Krem dla skóry tłustej, trądzikowej i mieszanej | ARKANA Acne Out!

W dzisiejszym poście opowiem o kremie dla skóry problemowej polskiej marki ARKANA. Testuję go już prawie trzy tygodnie. Myślę, że to odpowiedni moment aby opisać moje wrażenia i zdradzić Wam, czy jest wart uwagi. Zapraszam!

ARKANA posiada w swojej ofercie dermokosmetyki profesjonalne oraz do domowej pielęgnacji. Na rynku pojawiła się w 2011 r. więc stosunkowo niedawno. W ciągu tych kilku lat marka wprowadziła szereg kosmetyków na różne problemy skórne. Myślę, że spokojnie każda z nas znajdzie coś dla siebie. Szczegółową ofertę zobaczycie tutaj.



Mój krem pochodzi z linii ‘Terapia dla skór tłustych, mieszanych i skłonnych do trądziku’. W jej skład, prócz kremu, wchodzą jeszcze: żel i tonik oczyszczające, maska normalizująco-ściągająca oraz eliminator niedoskonałości.

Krem normalizująco-matujący z kwasem szikimowym, salicylowym i Affipore kierowany jest skórze problematycznej, zanieczyszczonej, z tendencją do świecenia i zmian trądzikowych (czyli dokładnie takiej jak moja). Należy go stosować rano i wieczorem na oczyszczoną skórę. Ja raczej używam go na noc. Na dzień wybieram krem nawilżający, bez kwasów w składzie.

Zawiera składniki, które redukują wydzielanie serum, zmniejszają ilość zmian zapalnych i zapobiegają powstawaniu nowych. Posiada lekką, szybko wchłaniającą się formułę, która długotrwale matuje skórę i przedłuża trwałość makijażu. Sprawdzę to kiedy nadejdą chłodniejsze dni.




Moje odczucia...

Krem faktycznie ma lekką, bardzo przyjemną formułę, która szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej nieprzyjemnej warstwy na skórze. Zapach jest dziwny, specyficzny, niespotykany, może troszkę apteczny. W każdym razie – nie, nie jest brzydki. Jest po prostu inny i nie umiem go z niczym porównać. Działanie kremu oceniam bardzo wysoko. Śmiało piszę, że jest jednym z najlepszych kosmetyków do pielęgnacji mojej kapryśnej cery, jaki dane mi było używać. Moja skóra bardzo go polubiła (niczym słynne serum Bielendy). Krem sprawił, że już po kilku użyciach skóra była bardzo gładka, jędrniejsza i taka ‘pulchna’. Szybko goi niedoskonałości. Nie mam jakiegoś szczególnego problemu ze stanami zapalnymi. Raczej męczy mnie często tzw. kaszka, podskórne grudki. Krem radzi sobie z tym wyśmienicie. Wszystko pięknie znika, nie pozostają żadne przebarwienia czy zaczerwienienia. Ze starszymi przebarwieniami/śladami po trądziku krem również ładnie sobie radzi. Rozjaśnia skórę, ujednolica jej koloryt. Poza tym zauważyłam, że pory są dużo mniej widoczne i mają mniejszą tendencję do zanieczyszczania się. Po nałożeniu kremu wieczorem, skóra jest uspokojona, a rano nie przetłuszcza się nadmiernie (miałam z tym niedawno duży problem). Nie zauważyłam żadnego uciążliwego łuszczenia skóry.

Jestem pod dużym wrażeniem. Kolejna polska marka udowadnia, że mamy się czym pochwalić. Wizualnie kosmetyki również nie odstają. Krem mieszka w estetycznym słoiczku, wykonanym z mlecznego szkła. W kartoniku znajdziemy też szpatułkę, co dla kobiety z dłuższymi paznokciami jest genialnym rozwiązaniem. Grafika marki bardzo mi się podoba. Jest skromna, przez co (w moich oczach) wygląda profesjonalnie.



Nie miałam okazji używać innych kosmetyków marki ARKANA (mam nadzieję, że to nadrobię), ale krem Acne Out zasługuje na uwagę wszystkich posiadaczek cer tłustych, mieszanych, z tendencją do trądziku. Bardzo polecam!

Cena: 79zł / 50ml (sklep).


Pozdrawiam!

5 świetnych kosmetyków za 10 zł!

