SPA dla dłoni | Rękawiczki nawilżające ORPHICA TOUCH

Jakiś czas temu poruszałam na blogu temat pielęgnacji dłoni. Regularne nawilżanie jest kluczem do ich dobrej kondycji. Lepiej zapobiegać niż leczyć, dlatego krem do rąk uważam za 'must have' każdej kobiety. Naszą codzienną pielęgnację możemy jeszcze wspomóc, np. peelingiem do rąk czy nawilżającymi rękawiczkami. 

Marka ORPHICA ma fantastyczne kosmetyki dedykowane pielęgnacji naszych dłoni. Tutaj polecałam Wam krem oraz peeling do rąk. Zachęcam do zapoznania się z tekstem i produktami oczywiście. Teraz w mojej toaletce zagościły nawilżające rękawiczki ORPHICA TOUCH. Zapraszam Was na garść zdjęć i kolejną opinię. ;)



ORPHICA TOUCH to zestaw czterech par rękawiczek nawilżających, czyli mamy tutaj kompleksową pielęgnację na cały miesiąc, co bardzo mi się podoba. Rękawiczki są w jednym uniwersalnym rozmiarze, wykonane porządnie, bardzo dobrze trzymają się na dłoniach, dzięki temu że możemy je fajnie zakleić i nic się nie zsuwa. Spokojnie możecie coś robić w trakcie takiej regeneracji, jeśli jest taka potrzeba. ;) Rękawiczki mają za zadanie pozbyć się szorstkiej, popękanej skóry i podrażnień. W efekcie zyskujemy nawilżoną i odżywioną skórę dłoni. Takie mini SPA w 15 minut. ;) 

Rękawiczki zawierają formułę Active Ceramide Therapy, która sprawia że skóra dłoni jest intensywnie nawilżona, bardziej elastyczna i napięta, a na jej powierzchni tworzy się niewidzialna warstwa ochronna, wiążąca wodę. Naturalne składniki zawarte w substancji, którą nasączone są rękawiczki posiadają właściwości antyseptyczne, wygładzają zmarszczki na dłoniach, przyspieszają procesy regeneracyjne oraz koją podrażnienia, a dodatkowo stymulują produkcję kolagenu i elastyny w skórze. 


Rękawiczki stosuję raz w tygodniu, aktualnie została mi jeszcze tylko jedna para. Bardzo dobrze nawilżają moją skórę dłoni, która ostatnio miała niewielką tendencję do przesuszeń. Poza tym zmiękczają skórę, co jest szczególnie fajne w przypadku skórek wokół paznokci. Generalnie dłonie są zregenerowane, nawilżone, przyjemnie gładkie i pachnące. Zapach też zasługuje na uwagę, kojarzy mi się ze SPA, totalnym relaksem i odprężeniem. ;) Bardzo Wam polecam taką domową terapię dla dłoni. Nie musimy inwestować dużych pieniędzy w jednorazowy zabieg SPA, a sprawić  go sobie w domowym zaciszu.

Jeśli potrzebujecie kompleksowej pielęgnacji, regeneracji suchych, spierzchniętych dłoni, takie rękawiczki będą świetnym wyborem. ;)

4 pary / 119zł

Rękawiczki nawilżające ORPHICA TOUCH dostępne są w sklepie internetowym marki ORPHICA. Zostawiam Wam do nich linkhttps://orphica.pl/orphica-rekawiczki-nawilzajace.html .

Używałyście tych rękawiczek? Znacie kosmetyki ORPHICA? 


Najlepsze maseczki! | Cera mieszana, skłonna do trądziku

Nawiązując do wpisu z pielęgnacją mojej cery - mieszanej, skłonnej do niedoskonałości, dziś przychodzę z częścią dotyczącą MASECZEK. Obiecałam, że pokażę Wam te, które najlepiej się u mnie sprawdzają. Jeśli nie czytałyście pierwszej części, możecie to nadrobić TUTAJ.

