Serum - moi faworyci | Cera mieszana, tłusta, z trądzikiem

Hej! ;) Jeśli obserwujesz mnie na IG, to zapewne już widziałaś/-eś serię postów o serum. Pisałam też, że wpisy złożę w całość i wrzucę na bloga, aby było to spójne i łatwe do znalezienia. Tak więc dziś zapraszam! ;)


The Ordinary Lactic Acid 10%+HA to peeling z kwasami mlekowym i hialuronowym. Dostępny jest także w stężeniu 5% kwasu mlekowego. W obu wersjach zawartość HA wynosi 2%. Nie zmywamy go więc potraktowałam go w kategorii 'serum'. Nakładam go wieczorem na dobrze oczyszczoną i stonizowaną skórę. Preparat wspomaga leczenie trądziku - kaszki, grudek, dużych bolących gulek, delikatnie zwęża pory, odczuwalnie wygładza skórę, wyraźnie ją rozjaśnia. Takie efekty dostrzegłam na swojej mieszanej, skłonnej do trądziku cerze. Natomiast słabo radzi sobie ze śladami po wypryskach. Nie wolno nakładać peelingu na uszkodzą skórę - jakieś rozdrapane wypryski, ranki. Dla początkujących lepsza będzie wersja z 5% kwasu mlekowego. Po nałożeniu serum (gdy się wchłonie, warto odczekać od 15 min. do pół h) można nałożyć krem nawilżający. Kurację warto rozpocząć z odstępami, np. co 2 dni i obserwować reakcję skóry. Pamiętaj, że ochrona przeciwsłoneczna podczas stosowania kwasów jest Twoim obowiązkiem!

The Ordinary Niacinamide 10%+Zinc 1%, czyli moje ulubione seum z wit. B3 i cynkiem. To hit! Serum używam zarówno rano, jak i wieczorem na oczyszczoną i stonizowaną skórę, pod krem. Nie ma z nim problemu pod makijażem. Stosowanie dwa razy dziennie daje szybsze widoczne efekty. Nie zaleca się łączenia tego serum jednocześnie z wit. C. Ma ono działanie nawilżające, przeciwulteniające, pomaga w leczeniu trądziku, zmniejsza nadmierną produkcję sebum, redukuje wielkość porów. Cynk działa przeciwzapalnie, sprzyja gojeniu i regeneracji skóry. Preparat wygładza skórę, widocznie poprawia jej strukturę. Jeszcze żaden produkt nie dał na mojej skórze takich efektów. Szczególnie zachwyca mnie ta poprawa poprawa w strukturze skóry, ale i odczuwalne wygładzenie, brak jakichkolwiek grudek, krostek, nierówności. Serum świetnie radzi sobie ze stanami zapalnymi na skórze, rozjaśnia przebarwienia. Drobne dziurki (ślady po wypryskach) dzięki niemu zostały zażegnane. Wszelkie wypryski i ślady po nich goją się szybciej, a w czasie stosowania serum nie pojawia się nic nowego. Produkt wielozadaniowy i skuteczny!


KEEP PURE Be the Sky Girl to serum do cery mieszanej i tłustej. W składzie znajdziemy wit. B3 (niacynamid), ekstrakt z kokosa, wyciąg z kory wierzby białej, żywokost lekarski, aloes, bukwice lekarską, oczar wirginijski, wąkrotę azjatycką oraz kwas hialuronowy. Serum oczyszcza skórę, reguluje pracę gruczołów łojowych, matowi, zmniejsza pory i koi stany zapalne. Wszystko sukcesywnie, ładnie się goi. Przeznaczone jest do wieczornej pielęgnacji, ale przy złym stanie skóry używałam go także na dzień. Sprawdza się pod lekkim makijażem, jest naprawdę dobrą bazą. Po nałożeniu skóra od razu jest wyczuwalnie gładsza, zmatowiona i uspokojona. Serum ma bardzo przyjemną konsystencję, sunie po skórze i szybko się wchłania. Jest wydajne. Właściciele cer tłustych i mieszanych powinni być zadowoleni z takich efektów. 


