Tych kosmetyków nie kupuj!

Ostatnio na blogu były same zachwyty. Dziś pora na kosmetyczne rozczarowania, czyli post który co jakiś czas gości na blogu i cieszy się powodzeniem. Nic dziwnego, w końcu każda z nas woli unikać kosmetycznych bubli. Zapraszam na kolejną porcję moich rozczarowań. Nie będę dokładnie opisywać produktów, skupię się wyłącznie na ich działaniu (a raczej braku w tym przypadku).



Słynna maska do włosów Alterra bio-owoc granatu i bio-aloes to rozczarowanie, do którego robiłam kilka podejść. Za każdym razem NIE. Przede wszystkim wg mnie maska śmierdzi alkoholem. Z włosami nie robi nic dobrego. Po jej spłukaniu są one szorstkie, poplątane, puszą się i wyglądają na zniszczone. Szampon z tej linii również nie zdał u mnie egzaminu.

W ostatnim czasie rozczarowały mnie aż dwa peelingi do twarzy. Nie wiem o co chodzi, ale ciężko mi znaleźć coś naprawdę wow na drogeryjnych półkach. Pierwszy peeling jest enzymatyczny, naturalny, znanej polskiej marki Sylveco. Próbowałam go zużyć na wiele sposób. Niestety nie robił kompletnie nic dla skóry, a na koniec mnie jeszcze zapchał. Kompletny bubel. Za każdym razem moja skóra była po nim jakby niedomyta i szorstka. Nawet użycie żelu nie niwelowało do końca tego uczucia.

Drugi peeling należy do koreańskiej marki I Want i jest to peeling typu gommage. I znów nie robi kompletnie nic. Nie oczyszcza skóry, nie złuszcza w żaden sposób martwego naskórka. Po zmyciu pozostawia na skórze nieprzyjemnie sztuczny, śliski film. Może zapychać, całe szczęście nie zanotowałam nic takiego.



Ostatnim niestety bublem okazał się dwufazowy płyn do demakijażu oczu Nivea. Dlaczego niestety? Płyn bardzo dobrze radzi sobie z demakijażem oczu i brwi. Szybko pozbywa się nawet wodoodpornych produktów i jest delikatny. Niestety pozostawia przed oczami nieznośną mgłę, której ciężko się potem czymkolwiek pozbyć. To go u mnie definitywnie skreśla. 


Mam nadzieję, że nie miałyście styczności z tymi bublami albo że sprawdziły się u Was dużo lepiej. Ja nie mogę polecić żadnego z tych produktów.

Znacie coś?

Perełki kwietnia | Zielone Laboratorium, BE.LOVED, MydłoStacja, Resibo, Bomb Cosmetics i Bielenda

Było już kwietniowe denko, więc pora na ulubione kosmetyki minionego miesiąca. Jak to często u mnie bywa - dużo pielęgnacji i mało makijażu, bo tylko jeden produkt. Znajdują się tutaj praktycznie same nowinki blogowe. Zapraszam! ;)



Pierwszym ulubieńcem jest łagodny płyn micelarny Zielone Laboratorium. Bazą płynu jest woda miętowa, która łagodzi podrażnienia i pozostawia na skórze efekt świeżości. Ekstrakt z aloesu działa łagodząco i nawilżająco. Płyn przeznaczony jest do codziennego oczyszczania twarzy i oczu każdego rodzaju skóry. Został przebadany pod kontrolą okulisty. Płyn bardzo dobrze spisuje się na mojej mieszanej skórze. Bezproblemowo radzi sobie z makijażem twarzy. Nie podrażnia skóry, nie zapycha porów. Nie pozostawia na skórze lepkiego filmu. Po jego użyciu skóra jest odświeżona, czuć efekt delikatnego chłodu, co jest fajną opcją na gorące letnie dni. Nie wysusza. Skóra jest też ukojona, uspokojona. Mięta jest tutaj wyczuwalna, w końcu woda miętowa stanowi bazę płynu, dlatego trzeba mieć to na uwadze, jeśli za tym nie przepadacie. Płyn jest wydajny, przy codziennym użytkowaniu zniknęło go naprawdę niewiele. Nie zawiera SLES, SLS, ALS, PEGów, silikonów, olejów mineralnych, parabenów, sztucznych barwników i zapachów. Odpowiedni dla wegan oraz nietestowany na zwierzętach. Produkt polski! 

Tonizowanie i maseczka - to ostatnio moje dwa ulubione etapy pielęgnacyjne. W każdej z tych 'kategorii' znalazłam kwietniowego faworyta. Tonik mgiełka nawilżająca Resibo przeznaczony jest do każdego rodzaju skóry, przy czym bardzo dobrze sprawdza się na mojej mieszanej, skłonnej do niedoskonałości. Mgiełkę aplikuję za pomocą wacika. Jest to naturalny i bardzo delikatny kosmetyk. Absolutnie nie podrażnia skóry, koi ją i łagodzi wszelkie podrażnienia. Zmiękcza skórę i oczywiście przywraca jej prawidłowe pH. Resibo zawiera w sobie wodę różaną i pomarańczową. Uważam, że to świetny duet do cery mieszanej. Tonik wpisał się w moją codzienną pielęgnację, o której napisałam tutaj.

Ulubioną maseczką stała się peel-maseczka Owocowe Podróże MydłoStacja. FENOMENALNA! Śmiało mogę przyznać, że to jeden z najlepszych kosmetycznych zakupów, jakie dotąd poczyniłam. Maseczka zawiera białą glinkę, olej z orzechów baobabu, masło kakaowe oraz peelingujące pestki owocu granatu. To wszystko sprawia, że skóra staje się gładsza, mocno odżywiona i bardziej elastyczna. Aromat maseczki zawdzięczamy olejkowi gejpfrutowemu przełamanego nutą orientalnej róży. Ta maseczka to coś wspaniałego! Dobrze oczyszcza moją skórę, ale pozostawia ją świetnie nawilżoną, nawodnioną, rozjaśnioną, ujednoliconą, rozświetloną. Skóra jest niezwykle gładka, sprężysta. Efekty są po prostu WOW! Nie sposób to opisać, trzeba wypróbować!



Ostatni kosmetyk do pielęgnacji twarzy, który zachwycił mnie w kwietniu pochodzi od marki be.loved. Odkryłam ją przypadkowo, na IG i musiałam się na coś skusić. Zaciekawił mnie krem czyszcząco peelingujący, truskawka z ryżem. Jest to mieszanka oczyszczającej gliny kaolinowej, mączki owsianej koloidalnej, pudru ryżowego NS, tapioki oraz oleju truskawkowego pozyskiwanego przez wyciskanie na zimno oraz enzymu dynii i biofermentów z bambusa i rzodkwi. Oczyszczanie tą mieszanką pozostawia skórę idealnie czystą, zbalansowaną, miękką i gładką. Ponadto jest ona uspokojona, ładnie zmatowiona, ale nie wysuszona. Bardzo fajny kosmetyk! I ma ciekawą formułę, nieco ciągnącej się gumy.