Zacznę od tego, że "prawie całkowicie" zrezygnowałam z maseczek silnie oczyszczających, takich które mocno ściągają moją skórę. Dawały krótkie i złudne uczucie polepszenia stanu skóry. Bardzo szybko zaczynała się przetłuszczać jeszcze bardziej, a co za tym idzie pojawiał się wzmożony trądzik. Działo się tak też w przypadku glinki zielonej, znanej i lubianej w pielęgnacji cery tłustej/mieszanej. U mnie niestety się nie sprawdza. Nie dopuszczałam do jej wyschnięcia, mieszałam nawet z innymi specyfikami niż woda, np. jogurtem naturalnym, który moja skóra lubi. Za każdym razem efekty były krótkie, a potem tylko gorzej. To moja krótka historia.



Zacznę od mojego HITU! Jest nim Peel-maseczka Owocowe podróże MydłoStacja. Składnikami aktywnymi tej maski są: biała glinka, olej z baobabu, masło kakaowe, ekstrakt z owoców granatu oraz eteryczny olejek grejpfrutowy. Przeznaczona jest do każdego rodzaju skóry, a szczególnie łojotokowej, trądzikowej i podrażnionej. Zapach maski jest specyficzny, ziołowo-owocowy. Ma bardzo przyjemną konsystencję musu, w której zatopione są pestki granatu. Maseczka nie wysycha na twarzy (zaleca się, aby glinki nie wysychały na skórze) oraz wnika w skórę dzięki aktywnemu peelingowi, który możemy wykonać podczas jej nakładania czy zmywania. Pozostawia skórę REWELACYJNIE miękką, gładziutką i nawilżoną. Nie porównam tego efektu z działaniem jakiejkolwiek innej maseczki. Owocowe podróże jest zdecydowanie wyjątkowa! Skóra po zabiegu jest ujednolicona, rozjaśniona, ukojona, odprężona. Wygląda naprawdę prześwietnie. Nie przetłuszcza się, pory nie są zapchane, niedoskonałości uspokojone, nie pojawia się nic nowego. Zakup tej maseczki był strzałem w dziesiątkę! Pisałam o niej również w perełkach kwietnia, KLIK. Cena: 39zł / 60ml.

Drugą maseczkę kupiłam nieplanowanie, kiedy to pojawiła się nowa naturalna linia Bielendy - Botanic Spa Rituals. O tej pani powstał odrębny wpis - tutaj. Jest to maseczka nawilżająca z olejkiem z pestek malin oraz melisą. Pachnie niczym malinowa mamba! Daje efekt wygładzonej, zmiękczonej skóry. Również ją uspokaja i delikatnie rozjaśnia. Co ważne, nie zapycha porów, nie podrażnia, nie wysusza, nie ściąga skóry skóry. Przyjemna opcja na domowe SPA! ;) Cena: 24zł / 50ml.



Rose Waterfull Mask Skin79 to maska całonocna, niestety już niedostępna w Polsce, ale może znajdziecie ją gdzieś zagranicą. Szczegółowo pisałam o niej tutaj. Maseczka ma delikatnie różany zapach, niewyczuwalny specjalnie na twarzy. Formuła jest żelowa, trochę galaretkowata. Szybko rozpuszcza się pod wpływem ciepła naszej skóry, staje się taka wodna - dlatego trzeba uważać i nie nakładać jej zbyt wiele, wystarczy odrobina. Po nocy spędzonej z tą maską moja skóra jest świetnie nawodniona, gładka, rozjaśniona i ujednolicona. Jest pulchna, przez co bardzo miła w dotyku. Maska bardzo dobrze wpływa na przebarwienia potrądzikowe, skutecznie je rozjaśnia. Na pewno nie jest to propozycja dla każdego - maska ma specyficzną formułę, trzeba też poświęcić więcej czasu na jej aplikację/wmasowanie. Jednak jeśli Cię ciekawi i jeszcze gdzieś ją znajdziesz, polecam się skusić. Jest bardzo wydajna! Cena: 59zł / 75ml.

