Jesienna pielęgnacja kosmetykami drogeryjnymi | Cera z trądzikiem

Przyszła pora na aktualizację rutyny pielęgnacyjnej. Nastąpiło pogorszenie stanu mojej cery, które trwa już dosyć długo, ale dzięki wytrwałości jest coraz lepiej. Pielęgnacja, w porównaniu do tej letniej, opiewa w większą liczbę kosmetyków. Sporo osób wciąż zmaga się z trądzikiem, więc myślę że taki post będzie przydatny. Zapraszam!

Zacznijmy od demakijażu. Dokładne zmycie resztek makijażu i oczyszczenie skóry jest dla mnie podstawą. Odkąd przykładam do tego większą wagę skóra wygląda zdecydowanie lepiej i ma mniejszą tendencję do zapychania. Niedawno zużyłam odżywcze mleczko do demakijażu z ekstraktem z nasion lnu VIANEK. Byłam z niego bardzo zadowolona - dobrze usuwa makijaż i pozostawia skórę przyjemnie nawilżoną. Kupię je ponownie. Pełna recenzja - KLIK. Do demakijażu oczu (przejściowo też całej twarzy) używam dwufazowego płynu Bielenda Awokado. Jest bardzo delikatny (nie szczypie w oczy) i skutecznie usuwa makijaż oczu, jak i całej twarzy. Może mógłby być bardziej wydajny, ale poza tym ma według mnie same plusy i często go kupuję.


Kolejny krok to żel do mycia twarzy. Wieczorem wybieram coś, co dokładnie oczyści moją skórę, coś o działaniu antybakteryjnym. Od kilku tygodni używam nowości na rynku - Dr Medica, dermatologiczna emulsja oczyszczająca (Bielenda). Przyznaję, że jest to dobry kosmetyk. Skutecznie usuwa wszelkie zanieczyszczenia, pozostawia skórę matową i odświeżoną. Delikatnie wysusza pojedyncze niedoskonałości, nie jest agresywna.

Rano, aby zmyć kosmetyki, które miały okazję zadziałać nocą, sięgam po delikatny żel. Nie może on podrażniać i wysuszać mojej skóry. Te wymagania spełnia odżywczy żel myjący do twarzy z ekstraktem z nasion lnu VIANEK. W delikatny sposób odświeża skórę, pozostawiając uczucie nawilżenia. Żel nie pieni się, w konsystencji nieco przypomina olejek (bardzo rzadki), który w kontakcie ze skórą zamienia się w kremową emulsję. Z tej kategorii polecam Wam jeszcze żel micelarny ziaja.


Przyszła pora na tonizowanie. Jakoś od wakacji staram się wybierać delikatne toniki lub wody. Używałam toniku różanego evree, który dobrze się sprawdzał. Teraz zamieniłam go na kojącą wodę różaną od Bielendy. Według producenta - oczyszcza, usuwa makijaż, łagodzi. Jeśli chodzi o oczyszczanie to tutaj tonik evree był lepszy. Woda różna jest bardzo delikatna w swoim działaniu, bardziej koi i odświeża. Nie czuję, żeby miała szczególne działanie oczyszczające. Nie używam jej też do zmywania makijażu.


Ukoronowanie pielęgnacji stanowi krem. Bardzo polubiłam się z aktywnym kremem korygującym Bielenda z linii Super Power Mezo. Serum wychwalałam wielokrotnie, aktualnie robię sobie od niego przerwę. Krem jest delikatniejszy w swoim działaniu, aczkolwiek robi to, co powinien: nawilża całkiem dobrze, goi niedoskonałości, radzi sobie z podskórnymi grudkami, a ponadto mam wrażenie, że przyczynił się do zmniejszenia zmarszczek mimicznych na czole. Pisałam o nim TUTAJ. Krem co do zasady nakładam wieczorem, ale ostatnio zaczęłam go nakładać również rano (łącznie z filtrem) i przyznam, że pod makijażem sprawdził się bez zarzutu.


Krem z filtrem to obowiązkowa pozycja, szczególnie jeśli bawicie się z kwasami. Kiedyś polecałam Wam filtr SPF 50 od La Roche Posay. Wciąż podtrzymuję opinię, że jest bardzo dobry, ale znalazłam jeszcze lepszy. Mowa o kremie OLIVALOE z SPF 30. Krem został skomponowany na bazie naturalnych składników, takich jak organiczna oliwa z oliwek, organiczny aloes, witamina E i ekstrakt z zielonej herbaty. Oprócz wspomnianej ochrony, krem bardzo dobrze nawilża. Często więc używam go solo. Nie zapycha, nie pozostawia na skórze uczucia tłustości i może być stosowany do wszystkich rodzajów skóry.