W pielęgnacji ciała pojawił się jeden hit. Jest nim myjące masło pod prysznic czarna porzeczka od Bomb Cosmetics. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką formą kosmetyku myjącego i to pod prysznic. W małym słoiczku znajdziemy zbity produkt. O dziwo wystarczy tylko odrobina, aby umyć całe ciało. Masło dobrze się pieni i nie znika w mgnieniu oka, jest bardzo wydajne. Poza tym jego zapach jest obłędny - orzeźwiający, cudnie porzeczkowy, taki letni. Koniecznie wypróbujcie, to coś naprawdę fajnego! ;) Masło myjące znalazłam w kwietniowym PAUSE box.




Jedynym kosmetykiem z kategorii makijaż, który zwrócił moją uwagę w kwietniu jest hialuronowa mgiełka wykańczająca makijaż z pudrem roślinnym Bielenda Make-Up Academie. Za ok. 13zł dostajemy bardzo dobry kosmetyk. Z opisu producenta wynika, że mgiełka jest matująca, daje subtelne wykończenie makijażu poprzez nadanie skórze długotrwałego matu i ogranicza błyszczenie. Dwu-fazowa formuła łączy nawilżające i pielęgnujące zalety wody hialuronowej oraz matujące działanie naturalnego pudru roślinnego o silnych właściwościach absorbujących sebum. Mgiełkę należy wstrząsnąć przed użyciem. Jest to prawdziwa mgiełka, czyli bardzo fajnie rozpyla się na skórze, atomizer nie pluje produktem. Działanie, jak na produkt za niewiele ponad 10zł, jest świetne! Mgiełka scala makijaż, dodaje mu naturalności, matowi skórę w fajny sposób, całość wygląda naturalnie, daje na skórze ładny satynowy efekt. Makijaż trzyma się zdecydowanie dużo dłużej, skóra nie błyszczy się przez większość dnia. Warto wypróbować!

Znacie coś z tego grona?

Demakijaż podstawą pielęgnacji! | Płyn, mleczko i olejek do demakijażu Caudalie

Podstawą prawidłowej i efektywnej pielęgnacji jest dokładny demakijaż. Po całym dniu (szczególnie w make upie) skóra potrzebuje odpoczynku i dlatego tak ważne jest jej oczyszczenie przed pójściem spać. Mimo że nie widać tego gołym okiem, po całym dniu nasza skóra jest brudna. Zanieczyszczenia, które się na niej osadzają zatykają pory, finalnie na skórze mogą pojawić się krosty i zaskórniki. Niedokładnie oczyszczona skóra stworzy pewną barierę, przez co kolejne produkty (krem czy serum) nie zadziałają tak jak powinny. 

Preferuję i polecam co najmniej dwustopniowy demakijaż. U mnie jest to zazwyczaj płyn micelarny lub mleczko w pierwszym kroku i olejek w drugim. Następnie sięgam po żel myjący, choć nie zawsze. Jakie powinny być produkty do demakijażu? Skuteczne, ale delikatne. Nie mogą podrażniać oczu ani skóry, powodować jakichkolwiek zaczerwienień na skórze. Najlepiej jeśli są bezwonne lub mają delikatny, niedrażniący zapach. Bardzo nie lubię też kiedy płyny/mleczka pozostawiają lepką warstwę.


Moje wymagania w pełni spełniają produkty Caudalie: płyn micelarny, łagodne mleczko oraz olejek do demakijażu. Jako pierwszy krok używam wymiennie płynu lub mleczka do demakijażu. Delikatnie zmywam makijaż twarzy i oczu przy pomocy płatków kosmetycznych. Bardzo ważne jest, abyśmy nie pocierały mocno skóry, nie naciągały jej. Tym bardziej podczas demakijażu oczu, które są bardzo wrażliwe, a skóra wokół nich cienka i bardziej podatna na uszkodzenia.

Dotąd preferowałam płyny micelarne. Mleczka nie kojarzyły mi się zbyt dobrze, zwykle tylko rozmazywały makijaż po mojej twarzy. Tym razem jest inaczej i jestem bardzo zadowolona z łagodnego mleczka do demakijażu od Caudalie. Jest aksamitne, kremowe i skutecznie usuwa makijaż twarzy oraz oczu, będąc przy tym delikatne. Mleczko zostało wzbogacone o składniki, które odżywiają skórę i przynoszą jej ukojenie. Nie zatyka porów. W efekcie moja skóra jest oczyszczona, gładka i przyjemnie miękka. Nie jest zaczerwieniona, a oczy nie są podrażnione.

Woda micelarna jednocześnie oczyszcza i zmywa makijaż. Przeznaczona jest zarówno do twarzy, jak i oczu - nawet tych bardzo wrażliwych. Nie zawiera mydła. Formuła o fizjologicznym pH, która składa się w 98% z naturalnych składników, dba o naturalną równowagę skóry. Po zmyciu makijażu tym płynem micelarnym, moja skóra jest czysta, bardzo mięciutka i gładka. Płyn daje jej niezwykłe ukojenie! Absolutnie nie podrażnia, nie pozostawia lepkiej warstwy na skórze (mleczko podobnie). Jest skuteczny i delikatny, tak jak być powinno. Sprawdzi się przy cerze wrażliwej, suchej, z trądzikiem, właśnie dzięki swej delikatności. Bezproblemowo zmywa maskarę L'Oreal So Couture, a nie każdy płyn sobie z tym radzi. To mój stały test dla płynu micelarnego, który Caudalie zdał śpiewająco.



Drugi krok demakijażu stanowi olejek. Caudalie to połączenie naturalnych olejków roślinnych, które radzą sobie z każdym makijażem, nawet wodoodpornym. Oczyszcza skórę i usuwa zanieczyszczenia, nie pozostawiając na skórze tłustej powłoki. Zapach, tak jak w przypadku płynu i mleczka, jest bardzo subtelny, przyjemny, niedrażniący. Olejek rozgrzewam w dłoniach i masuję niezmoczoną twarz. Kiedy czuję, że połączył się ze skórą i rozpuścił makijaż, dodaję trochę wody i jeszcze chwilę masuję skórę. Całość zmywam wodą lub przy pomocy mokrego ręcznika. Są osoby, które olejek zmywają jeszcze żelem, ja robię to rzadko. Przy zastosowaniu się do powyższych zasad żadne krostki nie mają prawa się pojawić. Ale jeśli czujecie, że musicie jeszcze dodatkowo użyć żelu, nie ma przeciwwskazań. U mnie sprawdza się opisana metoda, nie powoduje to powstawania zaskórników. Olejek sprawdza się również w demakijażu oczu, absolutnie nic nie szczypie, nie piecze. Po zastosowaniu olejku skóra jest niesamowicie mięciutka i gładka, rewelacyjne uczucie! Nie pozostawia efektu lepkości na skórze, nie obawiajcie się tego.

Kosmetyki do demakijażu Caudalie znajdziecie tutaj.


Bardzo Wam polecam te kosmetyki do demakijażu Caudalie. Powtórzę się kolejny raz, skuteczne i delikatne zarazem. Zapachy są ledwie wyczuwalne, niedrażniące. Formuły przyjemnie, kojące, w sam raz dla cer wymagających, takich jak sucha, bardzo wrażliwa, z trądzikiem. Jestem przezadowolona! ;)

Znacie kosmetyki do demakijażu Caudalie?

