie wszędzie i dać skórze dawkę orzeźwienia, kiedy tylko będzie tego potrzebować. Woda ta pozyskiwana jest z winogron podczas winobrania. Nie zawiera konserwantów, jest bezzapachowa, nie wycieramy jej po rozpyleniu - szybko się wchłania. Woda winogronowa przyczynia się do nawilżenia skóry, przynosi ukojenie szczególnie skórze wrażliwej. W składzie mamy 100% ekologicznych winogron. Ideał! Dostępna jest w dwóch pojemnościach - 75ml/30,20zł i 200ml/49,70zł.



Na koniec serwuję skórze nawilżającą kąpiel w postaci kremowej maseczki nawilżającej. Ma ona działanie intensywnie nawilżające i kojące suchą skórę. W kilka minut skóra staje się sprężysta, miękka i odżywiona, dzięki w 85,5% naturalnej kuracji nawilżającej. Znikają podrażnienia, przesuszenia i nieprzyjemne uczucie ściągniętej skóry. To fantastyczna kąpiel nawilżająca dla skóry. Sprawdzi się też np. po opalaniu. Maseczki nawilżające/kojące to idealny wybór na lato, a dla mnie must have. Stosuję ją max dwa razy w tygodniu na dwa sposoby. Pierwszy z nich jest klasyczny, nakładam maseczkę na ok. 15 min. po czym zmywam letnią wodą. Drugi, mój ulubiony - używam maseczki tak jak kremu nawilżającego i pozostawiam na skórze przez całą noc. Rano skóra jest świetnie nawilżona, mięciutka i pulchna. Jeśli stosuję maseczkę klasycznie, nie zapominam o ponownym spryskaniu twarzy wodą winogronową. Pamiętajmy o tonizowaniu skóry! 75ml/90,40zł


Kosmetyki Caudalie to moi prawdziwi faworyci, nie tylko ta linia. Na blogu znajdziecie więcej postów z produktami tej marki. Bardzo lubię ich nieprzekombinowaną szatę graficzną - w tym przypadku miękkie tubki z efektownymi drewnianymi zakrętkami. Dużym atutem tych kosmetyków są ich zapachy - delikatne, subtelne. Nie przepadam za nakładaniem na skórę twarzy mocno pachnących, perfumowanych mazideł. Cenię sobie naturalności i subtelność zapachów, a Caudalie mi to daje. 

Bardzo Wam polecam te trzy kroki. Pamiętajmy, że agresywna pielęgnacja nie będzie dobra ani na dłuższą metę, ani dla skóry tłustej/mieszanej z trądzikiem, ani tym bardziej latem. Nawilżenie skóry jest bardzo ważnym elementem codziennej pielęgnacji i to przez cały rok! Taka pielęgnacja procentuje. Sama zauważyłam, że rezygnując z mocnego oczyszczania i wprowadzając intensywne nawilżanie moja skóra odżyła. Kiedyś (jako posiadaczka cery tłustej z trądzikiem) żyłam w mylnym przekonaniu, że muszę mocno oczyścić skórę, użyć grubego peelingu i oczywiście nie mogę nakładać kremu nawilżającego, bo zaraz wyskoczy mi mnóstwo niedoskonałości.... Nie, nie i jeszcze raz nie! Całe szczęście to już za mną. Skóry suche na pewno doceniają właściwości nawilżające kosmetyków, wybór Caudalie Was nie zawiedzie.

Znacie kosmetyki Caudalie? Jak wygląda Wasza letnia pielęgnacja?


4 ulubione kosmetyki czerwca

Dzień dobry :) Dziś chcę się z Wami podzielić moimi czterema perełkami czerwca. Z wyłonieniem kosmetycznych hitów minionego miesiąca nie miałam żadnego problemu. Są to prawdziwi ulubieńcy, kosmetyki których używam cały czas! Koniecznie dajcie znać, czy znacie moich wybrańców? A może namówiłam Was do wypróbowania?


John Frieda, Sheer Blonde - odżywka do włosów

Jeszcze na studiach miałam swoje pierwsze spotkanie z marką John Frieda. Wtedy nie było efektu WOW, ot zwyczajne kosmetyki do włosów. Tym razem jest inaczej, odżywka to dokładnie to, czego aktualnie potrzebują moje włosy. Są wygładzone, mega błyszczące, ładnie odbijają światło. Poza tym oczywiście widocznie nawilżone, niezwykle miękkie i lekkie. Odcień blondu faktycznie jest wydobyty, ładniejszy. :) Odżywka posiada wzmacniającą formułę na bazie słonecznika i białej herbaty.

