Co masz w swojej torebce? | Rexona Compressed

W dzisiejszym poście zdradzam zawartość swojej torebki. Co nosicie ze sobą na co dzień? Ja zawsze mam w torbie małą kosmetyczkę ze swoim niezbędnikiem. Zapraszam do obejrzenia i poczytania! ;)

W kosmetyczce znajduje się mój 'makijażowy niezbędnik', który przydaje się w ciągu dnia. Mam tu na myśli korektor, puder, czasem też podkład. Poza tym zawsze zabieram ze sobą pomadkę nawilżającą lub olejek do ust oraz szminkę, której użyłam danego dnia do drobnych poprawek.


Zmieszczę tam jeszcze fiolkę perfum oraz antyperspirant. Mini Rexona Compressed o pojemności 75ml, który jest tak samo wydajny jak większa wersja 150ml. Marka Rexona stale gości w mojej łazience, ich antyperspiranty są świetne, dają ochronę na długie godziny, niejednokrotnie na cały dzień. 

Dzięki innowacyjnej technologii, która pozwoliła przeprojektować system natryskowy, zmniejszając ilość gazu potrzebnego do dostarczenia tej samej ilości produktu przy każdym rozpyleniu, opakowanie 75ml jest na równi wydajne z klasyczną puszką o pojemności 150ml. To oznacza, że ulubiony antyperspirant możemy mieć zawsze przy sobie - w torebce, w torbie na siłownię (nie zajmie wiele miejsca), czy nawet w bagażu podręcznym. Wydajność jest duża więc spokojnie wystarczy nam na wakacyjne wyprawy. ;)

Bardzo mi się podoba to "pomniejszenie pojemności" przy pozostawieniu tej samej wydajności. Mniejsze opakowanie = mniejsza emisja gazów i mniejsze zużycie aluminium, bo o 20%. Dotąd sięgałam po największą wersję antyperspirantu Rexona i fajnie, że nie muszę już taszczyć takiego opakowania (choć torebkę mam dużą!). ;) Rexona 'cotton day' to bardzo ładny, delikatny, kremowy, kobiecy zapach. Ochrona na 5+, nic więcej nie oczekuję, ;)


Jak widać, antyperspirant bez problemu mieści się w małej kosmetyczce. Oprócz niej w mojej torebce nie może zabraknąć okularów przeciwsłonecznych, szczególnie w porze letniej, chusteczek higienicznych, mokrych chusteczek oraz kompaktowej szczotki do włosów. ;)
Poniżej możecie zobaczyć porównanie wielkości wersji 75ml i 150ml. Linia Rexona Compressed posiada również antyperspiranty dla mężczyzn, w takich samych pojemnościach i również o bardzo ładnym zapachu.


Co macie w swoich torebkach? ;)

Proszek, żel czy kapsułka? Surf Hawaiian Dream

Pranie. Czynność zupełnie normalna i przyziemna. Sklepowe półki aż uginają się od różnorakich środków, które mają pomóc nam zachować czystość i świeżość ulubionych ubrań. Co wybrać? Ja od kilku dobrych lat jestem wierna kapsułkom piorącym. Są wygodne w użytkowaniu, wrzucamy je prosto do bębna więc w szufladzie pralki nie pozostają żadne resztki proszku, czego nie znoszę. Dodatkowo nie muszę sięgać już po płyn do płukania. Przerobiłam kilka marek i oczywiście mam swoich faworytów. 

Marka Surf zaproponowała mi wypróbowanie swoich nowości Hawaiian Dream. Byłam ciekawa więc zgodziłam się przetestować nowe produkty, które swoim zapachem mają zatrzymać wakacje na dłużej. ;) Używałam już różowych kapsułek Surf i byłam zadowolona. W skład linii hawajskiej wchodzą: proszek do prania, żel piorący i kapsułki do prania.


Wypróbowałam wszystkie produkty i śmiało piszę, że sprawdzają się świetnie! Nadają się zarówno do białych, jak i kolorowych tkanin, co również jest bardzo wygodne i ekonomiczne. Proszek, żel, kapsułka - bez względu na to, co wybierzecie pranie jest idealnie czyste i pachnące. Właśnie, o zapach tutaj chodzi! Hawajskie kwiaty, przepiękny! Nie za mocny i nie za słaby. Czuć go delikatnie na ubraniach. Nie lubię kiedy zapach proszku do prania czy płynu do płukania mocno wżera się w tkaninę. Nie jest to przyjemne ani w ciągu dnia (wolę swoje perfumy!) ani podczas prasowania, kiedy zbyt intensywny zapach miesza się z parą żelazka. 