Hit hitów, czyli moje pierwsze w życiu serum do walki z niedoskonałościami - Bielenda Super Power Mezo Serum. Zużyłam już niezliczoną liczbę buteleczek! Zawsze ratuje sytuację w kryzysowych chwilach i dlatego zawsze mam je pod ręką, choć oczywiście już nie używam go tak często. Dzięki serum korygującemu Bielenda odkryłam świetne działanie kwasu migdałowego na mojej skórze. Serum dosłownie likwiduje niedoskonałości, zwęża pory, reguluje wydzielanie sebum, radzi sobie teżź ze śladami potrądzikowymi, które stopniowo znikają. Jesli chodzi o ślady to tutaj potrzebna jest cierpliwość, nie znikną od razu. Serum nie wysusza mojej skóry, działanie złuszczające jest u mnie właściwie niewidoczne. Aczkolwiek podczas używania każdego kwasu (w małych, jak i dużych stężeniach) zalecam stosowanie kremów nawilżających oraz koniecznie kremów z filtrami przeciwsłonecznymi. Jak już wspomniałam, po serum Bielendy sięgam ilekroć pogarsza się stan mojej skóry i zawsze wyprowadza ją na prostą. Wiem, że produkt ten ma skrajne opinie. Pamiętajmy więc, że nie każdemu sprawdzi się to samo. Metodą prób i błędów trzeba poszukiwać swojego ideału. Dla mojej skóry kwas migdałowy jest zbawienny, dla Twojej może nie zrobić nic. W przypadku tego serum zalecam stopniowe wprowadzanie go w pielęgnację, a także stopniowe wyprowadzanie. Jeśli będziemy używać go np. codziennie przez miesiąc i momentalnie odstawimy, to efekty owszem - będą, ale chwilowe. Zacznijmy od stosowania co drugi dzień, odstawmy np. na 5 dni i później znów wprowadźmy schodząc do coraz rzadszego stosowania. Takie są moje spostrzeżenia, co do stosowania tego produktu, którymi się z Wami dzielę. Być może dla kogoś z Was okażą się pomocne.

Serum Ava Laboratorium Aloe Organic posiada certyfikat ECOCERT. W składzie znajdziemy m.in. aloes, opuncję figową, zieloną herbatę czy olej makadamia. To świetne, lekkie serum w sam raz dla cer mieszanej i tłustej. Nie zapominajmy, że ten rodzaj skóry również należy nawilżać, a nie tylko skórę suchą, tak jak do dziś twierdzą niektóre osoby. Nie dopuszczajmy do wysuszenia skóry, bo wtedy nasze problemy typu trądzik tylko się pogłębią. Serum fenomenalnie nawilża, na co nie wskazywałaby jego lekka formuła. Wchłania się bardzo szybko, co sprawia, że zaraz można nałożyć krem lub finalnie makijaż. W czasie jego używania zauważyłam, że zmarszczki na czole są "wypełnione", wygładzone, mniej widoczne, makijaż się tam nie osadza. Efekt WOW! Dodatkowo serum ma działanie łagodzące, uspokajające cerę i absolutnie nie zapycha. Świetny, lekki i skuteczny nawilżacz dla cer problemowych. Z pewnością sprawdzi się również na cerze dojrzałej.

Tak wygląda moje TOP 5 w kategorii SERUM. Jak dotąd udało mi się przetestować naprawdę sporo tego typu produktów, a te tutaj okazały się być tymi najlepszymi. Mam nadzieję, że moje recenzje okażą się przydatne. ;)

Kokosowe kosmetyki do włosów COCO LOCO od Lee Stafford | Najlepszy suchy szampon!

Uwielbiam wszystko co kokosowe, przysięgam! Kiedy widzę kosmetyki bazujące na kokosie, mające go w składzie - przepadam. Dzisiejszy post będzie o takich właśnie kosmetykach, a konkretnie o szamponie, odżywce oraz suchym szamponie COCO LOCO Lee Stafford. Zapraszam!


OPIS

SZAMPON: Jest to szampon nawilżający z olejkiem kokosowym. Włosy otrzymują maksimum nawilżenia, wygładzenia, blasku i miękkości. Szampon nanosimy na mokre włosy, spłukujemy oraz powtarzamy tę czynność. Nietestowany na zwierzętach.

ODŻYWKA: Jest to odżywka nawilżająca z olejkiem kokosowym. Włosy otrzymują maksimum nawilżenia już dzięki niewielkiej ilości. Rezultat natychmiastowy: włosy nawilżone, wygładzone, pełne blasku i miękkości. Idealna dla każdego rodzaju włosów. Niewielką ilość odżywki nanieś na wilgotne włosy, spłucz po 5 minutach.