Trio do pielęgnacji włosów suchych, zniszczonych, puszących się (i nie tylko) | TRESemme BIOTIN+REPAIR 7

Nasze włosy codziennie narażone są na różnego rodzaju uszkodzenia. Niestety bardzo często same się do tego przyczyniamy: pośpieszna stylizacja, częste lub nieumiejętne zabiegi pielęgnacyjne/fryzjerskie. Z pomocą przychodzi marka TRESemme i jej linia BIOTIN + REPAIR 7, której używam od dwóch tygodni i chcę się z Wami podzielić moją opinią na jej temat. 

Linia ta z założenia ma pomóc zniwelować aż 7 rodzajów najbardziej powszechnych uszkodzeń, spowodowanych suszeniem, rozjaśnianiem, szczotkowaniem, prostowaniem, farbowaniem, zaplataniem i kręceniem. Co więcej, z badań wynika, że szampon i odżywka z tej serii poprawiają kondycję zewnętrznych warstw włosa już od pierwszego użycia kosmetyków.


Kosmetyki z linii TRESemme zostały wzbogaconę o biotynę, specjalnie stworzony Pro-Bond Complex oraz Repair Actives. Biotyna to jedna z witamin z grupy B, czyli witamina B7. Jest bogata w atomy siarki, które chronią włosy przed uszkodzeniami. Potrafi poprawić kondycję wierzchnich warstw włosa i wygładzić je, by odzyskały zdrowy wygląd, miękkość i gładkość. Pro-Bond Complex to specjalnie stworzona mieszanka składników, która wnika do wnętrza włosa i odbudowuje uszkodzone wiązania wewnątrz włosa. Włosy wzmocnione od wewnątrz zyskują zadbany wygląd i stają się bardziej odporne na 7 najpopularniejszych rodzajów uszkodzeń spowodowanych stylizacją.

MOJA OPINIA

Kolekcję TRESemme BIOTIN + REPAIR 7 charakteryzuje bardzo ładny zapach, który zaskakująco długo utrzymuje się na moich włosach. Dawno nie spotkałam się z kosmetykami do pielęgnacji włosów, po których moje włosy pachniałyby tak długo i przyjemnie. Przy każdym myciu sięgam po szampon i odżywkę, natomiast maskę traktuję jako pielęgnację wspomagającą i używam wtedy, kiedy mam więcej czasu. Szampon jest kremowy, pieni się bardzo dobrze. Nareszcie czuję, że mam porządnie oczyszczoną skórę głowy. Ostatnio trafiłam na dwa szampony, które nie radziły sobie z tak podstawową czynnością szamponu. Ale dziś nie o tym. Już przy spłukiwaniu szamponu włosy są bardziej gładkie. Z samym spłukiwaniem nie ma problemu, podobnie jest w przypadku maski, którą nakładam na kilka minut zaraz po szamponie. Dzięki temu duetowi włosy zyskują na gładkości, miękkości, są sypkie, ale nie puszą się, tworzą ładnie wygładzoną taflę. Szampon i odżywka absolutnie nie obciążają włosów! Przeciwnie, są fajnie uniesione u nasady, co bardzo mnie zaskoczyło. Nie spowodowały też łupieżu ani innych podrażnień skóry głowy.

Maskę nakładam jako pielęgnację wspomagającą, co najmniej dwa razy w tygodniu. Z czasem bywa naprawdę różnie, od 15 min do nawet godziny. Nakładam ją na długości włosów, czyli od ucha w dół, a resztkami przeciągam też górę włosów. Po takim 'zabiegu' włosy wyglądają naprawdę świetnie. Są idealnie wygładzone, miękkie, błyszczące jak z reklamy. Przede wszystkim nie są absolutnie obciążone! Nadal ładnie uniesione, nie występuje żadne swędzenie skóry głowy. Za to naprawdę ogromny plus. Linia BIOTIN + REPAIR 7 sprawia, że włosy są w dużo lepszej kondycji, regeneruje przesuszone pasma po ich długoletnim prostowaniu (u mnie to pozostałości grzywki). Włosy wyglądają dużo ładniej, rozczesują się bez problemu i żadnego bólu. ;) Myślę, że to ważna informacja dla dziewczyn z kręconymi włosami. Jako ich posiadaczka - rekomenduję.



Podsumowując, bardzo Wam polecam tę konkretną linię. Z innymi jeszcze nie miałam do czynienia. Natomiast ta moim zdaniem sprawdzi się w pielęgnacji włosów suchych, skłonnych do przesuszeń i puszenia się, zniszczonych rozjaśnianiem (tak jak moje), czy zbyt częstym prostowaniem. Moje włosy są rozjaśnione, suche, puszące się, a do tego jeszcze kręcone. TRESemme BIOTIN + REPAIR 7 daje sobie z nimi świetnie radę! Na pewno kupię ponownie i wypróbuję też inne linie. ;)

Marka TRESemme w ofercie posiada także trzy lakiery do utrwalania fryzur. Ja korzystam z wersji Freeze Hold. Nie jestem wielką fanką produktów utrwalających do włosów i nie korzystam z nich często, ale ten lakier to 'must have' na wszelkie większe wyjścia, imprezy. Szybko wysycha, jest odporny na wilgoć, można go z łatwością wyczesać i nie pozostawia na włosach białego nalotu. Utrzymuje fryzurę na miejscu długie godziny, jest naprawdę mocny. Na szczęście nie czuję na włosach żadnego dyskomfortu, nie są też brzydko posklejane. Na sezon letni na pewno się przyda! ;)




Wypróbowałyście już kosmetyki do włosów TRESemme?

Świetna maska do włosów, szampon dodający objętości, jedwabisty mus do ciała, kreator sylwetki i inne | Kwietniowe zużycia i ich mini recenzje

Kwiecień za nami dlatego pora na denko. Wyczekujcie też ulubieńców, których tutaj dawno nie było. Na bieżąco możecie mnie śledzić na IG, tam znacznie częściej pojawiają się posty polecające. A teraz zapraszam na zużycia minionego miesiąca i ich mini recenzje. Nie ma tego dużo, za to niemal same fajne propozycje!



Zużyłam dwa produkty do włosów Delia Cosmetics, a konkretnie keratynowe maskę i odżywkę bez soli. Kosmetyki charakteryzują się bardzo ładnym, intensywnym zapachem, który długo utrzymywał się na włosach. Oba produkty sprawiają, że włosy są wygładzone, nie plączą się, lepiej się rozczesują. Maska stała się moim faworytem, 30 min. SPA i włosy są jak nowe - bardziej błyszczące, miękkie, nie puszą się. Linia przeznaczona jest do włosów bardzo zniszczonych, szorstkich i bez połysku.

Szampon Alterra dodający objętości bio-papaja i bio-bambus to ulubiony szampon ostatnich miesięcy, w dodatku za mniej niż 10 zł. Pisałam o nim w tym poście. Włosy faktycznie są odbite u nasady, lekkie, sypkie, na dłużej pozostają świeże.


