Ulubieni w marcu! Niskama Skincare, Sylveco, Catrice i inne

Heeej! Było już denko, a więc pora na ulubieńców. ;) Zeszły miesiąc zdecydowanie należał do kosmetyków kolorowych. W tym wszystko się równoważy. Zobaczycie jeden z moich ulubionych podkładów, a także świetny balsam do ciała z naturalnym składem. Nie przedłużam i zapraszam! ;)



Po dłuższej przerwie postanowiłam wrócić do podkładu Catrice ALL MATT plus w kolorze 010 Light Beige. W kosmetyczce brakowało mi czegoś z większym kryciem, a jednocześnie nie chciałam aby był to ciężki podkład. Będąc w drogerii hebe przypomniałam sobie właśnie o nim i tym sposobem wpadł do koszyka. Cena: 28 zł. Podkład ładnie kryje, na twarzy wygląda dość naturalnie (jak na tego typu podkład), przyjemnie się rozprowadza i dobrze utrzymuje na mojej mieszanej cerze. Jego recenzję (wraz ze zdjęciami na twarzy) pisałam daaawno temu, zapraszam klik.

Jeśli chodzi o usta to również wróciłam do starego ulubieńca. ;) Jest to konturówka marki KOBO, konkretnie Long Lasting Lip Liner w kolorze 104 English Rose. To już moje drugie i na pewno nie ostatnie opakowanie. Konturówka dobrze się rozprowadza, a solo utrzymuje się na ustach naprawdę długo. Przygaszony róż jest bardzo zbliżony do naturalnego koloru moich ust. Dostaniecie ją w drogerii Natura za ok. 13 zł. Polecam zerknąć przy okazji. ;) Na blogu możecie ją zobaczyć też tutaj.



Czy ktoś jeszcze nie zna pomadki z peelingiem od Sylveco? Ja kupuję ją regularnie i za każdym razem zastanawiam się, jak radziłam sobie bez niej. ;) Stała się moim 'must have'! Dzięki niej mam dużo mniejszy problem z suchymi, spierzchniętymi ustami. Prócz właściwości peelingujących również przyjemnie nawilża usta. Uwielbiam ją pod każdym względem - zapach, konsystencja, działanie, skład. Kosztuje ok. 10 zł, więc to kolejny plus. ;) Pisałam o niej tutaj.

Teraz coś, co recenzowałam Wam już na Instagramie. Mowa o hibiskusowym scrubie do twarzy od NISKAMA SKINCARE. Marka charakteryzuje się naturalnością. Tak właśnie. ;) Ich kosmetyki, w tym oczywiście scrub, są ręcznie tworzone wyłącznie z naturalnych składników. Delikatny scrub jest naładowany roślinnymi ekstraktami, m.in. z rumianku, bergamotki i mandarynki. Rozświetli nawet szarą i pozbawioną życia skórę. Przeciwwolnorodnikowe właściwości hibiskusa pomogą przywrócić skórze właściwe krążenie, a łagodne działanie złuszczające oczyści ją. Skóra pozostaje nawilżona i jedwabiście gładka.

Powiem Wam, że opis producenta to w 100% prawda! Scrub jest niesamowity - delikatny, a jednocześnie bardzo skuteczny. Po jego użyciu skóra jest widocznie oczyszczona, nawilżona i pełna blasku. Wygląda niczym muśnięta rozświetlaczem (poważnie!). Scrub nadaje się do każdego rodzaju cery. Moja mieszana go pokochała! ;) Kupicie go tutaj. Polecam!


Na koniec dwa balsamy do ciała, każdy o innym działaniu, które umilają mi codzienną pielęgnację. Pierwszy z nich to stary, ale wciąż świetny krem wyszczuplający + ujędrniający od Eveline. Nie jestem w stanie zliczyć ile opakowań już zużyłam. Najlepszy w kategorii 'ujędrnienie'. Wspaniale napina skórę w problemowych partiach ciała, nawilża, wygładza, likwiduje świeże rozstępy i nieco zmniejsza widoczność tych starych. Jeśli ćwiczycie i szukacie tego typu produktu - polecam. Do kupienia m.in. w Rossmannie.

Drugi produkt to dziecko marki Sylveco - kojący balsam do ciała. Uratował moją skórę, kiedy początkiem miesiąca zaczęła się bardzo przesuszać. Nie mogłam dać sobie z tym rady. Skóra była biała, sypała się, swędziała... Coś okropnego! Balsam faktycznie koi, łagodzi podrażnienia, bardzo dobrze nawilża, przywraca skórze elastyczność. Ponadto ma cudowny zapach mięty pieprzowej - delikatny, nie musicie obawiać się, że Wasz pokój zacznie pachnieć niczym plantacja mięty. ;) W składzie znajdziemy ekstrakt z krwawnika pospolitego, ekstrakt z kory brzozy, ekstrakt z aloesu, olejek z mięty pieprzowej, olej z pestek winogron. Czyż nie brzmi to wspaniale? Będę musiała zmalować odrębny post. ;) Balsam dostaniecie w sklepie marigo24.pl w cenie 36 zł / 300 ml. Myślę, że warto kupić jeden, a porządny balsam z fajnym składem. ;)



Znacie coś spośród moich ulubieńców? A może macie ochotę coś wypróbować? ;)


Pozdrawiam!

