Naturalne i najlepsze środki czystości, jakie miałam!

Dziś nieco inny wpis niż zwykle. Otrzymałam propozycję wypróbowania naturalnych środków czystości Only Eco i chcę się podzielić swoją opinią. Już od jakiegoś czasu chciałam sprawdzić, jak radzą sobie takie specyfiki. Jeśli zastanawiacie się nad zakupem, zachęcam do dalszej lektury. :)

Only Eco to polskie środki czystości, bazujące na przynajmniej 99% składników ekologicznych oraz biodegradowalnych, które nie szkodzą środowisku. A jednocześnie zapewniają wysoką efektywność działania. Firma wyznaje zasadę 'więcej=mniej' - więcej zdrowia i ekologicznych rozwiązań oznacza mniej negatywnego wpływu na środowisko. Przyznam, że ta polityka bardzo mi się podoba!


Produkty jakie posiadam to płyn do mycia łazienek i płyn do czyszczenia trudnych zabrudzeń. Zacznę od tego drugiego, który zaczęłam testować jeszcze w czasie przedświątecznych porządków. Płyn okazał się być HITem! Świetnie radzi sobie zarówno w kuchni jak i w łazience. Od ręki usuwa trudne zabrudzenia, wszelkie zacieki, plamy itp. U mnie wspaniale spisał się podczas mycia piekarnika, w którym często pozostają zacieki. Płyn wszystko pięknie usuwa, nie pozostawia żadnych smug, co uważam jest jego wielką zaletą, powierzchnię pozostawia idealnie czystą i błyszczącą. Polecam go w szczególności do tłustych plam i zacieków. 

Wytwarzana przez mikroorganizmy naturalna biosurfaktyna z rzepaku skutecznie usuwa zabrudzenia, działa antybakteryjnie. Gliceryna nabłyszcza, chroni i pomaga zapobiegać ponownemu zabrudzeniu. Olejek ze skórki cytryny jest szczególnie skuteczny przy usuwaniu zabrudzeń organicznych jak i mineralnych. Ekstrakt z grejpfruta posiada silne właściwości czyszczące i antyseptyczne. Bez niepożądanych SLS, NTA, EDTA, parabenów, PEG-ów, substancji petrochemicznych, barwników, syntetycznych kompozycji zapachowych, enzymów, fosforanów, siarczanów, formaldehydu, chloru, boranów, wybielaczy optycznych i chemicznych. Biodegradowalny. Produkt wegański. 

Dokładne składy środków można zobaczyć na stronie Only Eco. 


Płyn do mycia łazienek świetnie radzi sobie z wszelkim osadem np. z mydła oraz kamieniem na umywalce, wannie, brodziku, kranie czy prysznicu. Skutecznie doczyszcza oraz nabłyszcza płytki ceramiczne. W składzie znajdziemy m.in. glicerynę czy olejek ze skórki cytryny, czyli podobne substancje co przy pierwszym specyfiku. Ten plyn również nie zawiera żadnych SLS i tym podobnych szkodliwych substancji wymienionych juz wyżej.

Płyny mają bardzo fajną formułę, niczym pianka. Zwykle odczekuję minutkę nim zacznę czyścić powierzchnię, reszta przebiega bardzo sprawnie. Nie trzeba trzeć zabrudzeń, wszystko schodzi i nie pozostają smugi. Ważny jest też fakt, że płyny absolutnie NIE ŚMIERDZĄ, do czego przyzwyczaiły nas klasyczne środki czyszczące. Ja nie mam już zamiaru wdychać tych trujących oparów. 

Przyznam, że nie do końca wierzyłam w moc naturalnych środków czystości i jestem bardzo mile zaskoczona. Na pewno zostają ze mną na stałe, a z czasem dokupię również inne, przydatne w gospodarstwie domowym. Bardzo je Wam polecam! 

Miałyście już do czynienia z naturalnymi środkami czystości?