SUCHY SZAMPON: Szampon do włosów o zapachu kokosa, naturalnie zwiększający objętość fryzury. Super absorbujący, oczyszczający i odświeżający. Nie podrażnia skóry głowy. Natychmiast odświeża włosy bez użycia wody, absorbując sebum i zanieczyszczenia. Sprawia, że włosy są puszyste, jedwabiście miękkie i uniesione u nasady. Proszek należy wmasować w skórę głowy, odgarniając pasmo po paśmie. Nadmiar usunąć przeczesując grzebieniem.


Kosmetyki COCO LOCO mają delikatnie kokosowy zapach i świetnie nadadzą się do pielęgnacji włosów suchych, puszących się i z tendencją do kręcenia. Tak właśnie mogę określić swoje włosy. Dodatkowo są zniszczone rozjaśnianiem. Szampon i odżywka stanowią zgrany duet. Po ich użyciu włosy są świetnie dociążone, nawilżone i pięknie się kręcą. Absolutnie nie zauważam puszenia się włosów. Ładnie połyskują, dobrze się rozczesują, wyglądają dużo lepiej, bo zdrowiej. Po prostu na zregenerowane. Moje włosy już od dłuższego czasu były suche, zniszczone przez co nie chciały się kręcić. Ostatnio, tak ładny skręt pamiętam z czasów gimnazjum. Tylko bardzo dobre produkty potrafiły go tak pięknie wydobyć. [Szampon 250ml/35zł KLIK] [Odżywka 250ml/35zł KLIK]

Suchy szampon również delikatnie pachnie kokosem. I UWAGA! Jest lepszy od słynnego (i jak dotąd mojego ulubionego) Batiste! Naprawdę! COCO LOCO nie zostawia białego osadu. Włosy są odświeżone, resztki proszku wystarczy wyczesać kilkoma pociągnięciami grzebienia. Włosy są świeże, miękkie, błyszczące i odbite u nasady. Po suchym szamponie nie ma śladu, nie dopatrzymy się tutaj osadu, żadnych białych czy siwych włosów, co często się zdarza kiedy nie da się już usunąć resztek suchego szamponu. Do tego jest bardzo wydajny! [200ml/teraz 29,25zł KLIK]

Z kodem "kosmetyczne_pudelko_blog10" macie 10% zniżki na zakupy w Way to Beauty.

Bardzo Wam polecam te kosmetyki, szczególnie że nie są drogie!




Serum i fluid przeciw niedoskonałościom | Vinopure Caudalie

Już kilka razy wspominałam tutaj o marce Caudalie. Szczerze polubiłam ich produkty. Nie trafiło mi się jeszcze żadne rozczarowanie. Tym razem testuję linię Vinopure - przeciw niedoskonałościom. Kiedy zobaczyłam te produkty w sklepie online, od razu chciałam je wypróbować! Zdecydowanie są dedykowane mojej cerze. Jeśli borykacie się z niedoskonałościami, te kosmetyki mogą się Wam spodobać!


SERUM PRZECIW NIEDOSKONAŁOŚCIOM / ODŻYWCZY ZASTRZYK DLA SKÓRY

Serum zawiera naturalny kwas salicylowy, polifenole z winogron i olejki eteryczne bio. Ma lekką konsystencję i rozpuszcza się w kontakcie ze skórą. Ma za zadanie zmniejszyć niedoskonałości, zwęzić pory i poprawić wygląd skóry. W efekcie zyskujemy oczyszczoną, miękką, pełną blasku skórę. Żelowa formuła sprawia, że serum jest niezwykle lekkie i szybko wchłanialne przez skórę.
[40ml/121zł KLIK]

Zapach serum jest naturalny, ziołowy. Na pierwszy plan wybija się lawenda i cytryna. Faktycznie jest leciutkie i wchłania się błyskawicznie. Nie pozostawia ani tłustej ani lepkiej warstwy. Zaraz po aplikacji skóra jest aksamitnie gładka, miękka i zmatowiona. Można go używać zarówno rano oraz wieczorem na całą twarz bądź punktowo. Serum oczyszcza skórę, korzystnie wpływa na rozszerzone pory, reguluje wydzielanie sebum, nie zauważyłam jeszcze aby miało tendencję do wysuszania.