Eveline, Just Epil! - ultradelikatny nawilżający krem do depilacji

Używam już trzeciego opakowania, ale jakoś nie było okazji aby o nim napisać. Ten krem spodoba się paniom o wrażliwej skórze. Ja właśnie taką mam, szczególnie na nogach i korzystam z kremu w celu ich depilacji. ;) Krem usuwa wszelkie włoski, nic nie piecze, nie swędzi, skóra nie jest podrażniona. Włoski odrastają zdecydowanie wolniej i nie są tak sztywne i kłujące. Dzięki niemu nie mam już problemu ze swędzącą skórą i wiecznymi krostkami oraz zaczerwienieniami. Serdecznie Wam go polecam!


Ava Laboratorium, Aloe Organic - serum do twarzy

O serum Aloe Organic pisałam już tutaj. Od pierwszego użycia czułam, że będzie moim ulubieńcem. Serum łagodzi podrażnienia, uspokaja i koi skórę, nawilża ją, napina w dobrym znaczeniu tego słowa. Poza tym zwiększa elastyczność, ujędrnia, a przy systematycznym stosowaniu serum wygładziło zmarszczki na czole. To naprawdę fantastyczny kosmetyk! Świetnie sprawdza się zarówno w porannej, jak też wieczornej pielęgnacji. Serum jest bardzo płynne, niczym woda i wchłania się bardzo szybko. ;)


mediq skin - krem intensywnie nawilżający SPF15 do cery trądzikowej

Ten krem to petarda! O całej linii mediq skin szykuję odrębny post, natomiast krem zachwycił mnie od pierwszego użycia, podobnie jak wcześniejsze serum. ;) Jest gęsty, dosyć zbity przez co wydajny. Prześwietnie nawilża skórę, szczególnie jeśli używa się przy tym wysuszających maści/preparatów antytrądzikowych. Sprawdza się w porannej oraz wieczornej pielęgnacji twarzy. Dobrze utrzymuje makijaż. Nie zapycha! Nie powoduje powstawania nowych niedoskonałości, wręcz przeciwnie skóra szybciej dochodzi do normalności i nie pojawiają się niespodzianki. Na pewno nie skończy się na jednym opakowaniu. ;)

I to by było na tyle. ;) Takie cztery perełki towarzyszyły mi w ostatnim miesiącu i jeszcze trochę będą towarzyszyć. A jak Wasi ulubieńcy?

Masło karotenowe & Sorbet pomarańcza-wanilia | Skuteczna pielęgnacja z Ava Laboratorium

Dzisiaj jeden z moich ulubionych wpisów - o kosmetykach Ava Laboratorium. W tym roku jest to marka dominująca w mojej kosmetyczce, którą szczerze polubiłam. Bardzo polubiłam. Wszystkie kosmetyki, jakie dotąd miałam świetnie mi się sprawują. I tym razem nie jest inaczej! ;)

Masło i sorbet to pierwsze kosmetyki Ava do ciała, jakie mam przyjemność używać. Okazało się, że śmiało dorównują jakością i działaniem tym do pielęgnacji skóry twarzy. Poczytajcie! ;)



Masło karotenowe

Aksamitne masło do ciała o lekkiej konsystencji i aromacie wanilii. Pozostawia uczucie jedwabiście gładkiej skóry, naturalnie poprawia koloryt. Bogate jest w olejek migdałowy, awokado, masło shea, masło kakaowe, ekstrakt z marchewki.

Pomarańczowe mazidło przepięknie pachnie delikatną aromatyczną wanilią z nutką czegoś owocowego, orzeźwiającego. Woń idealnie wpisuje się w mój gust, jest wyciszająca, szczególnie przed snem. Nie przerażajcie się kolorem. Masło nie barwi skóry, nie tworzy smug. Za to przy dłuższym i regularnym stosowaniu poprawia wygląd, koloryt skóry. Ja z masła korzystam ok. 2-3 tyg. i widzę, że szczególnie nogi nie są tak "trupioblade". Formuła masełka jest w miarę zbita, dobrze rozprowadza się po skórze i szybko wchłania, pozostawiając ją aksamitnie gładką, miękką, pachnącą, z takim zdrowym blaskiem. Nawilżenie skóry jest wyraźnie podniesione, nie ulega ona przesuszeniu. Moja skóra z reguły jest bardzo sucha, skłonna do przesuszeń, a to masło bardzo dobrze ją przed tym zabezpiecza. Używanie go to czysta przyjemność! ;)

