Jesienne zużycia! Najlepszy peeling co ciała i najgorszy krem pod oczy!

Hej hej! W końcu zebrałam się do tego posta. Było ciężko, bo mam mnóstwo (jak na mnie) jesiennych zużyć. Znajdzie się coś z każdej kategorii - pielęgnacja włosów, ciała, twarzy oraz makijaż. Nie przedłużam już i zapraszam na długi post.

CIAŁO



Peeling roślinny do ciała z pudrem z pestek moreli Yves Rocher miał bardzo przyjemny zapach, rzadką konsystencję i nie można go nazwać "zdzierakiem". Lekko wygładzał skórę, poza tym nie zauważyłam żadnych spektakularnych efektów. Jest raczej delikatny, dla mnie nawet do codziennego stosowania. Przez to raczej nie kupię go ponownie.

Peeling cukrowy do ciała orzeźwiający melon z herbatą Natural Secrets to NAJLEPSZY PEELING, JAKI MIAŁAM. Ma cudowny zapach, świetnie ściera martwy naskórek. Pozostawia skórę cudownie wygładzoną, mięciutką i nawilżoną. Nie pozostawia uczucia złudnego nawilżenia ani parafinowej warstwy na skórze. O pięknym opakowaniu już chyba nie muszę wspominać. To NATURALNY IDEAŁ! Na pewno skuszę się na inne wersje i Wam polecam wypróbować!



Olejek do kąpieli i pod prysznic Roge Cavailles (olejek arganowy i olejek ze słodkich migdałów) to bardzo przyjemny produkt. Używałam go razem z myjką. Nie potrzeba go dużo, a tworzy przyjemną piankę. Do tego pięknie pachnie, odprężająco. Dobrze myje, absolutnie nie wysusza skóry. Po prysznicu jest ona miękka i nawilżona. Olejek nie spowodował żadnych uczuleń ani podrażnień. Chętnie sięgnę po inne wersje!

Pielęgnujący żel pod prysznic care & diamond NIVEA to mój stary, dobry ulubieniec tej marki. Chętnie do niego wracam, bo ma piękny zapach, dobrze się pieni i jest wydajny. Nie wysusza mojej skóry ani jej nie podrażnia. Kupię ponownie.

Żel pod prysznic Mint Shake PALMOLIVE ma cudowny miętowy zapach! Bardzo lubię miętę dlatego musiałam go kupić. Właściwości myjące są bardzo na plus, podobnie jak przy żelu Nivea. Ponadto ta wersja daje fajne uczucie odświeżenia, ale nie chłodu. Będzie fajny szczególnie latem. Kupię ponownie.


Ultra odżywcze mleczko do ciała Golden Oils Bielenda to wspaniały produkt, który służył mi długie miesiące. Bardzo dobrze nawilża, pięknie pachnie, tak luksusowo. Więcej o nim tutaj.

WŁOSY


Szampon i odżywka Pharmaceris H z linii kosmetyków stymulujących wzrost włosów to bardzo udany duet, a nawet trio, bo mam jeszcze peeling do skóry głowy. Chętnie kupiłabym te kosmetyki ponownie. Szczegółowa recenzja jest tutaj.

Odżywka do włosów Magiczna Moc Glinki L'OREAL ELSEVE sprawdziła mi się fajnie. To poprawna odżywka - włosy po jej użyciu wyglądają ładnie, są wygładzone, w miarę nawilżone, nie puszą się. Kupiłabym ponownie.



Ekspresowa maseczka regeneracyjna do włosów bardzo zniszczonych i włosów suchych GLISS KUR to rewelacyjny kosmetyk! Maskę wystarczy nałożyć na minutkę. Już przy spłukiwaniu włosy stają się gładkie niczym tafla, są widocznie nawilżone i zregenerowane. No uwielbiam ją i na pewno kupię ponownie! Wcześniej nie doceniałam tej linii z keratyną, a we wrześniu bardzo pomogła moim suchym i zniszczonym włosom. Wypróbujcie!

Olej avocado Nacomi nakładałam na włosy i sprawdzał się bardzo dobrze. Głównie podnosił poziom ich nawilżenia, wygładzał je. Może kiedyś znów do niego wrócę. Aktualnie mam lenia na oleje.

Maska do włosów organic fig & almond Organic Shop nie była tak dobra, jak jej siostra awokado. Jest po prostu bez szału. Nie nawilża jakoś szczególnie ani nie robi nic spektakularnego z włosami. Zużyłam ją z trudem, nie kupię ponownie i tym samym nie rekomenduję.