FLUID POPRAWIAJĄCY WYGLĄD SKÓRY / DLA PERFEKCYJNEGO WYGLĄDU SKÓRY

Fluid wzbogacony o hydrolat różany bio, polifenole z winogron i olejki eteryczne bio jednocześnie nawilża skórę, pozostawia ją matową i pochłania nadmiar sebum. Zmniejsza niedoskonałości i poprawia wygląd skóry. Matuje, rozjaśnia i zapewnia świeżość. Jego lekka i świeża konsystencja zapewnia uczucie komfortu i matuje skórę.
[40ml/100,80zł KLIK]

Ten produkt stanowi idealne dopełnienie dla serum. Również daje aksamitne, matowe wykończenie na skórze, co czyni go bardzo dobrą bazą pod makijaż. Skóra jest zmatowiona i jednocześnie nawilżona, odświeżona (fluid daje delikatne uczucie chłodu), a niedoskonałości wydają się być uspokojone. Nie wysusza i również szybko się wchłania nie pozostawiając na skórze żadnego nieprzyjemnego filmu czy efektu ściągnięcia. 


Kosmetyki Vinopure to idealny duet dla skóry tłustej, mieszanej, z niedoskonałościami. Na pewno jeszcze nie raz pojawią się na łamach bloga. Jeśli potrzebujecie czegoś, co reguluje wydzielanie sebum to te kosmetyki będą bardzo dobrym wyborem!

Znacie już tę linię? ;)

Kosmetyki, które się NIE SPRAWDZIŁY | Z cyklu #niepolecam

Jeden z mniej przyjemnych, ale za to przydatnych wpisów - kosmetyki, które się u mnie nie sprawdziły i których polecić nie mogę. Sama bardzo lubię przeglądać tego typu posty. Oczywiście nie sugeruję się ślepo cudzymi opiniami, ale jeśli konkretny produkt widzę w #bublach u kolejnej osoby, to chyba coś znaczy. Zobaczcie, co nie zagrało u mnie w ostatnim czasie.



Dlaczego ja to sobie robię? Ilekroć widzę magiczny krem CC lub BB, mający jednocześnie pielęgnować skórę i zakrywać jej mankamenty - ulegam. I oczywiście zawsze kończy się to tak samo, czyli nie jestem zadowolona. Eveline magic skin to krem CC o szarej barwie, który pod wpływem ciepła naszych palców, w trakcie rozsmarowywania zmienia kolor na adaptujący się do odcienia cery. Niestety, jak pewnie już się domyślacie, kolor ten wcale nie jest jasny i wcale nie dopasowuje się do naszej skóry. Jest dużo za ciemny dla osób o jasnej karnacji. Ponadto na mojej skórze dodatkowo utlenia się na pomarańczkę. A szkoda, bo formuła jest przyjemna, krycie bardzo dobre (jak na tego typu produkt), a skóra wygląda zdrowo, świetliście. Dodam, że wymaga przypudrowania, szczególnie w letnie upalne dni. Jeśli masz ciemną karnację, ten produkt może Ci się spodobać. Dla jasnych karnacji, moim zdaniem NIE. Być może nie u każdego będzie tak oksydować. Ja niestety nie jestem zadowolona i nie polecę tego produktu.

Pozostając w temacie makijażu, mam tutaj korektor, którego resztki leżą już u mnie kilka miesięcy (co zresztą widać po jego stanie), czekając na ten wpis. Jest to kamuflujący korektor KOBO w kolorze 204 Ivory. Odcień zdecydowanie muszę pochwalić - jasny, neutralny, nie ciemnieje. Korektor jest mocno napigmentowany i kremowy. Lubię i z reguły szukam kremowych produktów pod oczy. Niestety tutaj coś poszło nie tak. Formuła niby jest kremowa, ale pod oczami wygląda sucho, kredowo. Dodatkowo też sam w sobie wysusza obszar pod oczami. W krótkim czasie pogorszył stan skóry pod oczami. Wchodzi w każdą zmarszczkę, załamanie i wygląda to bardzo źle. Nie polecam, a już na pewno nie posiadaczkom wymagających skór wokół oczu, które każdego dnia walczą o nawilżenie tego obszaru. Nie ryzykujcie.