250g / 22zł [sklep]



Sorbet do ciała pomarańcza i wanilia

Lekki sorbet do ciała o jedwabistej konsystencji i aromatycznym zapachu pomarańczy i wanilii Bourbon to połączenie pielęgnacji ciała z orzeźwiającą przyjemnością dla zmysłów. Polecany do każdej skóry, zwłaszcza przesuszonej. Masło Shea i olej kokosowy odżywiają, napinają i ujędrniają skórę. Sprawiają, że staje się gładka i elastyczna. Gliceryna i prowitamina B5 dodatkowo nawilżają ją i regenerują. Lekki masaż sorbetem delikatnie chłodzi ciało, poprawia krążenie, elastyczność i wygląd skóry. Dodatkowo pobudza zmysły i dodaje witalności. Idealny na lato, przyjemnie orzeźwia po opalaniu, pozostawiając na ciele kwiatowo-owocowy zapach.

Ten sorbet nazwałabym lekkim jogurtem, bo właśnie taką konsystencję ma - bardzo rzadką. Faktycznie jest leciutki, wchłania się ekspresowo. Przez chwilę pozostawia minimalnie lepki film, który znika po max 5 min. Również podnosi poziom nawilżenia skóry, zabezpiecza ją przed wysuszeniem, ale nie jest tak odżywczy jak masło karotenowe. Sorbet sprawdza się w porannej pielęgnacji ciała, jak też w upalne dni, po opalaniu. Przyjemnie koi skórę, sprawia że staje się gładziutka i miła w dotyku. Zapach pomarańcza + wanilia również wpisuje się w moje upodobania. ;)

250ml / 20zł [sklep]



Masełka (uogólniając) są bardzo dobrym wyborem na lato. Szczególnie dla osób takich jak ja, które przez cały rok wolą nieco cięższe słodkie zapachy, typu wanilia. Tutaj ta wanilia jest przełamana orzeźwiającymi owocami. To bardzo fajne połączenie, jeśli nie jesteście fankami typowo owocowych zapachów. ;) Poza tym sorbet jest mega leciutki, jakby stworzony na upalne dni. Sprawdzi się właściwie na każdym rodzaju skóry. Masło karotenowe jest bardziej odżywcze, w sam raz na wieczór. Oprócz właściwości pielęgnujących poprawia koloryt skóry. ;)

Znacie/lubicie kosmetyki Ava Laboratorium?

Pielęgnacja włosów zniszczonych - suche, puszące się, podatne na łamanie, elektryzujące się, siano


Dziś chcę zrecenzować kosmetyki do pielęgnacji włosów zniszczonych Toni&Guy Damage Repair. Dzięki nim zrozumiałam sens stosowania produktów z tej samej linii. Dotąd raczej wybierałam poszczególne warianty różnych marek, naprawdę rzadko się zdarzało, żebym miała szampon i odżywkę tego samego producenta i jeszcze z tej samej linii. Dobierałam wszystko wg aktualnych potrzeb. Tym razem Toni&Guy wyszli mi naprzeciw i mogłam wypróbować linię do włosów zniszczonych, czyli dokładnie dopasowaną do moich kłaczków. 

Na zdjęciach widzicie szampon, odżywkę oraz maskę z linii Damage Repair. Właśnie te kosmetyki towarzyszyły mi w ostatnich tygodniach i wciąż towarzyszą, bo jeszcze dna nie sięgnęły. ;) 

Szampon, jak to szampon, pomaga usunąć z włosów wszelkie zanieczyszczenia, oczyszcza skórę głowy, ale jednocześnie jest delikatny dla zniszczonych już włosów. Dodatkowo ma działanie pielęgnujące - wspomaga odbudowę włosów zniszczonych i poprawia ich wygląd. Polubiłam od pierwszego użycia, ponieważ faktycznie jest delikatny i skuteczny zarazem. Ładnie odbija włosy u nasady, sprawia że są lekkie i miękkie, ładnie błyszczą, a to efekt wyłącznie po użyciu szamponu. Fajne jest też to, że szampon dociąża te włosy, nie odstają żadne włoski, nic się nie elektryzuje.