Saszetka widoczna na zdjęciach to głęboko oczyszczająca maska Zielone Laboratorium (polska marka, która tworzy wspaniałe kosmetyki naturalne, wegańskie i nietestowane na zwierzętach). Została stworzona na bazie białej glinki, która eliminuje zanieczyszczenia, absorbuje z powierzchni skóry nadmiar sebum, łagodzi podrażnienia oraz rozjaśnia. Na cerze mieszanej, skłonnej do niedoskonałości sprawdza się idealnie. Tak jak wspomniałam, glinka zielona za bardzo ściąga moją skórę, tutaj absolutnie tego nie ma. Maseczka usuwa nadmiar sebum w delikatny sposób, dobrze oczyszcza skórę, łagodzi stany zapalne, mogę śmiało stwierdzić, że wycisza skórę, uspokaja ją. Poza tym koloryt jest ładnie ujednolicony. Ja mam tutaj saszetkę o poj. 10ml, która wystarcza na kilka użyć. Maska nie wysycha w środku, nawet gdy jest otwarta kilka dni. To bardzo fajna opcja dla skóry mieszanej, tłustej, z trądzikiem czy też podrażnionej. Nie wysuszy Wam skóry! Cena: 11zł / 10ml i 38zł / 100ml.


Na koniec polecam coś typowo dla skór tłustych i trądzikowych. Jest to maseczka Avene Cleanance Mask - jej głównymi zadaniami są złuszczenie i absorbcja nadmiaru sebum. Składniki aktywne maseczki to: kompleks AHA i BHA w połączeniu z cząsteczkami złuszczającymi odblokowuje pory i pomaga zredukować nadmierne błyszczenie się skóry; monolaurynian (zgłoszenie patentowe) reguluje nadmierne wydzielanie sebum; kaolin zapewnia natychmiastowy efekt matujący; a woda termalna Avene koi i łagodzi skórę. Produkt hipoalergiczny. Maseczkę nakłada się na osuszoną skórę twarzy i pozostawia na 5 minutek. Po tym czasie zwilżamy dłonie i przez chwilę masujemy kolistymi ruchami, aby pomóc w procesie złuszczania. Dokładnie spłukujemy wodą. Można stosować jeden/dwa razy w tygodniu. Maseczka bardzo dobrze oczyszcza moją skórę, zbiera nadmiar sebum. Skóra jest zdrowo zmatowiona, nie jest nieprzyjemnie ściągnięta. Pory są widocznie zwężone. Bardzo fajnie mi się sprawdza przy kryzysach skórnych. Jakiegoś dużego wpływu na niedoskonałości nie zauważyłam, ale dzięki oczyszczeniu skóry, usunięciu nadmiaru sebum i zwężeniu porów skóra jest w lepszej kondycji i to jest widoczne. Cena bardzo się waha w zależności od apteki, ja kupiłam poniżej 20zł / 50ml.

Tak wyglądają moje propozycje. Wszystkie oczywiście dobrze mi się sprawdzają i sięgam po nie w zależności od aktualnych potrzeb skóry. Jeśli borykacie się z problemami skórnymi typu trądzik, zaskórniki, rozszerzone pory, tłusta skóra, a nawet podrażnienia czy przesuszenie skóry po kuracji antytrądzikowej, to tutaj na pewno odnajdziecie coś dla siebie. 