Ostatnim makijażowym rozczarowaniem jest maskara Eveline Volumix Fiberlast, w pięknej wersji rose gold. Skusiłam się na nią zaraz po tym, jak pojawiła się w szafach marki. Bardzo lubię srebrną wersję tego tuszu, dlatego i w tej pokładałam spore nadzieje. Niestety zawiodłam się. Tusz ma dawać efekt sztucznych rzęs i ma silikonową szczoteczkę, czyli dokładnie taką, jak lubię. Okazało się, że kształt szczoteczki nie jest dla mnie, bardzo wygięta w jedną stronę, przypomina banana. Poza tym jest bardzo giętka, co mnie irytuje i przeszkadza podczas malowania, nie jest stabilna. Tusz skleja moje rzęsy, wydłuża je licho o ile nie wcale. No nie podoba mi się. W dodatku tusz odbija mi się na dolnej powiece po kilku godzinach. Zawiodłam się ostatnio marką Eveline, która należała do grona moich ulubionych. 

Pamiętacie słynną pomadkę z peelingiem Sylveco? Sama ją recenzowałam i szczerze polubiłam, polecałam. Kiedy zobaczyłam nową wersję od razu musiałam wypróbować. Zawiodłam się od pierwszego użycia. Moja pomadka jest zbita i właściwie wcale nie peelinguje. W dodatku w krótkim czasie po prostu się zepsuła, ma chemiczny, śmierdzący zapach. Niestety miętowej wersji mówię NIE.



Na koniec największy #bubel i dowód na to, że składy warto czytać. L'biotica DERMOMASK DayActive kupiłam na szybko, ponieważ chciałam rozmienić pieniądze. Glinka biała, wyciąg z płatków owsianych wydały się być kuszące, a że miałam już prześwietną maseczkę tej marki, szybko zapłaciłam i wróciłam do domu. Maseczkę nałożyłam raz na część twarzy i szybko zmyłam. Przeokropnie śmierdzi alkoholem! Ale to tak, że aż łzy lecą, a na skórze czuć pieczenie i zimno, jakbyśmy się wysmarowały czystym alkoholem. Jak się okazało, na trzecim miejscu w składzie mamy Alcohol Denat, czyli alkohol który może silnie wysuszać skórę, podrażniać ją i alergizować. Dodam, że taka saszetka nie należy do najtańszych. Za 10ml trzeba zapłacić ok. 6-7zł. ABSOLUTNIE NIE POLECAM!


Czy znacie coś spośród moich rozczarowań?

3 płyny micelarne - 3 półki cenowe | Płyn z wyższej półki, płyn drogeryjny, płyn naturalny

Dzień dobry :)

Płyn micelarny to chyba nieodzowny element kobiecej kosmetyczki, prawda? Sama wypróbowałam ich wiele, wspominając o niektórych na łamach bloga. Pojawiały się zarówno ideały, jak i buble. Były też takie niczym niewyróżniające się, przeciętne. 

Dzisiaj chcę Wam pokazać małe zestawienie trzech płynów micelarnych, które sprawdziły mi się w ostatnich miesiącach. Myślę, że każda z nas znajdzie tu coś dla siebie. Płyny są z różnych półek cenowych, drogeryjne, jak i te z wyższej półki oraz naturalne.

Jaki powinien być płyn micelarny?
  • najlepiej bezzapachowy,
  • ściąga makijaż z twarzy, a nie rozmazuje go,
  • usuwa makijaż w 100%,
  • nie pozostawia lepkiej czy tłustej warstwy,
  • nie szczypie, nie piecze, nie podrażnia oczu,
  • nie podrażnia skóry, nie powoduje zaczerwienień,
  • dobrze, jeśli do tego wszystkiego jest wydajny.
Oto moje wytyczne. Jeśli chodzi o kosmetyki wodoodporne to raczej takich nie używam, rzadko też maluję oczy i nie korzystam z kredek czy eyelinerów. Jedyne z czym musi sobie poradzić mój płyn to makijaż twarzy, brwi i maskara. 