NovaClear WHITEN - linia kosmetyków wybielających oraz pomocnych przy cerze z trądzikiem

Przebarwienia to zmiany skórne, które są uciążliwe nie tylko dla naszej skóry, ale i ogólnego samopoczucia. W postaci ciemnych plam pojawiają się najczęściej na twarzy, dekolcie czy dłoniach. A powstają w wyniku zaburzeń wytwarzania melaniny (barwnik skóry) w naskórku. Niestety wiele kobiet (i nie tylko) boryka się z tym problemem. Ja na szczęście już sobie poradziłam z tymi najbardziej widocznymi. Nie było ich wiele, ale uważam że trzeba reagować jak najszybciej i nie czekać aż problem się nasili. 

Polska marka NovaClear stworzyła nową linię dermokosmetyków, przeznaczoną do walki z przebarwieniami różnego pochodzenia. Seria NovaClear WHITEN ma działać na trzech poziomach: rozjaśnienie istniejących przebarwień; zapobieganie powstawaniu nowych przebarwień oraz spowolnienie procesów starzenia, czyli Anti-Aging.



Cała linia opiewa w 5 kosmetyków, jednym z nich jest wybielający balsam do ciała. Pozostałe dermokosmetyki przeznaczone są do pielęgnacji twarzy i mamy tutaj: wybielający żel do mycia twarzy, serum wybielające oraz wybielające kremy do twarzy - na dzień i na noc. I to właśnie o kosmetykach do pielęgnacji skóry twarzy będę dziś pisać. Serdecznie zapraszam! ;)

Pierwszym krokiem pielęgnacji z linią WHITEN jest żel do mycia twarzy. Posiada takie składniki aktywne jak: Betaina, Panthenol, Alfa Arbutyna, wit. C oraz Ekstrakt z korzenia lukrecji. Żel skutecznie usuwa wszelkie zanieczyszczenia ze skóry oraz resztki makijażu. Po jego użyciu skóra pozostaje idealnie czysta, przy czym absolutnie nie jest ściągnięta ani (z czasem) przesuszona. Raczej miękka, jędrna i ujednolicona. Świetnie sprawdza się również w przypadku cery z niedoskonałościami, dzięki właściwościom oczyszczającym oraz łagodzącym. Dodatkowo zapewnia skórze odświeżenie, przygotowując ją do kolejnych etapów pielęgnacji. 

A kolejny etap stanowi wybielające serum, po które sięgam codziennie rano i wieczorem. Serum zawiera Alfa Arbutynę, Kwas Azelainowy, wit. C, Tetrapeptyd-30 oraz Boerhavia Diffusa Root Extract. W moim odczuciu to serum stanowi podstawę skutecznej pielęgnacji z przebarwieniami skóry. Ma działanie silnie rozjaśniające - wyrównuje koloryt skóry, rozjaśnia ślady potrądzikowe, a właściwie to całkowicie je likwiduje. Łagodzi stany zapalne, usuwa podskórne grudki, kaszkę. W efekcie skóra jest widocznie rozjaśniona i cudnie wygładzona. To mój zdecydowany faworyt!


Po serum na mojej skórze obowiązkowo ląduje krem - odpowiednio na noc lub na dzień. Najpierw zajmijmy się tym na noc. Składniki aktywne w nim zawarte to: Alfa Arbutyna, Azeloglicin, Tetrapeptyd-30, Retinol, Ekstrakt z aloesu, Ekstrakt z korzenia Boerhavia Diffusa oraz Ekstrakt z korzenia lukrecji. Krem jest bardzo dobrym uzupełnieniem serum. Podtrzymuje i wzmacnia jego efekty. Prócz działania rozjaśniającego posiada również działanie przeciwzapalne, przeciwtrądzikowe oraz przeciwzmarszczkowe. Nie podrażnia skóry, nie zapycha. Jest lekki, szybko się wchłania. Aktualnie to mój ulubieniec w wieczornej pielęgnacji kategoria 'krem'. ;)