Zaskoczeniem z PAUSE BOX okazała się łagodna pianka pod prysznic o egzotycznym zapachu Dresdner Essenz. Zapach jest cudowny, jakbyśmy przeniosły się na rajską wyspę. Mus jest przyjemnie kremowy, po użyciu skóra staje się jedwabiście miękka i gładka. Warto wypróbować! Jeśli znajdę kosmetyki tej marki stacjonarnie, to chętnie kupię coś jeszcze.

Kolejny bardzo fajny, warty wypróbowania kosmetyk to peeling do rąk marki Orphica. Zapach znów cudny, sam peeling jest bardzo kremowy, a w nim zatopione zostały drobinki peelingujące. Nie jest to zdzierak, pozostawia skórę wygładzoną i zmiękczoną. Jest idealnie przygotowana do nałożenia kremu. Szczegółowo pisałam o nim tutaj. 

Ava Eco, Bio Repair Body Care, czyli kreator sylwetki. Charakteryzuje się fajnym zapachem, ma działanie ujędrniające, napinające oraz nawilżające. To świetny (polski) produkt wspomagający, zaraz obok diety i ćwiczeń. Jeśli szukacie czegoś takiego, to Ava będzie strzałem w dziesiątkę. W ofercie znajdziecie też inne wersje. A więcej o kreatorze sylwetki do poczytania tutaj - klik.



Mgiełka tonizująca Delia Cosmetics to kolejny produkt, który polecałam Wam w poście z cyklu 'tanie i dobre'. Skutecznie odświeża skórę, świetnie ją zmiękcza i przygotowuje do dalszych etapów pielęgnacyjnych. Link do wpisu tutaj.

Pozbywam się też gąbki Real Techniques. Była niezła, ale nie przekonała mnie do siebie w 100%. Jednak oryginalny beauty blender to całkiem inny komfort i jak dotąd nic innego mnie nie zachwyciło. Gąbka zjada dosyć dużo produktu i strasznie ciężko się ją domywa, a właściwie po czasie nie chce się wcale domyć. Dosyć szybko się też wykrusza w niektórych miejscach i niszczy. Nie wrócę do niej.

Podsumowując, polecam Wam wszystkie kosmetyki z tego denka. Nie kupię ponownie jedynie gąbeczki Real Techniques.

Znacie coś spośród moich zużyć?

Kobiecy rytuał piękna | Czy pamiętasz o kremie do rąk? Klucz do posiadania pięknych, zadbanych dłoni!

Dłonie są wizytówką każdego człowieka. Wypielęgnowane, zadbane i w dobrej kondycji dodają nam pewności siebie oraz przyciągają spojrzenia. Codziennie mamy do czynienia z wieloma szkodliwymi czynnikami, które sprawiają że skóra dłoni ulega przesuszeniu, pęka i jest podatna na podrażnienia. Składają się na to m.in. promieniowanie słoneczne, skoki temperatur, chlorowana lub morska woda czy kontakt z domowymi detergentami. Dlatego ważna jest systematyczna pielęgnacja, potraktowanie kremu do rąk jako codzienny rytuał, który wkrótce zaprocentuje i będziemy mogły chwalić się pięknymi, zadbanymi dłońmi.


Kluczem do posiadania ładnych dłoni jest systematyczność i dobry krem. Przyznaję, że regularność sięgania po krem do rąk "weszła mi w krew" całkiem niedawno, po wielu latach zaniedbań. Nie ma co się dziwić, że ciągle było coś z nimi nie tak. Jak być systematycznym? Mój sposób jest prosty: miej krem na wierzchu, nawet w kilku miejscach w domu - na szafce nocnej obok łóżka, w kuchni, w łazience, w torebce. Wtedy prędzej znajdzie się okazja, aby po ten krem sięgnąć, jak już tak wszędzie będzie Wam się rzucać w oczy (oby!). Starajmy się znaleźć na niego czas chociaż dwa razy dziennie - rano i wieczorem. Myślę, że to takie minimum i najłatwiej jest nam to wtedy uczynić, szczególnie wieczorem, zaraz przed snem.

Na moim stoliku nocnym pojawiało się już całe mnóstwo kremów. Aktualnie miejsce to zajmuje krem do rąk z olejkiem z awokado od Dove (Invigorating Ritual). Jest on inspirowany kobiecymi rytuałami piękna z Ameryki Środkowej. Kompozycja składników aktywnych z olejkiem z awokado zmiękcza skórę, a świeży zapach pobudza zmysły. W efekcie zyskujemy miękką i gładką skórę.


Krem przeznaczony jest do pielęgnacji suchej skóry dłoni. Jego zapach jest bardzo przyjemny, dla mnie to takie "kremowe awokado". Zaskakująco szybko się wchłania, pozostawiając dłonie mięciutkie, gładkie, bez uczucia lepkości czy tłustego filmu. Od razu możemy wrócić do naszych codziennych czynności. Nie trzeba czekać aż krem się wchłonie, bo robi to momentalnie. To jego ogromna zaleta. Poza tym, przy regularnym stosowaniu, dłonie stają się zdecydowanie lepiej nawilżone, wygładzone, nie ulegają przesuszeniom ani żadnym podrażnieniom. Jest to krem na piątkę!

Testowany dermatologicznie! | 75ml / 9,99zł

Sięgacie po krem do rąk regularnie, czy raczej zapominacie lub w ogóle tego nie robicie? Jestem bardzo ciekawa, jak to u Was jest! ;)


Nie myję skóry twarzy o poranku + demakijaż naturalnymi olejami | Aktualizacja pielęgnacji cery mieszanej, skłonnej do niedoskonałości | Przełom!

Na IG pokazywałam Wam pokrótce zmiany w pielęgnacji mojej cery. Dla przypomnienia - mieszana z tendencją do niedoskonałości. Bardzo Was ten temat zainteresował, dlatego z chęcią piszę post. Dziękuję za tak duży odzew! Wiele z Was boryka się z problemami skórnymi, podobnymi do moich. Mam nadzieję, że tekst Wam się spodoba i przyda.

Ostatnie wpisy z aktualizacją pielęgnacji cery znajdziecie TUTAJ i TUTAJ. Tym razem zmieniło się dużo więcej. Zapraszam do zapoznania się z moją aktualną pielęgnacją cery mieszanej, skłonnej do niedoskonałości.

Zacznę od wieczornej rutyny. Pierwszy krok to demakijaż - w moim przypadku dwustopniowy. Zmywam makijaż łagodnym płynem micelarnym na bazie wody miętowej Zielone Laboratorium. Jest to polska marka kosmetyków naturalnych - bez SLES, SLS, ALS, PEGów, silikonów, olejów mineralnych, parabenów, sztucznych barwników i zapachów. Kosmetyki są odpowiednie dla wegan, ponieważ nie zawierają surowców pochodzenia zwierzęcego, nie są także testowane na zwierzętach. Wspomniany płyn to bardzo udany produkt. Dobrze radzi sobie z usunięciem makijażu twarzy (do demakijażu oczu używam na razie płynu dwufazowego, innej marki), nie podrażnia, nie powoduje zaczerwienień, dzięki obecności wody miętowej przyjemnie odświeża skórę. Zawarty w płynie ekstrakt z aloesu działa łagodząco i nawilżająco. Skóra jest oczyszczona, ale też ukojona. Płyn nie pozostawia na niej żadnego tłustego, nieprzyjemnego filmu.