CERA


Płyn oczarowy do twarzy z kwiatem pomarańczy Fitomed to jeden z moich ulubieńców. Właśnie zużyłam drugie opakowanie, które (swoją drogą) jest bardzo wydajne. Płyn spodoba się posiadaczkom cer mieszanych, tłustych, z trądzikiem. Zbiera nadmiar sebum, matowi skórę, ale jej nie wysusza, odświeża. Uspokaja cerę, stosowany regularnie ściąga pory i zmniejsza ich widoczność. Kupię znów na pewno. Warto go poznać!

Tonik oczyszczający z zieloną herbatą i szałwią to kolejny ulubiony kosmetyk naturalnej marki Natural Secrets. Dla cer tłustych, z aktywnym trądzikiem wspaniały! Również zbiera nadmiar sebum, matowi skórę, pozostawia uczucie odświeżenia. Ma działanie antybakteryjne, pomaga w naturalnym leczeniu trądziku, zmniejsza stany zapalne. Zwęża pory. Kupię go na pewno! Koniecznie zerknijcie na asortyment marki Natural Secrets!

Żel do mycia twarzy Derma Eco Woman to kolejny naturalny kosmetyk, który udało mi się zużyć. Posiada certyfikat ECOCERT. W mojej opinii może spodobać się posiadaczkom każdego rodzaju skóry. Moja mieszana, z tendencją do trądziku niesamowicie go polubiła. Żel dobrze oczyszcza skórę (dobrze się pieni), a przy tym jest delikatny i nawilżający. Pozostawia skórę odświeżoną, gładką, miękką, nawilżoną. Nie podrażnia, nie uczula, nie zapycha. Lubiłam go szczególnie w okresie stosowania kwasów. Był bardzo wydajny.


Krem do twarzy ARKANA Acne Out to jeden z najlepszych kremów do cery z trądzikiem, jaki dane mi było używać! O ile nie najlepszy! Do tego bardzo wydajny. Świetnie radził sobie z problemami mojej cery. Uspokajał ją, niedoskonałości znikały w ciągu 2-3 dni, cera była pięknie wygładzona, nawilżona, nie przetłuszczała się nadmiernie. No cudo! A na szczegółową recenzję zapraszam tutaj. Kupię ponownie!

Serum do twarzy z cynkiem i witaminą B3 marki The Ordinary zrobiło furorę w mojej codziennej pielęgnacji. Genialnie sprawdzało się na skórze mieszanej z trądzikiem. Pięknie ją wygładzało, poprawiło strukturę skóry, goiło niedoskonałości. Cud, miód i orzeszki! Kupię ponownie, a odrębna recenzja jest tutaj.

Arganowy krem pod oczy marki equilibra to najgorszy produkt z tego denka. Wyrzucam go prawie całego. Używany był zaledwie przez tydzień, a przez kolejne ratowałam swoją skórę wokół oczu. Krem oprócz tego, że nie robi nic, dodatkowo nieprzyjemnie ściągał/naciągał delikatną skórę pod oczami. Eksponował zmarszczki, wysuszał. Coś okropnego! Nie kupię i Wam też odradzam!


Progresywny żel złuszczający z kwasem szikimowym Dermiss (czyli Farmona) to też jeden z moich ulubionych kosmetyków z kwasami. Znalazł się w zeszłorocznych ulubieńcach oraz w kilku innych, pozytywnych postach. Żel świetnie wygładza skórę, łagodzi wszelkie wykwity, zwęża pory. Ma same dobre strony. Więcej o nim, np. tutaj.

Organiczny krem do twarzy SPF 30 OLIVALOE (dostępny w sklepie elia.pl) to mój dotychczasowy faworyt w tej kategorii. Pisałam o nim mnóstwo razy. Nie tylko chroni skórę przed promieniowaniem, ale też pielęgnuje. Nie zapycha, nie bieli. Świetny! I bardzo wydajny w moim przypadku.



Zużyłam dwa płyny micelarne - Marion i equilibra. Płyn Marion był poprawny. Nie nadawał się tylko do mocnych makijaży. Natomiast drugi kolega zaskoczył mnie bardzo pozytywnie! Po przejściach z kremem podchodziłam do niego z rezerwą, sceptycznie nastawiona. Jakże się myliłam! Płyn okazał się być mega wydajny i zmywał wszystko w każdym calu. Nie podrażniał skóry ani oczu. Denerwowała mnie tylko kiepskiej jakości pompka i to, że płyn się pieni. Poza tym bardzo OK. Chętnie kupię ponownie.