Hej! ;) Która z nas nie lubi dobrze działających, a tanich kosmetyków? No właśnie... dlatego dziś post z serii tanie, a dobre. Pokażę Wam, co fajnego (w niskiej cenie!) kryje moja kosmetyczka. Zapraszam! ;)

Znacie kosmetyki Organic Shop? Ostatnio bardzo zyskały na popularności. Ja miałam okazję (póki co!) korzystać z dwóch perełek tej marki. Jestem zakochana! W pierwszej kolejności skusiłam się na miodowe awokado, czyli ekspresowo regenerującą maskę do włosów. Została stworzona na bazie organicznego olejku z awokado i organicznego miodu. Nie zawiera SLS, parabenów i silikonów. 

Olej z awokado bardzo służy moim włosom, dlatego długo nie zastanawiałam się nad zakupem. Był to strzał w 10! Maska ma dosyć gęstą konsystencję, bez problemu nakłada się na włosy. Już w trakcie spłukiwania włosy stają się gładkie niczym tafla. W efekcie wspaniale się rozczesują, a po wyschnięciu pięknie lśnią i nie puszą się. Fale i loki są ładnie wyeksponowane. Maska okazała się być nawet wydajna. Nic więcej od niej nie oczekuję. 

Maska o pojemności 250 ml kosztuje ok. 10 zł, bardzo często można kupić ją taniej (%). Jeśli Twoje włosy lubią olej z awokado - wypróbuj!



Drugim kosmetykiem Organic Shop, który mnie zachwycił jest kawowy scrub do ciała. Przeznaczony jest do każdego rodzaju skóry. Zawiera olej z kawy brazylijskiej i cukier trzcinowy. Peeling (jak to peeling) posiada właściwości złuszczające, regenerujące i nawilżające. 

Na uwagę zasługuje przede wszystkim zapach - jest obłędny! Uwielbiam zapach kawy w kosmetykach. Prócz tego, jego działanie jest dla mnie bezbłędne. W trakcie masażu scrub zamienia się w nieco kremową formułę (jego konsystencja jest zbita). Dzięki temu jest nieziemsko wydajny, jednorazowo nie potrzeba go wiele. Pozostawia moją skórę gładziutką i nawilżoną. Całe szczęście nie ma tu sztucznej, parafinowej warstwy, która nie dość, że jest nieprzyjemna to jeszcze daje jedynie złudne uczucie nawilżonej skóry. 

Ponownie - 250 ml kupimy często za mniej niż 10 zł. Ja kupiłam za niecałe 6 zł. ;)



Na początku tego roku odkryłam bardzo fajny krem do depilacji. Wcześniej używałam wyłącznie Bielendy, ale z czasem nie mogłam znieść nieprzyjemnego zapachu, który pojawiał się przy zbieraniu kremu. Jeśli choć raz używałyście tego typu produktu, to na pewno wiecie co mam na myśli.

Znalazłam krem-depilator marki Le Flirt du Provence, o zapachu irysa i hortensji. Przeznaczony jest dla kobiet z wrażliwą skórą. Ja używam go jedynie w celu usunięcia wąsika. Krem ma ładny, kwiatowy zapach. Podczas usuwania włosków niestety pojawia się odrobinę nieprzyjemny zapach, ale nuty kwiatowe są silniejsze. Ponadto krem-depilator jest delikatny dla skóry. Skutecznie usuwa niechciane włoski. 

Również kosztuje około 10 zł. 


Kolejny produkt to dla mnie spore zaskoczenie. Mowa o żelowej hennie do brwi i rzęs Delia Cosmetics. Moje dotychczasowe przygody z henną nie kończyły się dobrze. Zwykle wyglądałam jak kruk albo wiedźma z bajki - jak kto woli. ;) Dzięki przesyłce od marki Delia, zmieniłam podejście.

Żelowa henna w kolorze brązu to od jakiegoś czasu mój 'must have'! Dzięki niej nie czuję potrzeby dodatkowego podkreślania brwi. Co przełożyło się na skrócenie czasu wykonywania codziennego makijażu. Henna żelowa nie robi mi krzywdy - jest delikatniejsza. Zwykle trzymam ją na brwiach max 15-20 min. Efekt utrzymuje się 3 tyg. Jeśli chcecie wypróbować hennę, wybierzcie wersję żelową.

Cena: ok. 10 zł.


Na koniec wybrałam coś, co pewnie znacie. Niejedna z nas zaczynała swoją pielęgnację właśnie od tego kremu. Seria ziaja nuno wciąż istnieje i mam wrażenie, że ma się dobrze. Sama używałam tego kremu, kiedy miałam naście lat. I wiecie co? Nie działał! Wróciłam do niego po 20-stce i miło mnie zaskoczył. 