Podsumowując, jeśli lubicie delikatne tropikalne nuty zapachowe i macie ochotę przetestować coś nowego, to bardzo Wam polecam te produkty. Ja oczywiście jestem fanką kapsułek, ale polubiłam też formę samego żelu. Wypróbujcie!

Czego najczęściej używacie do prania ubrań? ;)

Pielęgnacja cery trądzikowej z Mediqskin

Moja cera jest mieszana i z tendencją do powstawania niedoskonałości. Mówiąc krócej i prościej - tak, mam trądzik. Bywają lepsze i gorsze okresy, z którymi trzeba sobie jakoś radzić. Z pomocą przyszła mi linia kosmetyków do cery trądzikowej Mediqskin. Naprawdę się przydaje! A jeden z produktów już znalazł się w ulubieńcach. Szczegóły w dalszej części posta, zapraszam! ;)

Mediqskin to program do cery trądzikowej, w którym znajdziemy preparaty do codziennej pielęgnacji skóry problemowej oraz jeden produkt do zadań specjalnych - żel punktowy Mediqskin PLUS do stosowania na noc, który już miałam i dobrze znam jego moc. 


Co my tu mamy? ;) Program obejmuje:
  • OCZYSZCZANIE I DEMAKIJAŻ - płyn micelarny (odpowiedni podczas wysuszających terapii dermatologicznych) oczyszcza skórę z makijażu i zanieczyszczeń. Usuwa makijaż twarzy i oczu. Posiada łagodną bazę myjącą (z myślą o skórach tłustej i trądzikowej), nie powoduje podrażnień ani wysuszenia skóry. To prawda, żadne wysuszenia czy podrażnienia z tym płynem nie mają miejsca. Natomiast sam makijaż mógłby zmywać lepiej. Nie robi tego w 100%. Mój demakijaż jest kilkuetapowy, ale jeśli ktoś korzysta wyłącznie z płynu - to za mało. 
Składniki aktywne płynu: ekstrakt z płatków róży stulistnej - reguluje wydzielanie sebum oraz zapobiega namnażaniu się bakterii i w rezultacie ogranicza pojawianie się stanów zapalnych na skórze; kompleks NMF (Natural Moisturising Factor) wzmacnia barierę ochronną skóry; przyczynia się do wiązania i długotrwałego zatrzymania wody w skórze, dzięki czemu jest ona nawilżona; alantoina - koi i łagodzi podrażnienia; wspiera także regenerację skóry podrażnionej wskutek działania kuracji dermatologicznych.
  • OCZYSZCZANIE - żel do mycia twarzy (odpowiedni podczas wysuszających terapii dermatologicznych) z ekstraktem z płatków róży stulistnej, olejkiem z drzewa herbacianego i kompleksem NMF. Składniki aktywne żelu, odpowiadające potrzebom cery tłustej i trądzikowej, skutecznie usuwają ze skóry zanieczyszczenia, nadmiar sebum, resztki makijażu, nie naruszając przy tym jej naturalnej bariery ochronnej. Żel dobrze oczyszcza skórę (oraz pory), ale absolutnie jej nie wysusza, nie ściąga w ten nieprzyjemny sposób. Dla mnie właśnie taki ma być idealny żel oczyszczający. Po umyciu skóra jest gładka i miękka. Żel pieni się, a w jego zapachu odnajdziecie zdecydowanie nuty olejku z drzewa herbacianego, ale do wytrzymania - zapach nie jest bardzo mocny, ani uciążliwy. Obecność pompki oczywiście na plus. Denerwuje mnie w nim tylko to, że jest dość mocno śliski i zmywam go dłużej niż inne żele.
Składniki aktywne żelu: olejek z drzewa herbacianego - hamuje rozwój bakterii P. acnes na skórze i ogranicza powstawanie zmian trądzikowych; ekstrakt z płatków róży stulistnej - reguluje wydzielanie sebum, łagodzi podrażnienia oraz wspomaga regenerację skóry; kompleks NMF (jak wyżej).
  • PIELĘGNACJA - krem intensywnie nawilżający SPF 15 (odpowiedni podczas wysuszających terapii dermatologicznych) naprawdę intensywnie nawilża! Jego formuła jest dość gęsta, zbita, dzięki czemu jest też wydajny. Świetnie nawilża, regeneruje skórę, szczególnie jeśli używam w tym czasie maści, które wysuszają skórę. Sprawdza się zarówno w porannej, jak i wieczornej pielęgnacji. Utrzymuje makijaż. Nie zapycha porów, nie powoduje powstawania zaskórników. Przeciwnie - skóra dochodzi do siebie i jest w coraz to lepszej kondycji, pojawia się znacznie mniej niedoskonałości. Przy większej ilości na twarzy mam wrażenie, że troszkę bieli skórę, ale to naprawdę minimalnie. Nie przeszkadza mi to, ale w recenzji warto o tym wspomnieć. 
Składniki aktywne kremu: ekstrakt z płatków róży stulistnej (jak wyżej), kompleks NMF (jak wyżej), hialuronian sodu, alantoina i glicyna
Filtry UV chronią przed promieniowaniem UVA-UVB i choć to tylko SPF 15 to lepszy rydz, niż nic. Szczególnie że wciąż szerokie grono nie sięga po żadne filtry UV.
  • PLUS - żel punktowy, w składzie którego znajdują się: PVA 0,2%, tretynoina 0,02%, kwas glikolowy 4% i klindamycyna 0,8%. To specjalistyczny wyrób medyczny. Żel tworzy niezatykającą porów niewidoczną warstwę, która izoluje i chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi, mogącymi mieć wpływ na nasilenie objawów trądzikowych. Żel należy nakładać punktowo, w niewielkiej ilości. Wysusza skórę więc im mniej tym lepiej. Jest bardzo skuteczny, szybko wyciąga stan zapalny, goi niedoskonałości i ślady po nich. Ok. 15 min. po nałożeniu żelu zalecam użycie kremu intensywnie nawilżającego.
Cały program bardzo korzystnie wpływa na moją cerę. Żel do mycia twarzy oraz krem nawilżający wpisały się w codzienną pielęgnację. Jeśli chodzi o płyn micelarny to posiłkuję się też innym. Żel punktowy sprawdza się w sytuacjach kryzysowych. W całej linii brakuje mi tylko toniku. Wtedy wszystko byłoby na tip top. ;)