Caudalie

Najdroższy płyn z całej trójki, ale wart swej ceny. Wciąż zachwycam się kosmetykami Caudalie. Ten płyn jest bardzo delikatny, zarówno dla skóry jak i oczu. Absolutnie nie podrażnia, nie szczypie oczu i nie powoduje żadnych zaczerwienień. Nawilża i koi, nie zawiera mydła. Makijaż zmywa idealnie - twarzy i oczu. Nie pozostawia na skórze lepkiej warstwy. Jest bezzapachowy. Dodatkowym atutem jest opakowanie z pompką. Sprawdzi się na każdej skórze, a szczególnie wrażliwej oraz wrażliwych oczach.
[100ml/37,60zł | 200ml/61,80zł KLIK]

Zielone Laboratorium

Naturalna propozycja. Bazą płynu jest woda miętowa więc i jego zapach jest lekko miętowy. W tym przypadku to akceptuję, podoba mi się. Dodatkowo płyn daje przyjemne uczucie chłodu i odświeżenia skóry. Bardzo fajna opcja w upalne dni. W składzie znajdziemy również ekstrakt z aloesu, który ma działanie nawilżające i łagodzące. Makijaż zmywa bezproblemowo. Początkowo bałam się go używać do oczu, ale okazało się, że niepotrzebnie. Nie podrażnia, nie powoduje żadnych innych nieprzyjemnych dolegliwości. Skóra po jego użyciu jest oczyszczona, odświeżona, nie lepi się. Polecam go w szczególności posiadaczkom cer tłustych, mieszanych, z trądzikiem. 
Odpowiedni dla wegan i wegetarian (certyfikat Viva!)
[150ml/45zł KLIK]

AA Vegan

Kiedy zobaczyłam nową linię Veagn, ten płyn momentalnie mnie zaciekawił, a to ze względu na słowo "seboregulujący" w nazwie. Płyn zawiera kompleks matujący z ekstraktem z kasztanowca, wyciąg z aceroli, wyciąg z zielonej herbaty i kwas azelainowy. Oprócz tego, że płyn naprawdę bardzo dobrze radzi sobie z usunięciem makijażu, to mam wrażenie że faktycznie przywraca skórze równowagę. Mniej się świeci, jest odświeżona a wszelkie niedoskonałości (czyt. trądzik) są wyciszone i coraz mniejsze. Nie używałam go do oczu. Nie pozostawia tłustej czy lepkiej warstwy na skórze, nie podrażnia etc. Jeśli macie cerę z trądzikiem, produkującą nadmiernie sebum to polecam Wam go wypróbować. Ja już go zużyłam przed wakacjami, ale pokuszę się o kolejną buteleczkę i może coś jeszcze z tej linii. Miałyście?
Płyn posiada certyfikat jakości Viva!, co oznacza że jest odpowiedni dla wegan i wegetarian.
[250ml/13zł KLIK]




Znacie te płyny?

Kosmetyki GAJA | krem antycellulitowy i krem aloesowy

GAJA to marka własna drogerii Lila Róż, którą stacjonarnie znajdziecie we Wrocławiu. Bardzo często robiłam tam zakupy, mieszkając jeszcze we Wrocławiu. Aktualnie zaglądam do niej ilekroć jestem w okolicach Dworca Głównego, ponieważ znajduje się dosłownie naprzeciw. Polecam Wam tam wpaść przy okazji. Szczególnie jeśli jesteście fankami naturalnej pielęgnacji. ;) GAJA Piękna z Natury to linia kremów i żelów o różnych nazwach i tym samym właściwościach. Kosmetyki są odpowiedzią na różne potrzeby skóry. Naturalne i nietestowane na zwierzętach. Ja posiadam GAJĘ Powabną i Aloesową. Zapraszam na krótkie recenzje tych dwóch kremów.



GAJA Powabna Antycellulitis to krem bogaty w naturalne ekstrakty z alg morskich (zawarte w nich sole mineralne wzmacniają metabolizm i wzrost wymiany osmotycznej, co powoduje eliminację nadmiaru wody z tkanek oraz redukcję złogów tłuszczowych), miłorząbu japońskiego (poprawia krążenie w komórkach skóry, przyczynia się do wydalania wody zalegającej w naczyniach, dzięki czemu niweluje opuchliznę, ujędrnia i wygładza skórę), bluszczu ( wspomaga ukrwienie skóry i wspiera spalanie tłuszczu), a także oliwę z oliwek, olej kukurydziany, olejek pomarańczowy i olejek cynamonowy. Dodatkowo krem zawiera kofeinę, która pobudza ukrwienie w skórze. Ponadto działa "odwadniająco" na komórki, w których zalega zbyt duża i niepotrzebna ilość wody, likwidując cellulit.