Drugi krok stanowi pasta do mycia twarzy z melisą i szałwią fresh&natural. To produkt przeznaczony zarówno do demakijażu, jak i do mycia twarzy. Mamy tu mieszankę naturalnych olejów roślinnych, która dokładnie oczyszcza skórę, pozostawiając ją zmiękczoną, gładką, bez uczucia nieprzyjemnego ściągnięcia. Pasta nadaje się do każdego typu cery, a ja szczególnie polecam ją posiadaczkom tłustych i mieszanych. Taka forma oczyszczania nie narusza warstwy hydrolipidowej skóry, więc nie pobudza gruczołów do nadmiernej produkcji sebum oraz nie pozbawia naskórka jego naturalnej ochrony. Dzięki tej paście moje gruczoły "uspokoiły się", skóra się nie przetłuszcza, powiedziałabym że ma po prostu swój naturalny, zdrowy blask. Makijaż utrzymuje się dłużej i oczywiście wygląda dużo ładniej. Nie obawiajcie się tej metody zmywania olejami!

Raz/dwa razy w tygodniu, a bywa że wcale, sięgam po oczyszczającą piankę z zieloną herbatą Holika Holika. Wszystko zależy od tego, jak wygląda moja skóra - czy jest bardzo zanieczyszczona. Wciąż lubię od czasu do czasu takie dogłębne oczyszczenie porów. Mam tendencję do tego, że się zanieczyszczają, choć już nie w takim stopniu, jak kiedyś. Pianka sprawdzi przy cerach tłustych, problemowych. Nie polecam jej do codziennego użytku, a już na pewno nie do porannej pielęgnacji. Moim zdaniem jest "zbyt oczyszczająca, agresywna". Bardzo dobrze oczyszcza pory, ściąga je, odświeża skórę. Ekstrakt z zielonej herbaty posiada właściwości przeciwbakteryjne. Piankę staram się aplikować w niewielkiej ilości i głównie w okolice: nos, broda, środek czoła, czyli tam gdzie skóra najszybciej mi się zanieczyszcza i to widać.



Jeśli mam dzień bez makijażu, pomijam płyn micelarny i mam do wyboru dwa produkty: wspomnianą pastę fresh&natural lub względną nowość w mojej kosmetyczce, czyli krem czyszcząco peelingujący truskawka z ryżem BE.LOVED. Ten krem ma ciekawą, bo gumową, lekko ciągnącą się formułę. Pod wpływem wody zmienia się po prostu w krem myjący, o delikatnej konsystencji. Jest to mieszanka oczyszczającej gliny kaolinowej, mączki owsianej koloidalnej, pudru ryżowego, tapioki oraz oleju truskawkowego (pozyskiwanego przez wyciskanie na zimno), enzymu z dynii i biofermentów z bambusa i rzodkwi. Oczyszczanie skóry tym produktem, sprawia że staje się idealnie czysta, gładka, miękka, uspokojona i taka zbalansowana (producent bardzo dobrze to określił, samej chyba zabrakłoby mi słowa). Krótko mówiąc, jest idealnie czysta, odpowiednio nawilżona i nie jest ściągnięta. To bardzo ciekawy kosmetyk, coś zupełnie innego niż dotąd używałam. Podczas mycia czuć delikatną woń truskawek. Efekt peelingujący jest bardzo subtelny, delikatny. Moim zdaniem spokojnie nada się do codziennej pielęgnacji.



Płynnie przechodzimy do tonizowania. Jest to ważny etap w pielęgnacji, a ostatnio nawet mój ulubiony. Przywracamy skórze właściwe pH. Używam dwóch toników: toniku, mgiełki nawilżającej Resibo oraz aktywnej esencji w lekkiej mgiełce (wersja z ekstraktem z owocu kokosa). Sięgam po nie zamiennie. Wczoraj akurat wybrałam produkt MIYA. To bardzo przyjemna mgiełka, choć ja aplikuję ją na wacik, a nie bezpośrednio na skórę. Esencja jest delikatna, fajnie zmiękcza skórę, nawilża, koi ją.  Używam jej krótko, ale już mi się spodobała. Ma bardzo ładny kokosowy zapach. Pisałam o niej w ostatnim poście na IG, więc tam Was odsyłam KLIK.

Co drugi dzień stosuję jeszcze serum z retinolem, choć już za chwilę kończę tę pozytywną przygodę ze względu na słońce. Koncentrat intensywnie korygujący LIQ 0.3% retinol + kwas laktobionowy + witamina E przeznaczony jest dla każdego rodzaju skóry, zarówno dla młodej jak i dojrzałej. Redukuje zmarszczki i bruzdy, poprawia jędrność skóry i jej elastyczność. Zapewnia też redukcję trądziku wieku dorosłego, niweluje przebarwienia oraz działa na skórę wygładzająco. Tak wyglądają zapewnienia producenta, a ja się z nimi zgadzam, chociaż robiłam przerwy w stosowaniu tego specyfiku. Przez ostatni czas nakładałam serum pod krem nawilżający albo solo, co drugi dzień. Ostatnio na mojej skórze nie pojawiają się żadne niedoskonałości, drobne przebarwienia są coraz mniej widoczne, skóra ma ładniejszy koloryt, nie jest taka szara, zmęczona. Pory są zmniejszone, skóra faktycznie jędrniejsza, bardziej elastyczna. Jej struktura uległa znacznej poprawie, jest ładniejsza, wygładzona (również zmarszczki na czole - płytsze, mniej widoczne). Na te efekty musiałam czekać dosyć długo, bo ok. 2 miesiące, ale uwierzcie mi - było warto. Na pewno będę kontynuować tę kurację jesienią.



Jeśli nie nakładam serum LIQ, nakładam "jakiś" krem. "Jakiś", bo aktualnie zużywam próbki i szukam czegoś nowego. Zużyłam niedawno swoje zapasy, czyli serum Be The Sky Girl i krem na noc Śnieżna Alga od Ava Laboratorium. Recenzje znajdziecie odpowiednio tutaj i tutaj. Ostatnio spodobały mi się dwa kremy z próbek, oba polskiej marki Vianek. Wersja na noc - wzmacniająca z ekstraktem z kasztanowca wystarczyła mi na cztery dni i z moją cerą nie zadziało się nic złego. Przeciwnie, krem optymalnie nawilża, skóra jest wygładzona, napięta, miękka, ukojona. Krem nie jest tłusty, zbyt ciężki, co od razu bardzo mi się spodobało. Szybko się wchłania i nie pozostawia żadnej niekomfortowej warstwy. Myślę, że skuszę się na pełnowymiarowy produkt. Z tej linii mam też żel enzymatyczny, również godny polecenia.