Odżywka to kosmetyk 'must have', który stosuję po każdym myciu, szczególnie że mam włosy suche, zniszczone i wymagające regeneracji. Zalecam o tym pamiętać. ;) Ten produkt odżywia włosy po same końce, dostarczając właśnie takiej pielęgnacji jakiej potrzebują. Co więcej, nie obciąża pasm, nie skleja ich i z łatwością się ją spłukuje. Odżywka niesamowicie przyjemnie zmiękcza włosy, nabłyszcza je, ujarzmia, delikatnie podkreśla ich naturalny skręt. Bardzo na plus! W codziennym duecie z szamponem to naprawdę udana i wystarczająca pielęgnacja, jeśli Twoje włosy nie są baaardzo zniszczone i przesuszone.

Wisienką na torcie jest intensywnie regenerująca maska do włosów. Posiada formułę naprawczą i odżywczą. Poprawia wygląd zniszczonych włosów, co zauważyłam już przy drugim użyciu. Dzięki masce włosy przepięknie błyszczą, są mięciutkie, miłe w dotyku, zdecydowanie gładsze, tworzy się tafla bez odstających włosków, są wypielęgnowane i zadbane. Ten błysk i miękkość podobają mi się najbardziej. Przy włosach, które były suche, sterczały jak strąki to ogromny progres! ;)

Linia Damage Repair ma też ładny świeży zapach, który jest delikatnie wyczuwalny na moich włosach i też jakoś długo się na nich nie utrzymuje. Podobają mi się opakowania, a konkretnie otwarcia szamponu i odżywki - to sprawna opcja pod prysznicem. Opakowania na klik bardzo często mocno trzymają i już nie raz połamałam paznokcie dzięki temu. ;P Pewnie nie tylko ja ;) Podsumowując, bardzo polecam tę linię. Widocznie poprawiła kondycję moich włosów, zniszczonych rozjaśnianiem.

Kosmetyki Toni&Guy dostępne są w drogeriach Rossmann. 


Znacie je? ;)



Otworzyłam sklep internetowy z odzieżą damską! | modANA

Hej! ;) Miło mi poinformować, że udało mi się spełnić jedno z moich małych marzeń, jakim jest własny sklep. Asortyment "modANA" póki co skierowany jest głównie do kobiet, ale oczywiście wszystkich panów również zapraszam na zakupy! W końcu każda z nas lubi dostawać prezenty! ;)

Nasze ilości są ograniczone, posiadamy też pojedyncze sztuki, więc jeśli coś wpadło Wam w oko - zamawiajcie. ;)

Będzie mi bardzo miło, jeśli wesprzecie mnie w moim nowym początku. ;)



Zamówienia można składać w wiadomości prywatnej w sklepie na FB, ale też na IG - jak komu wygodniej. Jesteśmy dla Was! ;)

Wysyłka wynosi 14zł, bez względu na ilość rzeczy.















To część rzeczy, jakie u mnie znajdziecie. Będzie mi bardzo miło za obdarzenie mnie zaufaniem i dokonanie małych zakupów. Pozdrawiam serdecznie! ;)

Nawilżanie skóry bardzo suchej | Pielęgnacja ciała

Witajcie! Dzisiejszy post poświęcę pielęgnacji ciała. Moja skóra jest sucha, a czasem nawet bardzo sucha. Po balsamy, olejki, masła do ciała muszę sięgać regularnie inaczej dojdzie do przesuszenia skóry. A dobrze wiemy, że lepiej zapobiegać niż leczyć. 

Dove stworzyło serię kosmetyków do pielęgnacji ciała Nourishing Body Care z unikalną formułą Dove NutriDUO. Czym charakteryzują się nowe balsamy do ciała? Bo to o nich dziś Wam napiszę. Mają działanie powierzchniowe: zapobiegają odparowywaniu wody, utrzymują skórę nawilżoną i elastyczną oraz działanie podpowierzchniowe - nawilżają głębsze warstwy naskórka, uzupełniają poziom nawilżenia skóry.

Formuła NutriDUO łączy w sobie naturalne składniki odżywcze występujące w naszej skórze oraz pielęgnujące olejki, które dostarczają skórze dwustopniowego odżywienia, nawilżając głębsze warstwy naskórka oraz zapobiegając utracie wody z powierzchni skóry. Dodatkowo unikalna formuła balsamów Dove została wzbogacona o wit. E, zwaną eliksirem młodości.

Różne typy skóry mają różne potrzeby, to wydaje się być oczywiste. Dove wychodzi nam naprzeciw, spełniając wymagania każdej skóry - od normalnej do bardzo suchej, czyli takiej jak moja.