Kosmetyczne zużycia lutego i marca! La Roche-Posay, VIANEK, Yves Rocher i inne

Hej, hej! W końcu jestem! Pogoda coraz ładniejsza więc i chęci do pisania się pojawiły. ;) Dziś zapraszam Was na projekt denko. W tym roku zdecydowałam, że będę pokazywać zużycia co dwa miesiące. Tym sposobem, dziś zobaczycie, co sięgnęło dna w lutym i marcu. Zapraszam! ;)



Tradycyjnie, zacznę od pielęgnacji twarzy. Zużyłam wspaniały, bardzo delikatny odżywczy żel do twarzy VIANEK z ekstraktem z miodunki. Najlepiej sprawdzał się w porannej pielęgnacji. Skutecznie lecz delikatnie usuwał resztki kosmetyków nałożonych wieczorem. Nawilża, nie podrażnia, nie zapycha. Skóra jest miękka i bardzo przyjemna w dotyku. Po więcej zapraszam tutaj.
Kolejnym świetnym produktem, szczególnie dla cer tłustych/mieszanych/z trądzikiem, jest mocny peeling błotny do twarzy z kwasem glikolowym, mlekowym i kwasami owocowymi od Bingospa. To moje drugie i nie ostatnie opakowanie. Skutecznie matuje skórę, zwęża pory, goi niedoskonałości, rozjaśnia. Pełna recenzja klik. Żegnam się też z filtrem ANTHELIOS XL SPF50 od La Roche-Posay. To idealny filtr do skóry tłustej, ponieważ bardzo ładnie ją matowi i trzyma w ryzach błyszczenie przez kilka ładnych godzin. Z drugiej strony trzeba dobrze nawilżyć skórę, ponieważ krem osadza się na suchych skórkach. Podkreśli wszystko, jeśli skóra jest niedostatecznie wypielęgnowana lub jeśli sam krem jest niedokładnie rozsmarowany. Mimo to, jest to jeden z lepszych filtrów jakich używałam. Na koniec coś, co baaardzo lubiłam, a ostatecznie przestałam i ponownie nie kupię. Mowa o kremie-masce do skóry wokół oczu od ziaja pro. Jego recenzję przeczytacie tutaj. Nawilżał i regenerował moją skórę pod oczami w sposób perfekcyjny. Niestety skóra szybko się do niego przyzwyczajała, a wtedy działanie było znikome. Po dłuższym czasie efekty nie były już zadowalające... Poza tym jego skład pozostawia wiele do życzenia. Dlatego cieszę się, że w końcu się skończył (po roku od zakupu) i więcej po niego nie sięgnę.


W kategorii pielęgnacja włosów udało mi się zużyć tylko dwa kosmetyki. Znów tradycyjnie, jedwab do włosów BIOSILK. Kupuję go bardzo często i ciągle jestem zadowolona. Wiem, że skład został zmieniony i wiele dziewczyn na niego narzeka, ale na moje włosy działa bardzo dobrze. Nakładam go na mokre włosy jedynie na końcówki. Dzięki temu są wygładzone i nie rozdwajają się. Dalej coś, co miałam już kilka razy, ale póki co raczej ponownie nie kupię. Mowa o mgiełce chroniącej włosy przed działaniem wysokiej temperatury od Marion. Kiedyś naprawdę widziałam efekty - włosy bardziej lśniły, były wygładzone. Aktualnie jakoś tego nie zauważam. Męczyłam ją dłuuuuugie miesiące.



Kolejni 'pewniacy' w mojej kosmetyczce to wielofunkcyjny płyn do higieny intymnej od facelle i dezodorant z balsamem Isana. Te dwa produkty kupuję non stop. Nie używam niczego innego. Oba są delikatne i tanie. Nie widzę więc powodu, aby coś zmieniać. ;) Pisałam Wam o nich już wielokrotnie. Warto je wypróbować. Jeśli nie podpasują, nie będzie dużej straty finansowej. ;)