Jest jeszcze jedna nowość w mojej kosmetyczce, a mianowicie DERMISS, 03 Soft Exfoliation od Farmony. Jest to progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym. Używam go dwa razy w tygodniu, zawsze wieczorem. Daje efekty już po pierwszym użyciu. Żel nakładamy podobnie jak maseczkę i pozostawiamy na 5 minut. Nadmiar ściągamy wacikiem, a resztę zmywamy. I tu pojawia się pewien problem. Żel pozostawia śliską warstewkę na skórze, którą bardzo ciężko domyć. Ja pomagam sobie delikatnym płynem micelarnym. Jakie są efekty? Skóra jest gładka, oczyszczona, rozjaśniona (chociaż ten efekt nie utrzymuje się spektakularnie długo), pory delikatnie zwężone, niedoskonałości ładnie się goją, a najważniejsze że radzi sobie z podskórnymi grudkami. Prócz trudności ze zmywaniem, nie podoba mi się jeszcze zapach - przypomina ocet. 


Po takim oczyszczeniu skóry (mowa o żelu złuszczającym lub peelingu z kwasem), nakładam krem nawilżający o przedłużonym działaniu - DERMEDIC HYDRAIN2. Jest to bardzo treściwy krem. Pozostawia na skórze tłusty film. Sprawdza się jako drugi krok, po kwasach. Porządnie nawilża, likwiduje uczucie ściągnięcia, czy podrażnienia skóry. Na dzień będzie zbyt ciężki. To jedyny kosmetyk, którego nie dostaniecie w drogerii.

Aktualnie skończyłam pewną kurację kwasem glikolowym. Post jest w przygotowaniu. Wtedy szerzej opiszę Wam wspomniany krem.


Zawsze pamiętam o pielęgnacji skóry wokół oczu. Ostatnio wróciłam do kremu-maski z ziaji, który bardzo mi pomógł swego czasu. Nie używam go non stop, ponieważ skóra przyzwyczaja się i efekty nie są już zadowalające. Krem-maska dobrze nawilża i redukuje cienie pod oczami.


Dobrnęłam do końca! Jak wygląda Wasza pielęgnacja jesienią?


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Olej z nasion wiesiołka, czyli prosty sposób na piękną skórę oraz zdrowe, lśniące włosy bez wypadania

Kosmetyki kosmetykami, ale zawsze uważałam, że najlepiej zadbać o siebie od środka. Dużo wody, zdrowa dieta, ale czasem trzeba się jeszcze wspomóc suplementami. Dzisiaj poczytacie o moich przemyśleniach odnośnie wiesiołka OleoVitum od OLEOFARM. Napiszę o tym, jak wpłynął na moją skórę i włosy. Zapraszam! ;-)




Do wyboru mamy olej z wiesiołka w formie kapsułek oraz w formie płynnej. Wiesiołek OleoVitum charakteryzuje się wysoką zawartością tłuszczów wielonienasyconych, do których należą kwasy omega-6. Kwasami z rodziny omega-6 są: kwas linolowy (LA) oraz kwas gamma-linolenowy (GLA) zawarte w oleju z wiesiołka. Kwas linolowy pomaga w utrzymaniu prawidłowego poziomu cholesterolu we krwi. Korzystne działanie występuje w przypadku spożywania 10 g LA dziennie.

W składzie (prócz wspomnianego oleju z nasion wiesiołka) znajdziemy też witaminę E, która pomaga w ochronie komórek przed stresem oksydacyjnym oraz witaminę A, przyczyniającą się do zachowania zdrowej skóry.

Stosowanie: 

  • Kapsułki - 2 kapsułki dwa razy dziennie w trakcie posiłku (dorośli);
  • Olej - 2,5 ml (1/2 łyżeczki załączonej do opakowania) raz dziennie w trakcie posiłku.


Moja opinia

72 kapsułki spożywane wg zaleceń producenta wystarczyły mi dokładnie na 18 dni. Jak widać, są one sporej wielkości, ale nie sprawiają problemów przy połykaniu ze względu na śliską powłoczkę. Czy zauważyłam jakieś efekty tej 'kuracji'? Tak! Przede wszystkim zwiększył się poziom nawilżenia mojej skóry i nie mówię to wyłącznie o skórze twarzy. W sezonie grzewczym zaczynają się moje problemy z suchą skórą rąk, łokci, kolan... Przyznam, że często zapominam o balsamie do ciała, a zauważyłam, że skóra jest w dobrej kondycji. Nie ma suchych placków, skóra nie łuszczy się brzydko. Podobnie na twarzy - żadnych suchych skórek i ogólnie czuję takie nawilżenie od wewnątrz. Skóra jest bardziej sprężysta, po prostu w dużo lepszej kondycji. Miewam też problemy z niedoskonałościami na dekolcie i ramionach. Zauważyłam, że odkąd jem te kapsułki nic większego mi nie wyskakuje.

Do picia oleju nie mogłam się zmusić... Próbowałam kilka razy, ale za dużo było przy tym cierpienia. Dlatego postanowiłam go stosować na włosy - olejowanie. To był strzał w dziesiątkę! Olej nakładam przed każdym myciem na długości włosów, plotę warkocz i idę spać. Dopiero rano myję włosy. Regularne stosowanie szybko przyniosło widoczne efekty. Moje włosy dosłownie wypijały nałożony olej, tak że ze zmywaniem go nie było żadnego problemu. Mniej więcej po 2 tygodniach takiego stosowania włosy stały się mega nawilżone, błyszczące, odżywione i sprężyste. Poprawiła się też kondycja samych końcówek - nie są suche, nie kruszą się. Wyglądają pięknie. Olej zadziałał na moje włosy lepiej od dotychczasowego faworyta - oleju z awokado.