Znacie Mediqskin?

Mój pierwszy JOY box | Prezent urodzinowy

Nie jestem szaloną fanką boxów kosmetycznych, choć niektóre naprawdę robią wrażenie. Przez kilka miesięcy byłam ambasadorką PAUSE box i przyznaję szczerze, że pudełka bardzo trafiały w mój gust. Z innymi nie miałam do czynienia aż ostatnio przypadkiem zobaczyłam zawartość JOY box i postanowiłam go sobie sprezentować na urodziny. Ciekawi zawartości? Zapraszam! ;)



Przyznaję, że do zakupu zachęciła mnie obecność kosmetyków Aloesove i duetus, czyli nowości marki Sylveco. W pudełku znalazły się: żel myjący do twarzy duetus [oczyszcza-nawilża-matuje] oraz płyn micelarny do demakijażu twarzy i oczu [z organicznym sokiem z aloesu] Aloesove. Skompletowałam niemal całościową pielęgnację, ponieważ mam jeszcze serum i tonik duetus oraz żel myjący Aloesove, które kupiłam ostatnio przy okazji zakupów online. Jeśli jesteście ciekawi mojej opinii, to śledźcie mnie na IG - tam najszybciej pojawiają się pierwsze wrażenia.

Kolejne pełnowymiarowe produkty to olejek do ciała Kneipp [argan-marula-rącznik-oliwka] i głęboko oczyszczający peeling do twarzy Marion [miód i cytryna]. Jeśli chodzi o Kneipp to nigdy nie miałam okazji używać kosmetyków tej marki, ale czytałam sporo dobrego. Marion jest nam dobrze znaną polską marką. Peelingu zdążyłam już nawet raz użyć i jest całkiem przyjemny. Zobaczymy co będzie przy dłuższym stosowaniu.