Ostatnio testowałam sobie trzy balsamy do ciała: Light Hydro do skóry normalnej, Essential Nourishment do skóry suchej oraz Intensive Nourishment do pielęgnacji skóry bardzo suchej. Oczywiście zaczęłam od tego ostatniego, dedykowanego skórze bardzo suchej. Sięgam po niego tylko wieczorem, ze względu na jego odżywczą, porządną formułę, chociaż wchłania się zaskakująco szybko (to pewnie przez to, że mojej skórze wciąż brakuje nawilżenia). Spośród tej trójki ma on najbardziej odżywczą formułę. Idąc tym tokiem, Light Hydro jest najlżejszy, to leciutkie mleczko. Wracając do wersji dla skóry bardzo suchej, jestem bardzo zadowolona. Skutecznie likwiduje przesuszenia skóry, nawilża bardzo dobrze. Skóra nie jest biała, nie swędzi, a raczej bardzo dobrze nawilżona, miękka, jedwabiście gładka. To coś, co z czystym sercem polecę posiadaczkom suchej, bardzo suchej, skłonnej do przesuszeń skóry.

Essential Nourishment do skóry suchej jest tylko odrobinę lżejszy od wersji dla skóry bardzo suchej, czyli tej mojej ulubionej. Jeśli nie macie ekstremalnie przesuszonej skóry, to ten balsam powinien być dla Was. ;) Ładnie pachnie, fajnie się wchłania, również dobrze nawilża. Moja skóra łapczywie pije te balsamy, tak bym to określiła.

Z kolei wersja Light Hydro to ideał do porannej pielęgnacji. Lekkie mleczko wsmarowuje się i wchłania niczym woda. Ale nie znika ze skóry, jest mięciutka, sprężysta, jedwabiście gładka. Od razu możemy się ubierać, ponieważ wchłania się ekspresowo i nie pozostawia żadnego tłustego czy lepkiego filmu na skórze. ;)



Balsamy wpisały się w moje codzienne rytuały pielęgnacyjne. Chętnie sięgam po każdy z nich, zawsze mogę wybrać opcję odpowiednią dla aktualnego stanu mojej skóry. Swoją pielęgnację uzupełniam również o inne kosmetyki, ale te jak najbardziej chcę Wam polecić. Szczególnie Intensive Nourishment, który już raz uratował moją skórę.

Lubicie kosmetyki Dove? Znacie te balsamy?

OPUNCJA i ALOES | Serum do twarzy i krem pod oczy z certyfikatem ECO-CERT| Ava Laboratorium

Ava Laboratorium to jedna z moich ulubionych marek kosmetycznych, w dodatku nasza rodzima. Szczerze - jeszcze żaden ich kosmetyk mnie nie rozczarował, a to się naprawdę rzadko zdarza. Miesiąc temu do mojej codziennej pielęgnacji cery dołączyły dwa nowe kosmetyki Ava z linii Aloe Organic (opuncja i aloes), posiadające certyfikat ECO-CERT. Z tego wpisu dowiecie się, jak mi się sprawdziły serum do twarzy oraz krem pod oczy. Zapraszam! ;)



SERUM DO TWARZY

Serum Aloe Organic łagodzi podrażnienia już po 2h od aplikacji, hamuje powstawanie wolnych rodników, głęboko nawilża. Walczy z oznakami starzenia skóry poprzez redukcję widoczności zmarszczek oraz stymulując jej naturalne procesy regeneracyjne. Działanie odmładzające serum wynika z połączenia organicznych ekstraktów z aloesu, opuncji figowej i zielonej herbaty oraz hydrolatu lawendowego. Żelowa konsystencja pozwala na wchłonięcie się większej ilości substancji aktywnych, pozostawiając skórę gładką, jędrną, elastyczną, odświeżoną i nawilżoną. Można je stosować na dzień i/lub na noc, pod krem.

Zapach serum jest delikatnie ziołowy, nienachalny, a nawet całkiem przyjemny. Formuła jest bardzo rzadka, lejąca, wodna i wchłania się błyskawicznie. Nie pozostawia na skórze żadnego lepkiego, nieprzyjemnego filmu. Świetnie sprawdza się zarówno na dzień (pod krem i makijaż), jak i na noc. Działanie oceniam bardzo pozytywnie. Serum skutecznie nawilża skórę, koi ją, uspokaja, napina w dobrym znaczeniu tego słowa, zwiększa elastyczność, ujędrnia, wygładza zmarszczki widoczne na czole. Na mojej skórze pojawia się niewiele niedoskonałości, serum nie zatyka porów, nie podrażnia skóry. Dzięki swojej leciutkiej formule, idealnie sprawdza się w ciepłe letnie dni. Szklana buteleczka z pompką usprawnia codzienne użytkowanie. Na twarz i szyję zużywam za każdym razem dwie pompki, używając dwa razy dziennie. Po prawie miesiącu stosowania, w opakowaniu została 1/3 serum.