Zauważyłam jeszcze, że włosy przestały wypadać garściami. Nie używałam żadnych wcierek ani nic innego, co mogłoby pomóc przy wypadaniu włosów, dlatego uważam, że to zasługa oleju z nasion wiesiołka. 


Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z efektów. Taką 'kurację' z kapsułkami chętnie zafunduję sobie jeszcze na wiosnę, bo to również ciężki sezon dla mojej skóry i włosów. Co do olejowania to na pewno będę kontynuować i kupię kolejną buteleczkę. Kapsułki w sklepie producenta kosztują 15,50 zł - TUTAJ, natomiast olej jest droższy - 31 zł / 100 mlKLIK.

Znacie olej z nasion wiesiołka? ;-)


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Maska do włosów z aloesem | AloesoweLove

Czy znacie kosmetyczne właściwości aloesu? Substancje aktywne zawarte w jego miąższu czynią go rośliną wyjątkową. Aloes chroni, łagodzi, koi, leczy. Na rynku znajdujemy coraz więcej kosmetyków opartych na właściwościach tej wspaniałej rośliny. Wchodząc do sklepu AloesoweLove.pl poczujecie się jak w aloesowym raju!

Dziś przedstawiam Wam maskę do włosów Aloe Plus Lanzarote. Ze strony sklepu wyczytamy, że jest to idealny preparat do włosów farbowanych i łamliwych. Posiada właściwości regenerujące, odżywiające, które sprawią, że włosy pozostaną nawilżone i lekkie. Jednocześnie zostanie im przywrócone naturalne pH. Pszenica wraz z aloe vera rewitalizuje, odżywia włosy od cebulek po końcówki nadając miękkości.



  • Aloe vera: substancje pochodzące z aloe vera mają kompozycję podobną do keratyny, która jest kluczowym białkiem budującym włosy. Zatem odmładza je, dostarczając własnych składników. Rezultat - włosy są elastyczne i sprężyste.
  • Olej z kiełków pszenicy: bogaty w lipidy i witaminy rozpuszczalne w tłuszczach. Odżywia i nawilża.
  • Odżywienie włosów: elastyczność, miękkość, puszystość.
  • Witamina E: wiąże wolne rodniki.
Sposób użycia: Po użyciu włosów wmasuj delikatnie i pozostaw na włosach przez około 2-3 minuty. Spłucz obficie wodą.




Maska ma przyjemny, niedrażniący zapach, kolor określiłabym jako perłowy. Konsystencja jest gęsta. Nie potrzeba jej wiele do jednorazowego użycia dlatego też jest wydajna. Lubię maski, które można nałożyć na 3 minutki, ponieważ oszczędzają mój czas. Jeśli jeszcze mają właściwe działanie, jestem w siódmym niebie.

Moje włosy z natury są kręcone, lubią się puszyć i wykręcać we wszelkie możliwe strony. Od odżywek i masek wymagam porządnego ujarzmienia i wygładzenia włosów. Jestem pod wrażeniem działania aloesowej maski. W ciągu 2-3 minut od jej nałożenia wchłania się we włosy w 100%. Za pierwszym razem musiałam się dobrze zastanowić, czy faktycznie ją nałożyłam. ;-) Podczas zmywania włosy stopniowo stają się gładsze. Maska ułatwia rozczesywanie włosów.

Jakie efekty zauważyłam? Chyba jeszcze po żadnej masce moje włosy aż tak się nie kręciły. Dosłownie loczek na loczku. Wprawdzie są takie z natury, ale rzadko trafia się kosmetyk, który spotęguje ten efekt i podkreśli pojedyncze fale i loki. Włosy są idealnie dociążone (przy czym wciąż przyjemnie lekkie, nie są sztywne), nie puszą się i nie elektryzują - co jest szczególnie istotne w sezonie jesiennym i zimowym. Poza tym są lśniące, nawilżone, miłe w dotyku - mięciutkie, gładkie i sprężyste, nie plączą się (!). Efekty przeszły moje oczekiwania. Kolejny raz zachwycam się właściwościami aloesu. Na blogu mogliście już poczytać o żelu aloesowym, który ma wspaniałe, wielofunkcyjne działanie.

Krótko mówiąc - jestem na TAK! Nie zauważyłam żadnego negatywnego wpływu maski na moje włosy.


Jeśli chodzi o alkohole w składzie to (być może wiecie), że wyróżniamy "dobre" i "złe" alkohole w składach kosmetyków. Alkohole takie jak cetyl alcohol czy steryl alcohol należą do grona tych "dobrych". Są to alkohole tłuszczowe, które nie podrażniają, zmiękczają, natłuszczają i wygładzają włosy. Pomagają zatrzymać wodę wewnątrz włosa oraz ułatwiają rozczesywanie. Więcej poczytacie na blogu Kosmetyczne Pokusy - tutaj.