Z produktów, które znalazły się w każdym pudełku mam tu jeszcze miniaturkę balsamu heimish do demakijażu oraz kosmetyki Aussie. Obie marki są mi nieznane, z czego o istnieniu heimish nie miałam nawet pojęcia. Markę Aussie (z tego co wiem) kupimy w Rossmannie, ale jakoś nigdy na nic się nie skusiłam. W boxie pojawiły się suchy szampon o zapachu kiwi (65ml) i 3-minutowa odżywka do włosów (75ml). Oba kosmetyki przydadzą się do wyjazdowej kosmetyczki. Jest to też świetna okazja, aby wypróbować coś nowego, niekoniecznie decydując się na pełnowymiarowy produkt.


Spośród produktów do wyboru skusiłam się na wodę komórkową w spray o działaniu energetyzującym Institut Esthederm (wersja 30ml) oraz pierwszą w życiu mini świeczkę Yankee Candle o zapachu Summer Peach - piękna! W pudełku znalazłam jeszcze próbki szamponu Bioxsine oraz antybakteryjną chusteczkę do rąk Clean Hands.

Z zawartości pudełka jestem zadowolona, w końcu kupiłam je świadomie, wiedząc co jest w środku. I takie rozwiązanie bardzo mi się podoba. Lubię wiedzieć za co płacę. ;)

 

A Wam, jak podoba się zawartość? :)

Fluid doskonała cera SPF20 oraz Serum rozjaśniające przebarwienia Caudalie Vinoperfect | Walka z przebarwieniami i nierównym kolorytem cery

Uwielbiamy lato i słońce, nadmorskie kąpiele i plażowanie. Jednak 'co za dużo, to niezdrowo' i często nie kończy się to dobrze. Mam na myśli naszą skórę, która w tym ciepłym letnim okresie jest narażona na wiele niesprzyjających jej czynników. Jednym z nich jest słońce, które powinniśmy dawkować sobie z umiarem i chronić naszą skórę. Kapelusz, schronienie się w cieniu oraz filtry przeciwsłoneczne - o tym musimy pamiętać. Musimy, jeśli nie chcemy później ponosić przykrych konsekwencji. Dziś zajmę się tą kosmetyczną częścią ochrony przed słońcem, a konkretnie skutkami jej braku.

I założę się, że większość z Was doskonale o tym wie. Niestety zdarza się nam zapomnieć o nałożeniu filtra przeciwsłonecznego lub zrobić to w niewystarczającej ilości. U mnie najpewniej winowajcą jest druga opcja. W tym roku, po raz pierwszy w życiu, na mojej skórze pojawiły się przebarwienia posłoneczne. Wprawdzie niewielkie (przy linii włosów i na nosie) i pewnie jeśli ktoś o tym nie wie, to nawet nie zauważy, ale wystarczy że ja wiem. Ważne, aby w porę dostrzec problem i wprowadzić odpowiednią kurację.


Na początek sięgnęłam po markę Caudalie i jej linię Vinoperfect. Jednym z bestsellerów marki jest serum o działaniu rozjaśniającym przebarwienia (potwierdzone naukowo po 4 tyg. stosowania). Koryguje istniejące przebarwienia, zapobiega powstawaniu nowych i wydobywa blask cery. Ujednolica koloryt skóry. Serum działa przeciwutleniająco, w wyjątkowy sposób chroni skórę przed działaniem wolnych rodników. Cera staje się gładka i rozjaśniona. Przywraca skórze jej naturalny blask. Pochodzący z młodych pędów winorośli, ekstrakt czystej Viniferin w stężeniu 1000 ppm został opatentowany przez Caudalie we współpracy z Wydziałem Farmacji. 
  • zmniejsza widoczność przebarwień oraz pojawianie się nowych,
  • ujednolica cerę, przywraca jej naturalny blask,
  • rozjaśnia cerę i przeciwdziała wolnym rodnikom,
  • można je używać pod krem z filtrem przeciwsłonecznym,
  • nie powoduje fotouczuleń,
  • nie zatyka porów;
Główne składniki: skwalen z oliwek, Viniferin 1000. Serum jest odpowiednie dla każdego typu skóry. Można je stosować codziennie rano i wieczorem - na twarz, szyję i dekolt. 62 x bardziej skuteczne niż wit. C!


Póki co mogę powiedzieć, że serum jest ultralekkie. Szybko się wchłania, pozostawiając skórę przyjemnie gładką, miękką i nawilżoną. Uwielbiam taki efekt. Z mojego doświadczenia wynika, że dobrze wróży. :) Bez problemu można dosyć szybko nałożyć na nie krem (o którym zaraz), nie trzeba wcale czekać. Zaraz po nałożeniu gołym okiem widać, że skóra wygląda ładniej. To tak jakby została obudzona. :) I absolutnie nie jest obciążona!