MAKIJAŻ



Tusz do rzęs L'Oreal So Couture to stały bywalec moich postów ze zużyciami. Kupuję go non stop, jest to mój ulubieniec. Świetnie wydłuża rzęsy, rozdziela je, delikatnie pogrubia i podkręca. Jest trwały i ma silikonową szczoteczkę. Same plusy. Już kupiłam nowy. Polecam!

Pomadka ochronna do ust Neutrogena to kolejne rozczarowanie tego denka. Wyrzucam ją prawie całą. Nie wiem, jakim cudem ma ona nawilżać, regenerować, zabezpieczam usta zimą? Nic z tego nie robi, znika z ust momentalnie. Poza tym podkreśla brzydko naturalne bruzdy, tak że usta wyglądają staro i na zaniedbane. Brzydki zapach to kolejny minus. Nie, nie i jeszcze raz nie polecam!

Gąbeczka do makijażu 'blend it!' również nie do końca mi się spodobała. Początkowo byłam nią niemalże zachwycona. Później ukazały się jej gorsze strony. Zaczęła zjadać sporo produktów (podkładów/korektorów), ale najgorszy okazał się aspekt czyszczenia. Trwało to wiekami, gąbki nie dało się płukać, robiła się elastyczna niczym ciastolina. Zawsze myję akcesoria kosmetyczne olejkiem Isana i to się sprawdza, a tutaj jak grochem o ścianę. Zero efektów, no koszmar. Lepiej dołożyć i kupić Real Techniques lub orygnialny beauty blender. Tej nie polecam! Z tego, co czytałam to wersje marmurkowe (bardzo ładne) są jeszcze gorsze od tych jednokolorowych, bo szybko się kruszą. Ja już na pewno się nie skuszę.


Dobrnęliśmy do końca. W kategorii makijaż, jak wicie zresztą, mam najmniej produktów, ale już powiem, że w kolejnym denku będzie ich dużo. ;) Znacie coś? Chcecie kupić? ;)



Pozdrawiam!

Sucha skóra pod oczami. Czym wzbogacić krem na noc?

Czy są tu posiadaczki suchej skóry pod oczami? Ja niestety taką mam. Dlatego też mam małego bzika na punkcie pielęgnacji tego obszaru. Bardzo chętnie sięgam po wszelkie kremy i nowości w tej kategorii. Najbardziej interesują mnie kosmetyki naturalne, z dobrym składem. 


Czasem okazuje się, że sam krem to za mało. Tak stało się ostatnio, kiedy zaczęłam używać odżywczego kremu pod oczy polskiej marki Vianek. Nie jest to absolutnie zły krem! A po prostu niewystarczający dla mnie na noc, jako posiadaczki wymagającej skóry. Na dzień, pod makijaż jest OK.

Krem zawiera składniki o działaniu odżywczym, takie jak: olej sojowy, olej z pestek moreli, olej rokitnikowy oraz ekstrakt z szyszek chmielu. Oleje te bogate są w witaminy oraz wykazują właściwości antyoksydacyjne i wzmacniające. Ekstrakt z szyszek chmielu ma zapobiegać przedwczesnemu starzeniu skóry.

Krem sprawdza się w porannej pielęgnacji, pod makijaż. Ładnie się wchłania, dobrze nawilża. Skóra po jego użyciu jest odczuwalnie wygładzona. Natomiast na noc jest dla mnie zbyt lekki, choć w nazwie widnieje obietnica "odżywczy". 


Osoby z bardzo suchą/suchą skórą pod oczami często spotykają się z takimi mniejszymi lub większymi rozczarowaniami. Dlatego ja zawsze w pogotowiu mam niezastąpiony olejek z pestek winogron (kolejnej naturalnej, polskiej marki Nacomi). Olejek ten idealnie sprawdza się w pielęgnacji skóry pod oczami. Ma lekką teksturę, dzięki czemu nie pozostawia tłustej, ciężkiej powłoki. Jest silnie nawilżający, poprawia kondycję skóry wokół oczu. Zmniejsza widoczność drobnych zmarszczek (dzięki nawilżeniu), zasinień, ściąga opuchliznę. 