Maskę Aloe Plus Lanzarote znajdziecie w sklepie AloesoweLove (uwielbiam tę nazwę!) - KLIK. Pojemność to 200 ml. Cena - 49,99 zł. Sklep posiada szeroki wybór kosmetyków na bazie aloesu, polecam zerknąć! ;-)


ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Naturalna walka z przeziębieniem

Bardzo lubię jesienną aurę, niestety jest to pora podczas której najczęściej łapią mnie przeziębienia i inne infekcje. Początkowo chwytam się naturalnych sposobów walki z chorobą. Kto z nas nie pił mleka z miodem? ;-) Dzisiejszy post będzie o jednym z takich właśnie sposobów. Na dobry początek zdradzę Wam... żałuję, że tak późno się na niego zdecydowałam!

Czym są NATURALNE OLEJKI ETERYCZNE 'Optima PLUS'? To skoncentrowane esencje ekstraktów roślinnych, posiadające właściwości terapeutyczne. Są pozyskiwane w wyniku destylacji z roślin olejkodajnych (drzew, kwiatów i ziół).



Olejki eteryczne posiadają działanie terapeutyczne (nie olejki zapachowe!). Są naturalnym środkiem wspomagającym w walce z przeziębieniem, grypą, katarem czy bólem gardła. Doskonale sprawdzą się w leczeniu objawów i dolegliwości związanych z katarem, infekcjami górnych dróg oddechowych. Ich działanie terapeutyczne wynika z posiadania właściwości przeciwbakteryjnych.

Jakie olejki pomogą w walce z przeziębieniem?
  • eukaliptusowy,
  • sosnowy,
  • anyżowy,
  • tymiankowy,
  • świerkowy,
  • lawendowy,
  • cynamonowy,
  • jodłowy,
  • z drzewa herbacianego.
Informacje pochodzą ze strony Optima PLUS

Posiadam dwa z wymienionych wyżej olejków - eukaliptusowy i sosnowy. Z eukaliptusem w czasie przeziębienia miałam już wielokrotnie do czynienia, natomiast olejek sosnowy był dla mnie całkowitą nowością. W czym konkretnie nam dopomogą?

  • Olejek eukaliptusowy - grypa, kaszel, bronchit, stany zapalne skóry.
  • Olejek sosnowy - grypa, kaszel, zapalenie zatok, astma, menopauza.


Jak je stosować? 
  • Aromatyzacja pomieszczeń: nawilżacz powietrza (5 kropli na 1 litr wody), kominek zapachowy ( 5-10 kropli olejku).
  • Inhalacja: 3-6 kropli olejku dodać do gorącej, parującej wody i wdychać unoszącą się parę. Najlepiej zamknąć przy tym oczy (ryzyko podrażnienia).
  • Kąpiel: 3-6 kropli olejku wlewamy do wanny napełnionej ciepłą wodą. W ten sposób wraz z unoszącą się parą, będziemy wdychać aktywne esencje roślinne zawarte w olejkach. Tego typu kąpieli zażywajmy z umiarem - dłuższy czas, z większą niż zalecana ilość olejku eterycznego, może spowodować podrażnienie skóry.
Przyznam, że wszystkie wymienione metody świetnie mi się sprawdziły. Gdybym miała wybrać ulubioną, byłaby to zdecydowanie inhalacja z dodatkiem olejku eukaliptusowego. Dodatkowo nakładałam na głowę ręcznik (co poleciła mi moja babcia). Taki sposób pomógł mi w walce z uciążliwym, przewlekłym katarem. Oddychało się zdecydowanie lepiej, lżej. Po kilku dniach katar ustąpił, ale już po pierwszej inhalacji czułam się dużo lepiej.



Olejek sosnowy natomiast okazał się idealnym kompanem do kąpieli. Odprężał, pomagał w bólach mięśni. Mojemu narzeczonemu stale pomaga w problemach z zatokami. Najczęściej używa go poprzez kominek zapachowy.

Taką aromaterapię warto zafundować sobie przed snem. Do tego najlepiej sprawdza się nawilżacz powietrza. Olejek nie tylko dopomoże w chorobie, ale też sprawi, że będzie nam się lepiej spało (szczególnie z katarem, zatkanym nosem). Pamiętajcie, aby nie przesadzić z ilością (mniej znaczy więcej) oraz o tym, że takie naturalne olejki eteryczne nie zastępują leków. 


Bardzo się cieszę, że tej jesieni dołączyły do mnie olejki Optima PLUS i nie musiałam sięgać po apteczne specyfiki. Wam także szczerze polecam ten sposób walki z przeziębieniem. A jeśli jesteście ciekawi, jak umilam sobie chłodne wieczory kiedy jestem zdrowa, zerknijcie tutaj.

Oba olejki (i wiele innych) znajdziecie TUTAJ. Olejek sosnowy kosztuje 14,50 zł, a eukaliptusowy 9,90 zł (aktualnie w promocji). Ich pojemność to 10 ml.