Drugim produktem do walki o piękną cerę bez przebarwień jest fluid doskonała cera z SPF 20. Również należy do linii Vinoperfect, specjalizującej się w walce z przebarwieniami, nierównym kolorytem, mającej za zadanie rozświetlić skórę, wydobyć z niej naturalny blask. 

Nawilżający fluid oil-free zmniejsza defekty skórne, ściąga pory, redukuje nadmiar sebum, niedoskonałości i przebarwienia. Przywraca skórze blask i jednolity koloryt. W efekcie skóra jest zregenerowana. Fluid stanowi także dobrą bazę pod makijaż. 
  • koryguje przebarwienia i niedoskonałości,
  • ściąga pory,
  • zmniejsza wydzielanie sebum,
  • rozświetla i ujednolica cerę,
  • nawilża i chroni (posiada SPF 20),
  • formuła oil-free, nie zatyka porów;
Główne składniki: enzymy z papai, Taniny & Viniferin 500. Krem należy stosować rano - na twarz oraz szyję. Nie stosować na kontur oka! Odpowiedni dla każdego typu cery.



Fluid również posiada lekką formułę, a do tego jasnobeżowy odcień. Podobnie jak serum, łatwo się go rozprowadza i szybko się wchłania. Stanowi świetną bazę pod makijaż. Pod koniec dnia buzia nie świeci się tak jak zwykle. Poza tym po kilku chwilach od nałożenia skóra faktycznie jest ujednolicona - zaczerwienienia są wyciszone. Jest też ładnie rozświetlona, wydobyty jest jej naturalny blask. Po prostu wygląda zdrowiej, na bardziej wypoczętą. Drobne przebarwienia nie rzucają się w oczy, nie wybijają się na pierwszy plan. Myślę, że jest w tym także zasługa serum. W końcu w duecie lepiej. ;)



O skuteczności kosmetyków pod kątem przebarwień dam Wam znać za 3-4 tyg., a może i wcześniej jeśli zauważę efekty. Póki co chciałam przedstawić te perełki (tak, mam dobre przeczucia!) i zasygnalizować problem, który nie dotyczy wyłącznie mnie, wiem to. Warto pomyśleć już o takiej pielęgnacji, szczególnie że lato niedługo się skończy a im szybciej wdrożymy odpowiednie preparaty tym lepiej. Kosmetyki są ultralekkie, przyjemne w codziennym użytkowaniu - dodają blasku i na pewno optymalnie rozświetlają skórę, ujednolicają jej koloryt. Moja mieszana cera z tendencją do niedoskonałości i rozszerzone ostatnio pory bardzo je polubiły. Linię Vinoperfect znajdziecie tutaj.

Znacie, lubicie kosmetyki Caudalie? Macie skłonność do przebarwień?

Ochronne serum antyoksydacyjne NOYAU | Hit codziennej pielęgnacji!

Dużo mówi się teraz o kosmetykach 'miejskich', czyli takich które są odpowiedzią na aktualnie panujące warunki życia, środowiska i związanego z nimi stresu. Ma to wpływ na stan i kondycję naszej skóry. NOYAU to nowa marka kosmetyków naturalnych, która wychodzi nam naprzeciw w związku z ochroną skóry przed działaniem wolnych rodników oraz przed zanieczyszczeniami środowiska, takimi jak smog, dym papierosowy i metale ciężkie. Serum antyoksydacyjne NOYAU ma za zadanie ochronić skórę przed tzw. miejskim stresem i działa detoksykująco. 

NOYAU tworzy swoje kosmetyki zgodnie z zasadą "mniej znaczy więcej". Kosmetyki te nie zawierają niepotrzebnych składników, które jedynie"zapychają" produkt i zastępują/blokują te składniki, które mają znaczenie.Tutaj kluczowe miejsce zajmują składniki aktywne, których stężenie i zawartość pozwala na skuteczne działanie kosmetyku.

Ochronne serum antyoksydacyjne NOYAU nie zawiera parabenów, PEG, SLS, SLES, silikonów, lanoliny, parafiny, etanoloamin [MEA/DEA/TEA], alkoholu. Posiada za to 100% składników wegetariańskich, zostało przebadane dermatologicznie, a sam produkt oraz jego składniki nie były testowane na zwierzętach. Również kartonik, w którym mieszka serum jest ekologiczny, certyfikowany. 



