Jakie kosmetyki zużyłam w kwietniu i maju?

Hej! ;) Kolejne dwa miesiące za nami i kolejne denko z nami. Już nie będę pisać, jak ten czas szybko płynie bla bla bla... ;-P Zdecydowałam się na co dwumiesięczne denko, ponieważ bywa tak, że w jednym miesiącu zużyję dosłownie 1-2 produkty, a w kolejnym całe mnóstwo. Tym razem jest chyba po równo. Cóż więcej, zapraszam! ;-)



Zacznę od kosmetyków do pielęgnacji włosów. To ich, o dziwo, sporo mi się zebrało. Zużyłam dwa szampony (no prawie dwa). Pierwszy z nich to szampon wzmacniający, przeciw wypadaniu włosów z ekstraktem z bazylii od Vis Plantis. Zachwalałam go już na blogu i na Instagramie. Był bardzo przyjemny - wzmacniał włosy, zdecydowanie mniej ich wypadało, dobrze się układały nawet przy użyciu wyłącznie szamponu. Drugiego szamponu używałam w duecie z odżywką. jest to odbudowujący zestaw Yves Rocher z olejkiem jojoba. Działanie? Wspaniałe! Włosy nawilżone, błyszczące, fale i loki pięknie podkreślone, ale jest jeden szkopuł. Zauważyłam, że podczas używania tych produktów pojawiały się niedoskonałości na skroniach, karku i plecach. Pomimo świetnego działania na włosy, nie kupię ponownie. Za to do szamponu z linii Basil Element chętnie wrócę i polecam.

Zużyłam również genialną płukankę octową z malin od Yves Rocher. Ten produkt bardzo ładnie wygładza moje włosy, nabłyszcza je. Płukanka jest dostępna w dwóch pojemnościach - 150ml i 400ml. Jeśli chcecie się o niej dowiedzieć więcej, zapraszam tutaj. Mam ją jeszcze w dużym opakowaniu i na pewno znów kupię.



Pod prysznicem królowały czekolada i bawełna. Palmolive Chocolate Passion pięknie pachniał, był wydajny, dobrze się pienił. Generalnie robił wszystko to, co powinien robić żel pod prysznic. Ja od takich produktów nawilżenia nie wymagam. Wysuszać też nie wysuszał. Był to mój pierwszy żel z Palmolive (tak, tak!) i chętnie wypróbuję inne wersje zapachowe z tej serii. Z kolei o żelu z Lirene wspominałam Wam już w ulubieńcach kwietnia (tutaj). Przywodzi na myśl wspomnienia, ma cudowny zapach, który zawsze mnie odpręża i uspokaja. Aktualnie kolejne opakowanie stoi pod prysznicem. Polecam oba! ;-)


A teraz coś od czego jestem chyba uzależniona. ;-D Ku sprostowaniu - nie używam tego typu balsamów, aby zrzucić w ten sposób zbędne kilogramy. ;P Pomagają mi (w większości) ujędrnić skórę, napiąć ją i nawilżyć. Poza tym podoba mi się moja systematyczność w ich stosowaniu. Gdyby nie one, pewnie rzadko sięgałabym po jakiekolwiek specyfiki do pielęgnacji ciała. Choć muszę przyznać, że ostatnimi czasy jest już duuuuużo lepiej w tej kwestii. Moimi ulubionymi, jak dotąd, były (i wciąż są) balsamy Eveline - świetnie ujędrniają skórę, nawilżają, pomagają zredukować świeże rozstępy i nieco zniwelować widoczność tych starych. Niestety mam do nich ogromną skłonność, a używanie takich specyfików pomaga mi nad tym zapanować (+ ćwiczenia oczywiście). Skusiłam się ostatnio na coś nowego, a mianowicie Soraya Body Diet i miłości nie było. Nic specjalnego ten balsam nie robił. Za to Perfecta Express Slim to hit! Ten reduktor cellulitu naprawdę go redukuje. Nie mam go jakoś dużo, ale zawsze. Lato już prawie z nami więc zdecydowałam się na coś takiego i to był strzał w 10! Skóra jest napięta, jędrna, gładka, jej powierzchnia widocznie wygładzona i wyrównana. Na 100% kupię ponownie! W hebe jest teraz na % za 11 zł, w innych miejscach widziałam za nawet 20 zł. Jedna tubka wystarcza mi zazwyczaj na 2 tygodnie. 