Znasz którąś z tych masek? ;)

Najlepsze kosmetyki MAJA

Z małym opóźnieniem, ale przygotowałam garstkę kosmetyków, których non stop używałam w maju i uważam, że są świetne - godne polecenia, wypróbowania. Jeśli ciekawią Was takie wpisy, to zapraszam. Dajcie znać, czy znacie coś z tego grona. ;)



Kosmetyczny maj zdecydowanie upłynął mi pod znakiem marki Caudalie. Mam przyjemność testować ich kosmetyki. Na ten temat pojawiły się już dwie recenzje - tutaj i tutaj. Zachęcam do zapoznania się, jeśli ciekawią Was rekomendowane przeze mnie produkty. ;) Zachwyciło mnie dosłownie wszystko, czego używałam (i nadal używam). Kosmetyki do demakijażu są po prostu perfekcyjne - płyn, mleczko oraz olejek. Linia jest skuteczna i delikatna zarazem, niedrażniąca. Nic się nie lepi, nie klei, nie szczypie w oczy. Nie zatykają porów. Uwielbiam! Skóry wrażliwe czy podrażnione będą zadowolone. ;)

Podobnie było z ostatnimi nowinkami z kolekcji The des Vignes. Delektuję się żelem pod prysznic, kremem do rąk oraz orzeźwiającą wodą. Zapachy są cudowne! Eleganckie, wyrafinowane, z kwiatową nutą. Cytując klasyka "jakby luksusowe"! ;) Krem do rąk świetnie nawilża skórę, nie pozostawiając przy tym uczucia lepkości dłoni. Jeśli wahacie się nad zakupem - przestańcie i zamawiajcie. ;)


Jeśli szukacie produktu, który doda Waszej skórze pożądanej aktualnie opalenizny i cenicie sobie kosmetyki naturalne, to mam coś idealnego! Jest to zaczarowany krem BB polskiej marki Zielone Laboratorium. Ich kosmetyki są naturalne, wegańskie, nietestowane na zwierzętach. Ten krem BB nadaje skórze ładnego brązu (testuję na nogach), nie ściera się w ciągu dnia, nie spływa - nawet przy wysokich temperaturach, a także nie brudzi ubrań. Wieczorem zmyjemy go po prostu pod prysznicem. Więcej informacji i zdjęć znajdziecie w poście z pełną recenzją, KLIK.

Makijażowo (jak zwykle) nie mam Wam wiele do pokazania. W maju bardzo upodobałam sobie paletkę do brwi Delia Cosmetics. Znajdziemy w niej dwa cienie do brwi oraz wosk. Kolory są bardzo fajne, neutralne. Trwałość również bez zarzutu. Gdyby wpadła Wam gdzieś w oko, warto wypróbować. ;) Prócz paletki na zdjęciach możecie zauważyć jeszcze dwa kosmetyki kolorowe: kultowy już kamuflaż Catrice w wersji płynnej oraz dający piękną taflę rozświetlacz Disco Ball od my secret. ;) Kamuflażu używam w celu zakamuflowania cieni pod oczami. Mogę sobie na niego pozwolić wyłącznie przy dobrej kondycji tego wrażliwego obszaru. Wtedy ładnie kamufluje (chociaż u mnie nie w 100%, ale już niejednokrotnie pisałam, że mam bardzo duże cienie) i nie wchodzi w drobne zmarszczki. Z kolei rozświetlacz to cudowna tafla, trwała tafla. Mam inne, a od dłuższego czasu ręka sięga wyłącznie po niego. ;) Piękny!



Właśnie przed chwilą sprawdziłam, że rok temu, w czerwcu pisałam Wam o kosmetykach Derma z linii Eco Woman. Te produkty to naprawdę świetna robota! Można je kupić online bądź w Sephorze. Tę recenzję znajdziecie TUTAJ, warto zerknąć - zrecenzowałam tam kilka kosmetyków. Jednym z nich jest oliwka do ciała. W składzie znajdziemy organiczny olejek jojoba, olejek migdałowy oraz olejek z pestek moreli. To połączenie świetnie nawilża moją suchą skórę, szczególnie na nogach, odżywia ją, a także koi wszelkie podrażnienia, jak np. te po depilacji. Skóra jest elastyczna i jędrna. Ponadto oliwka nie pozostawia tłustej warstwy, którą mogłybyśmy za chwilę wytrzeć w pościel. Jest też wydajna, co jest dobrą wiadomością biorąc pod uwagę jej cenę. To moje drugie opakowanie i z pewnością nie ostatnie.