Krem antybakteryjny skierowany dla cery zanieczyszczonej, skłonnej do wyprysków gości w mojej kosmetyczce od 2-3 lat. Świetnie nawilża moją skórę, trzyma ją w ryzach. Niedoskonałości goją się znacznie szybciej. Lekka formuła nadaje się zarówno na noc, jak i pod makijaż. Jestem z niego naprawdę zadowolona. Sprawdza się jako kuracja podtrzymująca. Sam krem nie wyleczy Wam trądziku, może jedynie wspomóc cerę w trakcie walki z nim. Tak jest właśnie u mnie.

Pojemność to aż 60 ml (krem jest bardzo wydajny). Koszt - 10 zł.


Znacie coś? ;)


Pozdrawiam!

Świetna i prosta w przygotowaniu maseczka dla cery mieszanej

Hej! ;) Czy są tutaj posiadaczki cery mieszanej? Jestem pewna, że tak! Dziś pokażę Wam moją ulubioną maseczkę. Możliwe, że wiele z Was już ją zna, ale na moim blogu nie pojawił się jeszcze tego typu wpis. Zapraszam na maseczkę!

Na początek kilka informacji o samej glince zielonej. Wiecie, że wykazuje ona najsilniejsze działanie wśród glinek kosmetycznych? Posiada wysokie stężenie krzemu, cynku oraz tlenku glinu. Zawiera blisko 20 soli mineralnych. Jest znana ze swoich właściwości zabliźniających, regenerujących i oczyszczających. Trwale poprawia kondycję skóry: ujędrnia, działa ściągająco, zwęża pory, poprawia krążenie i tonizuje.


O co tyle zamieszania? Glinka zielona! Tylko ona stawia na nogi moją cerę, naprawdę. Testowałam już mnóstwo jednorazowych maseczek, a ostatnio trafiałam na same buble. Zakończyłam więc swoją przygodę z drogeryjnymi saszetkami i wróciłam do tego co naturalne, sprawdzone i skuteczne.

Glinka zielona działa antybakteryjnie i przeciwzapalnie. Jest idealna dla cery mieszanej, tłustej, z trądzikiem. Głęboko oczyszcza ujścia gruczołów łojowych i porów skóry, normalizuje wydzielanie sebum. Glinka ta uwalnia ze skóry toksyny, łagodzi objawy trądziku, podrażnienia oraz zaczerwienienia naskórka. Zyskujemy gruntownie oczyszczoną, wygładzoną i zmiękczoną skórę.



Jak korzystać z naturalnej glinki zielonej? Opcji jest wiele. Do suchej glinki możemy dolać wodę, hydrolat, jogurt naturalny, ulubiony olej lub napar ziołowy. Tak, aby uzyskać konsystencję gęstej śmietany, choć ja wolę papkę. ;-) 

Moje proporcje to 1 płaska łyżeczka glinki zielonej i 1 czubata łyżeczka jogurtu naturalnego (taki, jak lubicie). Całość mieszam palcami, wtedy wiem czy konsystencja jest odpowiednia. W ten sposób uzyskuję pożądaną papkę, która dobrze się nakłada i nie spływa z twarzy. Maseczkę funduję skórze dwa razy w tygodniu. Zostawiam ją na twarzy 10-20 min. Pamiętajcie, że nie należy doprowadzić do wyschnięcia maski na twarzy. Można np. spryskiwać ją mgiełką ulubionego hydrolatu lub wodą termalną. 

10-minutowa maseczka z glinką zieloną i jogurtem naturalnym nie wysycha na mojej skórze, więc nie muszę jej niczym dodatkowo spryskiwać. Jest to dla mnie taki optymalny czas i taki też polecam.


Jakie efekty daje maseczka? Cudowne - to tak krótko mówiąc. Maska sprawia, że moja skóra jest jednocześnie oczyszczona i nawilżona. Niesamowicie miękka i gładka w dotyku. Aż nie chcę przestawać jej dotykać. Pory są oczyszczone i zwężone. Niedoskonałości uspokojone, mniejsze. Skóra jest przepięknie rozjaśniona, koloryt ujednolicony. Nie ma tu miejsca dla nieprzyjemnego uczucia ściągniętej skóry. Wygląda ona zdrowo i promiennie. Uwielbiam to połączenie i zachęcam Was do wypróbowania! ;-)


Jakiej glinki używam? Posiadam tę od natural secrets. Opakowanie 50g kosztuje 8,99 zł, a 100g - 12,99 zł. W papierowej torebce znajduje się woreczek z glinką, co w mojej ocenie jest wygodnym i higienicznym rozwiązaniem. Polecam! ;-)

Lubicie glinkę zieloną? Jakie inne maseczki polecacie dla skóry mieszanej?


Pozdrawiam!

Postaw na siłę koloru z Marion! Letnie odcienie na włosach!