Olejkiem wzbogacam krem na noc. Wyciskam na dłoń porcję kremu, do tego dodaję 1-2 krople olejku. Całość mieszam i wklepuję w skórę wokół oczu. Taki duet absolutnie nie obciąża mojej skóry, nie podrażnia jej (ani oczu). Całość dobrze się wchłania. Rano skóra jest silnie nawilżona, mięciutka, prawdziwie nawilżona. Zdecydowanie widać, że jest wypoczęta, rozjaśniona, krótko mówiąc wygląda zdrowiej. Właśnie takiego efektu oczekuję!

Taki patent można wykorzystać np. po nieprzespanej nocy, czy imprezie, jeśli na co dzień nie potrzebujecie takiej regeneracji. 


Mam nadzieję, że mój sposób Wam się przyda. Szczególnie teraz, kiedy robi się chłodniej i mamy sezon grzewczy, nasza skóra jest bardziej narażona na uszkodzenia, przesuszenia. Olejkiem można wzbogacić krem, który nie do końca dobrze nawilża lub nawet swój ulubiony krem, aby jeszcze podkręcić jego działanie. Tak też zdarza mi się robić. ;)

Znacie właściwości olejku z pestek winogron?



Pozdrawiam!

Jesienny makijaż | Jakie nowości mu towarzyszą? Plus 'stare i dobre' kosmetyki

Hej! ;) Jak Wasze listopadowe nastroje? U mnie dziś wyjątkowo dobrze, dlatego z przyjemnością zabrałam się za nowy wpis. Tym razem chcę Wam pokazać kosmetyki do makijażu, których używam tej jesieni. Nie spodziewajcie się kryjących podkładów, tony brązera i typowo jesiennych cieni na powiekach. Nie, nie, nie - to nie dla mnie. Nie podążam za trendami. Interesuje mnie wyłącznie moja cera, to w czym ona czuje się dobrze. Pewnie, że najlepiej nie nakładać nic, jeśli mamy z nią problemy. Dać jej odpocząć. Ale nie dajmy się zwariować. Odpowiednia pielęgnacja i lekki makijaż nie powinny zaszkodzić. Do tego często sprawiają, że czujemy się lepiej i jesteśmy bardziej pewne siebie. Szczególnie kiedy mamy problemy z cerą, takie jak trądzik czy przebarwienia. Nie przedłużam już i zapraszam na moje jesienne zestawienie.



Moją cerę cechują widoczne pory oraz problem z błyszczeniem w strefie T. Dlatego skusiłam się na bazę NO PORES marki Lirene. Jest to baza matująca, zmniejszająca widoczność porów. Ma zbitą formułę i faktycznie radzi sobie z moją strefą T. Pory są też mniej widoczne po skończonym makijażu. Ładnie trzyma mat, więc czuję że będzie to dłuższa znajomość. Nie zapycha.

Kiedy moja cera jest już zmatowiona sięgam po lekki podkład jakim jest (większości znany) Bourjois Healthy Mix w kolorze najjaśniejszym, czyli 51 Light Vanilla. Pomimo jego lekkości krycie oceniłabym jako średnie ku dobremu. Można je stopniować. Ładnie łączy się ze skórą, wygląda naturalnie. Bez bazy szybko się wyświeca. Aktualnie bardzo go lubię. 

Pod oczy nakładam stary i sprawdzony korektor Rimmel Match Perfection w kolorze 030 Classic Beige. Jest lekki, a przy tym nieźle kryje (powiedziałabym, że jest to krycie średnie, które troszkę można jeszcze nabudować). Ma przyjemną, nawilżającą formułę. Nie wchodzi w zmarszczki, w żaden sposób ich brzydko nie podkreśla. Nie wysusza też skóry pod oczami. Tak jak wspomniałam jest lekki i nawilżający.

Czym zabezpieczam podkład? Tutaj możecie zobaczyć moją jesienną nowość. Jest to puder No - Sebum marki innisfree. Aborbuje nadmiar sebum, odświeża (zawiera miętę, która odpowiada za efekt chłodzący), matuje i wygładza skórę. Więcej napiszę Wam w odrębnej recenzji. Puder daje naprawdę bardzo dobry mat. Trzeba z nim uważać, bo zbyt duża ilość sprawi, że będziemy wyglądać jak duszki. Dobrze radzi sobie z moją tłustą strefą T, nawet jeśli nie użyję bazy.