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Codzienny makijaż kosmetykami drogeryjnymi | Jesienna aktualizacja

Dawno nie było typowo 'makijażowego' wpisu. Dziś zebrałam kolorówkę, którą wykonuję codzienny makijaż. Będą to w większości produkty łatwo dostępne, drogeryjne. Jeśli w takich gustujecie, zapraszam do dalszej części posta. Być może znajdziecie coś dla siebie. ;-)

W kwestii makijażu jestem stała. Wybieram kilka kosmetyków i używam ich aż do wyczerpania.


Poranek rozpoczynam od pielęgnacji. Używam delikatnego żelu, który usunie resztki kosmetyków nałożonych wieczorem. Następnie sięgam po tonik, krem pod oczy oraz nawilżający (przeważnie) krem do twarzy. Swoją aktualną pielęgnację opiszę Wam w kolejnym poście. 

Teraz pora na makijaż. Wróciłam do podkładu L'Oreal true match w kolorze 1.N Ivory, czyli najjaśniejszym. Nie jest to podkład dla każdego - ma pudrowe wykończenie i będzie podkreślać suche skórki, krycie też nie jest perfekcyjne. Lubię go, ponieważ jest lekki, przy czym nieźle zakrywa niedoskonałości; jasny i nie ciemnieje. Na twarzy wygląda całkiem naturalnie. Trwałość również na plus choć po kilku godzinach wymaga zmatowienia w strefie T.

Korektor, którego używam już od ponad 2 miesięcy to Catrice Liquid Camouflage w kolorze 020 Light Beige. O dziwo nie jest dla mnie za ciemny. Wersja w słoiczku jest moim ratunkiem na niedoskonałości. Jej brat świetnie zakrywa cienie pod oczami. Należy pamiętać o porządnym nawilżeniu skóry pod oczami, ponieważ jest to dosyć ciężki korektor. Nie zauważyłam, żeby ciemniał choć kilka dziewczyn pisało, że u nich tak się dzieje.

Zarówno podkład, jak i korektor nakładam za pomocą gąbeczki beauty blender.



Całość utrwalam względną nowością w mojej kosmetyczce. Jest to puder Prime and Fine od Catrice. Producent opisuje go jako jedwabisty, wodoodporny puder dający trwały efekt zmatowionej i nieskazitelnej cery. Ma być odporny na wilgoć oraz odpowiedni dla każdego odcienia skóry (transparentny). Zawiera efekt soft focus oraz witaminy A+E.

Używam go od dwóch tygodni i bardzo przypadł mi do gustu. Daje ładny efekt matowej skóry - nie jest to płaski mat, a wciąż zdrowo i naturalnie wyglądająca cera. Puder nie 'ciastkuje' się, nie wchodzi w zmarszczki i załamania. Po około 5 godzinach wymaga poprawek w strefie T. Przy mojej tłustej cerze jest to dobry wynik. Nie bieli, nie zauważyłam żadnego negatywnego wpływu na moją skórę. Opakowanie jest dosyć ciężkie, porządne, z lusterkiem.

Puder aplikuję przy pomocy dużego pędzla 'Life' (dostępny w Super-Pharm).


Jeśli chodzi o rzęsy to pokochałam słynny L'Oreal VOLUME MILLION LASHES So Couture. Jest świetny, ale dopiero wtedy, gdy odrobinę podeschnie. Posiada moją ulubioną silikonową szczoteczkę. Tusz pięknie wydłuża i rozdziela rzęsy. Nie kruszy się, nie osypuje, nie odbija na powiekach. Do jego zmycia potrzebna jest oleista formuła. Dodatkowo ma bardzo ładny zapach. Cena regularna trochę odstrasza, dlatego kupuję go na różnorakich promocjach, których nie brakuje. Jedyne do czego muszę się przyczepić to w pewnym sensie opakowanie - po jakimś czasie złota część (nakrętka) pęka, kruszy się. Tak było przy pierwszym tuszu i właśnie zauważyłam, że z nowym dzieje się to samo...

Prawie zapomniałam o dodaniu skórze życia! Otóż nie przepadam za bronzerami. Jak widać w paletce Wibo 3 Steps To Perfect Face jest on niemal nietknięty. Za to do gustu przypadł mi róż i rozświetlacz. Tak tak, szczególnie rozświetlacz. ;-) Najlepszy pędzel do różu i rozświetlacza - Zoeva, 126 Luxe Cheek Finish. Pędzle Zoeva są fantastyczne! Wprawdzie to droga 'inwestycja', ale myślę że spokojnie będą służyć przez lata. Zestaw Rose Golden mam od ponad roku - włoski nie wypadają, z pędzlami nie dzieje się nic złego. Znajdziecie je w sklepie mintishop.pl.


Już od ponad roku używam pudru do brwi od Golden Rose. Jest trwały i bardzo wydajny. Prędzej się przeterminuje niż go skończę. Na skórze nie zmienia swojego koloru. Bardzo go Wam polecam. W wypełnianiu brwi pomaga mi pędzelek Zoeva - 322 Brow Line. Do ujarzmienia włosków potrzebuję żelu. Od jakiegoś czasu sięgam po essence 'make me brow'. Formuła zawiera drobne włoski, nadaje się do stosowania solo. W szafie essence znajdziecie jeszcze jaśniejszy odcień. Żel ujarzmia włoski bez problemu i również świetnie się utrzymuje.