Kolorowe włosy to hit lata! Do wyboru mamy mnóstwo produktów oraz opcji - równomierny kolor na całych włosach, kolorowe pasemka lub modne ombre. Dziś pokażę Wam dwa kolory z nowej linii Star Color od Marion. Zapraszam! ;)


Kolory, które posiadam to PINK i OCEAN BLUE. W każdym kartoniku znajdują się dwie saszetki po 35 ml, czyli na dwie aplikacje. Star Color posiada łagodną i bezpieczną formułę - bez amoniaku, utleniacza, rezorcyny i PPD. Sama aplikacja jest banalnie prosta, bo nie musimy nic mieszać. Produkt jest gotowy do użycia. Saszetki mają aplikatory, co ułatwia nakładanie koloru przy pasemkach czy ombre. Kolory są półtrwałe, nie zmywalne w 100%. Trwałość to ok. 8-10 myć. Jeśli chcesz, aby kolor wypłukiwał się szybciej, stosuj szampon przeciwłupieżowy.

Dostępne kolory: oranż, róż, czerwień, lazur, dżins i fiolet. Poniżej zdjęcie ze strony Marion.

Kremy koloryzujące można ze sobą łączyć, zaszaleć w letnie miesiące! To zapewne propozycja dla odważnych, ale myślę, że wygląda to naprawdę fajnie - szczególnie na wakacyjnych wyjazdach. ;) Jeśli marzą Ci się lazurowe pasemka lub różowe ombre (chyba najczęściej spotykane), ten produkt jest właśnie dla Ciebie. ;))



Jak widzicie wybór jest spory, a cena to ok. 8 zł, więc bardzo mało. Moja kuzynka skorzystała z różowego kremu koloryzującego (nakładając na końcówki) i jest bardzo zadowolona! ;)

Co sądzicie o kolorowych włosach na letnie dni?


Pozdrawiam!

Kosmetyczne rozczarowania!

Nadszedł ten moment, kiedy trzeba przestać chwalić i polecać, a raczej przestrzec przed zakupem. Pora na kosmetyczne rozczarowania! To już szósty post tego typu na moim blogu. Co tym razem mi się nie sprawdziło i czego nie polecam? Zapraszam do lektury!

Na pierwszy ogień idzie największy bubel z całej trójki. Jest to też najgorszy krem w mojej kosmetyczce, od czasów Dr Medica. Mowa o kremie normalizującym 20+ marki Nacomi. Zadaniem kremu jest nawilżenie skóry i przywrócenie jej równowagi. Zawiera olejek jojoba i kompleks oligoelementów. Przeznaczony do cery normalnej i mieszanej (takiej jak moja). Ten krem to kompletna klapa! Pozostawia na skórze tłustą warstwę, co na noc nawet mi nie przeszkadzało. Niestety rano skóra też wygląda na tłustą, szarą i zmęczoną - tak jakby nic się nie wchłonęło. Już po 3 użyciach nastąpił wysyp podskórnych grudek, ale też większych niespodzianek. Skóra była wciąż okropnie tłusta, więc gdzie to działanie normalizujące? Zdecydowanie odradzam jego zakup!


Kolejnym sporym rozczarowaniem jest dla mnie pianka oczyszczająca pory o działaniu antybakteryjnym od Under 20. Pierwszy raz miałam styczność z formułą pianki i nie polubiłyśmy się do końca. Pomimo, że skóra była dobrze oczyszczona (na co wskazywał wacik z tonikiem) to ja nie czułam porządnego oczyszczenia. Chyba wolę klasyczne żele do mycia twarzy. To jednak nie jest wada produktu. Pianka (znów!) powodowała wysyp podskórnych krostek - głównie na brodzie i policzkach. Niestety jest to fakt dyskwalifikujący piankę z mojej codziennej pielęgnacji... Żałuję, bo bardzo ładnie pachnie (orzeźwiająco) i mimo wszystko dawała uczucie odświeżenia, a skóra była fajnie zmatowiona.


Ostatni bubel to odżywka Inecto Naturals Coconut do włosów suchych i zniszczonych. Jej zadaniem jest nadanie włosom lekkości i ułatwienie rozczesywania, a także dokładne zregenerowanie włosów. Według obietnic producenta "po zastosowaniu odżywki włosy pozostają lśniące i przyjemne w dotyku". Dodatkowo odżywka zawiera 100% olejku kokosowego i jest wolna od parabenów. Brzmi jak ideał, prawda? Szkoda, że rzeczywistość jest zupełnie odwrotna. Moje włosy po jej użyciu wyglądały koszmarnie! Były ciężkie, przyklapnięte, suche, matowe, poplątane, szorstkie w dotyku, posklejane. Krótko mówiąc - wyglądały jak nieumyte. Nie mam pojęcia dlaczego tak się działo (za każdym razem!). Zapach boski, ale działanie... coś okropnego dla moich włosów.