Bardzo podoba mi się konsystencja serum, jak i działanie. Skóra jest w dobrej kondycji (dużo lepszej niż przed rozpoczęciem jego używania), nie mam problemu z suchymi skórkami ani uporczywymi niedoskonałościami. Wygładzenie skóry, szczególnie na czole to kolejna zasługa tego cuda. Na pewno kupię sobie kolejne opakowanie!

Polecam je właściwie każdemu rodzajowi skóry, a szczególnie takiej, która potrzebuje lekkiego, nieobciążającego produktu o właściwościach nawilżających i wygładzających; uelastyczniającego; potrzebującej ukojenia, uspokojenia. 30ml / 29,99zł | Do kupienia np. tutaj.



KREM POD OCZY

Krem ma za zadanie zapobiegać starzeniu się skóry, chroniąc ją przed negatywnymi wpływami czynników zewnętrznych i wysuszeniem. Zawiera kompozycję ekstraktów z opuncji figowej oraz z aloesu. Krem posiada lekką konsystencję. Został wzbogacony w naturalny beta-glukan pozyskiwany z pędów owsa, emolienty z oliwy z oliwek oraz olej macadamia. Skóra wokół oczu odzyskuje sprężystość, elastyczność i młodszy wygląd. Do stosowania zarówno na dzień, jak i na noc.

Dwie podstawowe kwestie, które kwalifikują krem do dalszego używania to brak zapachu i higieniczne opakowanie z pompką. Tutaj oba te warunki są spełnione więc z miłą chęcią zaczęłam stosować ten krem. Zdarzają się też wyjątki, bo np. jeden z moich ulubionych kremów pod oczy nie posiada opakowania z pompką, ale dziś nie o nim przecież mowa. ;) Krem ma leciutką formułę, która łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania, nawet jeśli nałożę grubszą warstwę (na noc). Świetnie spisuje się pod makijażem, korektor nie wchodzi w zmarszczki. Krem nie uczulił mnie ani nie podrażnił delikatnej skóry wokół oczu. Podnosi poziom nawilżenia i utrzymuje go. Odkąd go używam nie zanotowałam żadnych przesuszeń skóry pod oczami. A już wielokrotnie pisałam, że moja skóra wokół oczu jest delikatna, sucha, skłonna do przesuszeń, a nawet bardzo sucha, z dużymi cieniami. Krótko mówiąc - jest wymagająca. Co do cieni pod oczami, to myślę że rozjaśnia je delikatnie. Skóra pod oczami jest gładka, bardziej zwarta i fajnie napięta. 

Jeśli masz suchą skórę wokół oczu i szukasz kremu z dobrym składem, ten może się u Ciebie sprawdzić, szczególnie na dzień. Jest lekki i nie trzeba długo czekać, aby nałożyć makijaż. Na noc, grubszą warstwą też świetnie się spisuje. Dodatkowo koi skórę pod oczami i przyjemnie odświeża. Gdyby go włożyć do lodówki, myślę że jeszcze lepiej sprawdzałby się w te ciepłe miesiące. ;)
15ml / 28,99zł | Kupisz go np. tutaj - klik.


Ava Laboratorium kolejny raz mnie nie zawiodła. Na moimi IG mogłyście już widzieć spostrzeżenia co do tych kosmetyków. Szczególnie serum podbiło kosmetyczną część mojego serca! ;) Kosmetyki mają naprawdę dobre składy, w końcu posiadają certyfikat ECO-CERT, który ma duże znaczenie. Więcej poczytacie sobie w sklepie producenta. ;) Kosmetyki Ava można też kupić w drogeriach sieci hebe.

Znacie kosmetyki Ava Laboratorium? Macie ochotę wypróbować linię z aloesem i opuncją figową?

Pielęgnacja ecofriendly | Ekoceutyki Bandi Cosmetics

Jak zapewne wiecie, uwielbiam kosmetyki pielęgnacyjne i chętnie próbuję nowości. Niedawno zaciekawiła mnie nowa linia naszej rodzimej marki...