Na koniec zostawiłam zużycia kosmetyków do makijażu. Kolejna buteleczka podkładu L'Oreal true match ląduje w koszu. Oczywiście mam już kolejną. Jest to mój taki codzienny podkład. Jeśli nie wiem co wybrać, sięgam po true match w kolorze 1N Ivory. A tutaj pisałam o nim odrębny post klik. Dna sięgnął też kultowy płynny kamuflaż Catrice. Co tu dużo pisać - świetnie kryje! Narazie nie zamierzam go kupować. Wiosną używam lżejszych korektorów. ;) Pozbywam się dwóch maskar - L'Oreal Volume Million Lashes So Couture i Yves Rocher Sexy Pulp. So Couture to mój hit (już mam nowy) - ma silikonową szczoteczkę, ładny zapach, jest trwały, wydłuża i rozdziela rzęsy, nie podrażnia wrażliwych oczu. Niestety opakowanie... Ciągle schodzi mi złota emalia i nakrętka czarnieje. Ktoś ma pomysł dlaczego? Z niczym innym nie miałam nigdy takiego problemu. Natomiast tusz YR dostałam przy zakładaniu karty w tym sklepie. Długo się nim nie nacieszyłam, bo szybko wysycha w opakowaniu. Ma ogromną szczoteczkę, która zostawia nadmiar tuszu na moich rzęsach. Jakoś nie za bardzo mi się sprawdziła. Chociaż początkowo wydłużenie rzęs było rewelacyjne. 

Makijażowe zużycia zamykają produkty do brwi. Pierwszy z nich to wosk w kredce od Bell, który dostaniecie w Biedronce za 10 zł. Spodoba się fankom delikatnego makijażu brwi. Ja już kupiłam kolejny. Niedawno recenzowałam go tutaj. Drugi produkt to bezbarwny żel utrwalający brwi marki Wibo. Nie do końca się polubiliśmy. Niby całkiem dobrze dyscyplinował włoski (choć nie na cały dzień), ale zostawiał grudki żelu. Nie był tragiczny, ale ponownie go nie kupię. Pełna recenzja klik.



A jak tam Wasze zużycia? ;)


Pozdrawiam!

Korektor kryjąco-rozświetlający z olejkiem arganowym. Czy jest wart uwagi?

Jako posiadaczka problemowej skóry wokół oczu wciąż szukam coraz lepszych kremów pod oczy oraz korektorów, które ukryją moje cienie i dodatkowo nie przesuszą tego delikatnego obszaru. Jak dotąd, udało mi się spotkać kilka fajnych korektorów, np. Rimmel Match Perfection, L'Oreal true match lub płynny kamuflaż Catrice. Ostatnio skusiłam się na kolejną nowość - korektor Eveline Argan Oil, który podobno zawiera mineralne pigmenty rozświetlające. Jak się u mnie spisuje? Zapraszam do dalszej części postu. ;-)


Jest to korektor 8w1:
1 - redukuje cienie,
2 - pokrywa niedoskonałości,
3 - nawilża 24h,
4 - wygładza,
5 - ujędrnia,
6 - napina, 
7 - odżywia,
8 - regeneruje.

Na te obietnice spoglądam z przymrużeniem oka. Nie sądzę, aby korektor miał zregenerować czy odżywić skórę pod oczami. ;)



OD PRODUCENTA

Doskonale maskuje i pokrywa wszystkie niedoskonałości skóry wokół oczu. Odżywcza formuła bogata w olejek arganowy i kwas hialuronowy intensywnie wygładza, długotrwale nawilża oraz chroni naskórek przed wysuszeniem. Ujędrnia i napina delikatną skórę wokół oczu. Koryguje wszystkie rodzaje zmarszczek, drobne linie mimiczne oraz nierówności. Mineralne pigmenty rozświetlające skutecznie maskują oznaki zmęczenia, rozjaśniają cienie pod oczami, niwelując skutki stresu. Natychmiast po zastosowaniu skóra wokół oczu staje się aksamitnie gładka i promienna. Spektakularna redukcja ilości, długości, szerokości i głębokości zmarszczek.


MOJA OPINIA

Na drogeryjnych półkach znajdziecie dwa odcienie tego korektora. Ja posiadam jaśniejszy, czyli LIGHT. Jest to ładny, jasny kolor o żółtych tonach, który na mojej skórze nie ciemnieje. Żadnego zapachu nie wyczuwam. Nakładamy go w klasyczny, wygodny sposób. Póki co brak zastrzeżeń. ;) Jeśli chodzi o krycie (bo to każdą z nas interesuje) to jest ono średnie. Niweluje zasinienie pod oczami, ale nie przykrywa go całkowicie. Korektor jest lekki, na pewno nie wysusza. Co do rozświetlenia to faktycznie jest, aczkolwiek delikatne. Skóra pod oczami wygląda zdecydowanie na zdrowszą i wypoczętą. Podsumowując, jestem z niego całkiem zadowolona. Wprawdzie nie uzyskuję nim pełnego krycia, ale aktualnie mi to nie przeszkadza. W okresie alergii potrzebuję właśnie czegoś lekkiego. Nie chcę dodatkowo obciążać skóry, która i tak ma się teraz kiepsko.


Korektor polecam na pewno osobom, które nie mają problemów z cieniami, nie lubią ciężkich korektorów i szukają czegoś lżejszego. Myślę, że jest on godny uwagi. ;)

Jakie korektory Wy polecacie?