Mam nadzieję, że post okaże się dla Was przydatny. Sama bardzo cenię sobie takie 'zestawienia', ponieważ wiem, czego powinnam się wystrzegać lub przynajmniej dobrze zastanowić się przed zakupem. 

Znacie coś?


Pozdrawiam!

Kamuflaż od 'essence' - czy jest tak samo dobry jak 'CATRICE'?

Hej! ;) Dziś w końcu coś 'makijażowego', choć pewnie wiecie, że pielęgnacja jest dla mnie ważniejsza i przyjemniejsza. ;) Mimo to, lubię czasem sięgnąć po nowości w kategorii 'makijaż'. Taką nowinką w mojej kosmetyczce jest kamuflaż 'full cover concealer' marki essence. 

Kamuflaż CATRICE (w dwóch wersjach do wyboru) znają już pewnie wszyscy. W większości ma świetne opinie. Czy ten, nieco tańszy, kamuflaż okaże się jego godnym przeciwnikiem? Sprawdźmy to! Zapraszam na recenzję! ;)


Do wyboru mamy dwa odcienie: 05 Ivory i 10 Nude. Ja sięgnęłam po ten drugi, ponieważ i tak jest jaśniutki. Ivory wydawał mi się bardziej różowy, ekstremalnie jasny. To chyba dobra wiadomość dla prawdziwych bladzioszków. ;)

Kilka słów o samym korektorze od producenta: Silnie kryjący korektor o długo utrzymującej się formule. Kremowa konsystencja o wysokiej pigmentacji skutecznie kryje cienie pod oczami oraz inne niedoskonałości cery. Zapewnia naturalny efekt. 

Kamuflaż o pojemności 5 ml kupimy za 10,99 zł, np. w drogerii Natura.

Opakowanie jest solidne, a aplikator miękki - nie mam żadnych zastrzeżeń. Zapach - chemiczny, wyczuwam alkohol, jednak podczas aplikacji nie czuję go specjalnie. Formuła jest mniej kremowa niż w przypadku słynnego kamuflażu od CATRICE. 


Kamuflaż nie jest też tak kryjący, jak ten z CATRICE - moje zasinienia jeszcze prześwitują. Dobrze się go rozprowadza zwilżoną gąbeczką. Aczkolwiek pozostawia nieco suche wykończenie. Nie pudruję go zbyt mocno. Używam silnie nawilżającego kremu pod oczy, dzięki czemu nie zauważyłam żadnego przesuszenia obszaru wokół oczu. Przy nieodpowiedniej/zbyt słabej pielęgnacji, myślę że miałoby to miejsce. Pomimo bogatej formuły mojego kremu, korektor nie waży się ani nie roluje. Dopiero pod koniec dnia widzę, że już schodzi ze skóry i lekko podkreśla zmarszczki. Nie wygląda to strasznie i jestem w stanie mu to wybaczyć, bo i tak długo wygląda dobrze. 

Na dłoni widać, że po 10 min. korektor minimalnie zmienił kolor. Pod oczami nic takiego nie ma miejsca. Kamuflaż (w moim przypadku) nie nadaje się do przykrywania niedoskonałości - jest zbyt jasny i odznacza się od naturalnego koloru mojej skóry.


Kamuflaż jest tylko kilka złotych tańszy od słynnego CATRICE, niestety nie jest lepszy. Nie ma tak kremowej i solidnie kryjącej formuły. Mimo to nie jest też zły i na pewno go zużyję. Czy kupię ponownie? Raczej nie. Jeśli lubicie kosmetyki do makijażu, bawicie się nim to możecie go wypróbować, zwłaszcza że nie jest drogi. Może się spodobać bladolicym paniom, bez takich problemów, jak sucha skóra czy silne zasinienia pod oczami.

Znacie go/kupicie?


Pozdrawiam!

Głęboko oczyszczający peeling do twarzy | Pure Neroli "evree"

Marka 'evree' poszalała ostatnio z nowościami. Ja skusiłam się na dwie - normalizujący krem korygujący CC, o którym pisałam już tutaj oraz bohatera dzisiejszego postu. Zapraszam do dalszej części wpisu. ;)


Peeling przeznaczony jest do skóry tłustej z niedoskonałościami. Zawiera ekstrakt z kwiatu neroli oraz drobinki luffa. Poczytajcie o nich więcej. ;)

Ekstrakt z kwiatu neroli - działa oczyszczająco i regenerująco na skórę. Reguluje wydzielanie sebum. koi, silnie nawilża i lekko napina skórę. Posiada dobroczynne właściwości aromaterapeutyczne. 