Znacie peeling do ust Sylveco? Jeśli nie, to zachęcam Was do wypróbowania. Kosztuje jakieś 10 zł i ratuje moje usta przed spierzchnięciem i wysuszeniem. Pielęgnuje je i nawilża. Polecam!

Ulubieniec miesiąca - pomadka ochronna z olejem marula od marizy. Cudownie zmiękcza i nawilża usta. Bardzo ładnie pachnie, jest tania i całe szczęście wydajna. Ma dobry skład. ;-)


W kwestii makijażu ust jestem monotematyczna. Nie lubię ciemnych kolorów, nie pasują mi dlatego też nie eksperymentuję. W mojej kosmetyczce znajdziecie same jasne, naturalne odcienie pomadek i błyszczyków. Aktualnych ulubieńców widzicie na zdjęciu. Pomadka w kredce Pure Shine (030) to już klasyk na tym blogu. KOBO Matte Liquid nie jest typowo matową pomadką, a raczej lepiej napigmentowanym błyszczykiem. Efekt delikatnego połysku przypadł mi do gustu. Cienka warstwa wygląda na ustach naprawdę ładnie. Trwałość jest słaba, ale tak polubiłam ten kolor (401), że już mi to nie przeszkadza. 

Pomadki Celia i Avon mogliście już widzieć na blogu. Są to typowo nawilżające formuły, więc ich żywotność nie jest szczególnie długa. Lubię je mieć w torebce. Są idealne do szybkich poprawek w ciągu dnia. (Cela de Luxe nr 308 i Avon Luxe 'satin')


Na jaki makijaż Wy stawiacie? Dostosowujecie się do trendów, czy raczej macie swoich stałych ulubieńców? ;-)

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Aktywny krem korygujący - cera mieszana, tłusta, z rozszerzonymi porami, z widocznymi zmianami trądzikowymi | Bielenda

Jeśli śledzicie mojego bloga lub Instagrama na bieżąco, wiecie że serum korygujące Bielendy sprawdza się u mnie wspaniale. Stosuję je regularnie. Odrębny post, pełen zachwytów, znajdziecie tutaj. Używałam także toniku, do którego mam zamiar wrócić oraz maski na noc. Poszczególne recenzje tutaj i tutaj.  Nie pozostało nic innego, jak wypróbowanie kremu. Właśnie z jego recenzją dziś przychodzę. Zapraszam! ;-)



Aktywny krem korygujący skutecznie podnosi jakość skóry z niedoskonałościami - mieszanej, tłustej. błyszczącej, szarej, z rozszerzonymi porami, z przebarwieniami, z widocznymi zmianami trądzikowymi. Delikatnie eksfoliuje, skutecznie redukuje błyszczenie skóry oraz zwęża pory, rozjaśnia przebarwienia, dodaje skórze blasku. Redukuje zmarszczki, doskonale wygładza, poprawia nawilżenie i jędrność skóry.

Krem zawiera dużą dawkę silnie działających składników aktywnych: kwas migdałowy (delikatnie złuszcza naskórek, działa antybakteryjnie, zwęża pory, redukuje nadmierne wydzielanie sebum, zapobiega zatykaniu porów, rozjaśnia przebarwienia), kwas laktobionowy (złuszcza naskórek stymulując mechanizmy naprawcze skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków, wygładza i ujednolica koloryt cery, intensywnie nawilża), witamina B3 (wzmacnia, odnawia i matuje skórę, podnosi jej odporność na uszkodzenia, zwalcza problemy skórne - trądzik, zaczerwienienia, szorstkość; rozjaśnia naskórek, redukuje plamy pigmentacyjne posłoneczne i starcze).



Krem zamknięty jest w porządnym szklanym słoiczku. Jego konsystencja jest bardzo lekka, szybko się wchłania. Zapach - delikatnie perfumowany, przyjemny. Jest mniej intensywny od zapachu serum. Nie potrzeba go dużo, aby pokryć twarz, szyję i dekolt. Krem należy zużyć w ciągu 6 m-cy od otwarcia. Cena waha się do ok. 25 zł. Najczęściej znajdziecie go w promocji w Super-Pharm, nawet za 15 zł.



Kremu używam od około miesiąca, daje konkretne i widoczne efekty. Odniosę się kolejno do obietnic producenta. Delikatna eksfoliacja - prawda. Mniej więcej po 2 tyg. zauważyłam złuszczanie na nosie i brodzie. Redukcja błyszczenia skóry - nie zauważyłam żadnych zmian. Moja skóra jak błyszczała tak błyszczy. Zwężone pory - tak. Nie całkowicie, ale zwężenie jest widoczne. Rozjaśnione przebarwienia - delikatnie, ale nie całkowicie. Sądzę, że używając regularnie kremu mają szansę zniknąć. Dodanie skórze blasku - brzmi ogólnikowo. Cera wygląda zdecydowanie lepiej. Jest delikatnie rozjaśniona, koloryt wyrównany.