Kolejne dwie nowości to rozświetlacz Lovely SILVER & GOLD Ombre highlighter i róż Wibo ECSTASY (nr 1), porównywany do sławnego różu Orgasm marki NARS. Ja znajduję w nim podobieństwo do innego różu marki Wibo. Zrobię o tym odrębny wpis. Róż jest bardzo ładny, w moim guście - różowy ze złotymi drobinkami, które ładnie odbijają światło i nie wygląda to tandetnie. Niestety nie jest on zbyt trwały. W połowie dnia prawie go nie widać. Trzeba jednak przyznać, że opakowanie się marce udało (choć zgapione). Z kolei wspomniany rozświetlacz ma tandetne i słabej jakości opakowanie. Rekompensuje nam to wnętrze, bo rozświetlacz jest OBŁĘDNY! Daje cudowną taflę, która na skórze utrzymuje się calutki dzień. Forma ombre sprawia, że rozświetlacz może być chłodniejszy lub cieplejszy, możemy go też mieszać. Bardzo spodobał mi się ten patent! 



Punktowo, na niedoskonałości używam słynnego kamuflażu w słoiczku marki Catrice. jest perfekcyjny! Taki kosmetyczny photoshop. ;) 

Co do brwi, to tutaj niezmiennie króluje wosk w kredce marki Bell (nr 2). Jeśli jeszcze jej nie znacie, koniecznie to nadróbcie. Kosztuje jedynie 10 zł, a to świetny produkt. Pełna recenzja jest tutaj. 

Na moich powiekach najczęściej gości odrobina kremowego cienia Revlon Colorstay nr 705. Nie mogłam się mu oprzeć w trakcie rossmanowych promocji. ;) Piękny, szampański kolor! Może posłużyć również jako baza pod cienie. Choć sam utrzymuje się też bardzo dobrze.



Nowy tusz L'Oreal Paradise Extatic okazał się wielkim rozczarowaniem. Podrażnia moje oczy - szczypią, swędzą i pieką. Poza tym tusz skleja rzęsy i osypuje się w ciągu dnia. Kompletna klapa.

Jesienią moje usta lubią być spierzchnięte i przesuszone, zupełnie jak zimą. W ich nawilżaniu pomagają mi dwa produkty. Pierwszy to softlips od Perfecty. Jest całkiem okej do używania w ciągu dnia, choć dość szybko znika z ust i często trzeba powtarzać tę czynność. Mimo to mam jakiś nieokreślony sentyment do tej pomadki. Może to to opakowanie?



Drugi produkt to Lip Elixir od Eveline. Cudowny, waniliowy olejek do ust. Nawilża naprawdę rewelacyjnie! Zabezpiecza usta przed wysuszeniem, długo się na nich utrzymuje i nie lepi/klei ust. Na pewno chętnie wypróbuję pozostałe wersje tego cuda. Wam także polecam. Nawet bez żadnej pomadki, nałożony solo, sprawia że usta wyglądają bardzo ładnie i makijaż nie jest taki "łysy".

Na koniec chcę Wam pokazać moje ulubione jesienne pomadki. Wszystko zachowane w zgaszonej różowej tonacji. Płynne matowe pomadki - Wibo i Sleek - są bardzo trwałe. Natomiast pozostałe - Bell i Mariza - dają taki komfortowy mat. Nie będą nam towarzyszyć przez cały dzień, ale są bardzo przyjemne. ;)





Znalazłyście tu coś dla siebie?


Pozdrawiam!

Jesienna pielęgnacja cery mieszanej z trądzikiem | Jakie nowości wprowadziłam i jak mi się sprawdzają?

Hej! ;) Dziś przyszła pora na kolejny post z jesiennej serii.Tym razem będziecie mogli poczytać o pielęgnacji mojej mieszanej cery z tendencją do trądziku. Skupię się na (względnych) nowościach, których jeszcze tu nie widzieliście. Większość używam już jakiś czas, są też kosmetyki, które dopiero poznaję. Może coś zwróci Waszą uwagę i zechcecie to wprowadzić również do swojej codziennej pielęgnacji. Dajcie koniecznie znać. Nie przedłużam już i zapraszam! ;)



Do swojej pielęgnacji wprowadziłam więcej (niż dotychczas) kosmetyków koreańskich oraz  naturalnych. Jednym z nich jest rumiankowy żel do twarzy polskiej, naturalnej marki Sylveco. Zapewne wiele z Was już go zna. Dla mnie to pierwszy raz. Żel wprowadziłam do porannej pielęgnacji, ponieważ zawsze staram się sięgać po coś delikatnego. Ten żel bez wątpienia taki jest. Usuwa wieczorną pielęgnację, delikatnie oczyszcza skórę, zbiera nadmiar sebum, a przy tym nie pozostawia skóry ściągniętej ani wysuszonej. Rumianek posiada  m.in. działanie łagodzące, więc bardzo przydaje się w pielęgnacji skóry z trądzikiem lub też skóry podrażnionej.