Podsumowując, Eveline i Perfecta na tak, Soraya - nie.



Czas na pielęgnację skóry twarzy. Zużyłam bardzo fajny krem na dzień - dermena Capiline. Świetnie nawilżał, redukował zaczerwienienia skóry, nadawał się pod makijaż, nie zapychał. Chętnie znów po niego sięgnę. Ogólnie cała seria jest warta uwagi - również żel do pielęgnacji twarzy i treściwy krem na noc. Pisałam o nich tutaj. Krem Neutrogena visibly clear męczę już rok. Był fajny latem - utrzymywał nawilżenie skóry i dawał uczucie chłodu i odświeżenia. OK, ale nie zachwycił. Latem potrzebuję coś bardziej nawilżającego.

Zużyłam też balsam pod oczy i na powieki Perfecta Fenomen C. Recenzja tutaj. Bardzo fajny kremik, który dość dobrze nawilża, rozjaśnia cienie pod oczami i szybko się wchłania. Właśnie poleciłam go mojej mamie i zdaje się, że ona też będzie zadowolona. Chętnie znów kupię. ;)


Aloesowy płyn do higieny intymnej facelle, dezodorant z balsamem Isana oraz zmywacz do paznokci Isana to niemal stałe grono zdenkowanych kosmetyków. Ciągle używam, ciągle kupuję. Polecam!


Na koniec to, co zużywa się najrzadziej i najdłużej. ;) Perfumy Bi-es La bella vita to ładny, delikatny, kobiecy zapach, głównie na dzień. Trwałość średnia. Może kiedyś znów kupię. Gąbeczka do makijażu z Rossmanna - koszmar! Z czego to zrobione? Twarda, nieplastyczna, nie polecam i żałuję, że się skusiłam. W kategorii makijaż zużyłam swój ulubiony puder Catrice Prime and Fine. Dobrze matowi skórę, a nie widać go na twarzy. Polecam! Ja na pewno znów kupię. ;) Wyrzucam też dwie konturówki. Bezbarwna jest od essence, a jasnoróżowa to my secret. Doszłam do wniosku, że nie lubię i nie potrafię używać kredek, które trzeba temperować. Ciągle mi się łamią i topią. Ta bezbarwna była szczególnie słaba pod tym względem. Nie polecam. Najlepsze, moim zdaniem, są wykręcane konturówki KOBO.

Dobrnęłam do końca. Mam nadzieję, że Wy też. Liczę, że komuś te 'mini recenzje' będą przydatne. Znacie coś? A może czujecie się czymś zachęcone?


Pozdrawiam!

Nowość! Normalizujący krem korygujący CC | Pure Neroli 'evree'

Hej! ;) Na promocji 2+2 w Rossmannie kupiłam kilka nowości. Jedną z nich jest normalizujący krem korygujący CC od 'evree' z nowej linii Pure Neroli. Kosmetyki przyciągają uwagę ładną szatą graficzną i oczywiście obietnicami producenta. Krem pokazałam Wam na Intagramie (swoją drogą zapraszam) i od razu przykuł Waszą uwagę. Prosiłyście o szybkie pierwsze wrażenia, dlatego piszę ten post. Zapraszam! ;-)



Krem CC - podwójne działanie, czyli Color & Correct. Łączy w sobie funkcje i zalety kremu pielęgnacyjnego oraz podkładu. Przeznaczony jest głównie do cery problematycznej: z niedoskonałościami, z trądzikiem, gdyż koryguje koloryt skóry i pomaga ukryć niedoskonałości. Zmniejsza widoczność porów. Jednak jego działanie nie ogranicza się do ukrywania defektów. W pierwszej kolejności krem zwalcza powody takiego  stanu skóry - normalizuje funkcje skóry, koi ogniska zapalne. Wszystko to za sprawą cudownego ekstraktu z kwiatów neroli. 