Pozdrawiam!

Pielęgnacja włosów | Maska z olejem macadamia i keratyną

Hej! ;) Dziś recenzja maski Dr. Sante, która znalazła się w przesyłce od Elfa Pharm. Trafiła mi się wersja z olejem macadamia i keratyną. Przeznaczona jest do włosów osłabionych, ma odbudowywać i chronić. Czy faktycznie tak jest? 


Olej macadamia jest bogaty w kwasy tłuszczowe. Dzięki temu wygładza włosy i odbudowuje ich warstwę lipidową. Oleje Monoi i Moringa otulają włosy nieodczuwalnym filmem chroniącym je przed szkodliwym wpływem czynników środowiskowych. Keratyna jako podstawowy budulec włosa przenika do miejsc wymagających dodatkowego wzmocnienia, przeciwdziała kruchości i rozdwajaniu końcówek włosów. Otulając włos od zewnątrz zatrzymuje w nim wilgoć. Proteiny soi odżywiają włosy i dodają im blasku. 

Maksa przenika w głąb włosa, odżywia i przywraca siły. Otulając włosy od nasady do końcówek, skutecznie wygładza łuski łodygi włosa podniesione w wyniku intensywnego stosowania urządzeń do stylizacji. Po zastosowaniu maski włosy stają się wygładzone, jedwabiście miękkie, łatwo się rozczesują. 


Maska ma ogromną pojemność, bo aż 1 litr. Podoba mi się jej zapach, przypomina budyń z pieprzem. Zresztą, nawet na zdjęciu możecie zobaczyć, że również z wyglądu przypomina budyń. ;) Konsystencja nie jest za rzadka, z jej nakładaniem na włosy nie ma żadnego problemu. Ostatnio używam jej przy każdym myciu włosów. Zarówno tylko na kilka minut, jak też na godzinę i więcej pod czepek. Na czepek nakładam jeszcze ręcznik. Już podczas zmywania włosy są niezwykle gładkie, niczym tafla. Po wyschnięciu wyglądają pięknie. Są wygładzone, miękkie, lśniące, sypkie, nie puszą się i pięknie pachną. Z rozczesywaniem nie ma żadnych problemów. Po czasie zauważyłam ogólną poprawę kondycji moich włosów. Są widocznie nawilżone, końcówki nie rozdwajają się, nie łamią. Dużym plusem jest też zaprzestanie puszenia się włosów. 

Moja mama również używa tej maski. Jej włosy są bardzo suche, puszą się, a końcówki łamią. Aktualnie widać dużą różnicę w nawilżeniu i odżywieniu włosów. Faktycznie wyglądają na odbudowane i mocniejsze. Ładnie się układają i nie puszą tak bardzo jak kiedyś.

Maskę poleciłabym właśnie osobom z suchymi, puszącymi się włosami. Jeśli szukacie nawilżenia i odżywienia włosów, warto się na nią skusić. ;)



Cena maski w sklepie Elfa Pharm to 22 zł klik.


Polecacie inne produkty z tej serii?


Pozdrawiam!

Hit! Płukanka octowa z malin | Gładkie i lśniące włosy

Hej! ;) Dzisiaj muszę podzielić się z Wami produktem, który ma cudowny wpływ na moje kręcone, często puszące się włosy. Odkąd go używam (oczywiście też z polecenia) kondycja moich włosów znacznie wzrosła. Nie przedłużam i zapraszam! ;)


Powrót do tradycyjnych metod pielęgnacji - płukanka octowa wydobywa naturalny połysk włosów. Babcia często opowiadała mi, jak w młodości płukała włosy mieszanką octu z wodą. Stawały się wtedy gładkie i błyszczące. Apetyczny owocowy zapach płukanki sprawia, że jej stosowanie staje się czystą przyjemnością.

Więcej o składniku aktywnym: tradycyjnie używany ze względu na swoją kwasowość, ekologiczny ocet winny z malin znany jest z właściwości wygładzających i usuwających kamień osadzony na włosach. Zamyka również łuski włosów. Właściwości te wpływają na przywrócenie włosom blasku. 



Jak stosować?

Rozprowadzamy płukankę na całej długości włosów przed ostatnim płukaniem, następnie spłukujemy. Aby włosy były bardziej lśniące zaleca się spłukiwanie płukanki letnią wodą, aby zamknąć łuski włosów.

Jakie efekty?

Wspaniałe! Włosy stają się lśniące, sypkie, miękkie w dotyku, nie puszą się. Płukanka wydobywa z nich wszystko co najlepsze. Wyglądają jak po wyjściu od fryzjera. Fale i loki są pięknie podkreślone, błyszczące. Włosy wyglądają na zdrowe i zadbane. Na uwagę zasługuje również piękny zapach malin, który umila cały zabieg. Właściwie już w trakcie spłukiwania płukanki włosy stają się gładkie niczym tafla, jak po użyciu dobrej odżywki wygładzającej. Zyskują nie tylko na wyglądzie, ale też bardzo ładnie pachną. Dla mnie płukanka nie ma żadnych wad.