Moja opinia: Krem jest dosyć rzadki, łatwo się go rozsmarowuje i szybko się wchłania. Zapach jest iście cynamonowy, dzięki zawartości tego olejku w kremie. Jeśli miałyście koncentrat Bingospa, to będziecie wiedzieć jaki to zapach. Po nałożeniu na skórze czuć mrowienie i minimalny efekt ciepła. Przyznam, że podoba mi się ten efekt. Ostatnio miałam problem z używaniem mocno rozgrzewających produktów do ciała, tutaj tego nie ma. Dzięki temu chętniej sięgam po ten krem. Po ok. 2 tyg. widać pierwsze efekty. Skóra jest zdecydowanie bardziej wygładzona, mocno napięta, elastyczna i jędrniejsza. Dodatkowo krem jest wydajny. Opakowanie 300ml kosztuje 39,99zł i jest ważne przez 6 m-cy. Gaja Powabna występuje również w formie żelu.



Z linii GAJA Aloesowa posiadam krem mocno nawilżający (dostępny jest też żel). Aloes słynie z działania antybakteryjnego, nie dopuszcza do rozwoju stanów zapalnych. Sprawdzi się w pielęgnacji cery z trądzikiem. Koi podrażnienia, na zaognione wypryski działa niczym balsam wyciszający. Przynosi również ulgę w przypadku poparzenia skóry. Miejscowo niweluje podrażniony naskórek, redukuje zaczerwienienia i pomaga tkankom w ich regeneracji. Poprawia też napięcie i elastyczność skóry. Wyciąg z aloesu ma działanie antybakteryjne, leczy wypryski i zaognioną skórę. Olej kokosowy - nawilża, wzmacnia barierę lipidową naskórka, łagodzi stany zapalne i działa antyseptycznie. Z kolei obecny w kremie olej słonecznikowy działa przeciwrodnikowo, normalizująco i przeciwzapalnie. Kolagen roślinny odpowiada za nawilżenie, wygładzenie i poprawę kondycji skóry. Zapobiega wiotczeniu skóry i dba o jej gęstość i spoistość. 

Moja opinia: Krem aloesowy jest jak lek na skrzywdzoną, podrażnioną skórę. W słoiczku wydaje się być zbity lecz posiada leciutką formułę, która wchłania się momentalnie i nie pozostawia na skórze żadnego tłustego, ciężkiego filmu. Zapach jest bardzo przyjemny i subtelny. Po nałożeniu kremu skóra jest bardzo gładka i miękka. Krem jej nie obciąża, nie zatyka porów (mowa o skórze mieszanej z tendencją do trądziku). Sprawdza się zarówno wtedy kiedy jest przesuszona, ale i podrażniona z większą ilością wyprysków. Cera jest nawilżona, ukojona, uspokojona. Polecam go szczególnie podczas korzystania z maści przeciwtrądzikowych, czy innych tego typu specyfików, które mogą wysuszać naszą skórę. Ten krem temu zapobiegnie - nawilży skórę i nie pogorszy jej stanu. ;) Można go też stosować do ciała. Ja ratuję się nim ilekroć na skórze pojawiają się podrażnienia po goleniu. Posiadam wersję 100ml, która kosztuje 19,99zł. Krem jest wielozadaniowy i jestem pewna, że znajdzie zastosowanie w każdej kosmetyczce. Ważny przez pół roku od otwarcia.


Kremy i żele GAJA znajdziecie też w sklepie firmowym, tutaj. Warto zerknąć w asortyment marki, każda skóra znajdzie coś dla siebie. ;) Ceny w porównaniu do jakości i wydajności - bardzo korzystne. Ja z obu wersji korzystam niemal codziennie i bardzo sobie chwalę tę znajomość. Polecam i Wam!

Znacie kosmetyki GAJA?

Naturalny podkład Couleur Caramel Hydra Jeunesse

Mamy piękną pogodę, dlatego to idealny moment na recenzję lekkiego, iście letniego podkładu Hydra Jeunesse Couleur Caramel. Posiad...