Normalizujący krem korygujący CC dopasowuje się do odcienia skóry, nadając jej promienny i naturalny wygląd.


Ekstrakt neroli, czyli ekstrakt z kwiatów gorzkiej pomarańczy, to jeden z najbardziej ekskluzywnych i drogocennych ekstraktów kwiatowych. Posiada niezwykłe właściwości kosmetyczne oraz oryginalny, zmysłowy aromat. Doskonale pielęgnuje cerę z problemami. Reguluje pracę gruczołów łojowych, dzięki czemu zmniejsza wydzielanie sebum. Działa antybakteryjnie, gojąco i łagodząco na trądzik i inne niedoskonałości skóry. 

Normalizujący krem korygujący CC działa dwutorowo - stopniowo zwalcza niedoskonałości i jednocześnie natychmiast poprawia jej wygląd. Jest aktywny przez cały dzień - zupełnie jak Ty. Ekstrakt z kwiatu neroli działa oczyszczająco, nawilżająco i odżywczo. Ma właściwości antyseptyczne, reguluje wydzielanie sebum. Wzmacnia, uszczelnia i uelastycznia naczynia krwionośne. Affipore TM równoważy wydzielanie sebum, Zmniejsza liczbę, rozmiar i objętość porów skóry. Wygładza, zmiękcza i matowi błyszczące obszary. Poprawia ogólny wygląd cery, Pigmenty mineralne odbijając światło, optycznie rozjaśniają i wyrównują koloryt skóry.

Rezultat: Widocznie poprawiony wygląd skóry: naturalnie ujednolicony koloryt, skutecznie zminimalizowana widoczność niedoskonałości, optycznie wygładzona tekstura twarzy. Cera odżywiona, rozświetlona i naturalnie zmatowiona. Bez efektu maski, bez zapchanych porów. Zdrowie i piękno Twojej skóry bez kompromisów.


Moje pierwsze wrażenia

Krem ma bardzo ładny zapach pomarańczy - odświeżający, w sam raz na ciepłe dni. Konsystencja jest zwarta, dokładnie niczym krem. Nie spływa z dłoni, ale nie jest też tępa. Krem wymaga precyzyjnej aplikacji, ponieważ odcina się przy linii włosów i szyi. Na zdjęciu kolor wygląda dobrze i tak też jest w świetle dziennym. Niestety oksyduje. Ładnie wchłania się w skórę (jak krem), nie czuć go na twarzy, ale... widać kolor, który odcina się od mojej skóry (szczególnie jeśli nieumiejętnie go rozprowadzimy). Udało mi się go trochę rozjaśnić korektorem w odpowiednich miejscach i tak też go testowałam. Jestem pod wrażeniem tego, jak zachowuje się na twarzy. Krem naprawdę trzyma błyszczenie w ryzach. Mam cerę mieszaną, tłustą w strefie T, a w ciągu dnia właściwie wcale się nie świeciła. Jedynie pod wieczór było widać niewielkie błyszczenie na nosie i czole, ale to normalne. Nie wyglądało to źle. 

Krem wyrównuje koloryt skóry, ale nie ma jakiegoś szczególnego krycia. Delikatnie przykrywa niedoskonałości, głównie skupia się na wyrównaniu koloru cery. Jest nawilżający, lekki, przyjemny. Gdyby był jaśniejszy i nie ciemniał byłby ideałem. Niestety nie dopasowuje się tak jak to obiecuje producent. Nie podkreśla porów ani suchych skórek. W ciągu dnia nosi się komfortowo.