Co jeszcze zauważyłam? Skóra jest zmiękczona, przyjemna w dotyku, gładsza, jędrniejsza. Nie jest wysuszona, ale i nie idealnie nawilżona. Niedoskonałości stopniowo znikają i pojawia się ich zdecydowanie mniej. Krem radzi sobie z podskórnymi grudkami, jak i z większymi bolącymi niespodziankami. Jeśli chodzi o redukcję zmarszczek to zauważyłam, że zmarszczki mimiczne na czole (które w jakimś stopniu są widoczne właściwie odkąd pamiętam; często marszczę czoło ;P) są płytsze, wygładzone, nie wchodzi w nie podkład.


Super Power Mezo Krem jest delikatniejszy w swoim działaniu od serum. Potrzeba czasu i cierpliwości, aby zauważyć widoczne efekty. Przypadł mi do gustu i z przyjemnością będę go nadal używać. Jeśli borykacie się z problemami zawartymi w opisie, zwróćcie na niego uwagę.

Wg producenta kremu możemy używać zarówno na dzień, jak i na noc. Ja stosuję wyłącznie na noc. Na dzień nakładam krem nawilżający oraz (koniecznie!) krem z filtrem. Pamiętajcie o nim! ;-)

Znacie któryś z produktów z linii Super Power?

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Zużycia i uzupełnienie braków

W październiku nie zużyłam wiele, głównie podstawowe kosmetyki. Dlatego postanowiłam pokazać denko w innej formie - zużyty kosmetyk + jego następca. Myślę, że będzie to fajne urozmaicenie na blogu. Przyznaję, że podpatrzyłam ten pomysł od kilku z Was. ;-)


Zużyłam: Krem BB od SKIN 79 - używałam go od kwietnia i był rewelacyjny. Zakrywał niedoskonałości, nawilżał, wyglądał naturalnie na twarzy, miał dobrą trwałość. Chętnie kupię go znów latem. Teraz mam zamiar przygarnąć wersję w pomarańczowym opakowaniu. Recenzja tutaj.

Kupiłam: L'Oreal true match w kolorze 1.N Ivory - podkład miałam już dwukrotnie i dobrze się spisywał w porze jesiennej oraz zimowej. Jego dużą zaletą jest jasny kolor. Recenzja tutaj.


Zużyłam: Odżywcze mleczko do demakijażu z ekstraktem z nasion lnu VIANEK - bardzo przyjemny kosmetyk, który skutecznie usuwał makijaż. Mleczko pozostawia skórę gładką i nawilżoną. Poza tym zaskoczyła mnie wydajność. Chętnie jeszcze je kupię lub wypróbuję inne wersje. Pełna recenzja tutaj.

Kupiłam: Łagodny 2-fazowy płyn do demakijażu Bielenda - skuteczny, delikatny, tylko szybko się kończy. Niezastąpiony przy makijażu wodoodpornym. Miałam go już wcześniej i chętnie kupuję.


Zużyłam: ISANA med, dezodorant z balsamem - kupuję go regularnie i póki co, to się nie zmieni. Jest tani, wydajny, bardzo delikatny dla skóry. Ochrona jest raczej średnia. Sprawdzi się osobom bez większych problemów z potliwością. Zaraz idę po kolejne opakowanie.

Jest: ziaja bloker - kupiłam go jeszcze w zeszłym roku i w końcu wypadałoby go zużyć. Będę mieć teraz bardzo aktywny czas, więc powinien się sprawdzić tak jak sprawdził się w upalne lato. Pamiętajcie aby stosować to według zaleceń producenta.


Zużyłam: Szampon z proteinami mleka Bania Agafii - świetny! Dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy, nie wysusza, nie spowodował łupieżu ani żadnego podrażnienia. Włosy były odbite u nasady, błyszczące, bardzo lekkie. Ma gęstą, mleczną konsystencję. Zapach jest baaaaardzo przyjemny - jakby z delikatną nutą wanilii, ale nie sztuczny. Był wydajny i tani (w Hebe kupiłam go na promocji za 3 zł). Chętnie kupię go ponownie i Wam też polecam.

Kupiłam: Szampon - balsam Bania Agafii - użyłam go dopiero raz więc nic konkretnego nie napiszę. Ma delikatnie oczyszczać włosy, nawilżać je i wygładzać. Konsystencja jest również gęsta, a zapach dosyć mocny, perfumowany.


Zużyłam: Lirene, żel pod prysznic z olejkiem z drzewa arganowego i olejkiem marula - spośród trzech dostępnych wersji, ta najbardziej mi się spodobała. Zapach jest delikatny, odprężający, cudowny! Po jego użyciu skóra była gładka i nawilżona. Używałam go razem z rękawicą peelingującą i tu efekty były jeszcze lepsze. Na pewno kupię ponownie.

Kupiłam: Olejek pod prysznic Super Slim od evree - pierwszy raz mam produkt do ciała tej marki. Sporo osób zachwala te olejki, mam nadzieję że i ja dołączę do ich grona.