Na koniec coś bardzo podstawowego, czyli dezodorant. To właśnie w maju zdecydowałam się na zmianę, na wypróbowanie czegoś nowego. Wybrałam Rexonę Active protection+ - ma fajny neutralny zapach, powiedziałabym że to unisex. Co najważniejsze: neutralizuje nieprzyjemny zapach na calutki dzień. Bez ściemy! Inaczej nie trafiłby do grona ulubieńców. ;)

I to już wszystko, co podbiło moje serce w maju. Do zobaczenia za miesiąc! ;)

Letni, aromatyczny spacer po winnicy | Caudalie 'The des Vignes'

Dziś zapraszam Was na aromatyczny spacer po winnicy. Mowa będzie o kosmetykach Caudalie 'The des Vignes', które skutecznie wpisały się w moją codzienną pielęgnację ciała i nie tylko. Okazuje się, że mam słabość do zapachów tej marki. Zapraszam!


Zapachem maja i czerwca zostaje orzeźwiająca woda 'The des Vignes', wyjątkowo łagodna i zmysłowa. Jest to zapach w sam raz na wieczór. Łączy w sobie nuty białego piżma, kwiatu gorzkiej pomarańczy z likierem imbirowym oraz naparem z kwiatu pomarańczy i jaśminu. Według mnie zapach ten jest wyrafinowany, elegancki z kwiatową nutą. To propozycja dla kobiet lubiących nieco cięższe, wyraźne zapachy. Tak jak wspomniałam, jest odpowiedni na letnie wieczory. Na mojej skórze utrzymuje się ok. 5-6h. Z wody jestem bardzo zadowolona, jej zapach idealnie trafia w mój gust. Zdecydowany faworyt!


Z kolekcji 'The des Vignes' posiadam jeszcze żel pod prysznic i krem do rąk. Oba kosmetyki wręcz uwielbiam, chociaż wcale nie używam ich długo. Kupiły mnie zapachem i działaniem oczywiście.

Formuła żelu pod prysznic została wzbogacona o aloes, nie zawiera mydła, a opiera się na delikatnej roślinnej bazie myjącej o fizjologicznym pH. Na jego zmysłowy zapach składa się połączenie białego piżma, kwiatu neroli oraz żeńszenia. Żel dobrze się pieni, ale jest bardzo łagodny dla skóry. Przyjemnie, delikatnie oczyszcza skórę, pozostawiając na niej delikatny zapach (charakterystyczny dla całej linii), kojarzy mi się on ze SPA i totalnym odprężeniem. Skóra nie jest wysuszona ani ściągnięta; taka w sam raz i pachnąca.


Bardzo mocnym produktem kolekcji jest regenerujący krem do rąk i paznokci. Producent opisuje go krótko i konkretnie: odżywia, regeneruje i nadaje zapach. Dłonie w widoczny sposób stają się piękniejsze już po pierwszym dniu stosowania. Pozostawia na skórze delikatny zapach (typowy dla linii) z nutami białego piżma, olejku neroli i imbiru. Jego lekka konsystencja zapewnia szybkie wchłanianie i wygładza skórę dłoni, nie pozostawiając tłustej warstwy. Formuła bogata w olej z pestek winogron odżywia i wzmacnia paznokcie. 

Jest świetny! Ma dosyć zbitą formułę, mimo to wchłania się momentalnie. Absolutnie nie pozostawia żadnej tłustej czy lepkiej warstwy na dłoniach. Faktycznie szybko regeneruje wszelkie spierzchnięcia/przesuszenia, a wystarczy go nałożyć tylko na noc. Skutecznie zmiękcza skórki, poprawia ogólną kondycję dłoni, podnosi poziom nawilżenia skóry. Nie zgodzę się tylko co do zapachu - moim zdaniem nie jest delikatny, a intensywny, bardzo ładny i wciąż w moim guście. 