Ostatnim produktem linii jest wspomniany już wybielający krem na dzień. Posiada SPF 50+, który jest konieczny nie tylko w pielęgnacji cery z przebarwieniami. Powinniśmy o nim pamiętać zawsze. Krem jest wydajny i cieszę się, że wystarczy mi go jeszcze na jakiś czas, ponieważ jest świetny! A jak wiadomo, nie jest łatwo znaleźć dobry krem z filtrem, szczególnie jeśli posiada się skórę tłustą z niedoskonałościami. W kremie prócz SPF znajdziemy Aquaxyl (roślinny czynnik silnie nawilżający), Boerhavia Diffusa Root Extract, wit. E i Alfa Arbutynę. Skutecznie chroni skórę przed działaniem szkodliwych promieni słonecznych UVA/UVB, spowalnia procesy starzenia się skóry, silnie nawilża, a także posiada działanie Anti-Aging. Spodobał mi się tak bardzo, ponieważ absolutnie nie zapycha mojej kapryśnej skóry. Współgra z każdym moim podkładem, również minerałami. 


Myślę, że cała linia WHITEN została dobrze przemyślana. Produkty są skuteczne i wspaniale się uzupełniają. Nie ma tu miejsca dla podrażnień, przesuszeń skóry czy zapchania porów. Skóra jest oczyszczona, pory zwężone, a przy tym jędrna, miękka i nawilżona. Bardzo lubię używać całych serii kosmetyków i sprawdzać ich wspólną skuteczność. Tutaj brakuje mi wyłącznie toniku, wtedy miałabym pełnię szczęścia. ;)

Dzięki tym kosmetykom moja cera odżyła, dosłownie. Zmiany w jej wyglądzie, kondycji pojawiły się szybko, bo już po tygodniu systematycznego używania linii WHITEN. A zauważył je nawet mój mąż! ;) Skóra wspaniale się wygładziła, stała się jaśniejsza, a pory domknięte. Do tego była (i jest) optymalnie nawilżona i miękka. Niedoskonałości prawie wcale się nie pojawiają, nie ma problemu z żadnym wysypem. I bardzo podoba mi się to, że skóra ma zdrowe glow, nie jest już tak szara i wymęczona.

Serdecznie polecam Wam linię WHITEN od NovaClear!


A może znacie już te kosmetyki? 

Peeling cukrowy wanilia i pomarańcza | Oh!Tomi

Uwielbiam wszelkiego rodzaju peelingi! Zawsze muszę mieć pod prysznicem co najmniej jeden. Sięgam po nie regularnie, co przynosi efekty i jest bardzo przyjemne! Jeśli tak jak ja lubicie scruby, chętnie sięgacie po nowości i szukacie czegoś godnego polecenia, to zapraszam do dalszej części wpisu.

Z marką Oh!Tomi pierwszy raz spotkałam się na IG. Uwagę przyciągają pastelowe kolory, ciekawe zapachy i formuły. Znajdziemy tu zarówno orzeźwiające i rześkie aromaty lata, jak i przytulne, rozgrzewające nuty. W asortymencie Oh!Tomi oprócz peelingów do ciała znajdziemy także pianki do mycia, masła i sole morskie. Szata graficzna opakowań jest przepiękna i skutecznie przykuwa kobiece oko.


Mój peeling to aromatyczna wanilia z pomarańczą. Połączenie, które cenię i lubię od dawna -  uważam, że te dwa składniki idealnie do siebie pasują. Zapach z jednej strony uspokaja, koi zmysły, z drugiej zaś dodaje energii, witalności i wprawia w dobry nastrój. 

Peeling cukrowy Oh!Tomi to połączenie witamin C i E z naturalnym cukrem, masłem Shea oraz dobroczynnymi olejami, takimi jak olejek z nasion winogron. Taki zestaw musi być skuteczny! Składniki są idealnie wyważone. Kryształki cukru świetnie złuszczają naskórek. Peeling jest konkretny, zbity, ale nie tak mocny żeby pozostawiał skórę podrażnioną i zaczerwienioną - co to, to nie! Można nim wykonać dłuższy masaż, ponieważ kryształki są dość grube i nie rozpuszczają się od razu. To lubię! Spłukuje się bez problemu, pozostawiając skórę genialnie nawilżoną za sprawą olejów, gładką i jędrną. Muszę dodać, że skóra nie jest przesadnie tłusta - jest nawilżona 'w punkt', idealnie. Nie widzę już konieczności nakładania żadnego balsamu/masła/olejku. A to duża zaleta, szczególnie że nie zawsze mam czas na dłuższy rytuał pielęgnacyjny.