ZMIANY. Największe pojawiły się o poranku. Otóż wykluczyłam obecność wody z porannej pielęgnacji skóry twarzy. To już 3 tygodnie. Okazało się, że tego było trzeba mojej skórze. Nie za bardzo lubi się z wodą kranową w obecnym miejscu zamieszkania. Zresztą, same pewnie wiecie, jakiej potrafi być jakości... Wiem, że są osoby, które przerzuciły się np. na wodę mineralną, ale ja postanowiłam pójść o krok dalej i o poranku wykluczyć ją całkowicie. Miał być to mały eksperyment, ale na razie na pewno tak zostanie! Skoro mi to służy, po co coś zmieniać? Jeszcze niedawno należałam do grupy kobiet, które wręcz nie wyobrażają sobie, aby nie umyć rano twarzy, bo ale jak to? Okazało się, że można, da się to wyobrazić i w dodatku wprowadzić w życie. Skłoniło mnie do tego kolejne spore załamanie stanu skóry. Opłacało się, dlatego z tego miejsca polecam spróbować! Jeśli dotychczasowe metody/pielęgnacja zawodzą, może warto zrobić taki eksperyment? Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana, tak mówią. ;)

Poranek rozpoczynam więc od przemycia skóry tonikiem. Aktualnie jest to tonik, mgiełka Resibo. Przeznaczony jest do każdego rodzaju skóry, bardzo dobrze sprawdza się na mojej mieszanej, skłonnej do niedoskonałości. Mgiełkę aplikuję za pomocą wacika. Skutecznie oczyszcza skórę z resztek wieczornej pielęgnacji, koi, odświeża, tonizuje, zmiękcza skórę, oczywiście przywraca jej prawidłowe pH. Produkt Resibo zawiera w sobie wodę pomarańczową oraz różaną. Wg mnie to świetne combo do cery mieszanej. 


Kolejne kroki w porannej pielęgnacji cery to krem i filtr przeciwsłoneczny. Razem z kremem na noc Śnieżna Alga od Ava Laboratorium, skończył się jego brat na dzień. A więc znów szukam. 'Próbkuję' przeciwzmarszczkowy krem na dzień do cery tłustej z ekstraktem z koniczyny czerwonej marki VIANEK. On (podobnie jak Vianek na noc) też mi się spodobał - szybko się wchłania, jest lekki, skóra jest nawilżona, ale nie tłusta, makijaż dobrze się utrzymuje. Być może popełnię Viankowe zakupy. NIGDY NIE ZAPOMINAM O FILTRZE PRZECIWSŁONECZNYM. Używam 'Waterproof sun gel' Skin79 z SPF50+ PA++++, czyli z bardzo wysoką ochroną. Bywa, że pomijam zwykły krem na dzień i nakładam tylko ten filtr. Różnie bywa, nie zawsze ma się czas. Solo filtr też dobrze się sprawdza, ponieważ utrzymuje nawilżenie skóry. Nie zapycha, nie podrażnia, nie bieli, współgra z makijażem - nic nie spływa, skóra nie błyszczy się nadmiernie. W dodatku jest wydajny. To drugi filtr (do twarzy), który tak bardzo mi się spodobał. Poprzednio polecałam Wam Olivaloe z SPF30. Naprawdę warto znaleźć dobry dla naszej skóry filtr i pilnować jego nakładania. Skóra Wam się za to odwdzięczy! Chrońmy ją!

Celowo pominęłam tutaj pielęgnację okolic oczu. Nie ma to związku z poprawą stanu mojej cery, ale zaznaczę że o niej też nie zapominam. Właściwie to mam bzika na punkcie kremów pod oczy. ;)

Na moją codzienną pielęgnację składają się jeszcze dwie 'rzeczy': peelingi i maseczki. Są niesamowicie ważne, a właściwie to regularność ich wykonywania. Oczywiście takie produkty należy też właściwie dobrać. Dziś nie poruszę tej kwestii, bo to temat na kolejny dłuższy post. A ten już jest tasiemcem, oby tylko przydatnym i ciekawym dla Was. Zaznaczę tylko, że odkąd zaczęłam pilnować systematyczności i zaopatrzyłam się w odpowiednie dla mojej skóry produkty, jej stan niesamowicie się poprawił! Zostawię Wam teraz zdjęcie mojej małej armii, abyście wiedzieli czego spodziewać się w kolejnym wpisie.


PRZEŁOM. Uważam, że nastąpił wtedy, gdy zaczęłam używać pasty fresh&natural - skóra zaczęła produkować mniej sebum, wszystko się uregulowało. Mniej sebum, mniej zanieczyszczająca się skóra, mniej trądziku. Zaraz potem włączyłam metodę 'tonik zamiast wody' i to też przyczyniło się do jej poprawy. Po żelu (nawet delikatnym, bo tylko takie używałam o poranku) skóra często była ściągnięta, na początku sucha, potem produkowała więcej sebum i tak non stop...

Na co jeszcze warto zwrócić uwagę w pielęgnacji skóry z trądzikiem?
  • częsta zmiana ręczników łazienkowych (warto wycierać twarz papierowym, a jeśli wybieracie klasyczny to niech będzie on przeznaczony tylko do twarzy),
  • częsta zmiana poszewki na poduszkę,
  • picie dużej ilości wody,
  • mniej słodkości,
  • wyeliminowanie produktów, które nam szkodzą (ja np. ograniczam nabiał, nie jem pomidorów i bananów, na które jestem uczulona - powodowały wysyp podskórnych grudek na brodzie, żuchwie, policzkach) - warto zrobić sobie testy u alergologa.
To wszystko, czym mogę się z Wami podzielić dzień dzisiejszy. Tak wygląda moja codzienna walka o piękniejszą skórę. Jeszcze nie jest idealnie, ale nie wstydzę się pokazywać bez makijażu, a to już ogromny krok naprzód. Napiszcie, czy coś jest Wam bliskie? Znacie któreś kosmetyki, a może chcecie mi coś polecić? Co sądzicie o częściowym wyeliminowaniu wody z pielęgnacji cery?

Modeluję sylwetkę z Ava Eco | Bio Repair Body Care

To właśnie wiosną najczęściej sięgamy po różne specyfiki, które mają nam pomóc w upiększeniu naszego ciała. Nie sprawią, że otrzymamy ciało modelki. Nie oszukujmy się - bez diety i aktywności fizycznej nic nie zrobi się samo. Dlatego napisałam "pomóc". Sama znam kilka tego typu produktów, które potrafią wyraźnie poprawić jędrność skóry, czy zniwelować pomarańczową skórkę. Aktualnie używam dwóch produktów Ava Eco, Bio Repair Body Care, których zadaniem jest redukcja tkanki tłuszczowej oraz cellulitu. Czy dołączyły do grona tych ulubionych?



Nocny REDUKTOR CELLULITU 

Nowatorska technologia NOCTURSHAPE łącząca dobowy rytm organizmu z działaniem składnika nocturshape blue ingredient powoduje wzmożenie aktywności antycellulitowej w nocy, podczas snu. "Nocne" białka biorące udział w gromadzeniu lipidów w organizmie ulegają redukcji. Zmniejsza to tworzenie się grudek cellulitu i obrzęków skóry. Efekt redukcji cellulitu, wygładzenia struktury skóry oraz zmniejszenia obwodu ud o ok. 1 cm widoczny jest już po 15 dniach stosowania. Zielona herbata przyspiesza spalanie tłuszczów. Oleje macadamia i sojowy oraz masło shea intensywnie nawilżają i uelastyczniają skórę.