Płukankę octową z malin dostaniecie w dwóch pojemnościach: 150 ml (25 zł) i 400 ml (ok. 40 zł). Warto założyć kartę stałego klienta w YR. Dzięki niej udało mi się ostatnio kupić 400 ml za 25 zł. Polecam!

Używacie płukanek? Jakie są Wasze sposoby na gładkie i lśniące włosy? ;)


Pozdrawiam!


Tanie i dobre! Wosk do brwi w kredce za 10 zł

Hej ;) Od czasu do czasu wrzucam coś nowego do serii 'Tanie i dobre'. Tym razem pokażę Wam świetny wosk do brwi w kredce od Bell, dostępny w Biedronce. Zapraszam na recenzję! ;)



Wosk dostępny jest w trzech kolorach. Ja posiadam nr 2, dla szatynek - dość jasny, neutralny brąz, na pewno nie wpada w rude tony. (co często się zdarza). Moje brwi są naturalnie czarne, ale włosy już jasne. Dlatego nie używam ciemnych kredek/cieni, aby nie potęgować tego efektu. Odcień dla szatynek bardzo ładnie współgra z ciemnymi brwiami. Kredka daje bardzo naturalny efekt. Właśnie za to ją pokochałam. Początkowo trzeba się trochę namachać, aby zobaczyć kolor i konkretny efekt. Z każdym użyciem jest prościej, ponieważ znamy już jej konsystencję. Jest miękka, ale nie za miękka (choć dziewczyny na IG narzekały, że się łamie - nie zdarzyło mi się to ani razu). Należy wykonywać delikatne ruchy, nie przyciskać jej mocno do skóry. Prócz koloru, wosk ładnie układa, ujarzmia brwi. Nie wiem, czy wystarczająco, bo i tak używam jeszcze żelu do brwi. Kredka jest cienka, precyzyjna.



Intensywność koloru z łatwością można stopniować. W prosty sposób można wyczesać jej nadmiar. Taki makijaż brwi utrzymuje mi się spokojnie do końca dnia, więc trwałość również na plus.

Jej jedyną wadą jest wydajność - no mogłaby służyć dłużej, ale w tej cenie nie będę się czepiać. To mój drugi egzemplarz i mam nadzieję, że nie ostatni. Mam nadzieję, bo dosyć ciężko je znaleźć w Biedronkach.

Siła tej kredki tkwi w naturalnym efekcie jaki daje. Jeśli nie lubicie mocno wyrysowanych brwi, a jedynie chcecie podkreślić ich kształt czy też wypełnić luki - to produkt dla Was. 



Skusicie się?

Pozdrawiam!

Nowość! Serum eksfoliujące z kwasem glikolowym i witaminą C

I znów Bielenda! Jest to jedna z moich ulubionych marek kosmetycznych, a do tego ostatnio wypuścili na rynek wiele ciekawych nowości. Jedną z nich jest eksfoliujące neuromimetyczne serum odmładzające na noc. Z tej serii znajdziecie jeszcze dwa kremy i emulsję do mycia twarzy. Ja kupiłam tylko serum i dziś opowiem Wam, jak się u mnie sprawdza. Zapraszam! ;)



OD PRODUCENTA

Neuro-odmładzanie skóry to jeden z najnowszych trendów w kosmetologii. Stanowi alternatywę dla inwazyjnych zabiegów medycyny estetycznej. W wyniku procesu neuro-odmładzania zablokowane zostają impulsy nerwowe prowadzące do powstawania zmarszczek, dzięki czemu głębokość i długość zmarszczek staje się mniej widoczna. Zaawansowana technologicznie linia Neuro Glicol + Vit. C łączy rewolucyjne działanie neuropeptydu, który blokuje neuroprzekaźniki odpowiedzialne za skurcze mięśni, co prowadzi do widocznego wygładzenia skóry, z siłą nowoczesnej eksfoliacji w postaci kwasu glikolowego i 100% stabilnej witaminy C. Taka formuła preparatów pozwala skutecznie zabezpieczyć skórę przed starzeniem i wydobyć jej naturalne piękno. 

Serum przeznaczone jest do skóry pozbawionej blasku z widocznymi niedoskonałościami:
- szarej, zmęczonej,
- mieszanej i tłustej,
- z przebarwieniami,
- z rozszerzonymi porami,
- z objawami utraty jędrności,
- z widocznymi zmarszczkami.

100% STABILNA WITAMINA C to jeden z najsilniejszych antyoksydantów. Stymuluje produkcję kolagenu, spowalnia procesy starzenia skóry, chroni DNA, wzmacnia i regeneruje skórę. Skutecznie wyrównuje koloryt cery, redukuje zaburzenia pigmentacji zmniejsza skłonność do przebarwień i zmian naczynkowych, dodaje cerze blasku, chroni przed foto i chronostarzeniem, optymalnie nawilża.