Spróbuję go czymś rozjaśnić. Pewnie będzie lepszy jak się opalę, o ile się opalę. ;-) Ładnie wygląda na twarzy - naturalnie (prócz tego ciemnienia). Jestem ciekawa jak wypadnie u dziewczyn z ciemniejszym kolorytem cery, czy się dopasuje, czy też będzie ciemniał. Dajcie znać, jeśli już go przetestowałyście!


Na zdjęciu widać różnicę pomiędzy skórą twarzy a moją szyją....

Nie wiem dlaczego większość podkładów, kremów BB i CC polskich producentów jest za ciemna... Osoby z jasną, a tym bardziej z bardzo jasną cerą mają naprawdę duży problem, żeby znaleźć coś dla siebie. Szczególnie, jeśli chodzi o lekkie kremy korygujące.

Tak jak już pisałam, będę z nim jeszcze kombinować i testować, bo podoba mi się działanie i to, jak wygląda na skórze. A Wy, co sądzicie? Jakie kremy CC polecacie?

Cena: 35 zł / Rossmann.

Pozdrawiam!

Puder ryżowy 'White Chocolate' Lovely

Hej! ;) Za oknem piękna pogoda, ale zanim wybiorę się na spacer chcę Wam zostawić nową recenzję. Tym razem będzie to coś do makijażu, a mianowicie puder ryżowy. Miałam już kilka pudrów tego rodzaju, m.in. świetnie matujący od ecocery. Jak spisuje się nowość w ofercie Lovely? Zapraszam do dalszej części wpisu! ;-)



OD PRODUCENTA

Puder ryżowy przeznaczony do każdego typu cery. Utrwala makijaż, zapewniając matowy efekt na wiele godzin. Wygładza i nawilża skórę twarzy, zmniejsza widoczność porów. Testowany dermatologicznie. Bez parabenów.

Gramatura: 9g.

Przydatność: 24 miesiące.

Cena i dostępność: 18,99 zł / Rossmann.


MOJA OPINIA

Lovely 'White Chocolate' to dość fajny puder, ale nie bez wad. W przypadku mojej mieszanej cery, puder trzyma makijaż w ryzach 5-6h. Przez ten czas wygląda dobrze, później zdecydowanie wymaga poprawek. Skóra świeci się głównie na czole, nosie i wokół niego. 

Łatwo z nim przesadzić, wtedy widać go na twarzy. Nie bieli, ale przy większej ilość potrafi trochę rozjaśnić podkład. Dogaduje się ze wszystkimi podkładami i kremami BB, których używam. 

Zapach jest dosyć ciekawy - słodki, może przypominać białą czekoladę, choć chemiczne nuty też w nim wyczuwam. Czasem wydaje mi się, że jest zbyt intensywny. Zdecydowanie może to przeszkadzać przy aplikacji.

Używam go od miesiąca i nie zauważyłam, aby zapychał czy wyrządzał inną krzywdę mojej skórze.


Podsumowując, dobrze mi się go używa, ale chyba nie mam ochoty na kolejne opakowanie. Trwałość matu odpowiada mi na co dzień, ale nie jest to na pewno tak subtelny efekt jak przy 'Prime and Fine' Catrice. Tutaj puder "widać na twarzy", co nie bardzo mi się podoba. Lubi dawać efekt płaskiego matu. Zdarza się też, że drażni mnie zbyt intensywny zapach pudru. I dlaczego na opakowaniu nie ma składu?

Kartonowe opakowanie jest ciekawe i efektowne. Puder wożę w kosmetyczce właściwie non stop i nic się z nim nie dzieje, no może poza drobnymi zabrudzeniami. Myślę, że byłoby idealne gdyby w opakowaniu znalazło się lusterko.

Wybór, jak zwykle należy do Was. ;-)



Pozdrawiam!