Składniki aktywne serum:

Wielocząsteczkowy hialuronian sodu - silnie nawilża, chroni przed utratą wody, ułatwia przenikanie substancji czynnych w głąb skóry.

Superox-C AF - wyciąg ze śliwki kakadu - źródło wit. C i polifenoli, chroni skórę przed działaniem wolnych rodników, rozjaśnia, zmiękcza i uelastycznia skórę.

Phycosaccharide APG - otrzymywany z glonu morskiego Laminaria Digitata - tworzy niewidzialną maskę ochronną przed zanieczyszczeniami środowiska, smogiem, metalami ciężkimi, dymem papierosowym, działa detoksykująco.

Tocopherol - naturalna wit. E - silny antyoksydant o działaniu przeciwrodnikowym, poprawia elastyczność skóry, spowalnia procesy starzenia się i niszczenia skóry wywołane smogiem czy promieniowaniem UV.

Jest to serum na dzień. Posiada bardzo przyjemną aksamitną konsystencję, która szybko się wchłania i pozostawia na skórze wyjątkowy film. Dzięki temu stanowi dobrą bazę pod makijaż. Skóra po użyciu serum staje się niezwykle gładka, miła w dotyku. Można je stosować zarówno do twarzy, jak i szyi oraz dekoltu. Serum ma działanie nawilżające i odżywcze. Wykazuje również działanie antyoksydacyjne - chroni skórę przed działaniem wolnych rodników, a to wszystko dzięki składnikom bogatym w wit. C i E. Dodatkowo skóra jest zabezpieczona przed zanieczyszczeniami środowiska, czyli smogiem, dymem papierosowym i metalami ciężkimi. Działa detokykująco, a miejski stres już jej nie straszny.

Serum ma zapach charakterystyczny dla produktów bogatych w wit. C. Dla mnie jest przyjemny i neutralny. Kolor jest półprzezroczysty. W przyciemnianej szklanej buteleczce serum dokładnie widzimy ile go nam jeszcze pozostało. Wspomniałam już o przyjemnej aksamitnej konsystencji. Może ona przypominać bazę pod makijaż. Wchłania się błyskawicznie, a ja zyskuję gładziutką skórę. Zwykle po serum używam jeszcze kremu, ale tutaj zwyczajnie nie czuję takiej potrzeby. Nie chcę psuć tego efektu, jakie daje serum. Od razu po użyciu widać, jak potężne jest działanie serum antyoksydacyjnego! Skóra jest wyraźnie rozjaśniona i ujednolicona. Kiedy sięgnęłam po nie po raz pierwszy byłam w szoku i musiałam się dobrze zastanowić, czy może nałożyłam coś jeszcze. Ale nie! To właśnie pierwsze efekty działania serum ochronnego. Dzięki niemu moja skóra odżyła! Baaaardzo długo szukałam czegoś, co poprawi koloryt mojej szarej, zmęczonej cery. Już nie muszę. ;) Z każdym kolejnym użyciem jest tylko lepiej. Cera jest nawilżona, miękka, uelastyczniona, mam wrażenie że bardziej zwarta, napięta. Cudownie rozjaśniona, pełna blasku i życia! I mogłabym tak słodzić i słodzić! To serum to naprawdę wielkie odkrycie, coś WOW, coś w co WARTO zainwestować. Ponadto serum bardzo ładnie utrzymuje makijaż. Nie zauważyłam żadnych podrażnień, zaczerwienień, czy zapychania skóry. Raczej jest ona uspokojona, wyciszona.



Podsumowując, wielki ukłon w stronę marki NOYAU! Dobra robota! Serum jest rewelacyjne i na pewno znajdzie się w poście 'Top Serum', który dla Was przygotowuję. Jest wyjątkowe, niepowtarzalne, godne polecenia i wypróbowania. Nie pozostaje mi nic innego, jak prosić producenta o kolejne wspaniałości. Moje cienie pod oczami też szukają produktu, który by je w końcu rozjaśnił! 

Ochronne serum antyoksydacyjne znajdziecie tutaj. 


Znacie już serum NOYAU? Jakie jest Wasze ulubione serum?