KWAS GLIKOLOWY  w stężeniu 4,5% poprawia kondycję skóry w dowolnym wieku. Złuszcza naskórek stymulując procesy naprawcze skóry, wygładza i ujednolica wygląd cery. Zwęża pory, redukuje nadmierne wydzielanie sebum, zapobiega powstawaniu wyprysków. Zwiększa produkcję kolagenu, dzięki czemu spłyca istniejące zmarszczki i spowalnia procesy starzenia skóry. Wspomaga odnowę i regenerację skóry właściwej, optymalnie nawilża.

NEUROPEPTYD to nowoczesny peptyd nowej generacji, uznawany za jeden z najlepszych składników przeciwzmarszczkowych, ponieważ hamuje skurcze mięśni twarzy odpowiedzialne za powstawanie zmarszczek. Skutecznie zapobiega tworzeniu się nowych zmarszczek i wygładza istniejące. 


SKŁAD: Aqua, Glycolic Acid, Sodium Lactate, 3-0-Ethyl Ascorbic Acid, Panthenol, Citric Acid, Disodium Phosphate, Acetyl Hexapeptide-8, Caprylyl Glycol, Hydroxyethylcellulose, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin.

Jakie konkretnie efekty mamy otrzymać?

Serum skutecznie podnosi jakość i kondycję skóry. Dzięki zawartości kwasu glikolowego w stężeniu 4,5% i w 100% stabilnej witaminy C gwarantuje podwójną, nowoczesną eksfoliację, w wyniku czego skóra zostaje dogłębnie zrewitalizowana i odnowiona, zmarszczki wygładzone, a przebarwienia zredukowane. Zawarty w serum neuropeptyd ma na celu wywołanie podobnych procesów w skórze, jak zabiegi medycyny estetycznej z użyciem toksyny botulinowej, która blokuje skurcze mięśni twarzy odpowiedzialne za powstawanie zmarszczek. Preparat skutecznie opóźnia procesy starzenia, zwęża pory, redukuje błyszczenie cery mieszanej, ujędrnia i optymalnie nawilża. Wyrównuje koloryt i dodaje blasku cerze. 

Uffff...! Bielenda, jak zwykle, zamieszcza na opakowaniach multum informacji.



MOJA OPINIA

W serum pokładałam spore nadzieje, ale nie jestem do końca zadowolona. Zacznijmy od początku. Serum jest bezbarwne, raczej rzadkie i ma specyficzny zapach, który wynika z wysokiej zawartości kwasów. Konsystencja nie jest tłusta, bardzo szybko się wchłania i specjalnie się nie klei. Przeciwwskazaniem do stosowania jest cera naczynkowa. Należy też pamiętać o codziennym nakładaniu kremu z filtrem.

Serum możemy stosować w zależności od potrzeb skóry: codziennie lub 2-3 razy w tygodniu. Pamiętajcie o filtrach!

Co z wpływem serum na moją kapryśną, mieszaną skórę? Nie jest źle, ale spodziewałam się więcej. Przede wszystkim uważajcie, jeśli macie jakieś rozdrapane/gojące się krostki - w tych miejscach skóra nieco szczypie przy nakładaniu serum. Zwykle wystarczają dwie pompki: na twarz i szyję. Po miesiącu stosowania mogę stwierdzić, że skóra jest zdecydowanie jędrniejsza i gładsza. Pory są zwężone, nos ładnie oczyszczony, zauważyłam też mniejsze błyszczenie skóry w strefie T. Czy pojawiało się mniej niedoskonałości? Nie, zawsze kiedy użyłam serum wieczorem - rano budziłam się z kilkoma nowymi niedoskonałościami (skóra się oczyszczała, teraz już nie ma tego problemu). Skóra złuszczała się bardzo mocno (co wcześniej mi się nie zdarzało), szczególnie na brodzie, nosie i czole. Wykonanie makijażu graniczyło z cudem. Po złuszczeniu spodziewałam się "nowej, lepszej skóry". ;) Niestety nie do końca tak to wygląda. Pory są ładnie domknięte (za to baaaardzo duży plus), skóra gładsza, jędrniejsza, ale nie zauważyłam żadnego rozjaśnienia, na którym bardzo mi zależało. ;( Moja skóra nadal wygląda na zmęczoną, jest szara, co nie do końca oddaje efekt zwężonych porów i poprawy jej kondycji. Wizualnie nie jest tak, jakbym chciała. Nie zniknęły ani nawet nie zbladły przebarwienia potrądzikowe. Pod tym względem serum u mnie nie zadziałało. Nie zauważyłam też żadnego wygładzenia zmarszczek na czole. Nawilżenie skóry, tak jak obiecuje producent, było optymalne. Należy dodać, że serum jest mało wydajne.