INCI: Sucrose, Butyrospermum Parkii Butter, Vitis Vinifera Seed Oil, Parfum, Lecithin, Ascorbyl Palmitate, Helianthus Annuus Seed Oil, Tocopherol, Aqua, Limonene, Linalool, Coumarin, Cl 19410.

Jeszcze jedną niezaprzeczalną zaletą peelingu jest jego opakowanie - praktyczna zakręcana puszka, oczywiście różowa. Zwraca uwagę i bardzo ładnie prezentuje się na łazienkowej półce. ;)


Podsumowując, peeling zasługuje na 6+! W moim odczuciu jest to perfekcyjny peeling, ponieważ spełnia wszystkie moje wymagania - przyjemnie masuje skórę, łatwo się spłukuje, nie brudzi wszystkiego wokół mnie, pozostawia skórę świetnie nawilżoną, mięciutką, jędrną i rozświetloną. Jeśli jesteście fankami peelingów do ciała, musicie go wypróbować! Oh!Tomi posiada szereg zachęcających zapachów, więc każda z nas znajdzie coś dla siebie.

250g / 58,90zł - znajdziecie go tutaj


Znacie kosmetyki Oh!Tomi? 
Koniecznie podzielcie się swoimi spostrzeżeniami. ;)

Przegląd produktów do stylizacji włosów TRESemme

Sezon imprezowy przed nami - firmowe Wigilie, święta Bożego Narodzenia, Sylwester i w końcu karnawał. Każda z nas tego dnia chce wyglądać dobrze, z nieskazitelnym makijażem i idealną fryzurą, która nie rozpadnie się po godzinie. Właśnie dlatego chcę dziś zrobić przegląd kilku produktów TRESemme do stylizacji włosów, które posiadam. Mam nadzieję, że będzie on dla Was przydatny. Zapraszam! ;)



Kiedy chcemy, aby nasza fryzura była trwała sięgamy po lakier do włosów. Ja stylizację włosów rozpoczynam wcześniej, zaraz po umyciu włosów nakładam piankę do włosów. Aktualnie używam Volume & Lift Salon Finish TRESemme w dużej pojemności, bo aż 300ml, o bardzo ładnym owocowym zapachu z delikatną nutą perfum - fajny świeży zapach, który dość długo utrzymuje się na włosach. Jedną 'porcję' pianki aplikuję na jeszcze wilgotne włosy, skupiając się na nasadzie. Pamiętajcie, aby nie przedobrzyć, choć z tą pianką jeszcze mi się to nie zdarzyło. Pianka pomaga stylizować włosy, zapewnia im uniesienie już od nasady, dodaje włosom objętości i pozwala ułożyć fryzurę tak, jak chcemy. Jednocześnie Volume & Lift nie obciąża i nie skleja pasm. Taka pianka to idealne rozwiązanie szczególnie dla włosów z tendencją do opadania.

Krok drugi to oczywiście lakier do włosów. Już od dawna używam Freeze Hold TRESemme o szybkoschnącej formule, która chroni włókna przed działaniem wilgoci, dzięki czemu mocno i skutecznie utrwala fryzurę. Nawet wymagające loki i upięcia pozostają na miejscu przez długie godziny bez obciążania włosów, bez efektu skorupy i posklejanych pasm. Włosy pozostają miękkie i w miarę naturalne (na tyle na ile jest to możliwe, używając lakieru do włosów), a fryzura trzyma się doskonale przez długie godziny.


Z kolei nowością u mnie jest lakier Ultimate Shine Hold, który ma podobny zapach do pianki, choć lżejszy. Podoba mi się fakt, że nie śmierdzi tak jak nas przyzwyczaiły do tego lakiery. Lakier charakteryzuje się tym, że pozostawia na włosach subtelną taflę, połysk, przy czym wygląda to naturalnie, bez sklejonych pasm. Dzięki temu nadaje się w szczególności do kreowania gładkich fryzur, upięć. Utrwala naprawdę bardzo mocno. To ideał na całonocną zabawę!