Stosuj serum wieczorem na brzuch, uda, pośladki i okolice talii.

Moje wrażenia: Serum jest koloru białego, jego formuła bardzo przypadła mi do gustu, ponieważ bardzo szybko się wchłania. Pozostawia skórę przyjemnie gładką, nawilżoną, bez żadnej nieprzyjemnej warstwy. Jeśli chodzi o zapach, to wyczuwam delikatne nuty zielonej herbaty. Nic nachalnego, więc to kolejny plus. Po kilku minutach od aplikacji czuję delikatny efekt ciepła na skórze, głównie na udach. Jest to naprawdę delikatne, nie przeszkadza. Po ok. 2 tygodniach wieczornego stosowania mogę stwierdzić, że skóra jest widocznie wygładzona (choć nie w 100%, tego nawet nie oczekuję), bardzo dobrze nawilżona, jędrniejsza i generalnie przyjemniejsza w dotyku. Czuć różnicę.



KREATOR SYLWETKI reduktor tkanki tłuszczowej

Wyjątkowo aktywne serum remodelujące sylwetkę. Działa wyszczuplająco i przeciw uporczywemu cellulitowi. Zawiera Lipout - ekstrakt z alg Tisochrysis lutea, który przekształca tkankę tłuszczową magazynującą tłuszcz w tkankę spalającą tłuszcz , skutecznie redukując obwód ciała oraz grubość podskórnej tkanki tłuszczowej, zarówno u kobiet jak i u mężczyzn. Wzmacniają to działanie L-karnityna, kofeina oraz ekstrakt z alg Laminaria. Masło shea oraz oleje: macadamia i winogronowy intensywnie wygładzają strukturę skóry, ujędrniają, uelastyczniają i poprawiają kształt sylwetki. Serum stanowi alternatywę dla inwazyjnych kuracji redukujących nadmiar tłuszczu. 

Rano i/lub wieczorem rozprowadź serum na umytą wcześniej skórę. Koncentruj się na talii, brzuchu, udach i pośladkach.

Moje wrażenia: Serum ma jasnobeżowy kolor i bardzo ładnie pachnie, tak energetyzująco. To chyba zachęta do ćwiczeń! ;) Ma bardzo fajną, bo lekką formułę, co sprawia że wchłania się momentalnie. Podobnie jak w przypadku reduktora cellulitu, od razu czuć nawilżenie i wygładzenie skóry. Nie ukrywam, że ten produkt to mój faworyt. Dzięki niemu skóra jest genialnie napięta, ujędrniona i bardziej elastyczna. Po nałożeniu czuć ciepło/pieczenie w problemowych miejscach. Jest to efekt do zniesienia, nie czuję żeby serum wypalało skórę. 


Podsumowując, oba produkty mi się sprawdzają, przy czym KREATOR SYLWETKI to mój faworyt. Świetnie napina skórę, staje się ona jędrniejsza, gładsza i dobrze nawilżona. Co nie oznacza, że REDUKTOR CELLULITU nie działa, nie nie nie.... On zdecydowanie i wyraźnie działa. Ale każdy może wyłonić swojego ulubieńca. Dużym walorem tych produktów jest fakt, że szybko się wchłaniają, dzięki czemu od razu możemy się ubrać.

Jeśli szukacie kosmetyków, które wspomogą Waszą dietę i ćwiczenia, to koniecznie zwróćcie uwagę na Bio Repair Body Care!

Znacie produkty Ava Eco?

Pozdrawiam!

Kwietniowy PAUSE BOX | Same naturalne nowinki!

Przyszła pora na jeden z najprzyjemniejszych momentów w miesiącu. Przedstawiam Wam zawartość kwietniowego PAUSE BOX, czyli pudełka wypełnionego po brzegi naturalnymi dobrociami. Zapraszam na bardzo relaksacyjny wpis! ;)



Na pierwszy ogień idzie zestaw trzech kosmetyków Bomb Cosmetics. W moje ręce trafiły: scrub grejpfrut i nektarynka z olejkiem ze słodkich migdałów, masełko z 30% masłem shea o nazwie 'Pocałunek Słońca' oraz myjące masło pod prysznic czarna porzeczka. Produkty mieszkają w kolorowych kubeczkach o pojemności 110ml, wykonanych z plastiku. Zapachy są bardzo ładne, letnie, orzeźwiające. Obecność tych produktów to dla mnie bardzo miłe zaskoczenie! Cena takiego zestawu wynosi 65 zł.

Dalej mamy odżywczy krem do rąk z olejami inca inchi oraz avocado, jednej z fajniejszych polskich marek kosmetyków naturalnych, Nacomi. Jego zapach jest subtelny, bardzo ładny. I pozostawia na skórze przyjemny, gładki film. Kremów do rąk nigdy za wiele! Przez ostatnie miesiące nauczyłam się je stosować regularnie. Dłonie odżyły. Cena za 85ml to 11zł.



Świeżutka nowość kolejnej znanej i lubianej marki MIYA Cosmetics, aktywna esencja w lekkiej mgiełce. Bardzo się cieszę, że trafiła mi się wersja COCO BeautyJuice z ekstraktem z owocu kokosa i sokiem z aloesu. Ponadto zawiera kwas hialuronowy, wit. B3, prowit. B5 oraz wodę termalną. Jej główne zadania: przywraca i utrzymuje nawilżenie, wygładza, łagodzi, poprawia komfort, opóźnia procesy starzenia. Bardzo mnie ciekawiła nowość marki więc podwójnie cieszę się z jej obecności. 100ml / 30zł

Ostatni produkt z pudełka to również 'świeże bułeczki', tym razem od Organic Shop. Jestem pewna, że kojarzycie słynną maskę do włosów z awokado. A peelingi? Uwielbiam! Pora więc poznać nowe szampony do włosów. Ja będę testować ten z linii Gładkość & Perfekcja (z granatem). Ma za zadanie oczyścić włosy, pozostawić je miękkie i gładkie. Szampon zawsze jest mile widziany, szczególnie od tak fajnej marki. Informuję, że pojawiło się pięć nowych linii do pielęgnacji włosów: z kokosem, granatem, maliną i awokado. Każda z nich zawiera szampon, odżywkę i maskę do włosów. Koszt szamponu - 13zł / 280ml.



Dla tych z Was, którzy jeszcze nie mieli styczności z opisywanym pudełkiem, PAUSE box jest wypełnione naturalnymi i organicznymi kosmetykami do pielęgnacji ciała i nie tylko, które pozwolą zatrzymać się na chwilę i zrelaksować. Każda z nas potrzebuje takiej pauzy. Prawda? ;)

Koszt pudełka to 79zł. Możliwa jest też subskrypcja na trzy lub sześć miesięcy. Wszystko możecie sprawdzić TUTAJ.