Po oczyszczaniu pora na tonizowanie. Wybrałam coś całkiem nowego, coś czego nie widziałam nigdy na blogach. Mowa o mgiełce solankowej na bazie rabczańskiej solanki. Skład mgiełki jest prosty i krótki: woda mineralna z Uzdrowiska Rabka, ekstrakt z aloesu oraz ekstrakt z lawendy. Mgiełki można używać do pielęgnacji całego ciała. Mi natomiast służy przede wszystkim jako tonik do twarzy. Jest delikatna, tonizuje skórę, nie ściąga jej. Świetnie sprawdza się przy aktywnym trądziku oraz skórze podrażnionej.


Od około 2 tyg. po mgiełce nakładam esencję marki Benton. Skusiłam się na wersję ze śluzem ślimaka i jadem pszczelim, ponieważ wcześniej spodobały mi się próbki. Esencję nakładam zarówno na dzień, jak i na noc. Z tym, że na dzień jednak mniej, bo jedną pompkę. Póki co, mogę napisać, że esencja utrzymuje nawilżenie skóry oraz poprawia jej strukturę i elastyczność. Skóra jest bardziej ujednolicona i nie wyskakuje dużo nieprzyjaciół (choć na to mogą mieć wpływ również inne kosmetyki). Szybko się wchłania, ma raczej neutralny zapach i używa mi się jej naprawdę bardzo dobrze. 

Jeśli czuję, że pod skórą zaczyna się "grubsza impreza" (czyt. wysyp podskórnych grudek, kaszka) sięgam po olejek z drzewa herbacianego. Wykazuje on właściwości antybakteryjne, przeciwzapalne oraz antyseptyczne. Oprócz tego ma szereg innych właściwości zdrowotnych, o których warto poczytać. Dziś skupiam się wyłącznie na jego roli w pielęgnacji cery. Olejku absolutnie nie należy używać solo, bezpośrednio na całą skórę, chyba że za pomocą patyczka kosmetycznego - wyłącznie na pojedyncze zmiany. Ja używam go w ten sposób, że mieszam 1-2 krople z kremem nawilżającym, którego aktualnie używam (tylko na noc). Teraz jest to Yves Rocher Sensitive Vegetal, który świetnie sprawdza się także w roli kremu na dzień, pod makijaż. Przyjemnie nawilża i nie zapycha mojej kapryśnej cery. Połączenie kremu i olejku z drzewa herbacianego sprawia, że skóra wciąż jest nawilżona, a wysyp zostaje zatrzymany.


Jesienią i zimową używam też kwasów, dlatego wysoki filtr przeciwsłoneczny towarzyszy mi nie tylko latem. Niedawno skusiłam się na Waterproof sun gel od Skin79. Posiada SPF 50+ PA++++, czyli bardzo wysoką ochronę. Filtr faktycznie ma formułę żelu, szybko się wchłania i nie pozostawia bardzo wyczuwalnej warstwy na skórze. Nie jest ona zbyt lepka, ani też tłusta. Nie bieli skóry. Co ważne, nie zapycha! Stanowi świetną bazę pod makijaż. Nie zauważyłam aby makijaż był przez niego mniej trwały. Warto go zakupić! ;)


Jakich kwasów używam? Tutaj króluje marka The Ordinary. O ich serum z cynkiem i wit. B3 już pisałam na blogu. Cenię markę za składy i niskie ceny. Tym razem skusiłam się na serum z kwasem mlekowym 10% i kwasem hialuronowym 2%. Póki co nie będę wiele pisać, bo używam za krótko. Czuję, że będzie dobrze. Natomiast już dosyć długo używam peelingu AHA 30% + BHA 2% i mogę śmiało napisać, że robi on mojej skórze bardzo dobrze. Skutecznie ją wygładza, zwęża pory, niedoskonałości wyskakuje coraz mniej (wyłącznie przed miesiączką), skóra mniej się przetłuszcza w strefie T. Myślę, że zrobię Wam o nim odrębną recenzję. Stosuję 2-3 razy w tygodniu.