Zużyłam: Odżywka do włosów suchych i łamliwych Herbal Care od Farmony - nie zużyłam jej do końca, bo jest koszmarna. Wysusza włosy, puszy je u nasady i na długości. Drugiego dnia włosy wyglądały jakbym ich nie uczesała. Nigdy nie miałam tak złego produktu do włosów. Nie, nie i jeszcze raz nie.

Kupiłam: Odżywka Timotei Intensywna Odbudowa z ekstraktem z olejku z awokado - jedna z moich ulubionych odżywek. Kupuję ją często w duecie z szamponem, który jest jeszcze lepszy. Odżywka nawilża włosy, sprawia że błyszczą i ładnie się układają. Polecam!

Do przetestowania dostałam maskę z aloesem 'aloe LANZAROTE' - recenzja wkrótce. 


Zużyłam: Antycellulitowy eliksir wyszczuplający od tołpy - sprawdził się u mnie bardzo fajnie. Wygładzał skórę, napinał. Forma aplikacji jest dużym plusem. Recenzja tutaj.

Do testów otrzymałam masło do ciała i peeling cukrowo-solny z dodatkiem solanki rabczańskiej. Jest to seria z trawą cytrynową, zawiera kompleks wyszczuplający. Obawiałam się zapachu, ale jest bardzo subtelny i przyjemny. Niebawem recenzja. ;-)

Jak tam Wasze zużycia?

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.


Antycellulitowy eliksir wyszczuplający | tołpa

Jak wiecie bardzo lubię testować nowości pielęgnacyjne. Dawno temu u jednej z Was zauważyłam eliksir wyszczuplający od tołpy, który bardzo mnie zainteresował. Dzięki uprzejmości Pani Moniki ze sklepu Zapach Natury miałam okazję go wypróbować. Eliksir właśnie sięgnął dna, więc jest to idealny moment na recenzję. Zapraszam! ;-)


Antycellulitowy eliksir wyszczuplający ma redukować cellulit i wyszczuplać. Producent obiecuje zmniejszenie obwodu do 3 cm. Eliksir jest hypoalergiczny. Przeznaczony skórze wrażliwej, z objawami cellulitu. Zawiera botaniczne składniki, takie jak: pokrzywa indyjska - zajmuje szczególne miejsce wśród roślin, które pomagają walczyć z tkanką tłuszczową, żywica drzewa Mukul, dąb paragwajski, kawa, kora drzewa Cekropia obtusa.

Botaniczny eliksir jest skoncentrowany i ma energizujący zapach. Redukuje cellulit do 28%, wyszczupla, modeluje sylwetkę. Zmniejsza grubość tkanki tłuszczowej o ok. 11%. Eliminuje nadmierne centymetry do -3cm. Wygładza nierówności i poprawia elastyczność skóry.



Eliksir znajduje się w porządnej buteleczce z wygodnym atomizerem. Nie będę ukrywać, że w dużej mierze przyciągnęła mnie forma aplikacji, która jest bardzo szybka. Spryskujemy ciało eliksirem i wmasowujemy okrężnymi ruchami aż do wchłonięcia. Należy stosować go rano i wieczorem. jednak ja używałam jedynie wieczorem ze względu na delikatnie lepką warstwę, która pozostaje na skórze. Zapach jest przyjemny, choć intensywny i dosyć ciężki. Przypomina męską wodę po goleniu. 

Preparat jest przebadany dermatologicznie, na jego zużycie mamy 3 miesiące od otwarcia.

Za 150 ml w sklepie Zapach Natury zapłacicie 19,90 zł, co jest bardzo atrakcyjną ceną w porównaniu do drogerii - KLIK.



Na początku należy wspomnieć, że tego typu specyfiki stanowią jedynie pomoc w walce o piękną sylwetkę. Chętnie po nie sięgam, ale obietnic typu 'stracisz 5cm w miesiąc' nie traktuję poważnie. Regularne ćwiczenia, zdrowa dieta, a dopiero potem kosmetyki. Eliksir spodobał mi się z kilku względów. Po pierwsze - szybka i wygodna forma aplikacji. Preparat dosyć szybko się wchłania, lecz pozostawia minimalnie lepką warstewkę. Faktycznie wygładza i napina skórę (w ten dobry sposób). Skóra jest zdecydowanie gładsza, ale nie potrafię powiedzieć, czy faktycznie o 28%. ;-)) Nierówności skóry są zdecydowanie widocznie wygładzone (nie w 100%, ale jest to widoczne), a skóra bardziej elastyczna, co jest dla mnie dużym plusem. Eliksir wystarczył mi na około 2 miesiące codziennego wieczornego stosowania.

Przy regularnych ćwiczeniach eliksir sprawdził się naprawdę dobrze w porównaniu do balsamów, z którymi miałam wcześniej do czynienia. Chętnie będę kontynuować przygodę z tym preparatem. Polecam wypróbować! ;-)

ZAPRASZAM NA FB: KLIK.

ZAPRASZAM NA INSTAGRAM: KLIK.

Tych kosmetyków nie kupuj!

Ostatnio na blogu były same zachwyty. Dziś pora na kosmetyczne rozczarowania, czyli post który co jakiś czas gości na blogu i cieszy się po...