Babuszka zdradza sekrety urody!

Hej! ;) W maju odbyła się premiera książki "Sekrety urody babuszki" autorstwa R. Ruder i S. Campos. Miałam okazję przeczytać ją przedpremierowo i serdecznie dziękuję za tę możliwość. Dzisiaj opowiem Wam troszkę o książce. Czy warto ją kupić? Zapraszam! ;-)



Raisa Ruder zdradza nam sekrety urody swojej babuszki. Bardzo podoba mi się wstęp do książki, z którego poznajemy sposoby babuszki, jej codzienne życie i zachowanie. Przyznam, że pielęgnacja po słowiańsku jest bliższa memu sercu niż chociażby koreańska. Czytając książkę, miałam po części wrażenie, że czytam o swojej babci. Można powiedzieć, że to ona zapoczątkowała we mnie 'kosmetoholizm'. ;-) W moim domu również nigdy nic się nie marnowało i nie marnuje. Naturalne sposoby pielęgnacji są mi znane, a teraz zostały zgłębione. 

Książka przypadnie do gustu każdej kobiecie, która lubi dbać o siebie, eksperymentować nie tylko z kosmetykami z drogeryjnych półek. Tutaj mamy podane, niczym na tacy, przepisy na wszelkiego rodzaju maseczki, peelingi, odżywki czy demakijaż doskonały. Słowiański elementarz pielęgnacji jest skarbnicą wiedzy. Znajdziemy tu mnóstwo porad i powiedziałabym sprytnych sposobów, jak być piękną i nie wydawać miliona monet. ;-)



Mój ulubiony rozdział to 'Odliczanie do wielkiego dnia'. Brzmi świetnie, prawda? ;-) Znalazłam w nim m.in. przepisy na maseczkę przed randką iiiiiii...... (UWAGA! UWAGA!) maseczkę ślubną! Autorka kupiła mnie tymi nazwami. Oczywiście, robiąc maseczkę ślubną przed randką nie zgrzeszymy. ;-) Ślubną zachowam sobie na sierpień i na pewno dam Wam znać, jak się sprawdziła. Raczej nie będę ryzykować przed samiutkim ślubem, a zafunduję ją sobie kilka tygodni przed, potem ew. powtórzę, jeśli się spisze.

Babuszka pokazuje nam, jak wykorzystać wszystko co mamy w kuchni, właściwie w zasięgu ręki. Większość z proponowanych produktów mamy w lodówce czy też kuchennej szafce. Inne łatwo dokupić. Propozycje składników naprawdę nie są drogie - mleko, miód, truskawki, rozsławione awokado, to tylko niewielka część z tego, co proponuje wykorzystać babuszka. Nic się nie zmarnuje, nawet skorupki jajek.



Elementarz zachęca kobiety, aby powróciły do korzeni. Rady babuszki mają przekonać nas do prostych, sprawdzonych i niedrogich metod pielęgnacji. Możemy czuć się i wyglądać pięknie bez wydawania dużych sum pieniędzy. Lśniące włosy czy piękną cerę zyskamy także stosując naturalne produkty spożywcze. Myślę, że warto nauczyć się (chociaż troszkę) przygotowywać naturalne kosmetyki. Szczególnie teraz, kiedy lato blisko i możemy w 100% korzystać z dobrodziejstw natury.
Zachęcam Was do zgłębienia lektury. Każda z nas, znajdzie w niej coś dla siebie. Jestem tego pewna!


Słowiański elementarz pielęgnacji dostępny jest w księgarni internetowej klik, teraz w cenie promocyjnej! ;-)


Co myślicie o naturalnych sposobach pielęgnacji?


Pozdrawiam!

Kosmetyki Elfa Pharm. Co warto wypróbować?