Suchy szampon to produkt, który zawsze staram się mieć pod ręką. Przydaje się w sytuacjach awaryjnych. Nie używam go codziennie i raczej to odradzam, ponieważ tego typu kosmetyk potrafi przesuszyć skórę głowy i włosy. TRESemme Voluminous Lock daje radę z odświeżeniem włosów, dodatkowo bardzo fajnie unosi je u nasady. Nadmiar białego proszku można szybko usunąć za pomocą szczotki czy grzebienia. Żaden osad nie pozostaje na włosach. Często włosy nadal wyglądają dobrze, ale nie mają już tego uniesienia. W takiej sytuacji odrobina suchego szamponu to dobre rozwiązanie, szczególnie jeśli musimy gdzieś wyjść. 

Podsumowując, mogę Wam z czystym sumieniem polecić te kosmetyki. W szczególności polubiłam piankę, dzięki niej włosy prezentują się dużo lepiej, są podatniejsze na układanie, co przydaje się nawet na co dzień. Kosmetyki TRESemme znam już od jakiegoś czasu i mam o nich jak najbardziej dobre zdanie. Na blogu pisałam Wam już o linii pielęgnacyjnej - szamponie, masce i odżywce. Zerknijcie sobie, bo naprawdę warto zainteresować się marką. ;)



Znacie/lubicie kosmetyki TRESemme?
Jestem bardzo ciekawa Wazych opinii!

Żele micelarne Dove | Linia Dove Micellar Water

Dziś mam Wam do pokazania świeżutkie nowinki marki Dove z linii Micellar Water. Kosmetyki mają za zadanie jednocześnie oczyszczać skórę i pielęgnować ją z wyjątkową delikatnością. To wszystko za sprawą innowacyjnej formuły wykorzystującej dobroczynne działanie miceli - czyli maleńkich cząsteczek, które niczym magnes przyciągają wszelkie zanieczyszczenia i zamykają je w swoim wnętrzu. Dzięki temu Dove Micellar Water nie tylko oczyszcza skórę, ale także, za sprawą wyjątkowo delikatnego działania nie narusza naturalnej bariery ochronnej naskórka. Kosmetyki mają sprawdzić się zarówno do mycia ciała, jak i twarzy. Moje wrażenia w dalszej części wpisu, zapraszam! ;)



Posiadam dwie wersje żelu - sensitive skin i anti-stress. Opakowania o pojemności 250ml są poręczne, a dzięki kremowej dobrze pieniącej się formule również wydajne. Jako pierwsza pod prysznicem wylądowała wersja sensitive skin, której zapach jest delikatny i orzeźwiający. Żel tworzy przyjemną kremową pianę, sprawia że skóra jest świetnie oczyszczona i miękka, nie ściąga jej nieprzyjemnie. Żel ten nie zawiera ani barwników ani mydła i jest hipoalergiczny więc mógłby sprawdzić się w pielęgnacji twarzy. Ja go w taki sposób nie używałam. Markę Dove widzę w pielęgnacji ciała i włosów. Wersja anti-stress działa bardzo podobnie, zapach jest jeszcze subtelniejszy, przypomina mydło Dove. Powiedziałabym że to unisex, bardzo neutralny. Mam wrażenie, że po jego użyciu moja skóra jest jeszcze bardziej mięciutka i nawilżona niż po wersji sensitive skin. Oba świetnie oczyszczają skórę, absolutnie jej nie wysuszając. Bardzo podobają mi się te kremowe, otulające formuły i subtelne zapachy. Są jak znalazł na ciepły prysznic w zimowy dzień. 



Jeśli szukacie nowego żelu pod prysznic to warto wypróbować propozycje Dove. Żele bazują na wodzie micelarnej, zawierają łagodne substancje myjące i przeznaczone są do wszystkich typów skóry. Ja polecam! ;)


Lubicie produkty marki Dove?

Detoksykująca linia kosmetyków do włosów Delia Cosmetics

Jakiś czas temu otrzymałam do testów linię kosmetyków DETOX Delia Cosmetics. W jej skład wchodzą: szampon, odżywka, maska przed myciem włosów, spray octowy oraz serum. Linię testuję od kilku dobrych tygodni, właściwie to sięga już dna więc jest to idealny moment na jej recenzję. Zapraszam serdecznie wszystkich zainteresowanych.