Muszę tutaj wspomnieć też o całonocnej różanej masce Waterfull Mask od Skin79, którą recenzowałam w ostatnim poście. Maska prócz wody z róży damasceńskiej zawiera także delikatne kwasy AHA. Delikatnie złuszcza skórę, rozjaśnia ją, przy czym pozostawia głęboko nawilżoną. Świetnie wygładza skórę, uspokaja ją. Właśnie zostaje wycofana ze sprzedaży. Można ją jeszcze znaleźć w niższej cenie, polecam się skusić. Jest okropnie wydajna! ;))



Jakie maski jeszcze stosuję? Przede wszystkim rozpoczęłam swoją małą przygodę ze słynną spiruliną. Chociaż jej zapach zniechęca do używania, ja jestem twarda i się nie poddaję. ;) Spirulina jest pełna antyoksydantów, które zwalczają wolne rodniki, przyczyniające się do szybszego starzenia naszej skóry. Działa na skórę oczyszczająco, odkażająco, a także poprawia jej ukrwienie, ujednolica koloryt, napina skórę w ten dobry sposób. Póki co bardzo mi się podoba jej działanie. ;)

Mam okazję testować trzy maseczki CHIC CHIQ. Aktualnie jestem zakochana w wersji anti-aging z płatkami róż i olejem jojoba, ponieważ cudnie nawilża i wygładza skórę. Nie ma śladu po zaczerwieniach i podrażnieniach. Opiszę je Wam szczegółowo w odrębnym wpisie, bo naprawdę warto.



Nie wspomniałam jeszcze tylko o pielęgnacji delikatnej skóry wokół oczu. Wyjątkowo pielęgnuję ją dwoma kremami (a ostatnio doszło jeszcze serum kofeinowe, ale o tym innym razem). Kremu marki Vianek używam na noc (choć na dzień też się sprawdza, dogaduje się z makijażem), ponieważ jest odżywczy. Lubię go nałożyć grubszą warstwą. Dobrze nawilża, nie podrażnia oczu. Nie jestem nim jakoś szczególnie oczarowana, ale wcale nie znaczy to, że jest zły. Jest poprawny. ;) O poranku sięgam po krem rozświetlający marki Mincer Pharma. To dla mnie spore zaskoczenie. W sumie kolejne tej marki, bo pierwszym była mikrodermabrazja, o której pisałam Wam w ostatnim wpisie z pielęgnacją cery. Krem ma fajną, treściwą konsystencję (zbitą). Faktycznie pozostawia skórę wokół oczu ładnie rozświetloną, wow. Nawilża też poprawnie. Nie mam się tutaj do czego przyczepić. Ten duet bardzo mi teraz odpowiada. Czasem, aby wzbogacić krem na noc, dodaję do niego odrobinę olejku z pestek winogron. Wtedy jest moc! Polecam wypróbować ten sposób. ;)


To by było na tyle, jeśli chodzi o nowości w mojej pielęgnacji. Może się ona wydawać bogata, czy też rozbudowana i skomplikowana, ale zajmuje zaledwie 10 minut rano i tyle samo wieczorem. Chyba, że nakładam maseczkę, którą trzeba zmyć - wtedy wiadomo, że dłużej. ;) Naprawdę służą mi ostatnie zmiany i w końcu moja skóra zaczyna mi się podobać. Na pewno jest dużo jaśniejsza niż 2 m-ce temu. Wszystko zmierza ku dobremu. W razie pytań, śmiało piszcie. ;)


Pozdrawiam!

Rozdanie z okazji 10K na INSTAGRAMIE!

Hej! ;) Kochani, zapraszam Was serdecznie na moje pierwsze (i mam nadzieję, że nie ostatnie) ROZDANIE! Wszystko odbywa się na moim profilu na INSTAGRAMIE, czyli TUTAJ.

Jeśli macie konto na IG, będzie mi miło jak weźmiecie udział - ZAPRASZAM! ;)



Pozdrawiam!

Maska i Serum do twarzy z Zielonym Kawiorem

Algi są niezwykłe. Stanowią bogate źródło niezbędnych do życia substancji, takich jak witaminy, peptydy, kwasy tłuszczowe, minerały, polisa...