Hej! ;) Pamiętacie paczkę z Klubu Elfa Pharm? Była pełna nowości, które okazały się być naprawdę świetne! Dziś pokrótce napiszę Wam, jak sprawdziły mi się te kosmetyki i dlaczego je polecam. Zapraszam! ;-)



Szampon bazyliowy Vis Plantis przeciw wypadaniu włosów sprawdził się świetnie. Właśnie w minionym tygodniu sięgnął dna, był bardzo wydajny. Włosy mniej wypadały, są mocniejsze, bardziej sztywne, nie puszą się. Konieczne jest użycie maski/odżywki. Ma przyjemny, delikatnie bazyliowy zapach. Ciekawi mnie cała linia Basil Element. Znacie ją?



O masce z olejem makadamia i keratyną Dr. Sante pisałam już tutaj. Uwielbiam jej zapach i działanie. Polubiła ją także moja mama, właścicielka bardzo suchych włosów. Maska świetnie nawilża i wygładza włosy. Jest też baaardzo wydajna. Szczerze polecam posiadaczkom suchych, puszących się włosów.


Kolejny mocny produkt Vis Plantis stanowi kremowe masło do ciała. Zapach żurawiny i maliny moroszki jest obłędny! Dla mnie kwiatowo-słodki, bardzo przyjemny, nie jest zbyt intensywny, nie dusi. Masło faktycznie jest baaardzo odżywcze, polecam je szczególnie skórom suchym, a nawet bardzo suchym. Nawilżenie jest na bardzo wysokim poziomie. Potrzebuje chwili, aby się wchłonąć, ale skóra nie lepi się, nie klei. Dzięki zbitej formule jest też wydajne, nie potrzeba go wiele na całe ciało. Dla mnie spisało się świetnie w pielęgnacji suchej skóry nóg.




Jeśli chodzi o pielęgnację stóp, to nie używałam dotąd wielu produktów. Nie mam więc porównania. Krem do stóp O'HERBAL na suche i popękane pięty sprawuje się poprawnie. Oczywiście, ma ładny zapach, jak chyba wszystkie kosmetyki Elfa Pharm. Mamy tu ekstrakt z prawoślazu, który ma właściwości ochronne i sprzyja regeneracji suchej, spękanej skóry. Zauważyłam fajne nawilżenie skóry stóp, zmiękczenie naskórka. Szczególnie pięty nie są tak wysuszone, jak jeszcze niedawno.



Na koniec odżywcza pomadka z ekstraktem goji O'HERBAL, którą pokazywałam już w ulubieńcach. Świetnie nawilża, wygładza suche i spękane usta. Stają się gładsze i zregenerowane. Przyjemnie pachnie i ma słodki smak, co dla niektórych też jest ważne. Jestem posiadaczką skrajnie suchych ust, a ta pomadka świetnie sobie z nimi radzi. Polecam! ;-)



Jak widzicie, cała gromadka przypadła mi do gustu. Nie ma tu żadnego słabego produktu. Wszystko bardzo fajnie się sprawdza. Szampon zobaczycie w denku kwiecień/maj, maska i pomadka też za chwilę się skończą. Uwielbiam pisać posty polecające! ;-)

Macie swoje ulubione kosmetyki od Elfa Pharm? ;-)


Pozdrawiam!

Re:Nev Skin - nawodniona skóra o ładniejszym kolorycie. Wrażenia po miesięcznej kuracji

Hej! ;) Dziś wracamy do pielęgnacji od wewnątrz. Przychodzę z podsumowaniem mojej miesięcznej kuracji z Re:Nev Skin. O tym, czym jest, w czym mi dopomógł, a także w czym jeszcze może pomóc dowiecie się z dalszej części wpisu. Serdecznie zapraszam! ;-)


Re:Nev Skin czyli spersonalizowany system odnowy skóry w każdym wieku

Działanie:

  • system odnowy dopasowany do wieku i potrzeb,
  • ochrona komórek przed stresem oksydacyjnym,
  • oczyszczenie skóry z toksyn,
  • optymalne nawilżenie skóry,
  • poprawa elastyczności i jędrności.