Jak Wam się podoba kwietniowa edycja? Ja (jak zwykle) jestem zadowolona i pod wrażeniem. Wszystkich kosmetyków będę używać z wielką przyjemnością, a zacznę już dziś. Jeszcze chętniej podzielę się z Wami moimi wrażeniami więc wypatrujcie recenzji. Mam nadzieję, że coś z tego grona Was zainteresowało.

Pozdrawiam!

Pielęgnacja cery mieszanej kosmetykami Biotaniqe | Są ulubieńcy!

Mojej codziennej pielęgnacji, od kilku dobrych tygodni, towarzyszą kosmetyki Biotaniqe. Dziś chcę Wam o nich opowiedzieć, zdradzę jak mi się sprawdzają. Czy są godne polecenia?

Kosmetyki marki Biotaniqe cechuje unikalne dwupoziomowe działanie. Ich skuteczność jest większa, ponieważ łączą w sobie dwie funkcje. Podstawowa to ochrona, wzmocnienie skóry i wspomaganie jej naturalnej odporności. Druga funkcja to silny efekt pielęgnacyjny odpowiadający za poprawę wyglądu. Łączą w sobie wodę probiotyczną pro.aQua oraz innowacyjny składnik aktywny. Dwupoziomowość Biotaniqe to siła i delikatność w jednym.

I ja się z tym zgadzam! Kosmetyki Biotaniqe są skuteczne i delikatne zarazem. Żaden z nich nie wyrządził krzywdy mojej skórze - nie uczulił, nie podrażnił jej, nie zapchał porów. Znalazłam nawet wśród nich dwóch totalnych ulubieńców.



Krok pierwszy mojej codziennej wieczornej pielęgnacji to oczyszczanie. Sięgam po węglowy żel myjący Biotaniqe, którego można również używać do demakijażu. Jednym z jego zadań jest właśnie rozpuszczanie makijażu. Ja tego nie sprawdziłam. Żel stanowi drugi krok mojej pielęgnacji, zaraz po demakijażu. Jego bazą jest unikalna woda pro.aQua, zawiera też wyciągi botaniczne. Żel pieni się minimalnie. Dobrze oczyszcza skórę, przy czym jest delikatny - nie wysusza jej, nie ściąga. Dzięki temu nadaje się też do porannej pielęgnacji. Ma przyjemny, odświeżający zapach. Pozostawia skórę miękką, świeżą i czystą. To jeden z moich faworytów tej marki, bardzo Wam go polecam! Pisałyście mi, że inne żele Biotaniqe też są bardzo fajne, na pewno wypróbuję. ;) Więcej TUTAJ.
250ml / 15,59zł (Rossmann)

Skoro skończyłam na poranku, pora na zaawansowane serum ochronne, którego zadaniem jest ochrona skóry przed smogiem, dymem papierosowym oraz metalami ciężkimi. Ponadto ma spłycać zmarszczki, ujędrniać i wygładzać skórę. Ja zauważyłam na pewno to wygładzenie i lekkie ujędrnienie. Cera jest też ujednolicona. Serum ładnie się wchłania, przez kilka minut na skórze czuć mocno lepką warstwę, która potem całkowicie znika. Skóra staje się gładsza, a poziom jej nawilżenia zostaje podniesiony. Stanowi dobrą bazę pod makijaż. Tutaj również znajdziemy wodę probiotyczną. Zapach serum jest ładny, co uprzyjemnia używanie. Pełen opis znajdziecie TUTAJ.
20ml / 25,99zł (Rossmann)




Czas na mojego drugiego faworyta marki Biotaniqe, czyli bioaktywny krem regenerujący 30+ z linii 'Terapia śluzem ślimaka'. Czy kogoś jeszcze zadziwię pisząc, że ma przemiły zapach? ;) Nadaje się zarówno na dzień, jak i na noc. Dobrze sprawdza się pod makijaż. Cała linia bazuje na skoncentrowanej esencji filtrowanego śluzu ślimaka. Krem ma hydrożelową konsystencję, szybko się wchłania, pozostawiając skórę wygładzoną i jędrniejszą. Nawilża cudnie! Sprawdza się jako profilaktyka pierwszych zmarszczek. Te na czole zostały wygładzone, otrzymały super dawkę nawilżenia. Kremu sobie nie żałuję i nie muszę się obawiać, że zapcha moją problemową, wybredną skórę. Bioaktywny krem regenerujący zawiera również wyciąg z czarnej perły, który hamuje pierwsze objawy starzenia, odnawia siły witalne. Z kolei śluz niweluje niedoskonałości oraz wygładza blizny i przebarwienia. Już Wam wspominałam, że stan mojej skóry się poprawił (odpukać!). Ten krem również ma w tym swój udział - nawilża, regeneruje, nie pojawia się nowa armia nieprzyjaciół. Jestem bardzo na tak! ;) Tutaj poczytacie o nim jeszcze więcej - KLIK.
50ml / 31,99zł (Rossmann)

Ukoronowaniem całej pielęgnacji jest rozświetlający krem pod oczy również z linii 'Terapia śluzem ślimaka'. Zawiera filtrowany śluz ślimaka, kofeinę, witaminę E oraz wyciąg z mimozy i boskiego ziela. Oczywiście nie zapominamy o wodzie probiotycznej pro.aQua. Od razu spodobał mi się fakt, że krem ma minimalnie wyczuwalny, absolutnie niedrażniący zapach. Nie lubię zapachu w kremach pod oczy więc to dla mnie ogromny plus. Tubka z dziubkiem to higieniczne rozwiązanie, zużyjemy krem do cna. Jego formuła jest dość zbita, kremowa, masełkowa. Wchłania się szybko i dzięki temu sprawdza na dzień, pod makijaż. Na noc nakładam grubszą, porządną warstwę. Po wchłonięciu skóra pod oczami jest gładziutka i przyjemnie miękka. Widać też, że jest rozświetlona, ładnie odbija światło. Drobne zmarszczki są mniej widoczne, nie wchodzi w nie żaden korektor. Krem nawilża optymalnie, dla mnie mógłby bardziej, ale nie jest źle. Wiecie, że mam bardzo wymagającą skórę pod oczami, ale dla normalnej, bez większych wymogów - krem na pewno się spisze. Zmniejsza zasinienia i opuchnięcia - nie jest to efekt stuprocentowy, spektakularny, ale widoczny gołym okiem. Więcej o nim na stronie producenta, KLIK.
15ml / 28,99zł



Kosmetyki Biotaniqe okazały się bardzo miłym (i skutecznym) doświadczeniem pielęgnacyjnym. Chętnie po nie sięgam, a żel i krem znalazły się nawet w wiosennych ulubieńcach do pielęgnacji cery. Nie są to kosmetyki o wygórowanych cenach, dostępne w drogeriach sieci Rossmann więc łatwodostępne. Dlatego nie będzie Wam trudno je odnaleźć i przetestować na własnej skórze. Warto! Delikatne, ale skuteczne! ;)

Znacie markę Biotaniqe? Może polecicie mi jeszcze jakiś kosmetyk?

Pozdrawiam!

Tych kosmetyków nie kupuj!

Ostatnio na blogu były same zachwyty. Dziś pora na kosmetyczne rozczarowania, czyli post który co jakiś czas gości na blogu i cieszy się po...