Cała trójka idealnie sprawdza się w mojej codziennej pielęgnacji. Wszystkie kosmetyki znajdą się w ulubieńcach i bardzo Wam je polecam. ;) Są delikatne, nie wysuszają skóry, a zapachy zachwycają...! Kolekcję 'The des Vignes' znajdziecie tutaj.


Znacie te kosmetyki? Może macie swojego ulubieńca? ;)




Zaczarowany BB CREAM Zielone Laboratorium | Perfekcyjne ujednolicenie koloru!

Mamy sezon letni, a więc pożądana jest piękna opalenizna. Szczególnie jeśli chcemy odsłonić trochę ciała, np. nogi. Chyba każda z nas lubi kiedy mają trochę koloru. ;) Dlatego przychodzę z propozycją produktu, który nam w tym dopomoże. To fajna opcja dla osób, które nie chcą, nie mogą albo po prostu nie mają okazji, aby dłużej pobyć na słońcu i zyskać odrobinę opalenizny. Moją propozycją jest polski kosmetyk naturalny, wegański Zaczarowany krem BB do twarzy i ciała - Zielone Laboratorium. Zapraszam na opinię! ;)



BB Cream zawierający cząsteczki pigmentu zamknięte w mikrokapsułkach, które podkreślają i wyrównują naturalny koloryt skóry. Olej kokosowy, olej jojoba i masło shea działają uelastyczniająco i zmiękczająco. Proteiny roślinne wygładzają skórę. 

Stosowanie: Niewielką ilość kremu wmasować w skórę. Po całkowitym wchłonięciu kosmetyku założyć ubranie.

Krem ma lekko cytrusowy zapach, nienachalny i przyjemny. Nie czuć go później na skórze. Na zdjęciu poniżej możecie dostrzec zatopione w nim mikrokapsułki. Pod wpływem ciepła, rozcierając krem, powstaje kolor. To ładny beż, który może przybierać nieco pomarańczowy odcień, ale nie ma to znaczenia - zaraz napiszę dlaczego. Krem BB nakładam głównie na nogi: wieczorem, po wcześniejszym peelingu. I właśnie początkowo wygląda nieco pomarańczowo. Za pierwszym razem nie byłam z tego zadowolona, ale stwierdziłam że zaczekam do rana i najwyżej go zmyję. ;) Bardzo fajne jest to, że zaczarowany krem BB dosyć szybko się wchłania i wysycha, co za tym idzie nie brudzi ani piżam ani pościeli. Rano okazało się, że po nieco pomarańczowym odcieniu nie ma śladu, a skóra zyskała ładniejszy, beżowobrązowy odcień - beż żadnych plam, zacieków ani pomarańczy. Krem bardzo ładnie ujednolicił moje trupioblade kończyny. ;) Świetnie utrzymuje się cały dzień, a testuję go właśnie podczas upałów, nic nie spływa, nie brudzi ubrań. BB Cream Zielone Laboratorium zmywa się zwyczajnie, podczas wieczornego prysznica. Jest to więc opcja jednorazowa (w końcu to krem BB), ale za to efekt jaki daje jest przepiękny, trwały i wygląda naturalnie. Coś w sam raz dla jasnej/średniej karnacji. 




Serdecznie polecam Wam ten produkt! Aktualnie sięgam po niego non stop. Daje super efekt i ma przyjazny skład. Warto wypróbować! ;) U mnie nie wystąpiły żadne podrażnienia. Jestem ciekawa, jak krem sprawdzi się na twarzy. Może któraś z Was próbowała?

Znacie kosmetyki Zielone Laboratorium? Mają bardzo ciekawy asortyment! ;)

SPA dla dłoni | Rękawiczki nawilżające ORPHICA TOUCH

Jakiś czas temu poruszałam na blogu temat pielęgnacji dłoni. Regularne nawilżanie jest kluczem do ich dobrej kondycji. Lepiej zapobiegać ni...