Dodatkowo producent obiecuje nam poprawę koloru skóry, rozjaśnienie plam pigmentacyjnych, naturalny filtr ochronny przed promieniowaniem. Dzięki unikalnej formule Re:Nev Skin wnika w głąb skóry, eliminuje istniejące zmarszczki oraz wpływa na spowolnienie procesu ich powstawania. Formuła została wzbogacona o składniki głęboko oczyszczające skórę, odblokowujące pory i regulujące wydzielanie sebum, a także pozwalające zachować właściwy poziom nawilżenia skóry. 


Opatentowany skład Re:Nev Skin:

KWAS HIALURONOWY - odpowiada za namnażanie nowych komórek, właściwe nawilżenie skóry; wygładza, likwiduje zmarszczki oraz poprawia elastyczność skóry. Wykazuje właściwości przeciwzapalne, jest także dodawany do preparatów stosowanych w przypadku trudno gojących się ran oraz blizn. 

KWAS L-ASKORBINOWY - jest odpowiedzialny za ochronę organizmu przed stresem oksydacyjnym oraz dobrą kondycję skóry. Poprawia strukturę i koloryt skóry, rozjaśnia plamy pigmentacyjne, jest naturalnym filtrem ochronnym przed promieniowaniem oraz wpływa na spowolnienie procesu powstawania zmarszczek.

BIOTYNA - jest pomocna w leczeniu trądziku młodzieńczego, ponieważ zapobiega łojotokowi oraz wzmożonej aktywności gruczołów łojowych. Wpływa na odżywienie komórek skóry.

KOLAGEN - nazywany jest białkiem młodości. Jest odpowiedzialny za właściwy poziom nawilżenia skóry, jędrność oraz jej sprężystość i odnowę komórkową.

GLUKONIAN CYNKU - oczyszcza skórę, poprawia jej wygląd, nadaje gładkość, odblokowuje pory i reguluje wydzielanie sebum.

Re:Nev Skin jest rekomendowany jako idealny suplement diety dla osób, które chcą zadbać o kondycję swojego ciała oraz skóry, a ponadto nadać jej zdrowego wyglądu.

STOSOWANIE: 2 kapsułki dziennie, popijamy szklanką wody.


Moje wrażenia

Przyznam, że z działania suplementu jestem zadowolona, a nie spodziewałam się tak widocznych efektów. Przede wszystkim zauważyłam bardzo duże podniesienie nawilżenia skóry (nie tylko twarzy, ale też całego ciała). Nie jest to tylko optymalne nawilżenie, to dużo więcej. Nie mam problemu z żadnymi suchymi skórkami na twarzy, ani też z suchością kolan czy łokci. Czuję, że moja skóra jest świetnie nawodniona. Jeśli śledzicie mnie na bieżąco (tutaj i a IG) to wiecie, że jestem posiadaczką skóry mieszanej, z trądzikiem, która też łatwo się przesusza. Aktualnie trudno mi powiedzieć, kiedy ostatnio borykałam się z suchymi skórkami. Oczywiście odpowiednia pielęgnacja od zewnątrz też ma w tym swój udział, ale znam swój organizm i czuję, że teraz to coś więcej. Poza tym pojawia się znacznie mniej niedoskonałości, zagoiło się również sporo plamek po trądziku (nie były stare). Skóra jest jędrniejsza, bardziej elastyczna, co najbardziej zauważyłam w okolicach oczu i na szyi. Jeszcze nie mam problemu ze zmarszczkami, ani też z plamami pigmentacyjnymi więc w tej kwestii nie mogę nic powiedzieć. Za to zdecydowanie poprawił się koloryt mojej cery. Odkąd sięgam pamięcią skóra twarzy zawsze była ciemniejsza od szyi, no tak już mam. W wyjątkowo złych chwilach (stres, nieodpowiednia pielęgnacji itp.) moja cera stawała się ziemista, krótko mówiąc - brzydka i wyglądająca niezdrowo. Ostatnio zauważyłam, że jest dużo lepiej, dużo łatwiej przychodzi mi pokazanie się ludziom bez makijażu. To dla mnie naprawdę wiele znaczy. Jeśli chodzi o pory czy przetłuszczanie się skóry to tutaj nie zauważyłam żadnych zmian.