Linia z założenia jest oczyszczająca, przeznaczona dla włosów normalnych i przetłuszczających się. Charakteryzuje się obecnością bogatej w minerały glinki i orzeźwiającej szałwii. Co zapewnia Detox? Puszyste włosy o lepszej kondycji, odżywioną skórę głowy i brak tłustego połysku.

Bardzo fajnym, innowacyjnym nawet produktem (jak na tę półkę cenową) jest pre-maska, którą jak sama nazwa wskazuje, nakładamy przed myciem włosów. Dzięki temu skóra głowy, jak i włosy są wstępnie oczyszczone, odbite u nasady, lżejsze. Narzekać mogę wyłącznie na wydajność, ale w moim przypadku to nic nowego. Wszelkie maski schodzą u mnie jak woda. Grunt, że działanie satysfakcjonujące. Szampon jest klasyczny - przeźroczysty, lejący, pieni się średnio, ale wciąż dobrze. Wraz z pre-maską tworzą zgrany 'team', który gwarantuje oczyszczoną skórę głowy, włosy lżejsze i fajnie odbite od nasady. To świetne uczucie. ;) Warto dodać, że włosy nie są w żaden sposób przesuszone w sytuacji kiedy nie sięgniemy już po żadną maskę/odżywkę.

W sprayu octowym wyczuwam ocet, ale da się to wytrzymać. ;) Mam wrażenie, że dzięki niemu włosy jeszcze bardziej się błyszczą, są jak tafla. Aplikujemy go na mokre włosy tak jak odżywkę w sprayu - nie spłukujemy. Używam go nieprzerwanie i chętnie. 

Kolejnym krokiem w klasycznej codziennej pielęgnacji jest odżywka do włosów. I tutaj Delia Cosmetics nie zawodzi. Trzymam ją na włosach od 5 do 15 min. Jest dosyć rzadka i łatwo się spłukuje. Włosy stają się gładką taflą, dzięki czemu są podatne na rozczesywanie. Odżywka nie daje spektakularnego nawilżenia, raczej średnie. Za to w żadnym wypadku nie obciąża włosów - są lekkie, puszyste, dociążone, nie puszą się i ładnie połyskują. Miękka tubka pozwala na szybkie wydobycie produktu właściwie do dna. Ostatnim elementem 'układanki' jest detoksykujące serum, które wcieram głównie w końcówki włosów. Ma ono fajną formułę - niby kremowe, ale przy tym bardzo lekkie, szybko wchłania się we włosy i absolutnie ich nie obciąża. Dlatego z powodzeniem sięgam po nie codziennie, nawet wtedy kiedy włosy są suche. Serum zabezpiecza końce, są zdecydowanie w lepszej kondycji - nie łamią się, nie kruszą, nie wyglądają jak miotełka. Są wygładzone, zdyscyplinowane, nawilżone i błyszczące. To mocny punkt całej linii, choć niepozorny.

Podsumowując, jestem zadowolona z tej linii i śmiało polecam ją osobom z problemem przetłuszczających się włosów. Dzięki kosmetykom z linii DETOX moje włosy są lekkie, uniesione, nie puszą się, a co najważniejsze pozostają świeże na dłużej. Zapach linii jest specyficzny - generalnie ładny, dosyć słodki, ale może nużyć. Jednak na włosach pozostaje jego znikomy ślad, a podczas samego mycia nie przeszkadza.


Ceny kosmetyków Delia są bardzo przystępne, a sama marka wprowadza na rynek coraz ciekawsze i coraz lepsze produkty. Dlatego zachęcam do zapoznania się z asortymentem. Stacjonarnie można je znaleźć w drogeriach Rossmann i Natura. Kosmetyki z linii DETOX wahają się cenowo w graniach 20-25zł, a obejrzeć możecie je tutaj - KLIK.

Znacie kosmetyki Delia?

Weekend dostawy za 5zł paczkomatami InPost!

Jeszcze tylko dziś do północy obowiązuje dostawa paczkomatami InPost za jedyne 5zł, serdecznie zapraszam. :) www.modanasklep.pl ...