Moja skóra dotąd nie za bardzo lubiła się z witaminą C i kwasem glikolowym. Serum Bielendy to zmieniło. Nie da się nie zauważyć jego korzystnego wpływu na kondycję skóry, ale nie jest to też w 100% to, na co liczyłam. Póki co, musi mi to wystarczyć. Zapewne z czasem je zużyję, ale nie kupię ponownie. Serum, jak i inne kosmetyki z kwasami odstawiam, ponieważ wiosną moja skóra jest typowo alergiczna i już rozpoczęłam zmianę pielęgnacji, ale o tym innym razem. 

Jeśli Twoja skóra "lubi się" z kwasem glikolowym/witaminą C, powinnaś wypróbować to serum. ;)

30 ml/do 28 zł

Co myślicie o tej serii?

Pozdrawiam!

Krem węglowy Bielenda CARBO DETOX

Ostatnimi czasy zrobiło się głośno o kosmetykach z węglem aktywnym. Polska marka drogeryjna - Bielenda - wyszła nam naprzeciw całą serią produktów CARBO DETOX. Jednorazowej maseczki chyba nikomu nie trzeba przedstawiać, wciąż jest o niej głośno w blogosferze i nie tylko. Dziś napiszę Wam więcej na temat nawilżająco-matującego kremu do twarzy, który również jest czarny niczym węgiel. Zapraszam! ;)


Krem ma działanie detoksykujące, ma poprawiać stan skóry mieszanej i tłustej oraz błyszczącej z zaskórnikami i rozszerzonymi porami. Innowacyjna formuła oparta jest na naturalnym aktywnym węglu: dokładnie oczyszcza skórę z toksyn, zwęża pory, redukuje poziom sebum. Krem zapobiega powstawaniu wyprysków, ładnie matuje i odtłuszcza błyszczącą cerę, optymalnie nawilża.

Kosmetyk stanowi swoisty EKRAN ANTI-POLLUTION chroniący przed negatywnym wpływem zanieczyszczonego środowiska. 


AKTYWNY WĘGIEL dzięki silnym właściwościom absorbującym posiada zdolność głębokiego oczyszczania skóry. Działa jak magnes: przyciąga i wchłania toksyny, martwy naskórek, nadmiar sebum oraz inne zanieczyszczenia z powierzchni oraz głębszych warstw skóry. Skutecznie oczyszcza zablokowane pory, wyrównuje koloryt skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków.

KWAS HIALURONOWY to silny składnik nawilżający i przeciwzmarszczkowy, który ma zdolność penetracji do głębokich warstw skóry. Dzięki temu skóra zostaje intensywnie nawilżona od wewnątrz - jest wyraźnie gładsza, jędrniejsza i pełna blasku.

EFEKT: Gładka, idealnie matowa, doskonale nawilżona, pełna blasku cera. Pory zwężone, niedoskonałości zredukowane.


O dziwo, większość obietnic producenta sprawdziła się. Krem faktycznie absorbuje nadmiar sebum, nie wysuszając skóry. Staje się zmatowiona, ale nie przesuszona. Nawilżenie jest optymalne. Już po tygodniu stosowania zauważyłam zwężenie porów i redukcję niedoskonałości. Efekt ten jest trwały, ponieważ teraz używam kremu rzadziej, a moja skóra wciąż wygląda ładnie - pory są niemal niewidoczne, nawet najcięższy podkład ich nie podkreśla, ponadto nie pojawiają się żadne nowe niedoskonałości, skóra nie błyszczy się nadmiernie, jest oczyszczona. Z efektów jestem naprawdę bardzo zadowolona. Używałam go też jako maseczki - efekty były bardzo fajne (podobne do maseczki w saszetce), ale gorzej się go zmywa.

Na uwagę zdecydowanie zasługuje fantastyczny zapach kremu! Jest owocowy - melon, arbuz? Może trochę żelkowy. Wiadomo, ile ludzi tyle opinii. ;) W każdym razie, jeśli znajdziecie gdzieś tester, zanurzcie w nim swój nosek. ;)

Krem niestety nie jest bez wad. Moim zdaniem nie nadaje się do stosowania na dzień, pod makijaż. Pozostawia na skórze szarawy odcień, nie wtapia się idealnie. Węgiel wchodzi w nierówności skóry, nawet jeśli kremu nałożymy niewielką ilość. Lubi też mazać się po twarzy. Stosując krem wyłącznie na noc, można przeboleć te niedogodności. Szczególnie, że efekty są bardzo zadowalające. 

Poniżej możecie zobaczyć, jak krem zachowuje się podczas rozsmarowywania i już po. Myślę, że całkiem nieźle widać, że osadził się przy włoskach. Na twarzy wygląda to podobnie. 



Podsumowując, jeśli szukacie kremu na noc, który zlikwiduje nadmierne błyszczenie, zwęzi pory oraz zapobiegnie powstawaniu niedoskonałości i nie przeszkadza Wam ten efekt 'osadzania' się na skórze - to jak najbardziej polecam.