Suplement przyczynił się też do spożywania przeze mnie większej ilości wody! ;-)


Suplement zdał egzamin. Liczyłam jeszcze na uregulowanie pracy gruczołów łojowych, ale i tak nie jest źle. Jestem zadowolona. Jeśli szukacie suplementów z kolagenem w składzie, to zwróćcie uwagę na Re:Nev Skin. W dwóch kapsułkach jest go 400 mg.

Do kupienia tutaj.


Co sądzicie? Miałyście do czynienia z kolagen w suplementach?


Pozdrawiam!

Jakie kosmetyki polubiłam w kwietniu?

I mamy maj! Piąty miesiąc roku jest już z nami. Wszyscy czekamy na słońce. Mam nadzieję, że jest coraz bliżej nas. ;-) W tym niecierpliwym oczekiwaniu chcę podsumować kosmetyczny kwiecień. Pokażę Wam, co dołączyło do grona moich ulubieńców. Zapraszam ;-)


Zacznę nietypowo dla mnie, bo od pielęgnacji ciała. Czy macie zapachy, które przywołują Wasze wspomnienia? Ja tak! Jest nim m.in. żel + oliwka pod prysznic BAWEŁNA od Lirene. Cudowny, odprężający, delikatny zapach. Żel jak żel - nie wysusza mojej skóry, ani jakoś fenomenalnie nie nawilża. Jest okej. Ze względu na zapach bardzo go lubię i z chęcią do niego wracam co jakiś czas. ;-)

Czas na włosy. Tutaj zwycięzcami zostają szampon i odżywka INSIGHT ANTI-FRIZZ, nawilżająca linia do włosów. Dokładnie możecie o niej poczytać tutaj. Pokrótce są to kosmetyki bez SLS, SLES, parabenów, silikonów, sztucznych barwników, alergenów zapachowych oraz olejów mineralnych. Cudnie wygładzają i nawilżają moje włosy. Szczerze polecam! Możecie je kupić m.in. w Perfumerii Indizio.


Dziś nie pojawi się nic z kategorii makijaż. Ostatnimi trzema ulubieńcami są kosmetyki do pielęgnacji twarzy. O fenomenalnym olejku do demakijażu VIANEK pisałam w ostatnim poście (klik). Nie tylko świetnie zmywa makijaż, ale też przyczynia się do poprawy kondycji mojej skóry. Zachęcam zerknąć. ;-)


Bardzo polubiłam esencję Bielenda do cery mieszanej. Wyraźnie widzę, że przyczynia się do poprawy mojej cery - mieszanej, z niedoskonałościami. Szczegółowa recenzja tutaj. 

Na koniec chcę Wam zarekomendować nawilżający krem ochronny na dzień 'dermena'. Krem bardzo dobrze sprawdza się na mojej mieszanej cerze: nawilża, nie zapycha, nadaje się pod makijaż. Przyczynia się do zmniejszenia zaczerwienień skóry, wygładza ją. W kosmetyczce mam też krem na noc i żel do mycia twarzy z tej linii, również są godne uwagi. Więcej możecie poczytać w tym poście - klik.



Co trafiło do Waszych kwietniowych ulubieńców? ;-)


Pozdrawiam!

Tych kosmetyków nie kupuj!

Ostatnio na blogu były same zachwyty. Dziś pora na kosmetyczne rozczarowania, czyli post który co jakiś czas gości na blogu i cieszy się po...