Drobinki luffa - ususzonego owocu trukwi, tzw. gąbki roślinnej - delikatnie masują skórę, oczyszczając pory i złuszczając martwy naskórek. Poprawiają jej ukrwienie od wewnątrz, a więc również odżywiają i dotleniają warstwy naskórka.

Jak oceniam jego działanie?

Drobinki luffa, zanurzone w kremowej formule, są delikatne dla skóry. Dzięki temu, peelingu możemy używać nawet codziennie. Nie obawiajcie się tarcia czy ostrych drobinek. Dotąd nie przepadałam za kremowymi konsystencjami w pielęgnacji twarzy, szczególnie przy oczyszczaniu. Jednak tym razem, spodobała mi się ta formuła - nie czuję, jakbym myła twarz kremem. Peeling pozostawia skórę niezwykle gładką, oczyszczoną, przyjemnie odświeżoną i rozjaśnioną. Czasami podczas mycia twarzy tym peelingiem pojawia się pieczenie na policzkach. Po zmyciu skóra nie jest podrażniona ani zaczerwieniona. Nie wiem, jaki jest tego powód. Poza tym peeling nie robi mi żadnej krzywdy. Nie zapycha porów. Jest też bardzo wydajny, do tego ma dużą pojemność - aż 200 ml. Można by przyczepić się zapachu, bo jest trochę sztuczny. I to tyle. ;)


+ skóra jest przyjemnie gładka, odświeżona,
+ dobrze oczyszcza,
+ rozjaśnia skórę,
+ wydajny,
+ duża pojemność,
+ przyjemna konsystencja,
+ delikatny, a skuteczny,
+ produkt polski,

- czasami piecze mnie po nim skóra,
- sztuczny zapach;

Cena regularna: 19,99 zł. [Aktualnie w promocji w Rossmannie za 10,79 zł]

Nie jest to kosmetyk bez wad, jednak od czasu do czasu lubię po niego sięgnąć. Myślę, że w cenie promocyjnej można się skusić i wypróbować. Ogólnie miałam większe oczekiwania, co do tej linii. Co sądzicie?


Pozdrawiam!

Linia DETOX z aktywnym węglem bambusowym od MARION

Kosmetyki z aktywnym węglem podbijają rynek! Również marka MARION ma czym się pochwalić. Wprowadziła bowiem linię DETOX. Są to innowacyjne kosmetyki z aktywnym węglem o głębokim i precyzyjnym działaniu detoksykującym. Przeznaczone do demakijażu i kompleksowego oczyszczania skóry twarzy. Zaciekawieni? Zapraszam dalej! ;)


Aktywny węgiel posiada niezwykłą właściwość - przyciąga zanieczyszczenia, toksyny i bakterie nawet z głębszych warstw skóry. Działa dzięki temu oczyszczająco i przeciwzapalnie, złuszcza martwy naskórek i normalizuje wydzielanie sebum. 

W skład linii DETOX wchodzą: żel micelarny z aktywnym węglem i pędami bambusa, peeling do twarzy z aktywnym węglem bambusowym, maska oczyszczająca z aktywnym węglem bambusowym oraz oczyszczający plaster na nos z aktywnym węglem bambusowym. Uff! ;)

Kosmetyki testuję już sobie od ponad miesiąca. Wszystkie mają bardzo ładny, delikatny zapach. Nie wywołały żadnych podrażnień ani zapychania porów. Używam ich z przyjemnością. Mam też swego rodzaju sentyment do marki. ;)


Żel micelarny z aktywnym węglem i pędami bambusa ma działanie oczyszczające i nadaje się do każdego rodzaju skóry. Usuwa pozostałości makijażu oraz wszelkie zanieczyszczenia. Nie powoduje podrażnień, jest skuteczny, ale delikatny. Innowacyjna formuła zawiera naturalny aktywny węgiel zamknięty w mikrokapsułkach, który uwalnia się podczas aplikacji, absorbując toksyny i zanieczyszczenia z powierzchni skóry. Pędy bambusa mają działanie nawilżające, przywracają skórze promienny wygląd. Żelu możemy używać na dwa sposoby: nakładając na zwilżoną skórę twarzy, a następnie zmywając wodą oraz nanosząc na wacik. Zdecydowanie jestem zwolenniczką pierwszego sposobu. W ten sposób żel sprawdza mi się naprawdę świetnie. I tak najpierw używam płynu micelarnego. Za to żel usuwa resztki makijażu oraz wszelkie zanieczyszczenia skóry. Pozostawia ją czystą i gładką. 