Krem węglowy kosztuje ok. 16 zł. Jest dostępny w nowej drogerii internetowej e-szminka.pl, do której Was zapraszam. ;)

Co sądzicie o serii CARBO DETOX?


Pozdrawiam!

Makijaż - ulubieńcy lutego

Hej hej, to znowu ja! ;) Zauważyłam, że ostatnio mało piszę o kosmetykach kolorowych, ale spokojnie... wciąż ich używam. Stawiam na delikatny, rozświetlony makijaż. Polubiłam wszelkie odcienie pomarańczu/moreli. To zupełna nowość w mojej "makijażowej przygodzie". Zapraszam! ;)



Hypoalergiczny rozświetlający róż od Bell jest ze mną już dosyć długo i cały czas odkrywam go na nowo. Może służyć zarówno jako róż, jak i rozświetlacz (w zależności od tego, które części ze sobą zmieszamy). Produkt daje piękną taflę, nie ma tu żadnych nachalnych drobinek brokatu. Naturalne glow - tak bym określiła efekt jaki daje. Aktualnie mieszam trzy paski (wszystkie oprócz różowego) i uzyskuję delikatną brzoskwinkę na policzkach. Odcień ładnie współgra z zieloną tęczówką oka. Zdjęcia na dłoni możecie zobaczyć w poście o różach klik. 

PS Do aplikacji różu polecam najlepszy na świecie pędzel Zoeva 126 / Luxe Cheek Finish.

Na ustach ląduje balsam w kredce Catrice Pure Shine Colour w kolorze 080 Sheers!. Dla mnie jest to idealne rozwiązanie na co dzień. Balsam jest półtransparentny, nawilża i jest bardzo komfortowy w noszeniu. Z ust znika dosyć szybko, ale bez problemu nakładam go i bez lusterka w ciągu dnia. Z tej serii posiadam jeszcze jeden kolor, więcej poczytacie o nich tutaj klik.




Oprócz balsamu 'z kolorem', chcę Wam polecić coś jeszcze. Jest to nowa odżywcza pomadka O'HERBAL, która ostatnio pomaga mi zachować gładkie i nawilżone usta. Pomadka posiada ekstrakt goji (co czuć) i polecana jest do stosowania szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Skutecznie odżywia usta, zmiękcza je i nawilża, a w dodatku jest słodka w smaku. ;) Nie topi się w opakowaniu, ale jest odpowiednio miękka, przyjemnie sunie po ustach. Gorąco polecam!



Wciąż męczę podkład L'Oreal true match w odcieniu 1.N Ivory. Daje mi odpowiednie krycie, nie wygląda jak maska. Jest to raczej taki naturalny efekt. Ma on swoje przeciwniczki i rozumiem dlaczego. Podkład jest specyficzny. Cieszę się, że mam takiego swojego 'pewniaka'. Ostatnio najlepiej wygląda nałożony pędzlem HAKURO H50S. Mam go w swojej kolekcji jakieś 3 lata i wciąż nie zawodzi. Przez ten czas nic złego się z nim nie stało, włosie nie wypada. Jeśli szukacie pędzla do podkładu - polecam. 


Ulubiony dotąd puder Catrice zastąpiłam kuleczkami 'ideal flawless' od Avon. Mają za zadanie korygować skórę, ale czy tak jest? Jakoś nie sądzę. Dają za to (znów) naturalne wykończenie. Delikatnie zbierają błysk z twarzy. Wprawdzie moja skóra zaczyna się świecić w strefie T po około 3-4 godzinach, ale ostatnio jakoś nie mam ochoty na pudry matujące. Moja skóra też już nie błyszczy się aż tak bardzo, jak kiedyś. Poza tym stała się skłonna do podrażnień, zaczerwienień i jestem w trakcie dobierania do niej (po części) innej pielęgnacji.

Jeśli nie macie problemu z błyszczeniem skóry i nie lubicie ciężkich, matujących pudrów, to takie kuleczki mogą się Wam spodobać. ;)


Znalazłam w końcu świetny pędzel do pudru! Znalazłam go na stronie NurBesten. Jest ze mną od grudnia i przyznaję, że bardzo pozytywnie zaskoczył mnie swoją jakością. Nie sprawia problemów podczas mycia, włosie nie wypada, szybko schnie i nic się nie rozkleja. Dodatkowo jest w miarę krótki więc mieści się do małej kosmetyczki, którą noszę w torebce. Polecam!

Do tego, klasycznie, dorzucam ulubiony tusz L'Oreal So Couture oraz korektor pod oczy i makijaż gotowy. ;)

Znacie coś z mojego grona?

Pozdrawiam! 

Tych kosmetyków nie kupuj!

Ostatnio na blogu były same zachwyty. Dziś pora na kosmetyczne rozczarowania, czyli post który co jakiś czas gości na blogu i cieszy się po...