WYPRZEDAŻ w moim sklepie online modANA

Hej Kochane ;) Jak wiecie (a może nie) całkiem niedawno otworzyłam sklep online z odzieżą damską, który znajduje się na Fb. Właśnie pojawiła się nowa kolekcja, w związku z czym wyprzedajemy resztki poprzedniej. Ideą sklepu są dobre składy materiałowe oraz to, aby każda kobieta mogła poczuć się wyjątkowo - stąd ograniczone ilości i pojedyncze sztuki.

Dokładam wszelkich starań abyś znalazła u mnie coś, co będzie pasować do Twojej szafy. :)


Sukienka maxi w biało-granatowe pasy 69zł% [stara cena: 99zł]. Pokazywała ją u siebie na profilu Patrycja @stateof_dreams. Rozmiar uniwersalny, 100% wiskoza.
 



Retro szmizjerka w drobne biało-niebieskie paseczki 69zł [stara cena: 129zł]. Rozmiar M, 60% bawełna, 40% poliester.




Hit sezonu! Letnie szorty z wyższym stanem w biało-czarne pasy, gumka w talii plus wiązanie. Rozmiar S/M. Cena: 55zł [stara cena 79zł]. 50% bawełna i 50% len.


Po więcej zapraszam do modANA! ;) Będzie mi miło, jeśli wpadniecie i zostaniecie na dłużej. Dopiero się rozwijamy. ;)

Pozdrawiam!

Pielęgnacja LIPCA | ulubione kosmetyki!

Połowa wakacji za nami. Mam wrażenie jakby upłynął tydzień, a nie miesiąc. To dobry moment na podsumowanie lipcowej pielęgnacji. Pokażę Wam moje ULUBIONE kosmetyki minionego miesiąca. Myślę, że każdy może znaleźć tutaj coś dla siebie - w gronie faworytów znalazły się bowiem zarówno kosmetyki do pielęgnacji twarzy i ciała, a także do włosów. Zapraszam na dalszą, bardziej rzeczową część wpisu. ;)


Zacznę inaczej niż zwykle, bo od pielęgnacji ciała. Mam tutaj dwa świetne produkty. Pierwszy z nich to żel peelingujący z węglem aktywnym Element Cosmetics. Jest to marka polska, należąca do elfa Pharm. Na pewno kojarzycie te kosmetyki lub też Vis Plantis. Tym razem na rynek wypuszczono trzy linie Element Cosmetics - z wyciągiem z kiełków rzeżuchy, z filtratem śluzu ślimaka i odpowiednikiem jadu żmii. Prawda, że ciekawe? ;) Żel peelingujący do ciała pochodzi z linii z wyciągiem z kiełków rzeżuchy. Jest to produkt o rzadkiej konsystencji, w której zatopione są czarne drobinki, które delikatnie peelingują i masują skórę. Rzeżucha chroni skórę przed wnikaniem zanieczyszczeń, ma działanie oczyszczające, poprawia kondycję skóry - sprawia, że wygląda promienniej oraz wolniej się starzeje. Żel ma bardzo ładny, lekko perfumowany zapach i naprawdę świetnie oczyszcza skórę, szczególnie na dekolcie, plecach i ramionach. To świetna opcja na aktualne gorące dni, jeśli macie problem z powstawaniem niedoskonałości właśnie na plecach etc. Skóra jest oczyszczona, nie pojawia się na niej nic nowego, wszystko ładnie się goi. ;)

Po prysznicu czas na nawilżenie skóry. W tej kategorii wygrywa sorbet do ciała L'ARISSE od Ava Laboratorium o zapachu pomarańczy i wanilii. Przepięknie pachnie, jest lekki, prędko się wchłania i skutecznie nawilża. Coś wspaniałego! I to za niecałe 20zł. Sorbet recenzowałam już w tym poście, więc jeśli jesteście ciekawi to tam Was odsyłam po więcej. ;)



W pielęgnacji twarzy jak zwykle dzieje się więcej. Uwielbiam! ;) W ostatnim czasie szukałam w swojej kosmetyczce produktów, które sprawdziłyby się w czasie upałów. Zakochałam się w wodzie winogronowej Caudalie. Daje cudowne ochłodzenie, odświeżenie i ukojenie mojej skórze. Sprawdza się w roli toniku w codziennej pielęgnacji, a także zawsze wtedy gdy potrzebuję odświeżenia bądź skóra jest podrażniona, przesuszona. Atomizer rozpyla perfekcyjną mgiełkę. Więcej o mgiełce, kremowym peelingu i maseczce nawilżającej Caudalie znajdziecie tutaj.