Cena: ok. 10 zł.


Peeling do twarzy z aktywnym węglem bambusowym również przeznaczony jest do każdego rodzaju skóry. Peeling jest drobnoziarnisty, delikatnie złuszcza martwy naskórek sprawiając, że cera jest oczyszczona, wygładzona i zmatowiona. Aktywny węgiel bambusowy absorbuje toksyny i zanieczyszczenia z powierzchni skóry, odblokowując pory. Chroni skórę przed wolnymi rodnikami i wyrównuje jej koloryt. Peeling zawiera też bogatą w mikroelementy białą glinkę Kaolin - łagodnie usuwa zanieczyszczenia, wygładza i uelastycznia skórę.

Należy go stosować 2-3 razy w tygodniu. Jest delikatny, ale wciąż skuteczny. Bardzo lubię efekt oczyszczonej skóry po jego użyciu. Dzięki niemu skóra jest zmatowiona na długo! ;)

Cena: ok. 10 zł.



Maska oczyszczająca z aktywnym węglem bambusowym ma za zadanie poprawić kondycję skóry twarzy, przywrócić jej świeżość i witalność. Formuła z aktywnym węglem bambusowym (tak jak poprzednio) absorbuje toksyny i zanieczyszczenia, odblokowuje pory. Maseczka wyrównuje koloryt cery i zapobiega powstawaniu wyprysków. Znajdziemy tu też azjatycką białą peonię znaną z właściwości kojących i wyciszających. Jest przeciwutleniaczem, dzięki czemu redukuje negatywny wpływ wolnych rodników, wywołanych przez zanieczyszczenia. 

Jedna saszetka wystarcza na dwa użycia. Maseczka jest czarna i zastyga, zmywa się bez większych problemów. Pozostawia skórę gładziutką, rozjaśnioną i odświeżoną. ;)

Cena: ok. 2 zł.



Czas na mój hit! Oczyszczający plaster na nos z aktywnym węglem bambusowym zawiera naturalne substancje, które usuwają zanieczyszczenia i odblokowują pory. Aktywny węgiel z bambusa działa antybakteryjnie, oczyszczająco i ściągająco. Przyciąga zanieczyszczenia jak magnes, pozostawiając pory czyste i zwężone. Oczar wirginijski ma działanie odświeżające, przeciwzapalne i kojące. Zmniejsza wydzielanie sebum i zapobiega powstawaniu zaskórników. 

Jak używać? Dokładnie oczyszczamy nos i zwilżamy go. Przykładamy plaster gładką (czarną) stroną, dociskamy do skóry i dodatkowo zwilżamy wodą tak, aby dobrze przylegał. Plaster zasycha na beton, powolne ściąganie jest troszkę bolesne, ale za to efekty są tego warte! Nos jest genialnie oczyszczony, nadmiar sebum zebrane. Jestem naprawdę zachwycona. Nie będę Wam tu pokazywać zużytego plastra. Uwierzcie, że wyciąga większość zanieczyszczeń! Używam tych plastrów regularnie. ;)

Cena: ok. 2 zł.


Co sądzicie o tej linii? Skusicie się na coś? ;)

Pozdrawiam!

Depilator Braun Silk Epil 9 - moje wrażenia!

Cześć! Dziś przychodzę z bardzo oczekiwanym postem. Na IG dostałam mnóstwo pytań o nowy depilator Braun Silk Epil 9. Starałam się go jak najszybciej i jak najdokładniej przetestować, tak aby móc rzetelnie o nim opowiedzieć. Właśnie dziś nadszedł ten moment, a więc serdecznie zapraszam! Mam nadzieję, że moja opinia pomoże Wam podjąć decyzję co do ewentualnego zakupu.

Buzzoole
Buzzoole
Buzzoole
Buzzoole
Dokładna nazwa depilatora Braun to SE9-969V SILV. Po tym numerze będzie Wam bardzo łatwo odnaleźć go online. Silk Epil 9 nie jest tylko zwykłym depilatorem. Gwarantuje nam dosłownie kompleksową pielęgnację ciała. Sam depilator posiada aż trzy wymienne nasadki: masującą, zapewniającą maksymalny kontakt ze skórą oraz nasadkę do depilacji twarzy. Ja najbardziej lubię tę masującą, daje mi największy komfort podczas depilacji. Do wyboru mamy także dwie prędkości - do delikatnej oraz intensywnej depilacji. Jak widać, każda z nas znajdzie coś dla siebie. Depilatora możemy spokojnie używać pod prysznicem. Bardzo polecam ten sposób, ponieważ usuwanie włosków przy wilgotnej skórze jest bardziej komfortowe i szybsze.

Depilator Silk Epil 9 uchwyca już 0,5 mm włoski, co jest świetnym wynikiem choćby w porównaniu do plastrów, które łapią dopiero 2 mm włoski. Korzyści z używania depilatora jest więcej. Mnie najbardziej zachęca fakt, że po depilacji mam spokój nawet na 4 tygodnie. Chyba zgodzicie się ze mną, że latem ta perspektywa jest wspaniała, prawda? Poza tym nie obawiam się już zacięcia, zdrapywania krostek, co notorycznie przytrafiało mi się jeszcze kilka lat temu używając maszynek. Pewnie wiele z Was obawia się uczucia dyskomfortu, ale wraz z liczbą depilacji skóra stopniowo przystosowuje się do tego procesu. Naprawdę warto spróbować!


Przed samą depilacją polecam wykonać peeling (np. dołączonymi szczoteczkami). Uczucie większego komfortu zyskacie, kiedy skóra jest mokra, a pory rozszerzone (w czasie kąpieli czy prysznica). Podczas depilacji pamiętajcie o naciąganiu skóry ku górze. 

Depilator zaopatrzony jest w zestaw zasilający. Lampka ładowania -/+ daje nam znać, kiedy należy go podłączyć. Wtedy kontrolka świeci na czerwono. Samo ładowanie trwa bardzo krótko, co mnie zdziwiło. Spodziewałam się nawet kilkunastogodzinnego oczekiwania. Tymczasem Silk Epil 9 naładował się w ok. 2-3h. Używam go naprawdę baaardzo dużo i nie ładuję często. Wychodzi około raz na 7-10 dni.


W mgnieniu oka Silk Epil 9 zamienimy w urządzenie pielęgnujące naszą skórę. Do wyboru mamy aż trzy nakładki: do głębokiego masażu oraz dwie szczoteczki do peelingu - głębokiego i delikatnego. Przyznam, że nakładka do głębokiego masażu podbiła moje serce (i skórę!). Używam jej codziennie wraz z ulubionym balsamem! Taki rytuał poprawia wygląd mojej skóry, a także krążenie krwi. Skóra jest bardziej napięta i niezwykle gładka w dotyku. Również szczoteczki do peelingu nadają skórze jedwabistą gładkość oraz zapobiegają wrastaniu włosków poprzez usuwanie martwych komórek naskórka. Ja taki peeling wykonuję na kilka/kilkanaście minut przed samą depilacją.


Do całego zestawu dołączona jest także szczoteczka soniczna Braun z dwiema wymiennymi nasadkami. Pierwsza służy do peelingu (jest ostrzejsza, bardziej konkretna w swoim działaniu), druga zaś jest ultradelikatna, niezwykle przyjemna dla skóry. Szczoteczka posiada dwie prędkości, w zależności od preferencji. Zasilana jest na baterie.


Taka szczoteczka marzyła mi się już od dawna. Jestem bardzo zadowolona, że mam okazję jej używać. Działanie jest naprawdę wyśmienite! Najczęściej sięgam po główkę ze szczoteczką ultradelikatną. Masuję uprzednio zwilżoną twarz wraz z nałożonym ulubionym żelem. 'Zabieg' jest nie tylko skuteczny, ale też bardzo przyjemny. Mogłabym tak masować i masować.... w nieskończoność! Po umyciu moja skóra jest niezwykle miękka i gładka. Ładnie oczyszczona z wszelkich zanieczyszczeń i resztek makijażu. Nie pojawiają się żadne niedoskonałości. Pamiętajmy o myciu samych szczoteczek i ich wymianie - co 3 miesiące.


Szczoteczki sonicznej używam maksymalnie 2 razy w tygodniu. Dla mojej skóry takie oczyszczanie jest wystarczające. Jeśli macie delikatną/wrażliwą skórę to zdecydowanie spodoba Wam się ultradelikatna nasadka. Wersja służąca do peelingu jest ostrzejsza, przez co będzie bardziej odpowiednia dla skór odpornych, grubszych. Wystarczy, jeśli użyjecie jej raz w tygodniu.


I jak Wasze wrażenia? Bo ja jestem tym zestawem szczerze oczarowana. Mam tu dosłownie wszystko, czego potrzebuję w codziennej pielęgnacji. Polecam!

#braun


Pozdrawiam!

Tych kosmetyków nie kupuj!

Ostatnio na blogu były same zachwyty. Dziś pora na kosmetyczne rozczarowania, czyli post który co jakiś czas gości na blogu i cieszy się po...