W lipcu pod oczami lądował krem Element Cosmetics, tym razem z linii z filtratem śluzu ślimaka. Krem przeciw oznakom starzenia świetnie sprawdza się na skórze wymagającej, która oczekuje regeneracji i silnego nawilżenia. Sztos! Obszar pod oczami jest zdecydowanie bardziej napięty, zregenerowany, świetnie nawilżony i wygładzony. Skóra wygląda na zdrowszą, bardziej wypoczętą, zasinienia są mniej widoczne. Formuła kremu jest treściwa. Ja lubię nałożyć go więcej wieczorem, także jako taką maskę pod oczy. Pod makijażem również nie ma z nim żadnych problemów. Bezzapachowy. Opakowanie z pompką jest bardzo wygodne i łatwo dozować odpowiednią ilość. 

Jako posiadaczka skóry mieszanej szukałam czegoś, co będzie trzymać w ryzach moją strefę T podczas aktualnej fali upałów. Przypomniałam sobie o serum z naturalnym składem polskiej marki Be the Sky Girl. Przeznaczone jest do cery mieszanej i tłustej. Łączy w sobie wysoko stężone ekstrakty roślinne z różnych zakątków świata, m.in. bukwicy zwyczajnej, żywokostu lekarskiego. Wszystko po to, aby silnie oczyścić, zmatowić i ukoić stany zapalne skóry. O serum pisałam w marcu - klik - już wtedy byłam z niego zadowolona. Później je odstawiłam, ponieważ skóra była w dobrej kondycji i wprowadziłam inną pielęgnację. Teraz doceniłam je ponownie. Na upały, dla cery z trądzikiem sprawdza się wyśmienicie. Łagodzi wszelkie podrażnienia, zmniejsza stany zapalne, niedoskonałości szybciej się goją. Serum trzyma skórę w ryzach - nie wysusza jej, utrzymuje poziom nawilżenia i sprawia, że nie przetłuszcza się nadmiernie. Bardzo je polecam posiadaczkom cer problemowych.

Ulubiona maseczka w płachcie minionego miesiąca to Orphica Timeless. Ideał! Jeśli jeszcze jej nie znacie, to koniecznie przeczytajcie mój ostatni post, o tutaj.



Na koniec zostawiłam pielęgnację włosów. Tutaj również mam dwa kosmetyki. O jednym pisałam nawet niedawno. Tutaj macie link do tej recenzji, klik. Moim faworytem trico botanica Pro Age jest nawilżająca maska do włosów. Do jej wypróbowania powinien zachęcić sam zapach. Maska bazuje m.in. na oleju pistacjowym. Możecie sobie wyobrazić jak cudownie pachnie! ;) Maska niesamowicie zmiękcza włosy, nawilża je, dociąża, dodaje im lekkości. Wspaniała! Jeśli macie suche włosy, pozbawione blasku, puszące się - to coś dla Was. ;)

Kolejny niesamowicie pachnący produkt do włosów! Przedstawiam Wam olejek Shea marki saryna KEY, z linii repair. Przeznaczony jest do włosów suchych, uszkodzonych, rozdwajających się, czyli takich jak moje. Olejek produkowany jest z masła Shea. Okrywa strukturę włosa wygładzając go, nadając miękkość, elastyczność i połysk. Wysokie stężenie zawartych w nim witamin E, P, F, jedwabiu i białek wnika w głąb włosa odpowiednio go nawilżając. Olejek świetnie nawilża włosy, szczególnie końcówki, nie obciąża ich. Ładnie nabłyszcza, regeneruje. Pachnie obłędnie! To uczucie jakbyśmy właśnie wyszły z dobrego salonu fryzjerskiego. Kosmetyki saryna KEY są dostępne w sklepie Way To Beauty. Zostawiam link do olejku - http://www.waybeauty.pl/saryna-key-repair-olejek-shea-3  Z kodem kosmetyczne_pudelko_blog10 macie 10% zniżki na kosmetyki saryna KEY w sklepie Way To Beauty. Warto skorzystać! ;)

Znacie coś spośród moich faworytów? Co ostatnio polubiliście? ;)

Weekend dostawy za 5zł paczkomatami InPost!

Jeszcze tylko dziś do północy obowiązuje dostawa paczkomatami InPost za jedyne 5zł, serdecznie zapraszam. :) www.modanasklep.pl ...